Reklama

Wiadomości

Zwłoki z bijącym sercem

Niedziela Ogólnopolska 24/2011, str. 14-15

[ TEMATY ]

społeczeństwo

życie

AR

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Mateusz Wyrwich: - W medycynie za moment śmierci niegdyś uznawano chwilę, kiedy doszło do „nieodwracalnej utraty czynności oddychania i zatrzymania akcji serca”, jak pisze Ojciec we wstępie do swojej książki. A dzisiaj?

Dr n. med. o. Jacek Maria Norkowski OP: - W części państw nadal uznawana jest tradycyjna definicja śmierci. W większości jednak przyjmuje się nową, neurologiczną definicję śmierci, opartą na koncepcji śmierci mózgowej. Podstawowym kryterium jest tu stwierdzenie głębokiej śpiączki i bezdechu. Do tego dochodzą jeszcze inne warunki, m.in.: znana jest przyczyna śpiączki; wystąpiło pierwotne lub wtórne uszkodzenie mózgu; wszelkie działania lekarskie zmierzające do ratowania pacjenta są bezowocne z uwagi na upływ czasu i zmiany, jakie zaszły w organizmie. Tak naprawdę jednak, odchodząc od klasycznych kryteriów, lekarz orzeka o śmierci na podstawie ustawy i przepisów. To one określają, co świadczy o śmierci pnia mózgu. Czyli - brak odruchów w obrębie głowy, takich jak: reakcja źrenicy na światło, odruch kaszlowy i wymiotny oraz oczno-mózgowy. Drugą natomiast próbą, jaką stosuje się w tym przypadku, jest badanie bezdechu. Decyzję zaś o tym, czy ktoś żyje, czy nie, podejmuje komisja, która składa się z trzech lekarzy.

Reklama

- A zatem, paradoksalnie, można powiedzieć, że na podstawie ustawy i orzeczenia administracyjnego uznajemy kogoś za zmarłego, tymczasem ludzie ze śpiączki wychodzą. Według najnowszych badań, ok. 70 proc. chorych może być z niej wybudzanych przy zastosowaniu hipotermii. Natomiast kontrola bezdechu... może powodować u chorego śmierć.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

- Właśnie, badanie bezdechu ma służyć postawieniu diagnozy, a tymczasem to badanie nie jest obojętne dla pacjenta. Wręcz przeciwnie - może być bardzo szkodliwe. Doprowadza bowiem do zapaści krążenia mózgowego. Może też spowodować zatrzymanie akcji serca. Ale przede wszystkim uszkadza mózg. Paradoksalnie więc, żeby stwierdzić uszkodzenie mózgu, de facto najpierw się go uszkadza, a później stwierdza, że... jest uszkodzony! Przy czym oficjalnie celem tego badania jest stwierdzenie, czy ten bezdech jest rzeczywisty. A więc: Czy chory będzie próbował oddychać? Czy będziemy widzieli jakieś skurcze mięśni klatki piersiowej i nadbrzusza, co by świadczyło o tym, że ośrodek oddechowy w mózgu działa? A jeśli działa, to uznajemy, że mózg nie jest martwy. Jeśli natomiast bezdechu nie ma, zakładamy, że mózg jest uszkodzony bądź martwy. Jednak w rzeczywistości ośrodek oddechowy nie działa wskutek niedokrwienia i wskutek niskiego poziomu hormonów tarczycy. A zatem to badanie, według wielu specjalistów, jest kompletnie niemiarodajne.

- Dlaczego więc staje się ono podstawą do przyjęcia, że człowiek nie żyje, mimo iż kryteria diagnostyczne są niemiarodajne i sama definicja jest podejrzana?

Reklama

- Trudno powiedzieć. Bez wątpienia jednak znaczący jest kontekst powstawania tej definicji: pierwsza transplantacja, przeszczep serca, którego dokonał w 1967 r. Christiaan Barnard. Trzeba było zalegalizować śmierć dawcy serca. Wówczas to komisja na Harwardzie sporządziła raport tzw. „Ad hoc”, inaczej zwany „Raportem Harwardzkim”, w którym znajduje się jedno znamienne zdanie: „(...) Naszym zadaniem jest zdefiniowanie nieodwracalnej śpiączki jako śmierci człowieka”. Tymczasem jest to zdanie całkowicie nienaukowe, bo nie formułuje się tak zadań dla zespołu naukowego. Jest to natomiast zdanie świadczące o arbitralnym założeniu, że coś takiego jak „nieodwracalna śpiączka” można uznać za śmierć człowieka. To może być tylko postulatem, bo tak naprawdę nie wiemy, jaka ta śpiączka jest. Nieodwracalność nie jest kategorią empiryczną. W Japonii po społecznej dyskusji uznano, że jeśli ktoś nie ma pozytywnego wpisu do „Karty dawcy”, nie wolno u niego przeprowadzać badania bezdechu ani podejmować żadnych innych działań w kierunku stwierdzenia śmierci pnia mózgu.

- A jak ta sytuacja wygląda w Polsce?

- Uważam, że w Polsce powinna zostać wycofana domniemana zgoda na oddawanie organów. Należy ją zastąpić wyrażeniem na to zgody. Powinna być również, jak w Japonii, pytana o to rodzina. Tam, jeśli nie ma wyraźnej zgody rodziny, nie wolno przystępować do badania bezdechu, ponieważ to uszkadza mózg pacjenta. To jest taki program minimum. Tymczasem w Polsce, i nie tylko, badanie bezdechu robi się często bez zgody rodziny. Kontekst tego „badania” jest przy tym wyjątkowo ponury: ogromny nacisk na to, by zwiększać liczbę „pobrań” do transplantacji. Często wręcz stosuje się leki, które podwyższają ciśnienie i zmniejszają krzepliwość krwi, żeby polepszyć ukrwienie narządu, który chce się pobrać. Tymczasem leki te równocześnie powodują wzmożenie krwotoku do mózgu chorego, u którego istnieje podejrzenie krwotoku bądź nawet istnieje pewność, że ten krwotok ma miejsce.

- A zatem szkodzi się pacjentowi, a troszczy się o narządy dla biorcy. Inaczej mówiąc, mamy do czynienia z ustawowym zabijaniem człowieka?

- Można powiedzieć, że to, co komisja stwierdza, to niedokrwienie mózgu, a nie śmierć człowieka. A sama operacja pobrania narządu wiąże się już z odebraniem życia pacjentowi.

Reklama

- Czyli dajemy życie jednemu za cenę odebrania życia innemu...? Istnieje opinia, że pojęcie śmierci mózgowej jako śmierci człowieka wprowadzano pod naciskiem transplantologów, bo jest to - mówiąc brutalnie - wielki biznes. Lecząc człowieka, np. robiąc mu dializę, można „stracić” kilkadziesiąt czy kilkaset tysięcy dolarów, a na jego śmierci można zarobić dwa miliony dolarów...

- To prawda, dializowanie kosztuje więcej niż zrobienie operacji przeszczepu. Dlatego też systemy ubezpieczeniowe również popierają przeszczepy z uwagi na cięcie kosztów. Oczywiście, wielu biorców twierdzi, że czuje się znacznie lepiej po przeszczepie nerki i nikt nie może negować, że tak może być. Niemniej jednak nie można tu wprost mówić o ratowaniu życia. To jest bardziej zmiana sposobu leczenia pacjenta.

- Istnieje wśród lekarzy pojęcie „zwłoki z bijącym sercem”. Co to brutalne pojęcie oznacza?

- Oficjalnie w dokumentach transplantatu mówi się, że z chwilą stwierdzenia śmierci mózgowej respirator wentyluje zwłoki. Krew ciągle jeszcze przepływa, serce człowieka bije. W tym czasie dwukrotnie zbiera się trzyosobowa komisja lekarska. I jeśli podpis zostanie złożony przez trzeciego lekarza z komisji, to w tym momencie... „umiera człowiek”. W sensie prawnym, bo w jego ciele nic się nie zmienia. Lecz w sensie prawnym ciało pacjenta, któremu przysługują wszystkie prawa obywatela, zmienia się w zwłoki, które są własnością państwa. Zwłoki z bijącym sercem.

- Z czego to wynika? Z upadku moralności?

Reklama

- To czysty utylitaryzm. To jest myślenie, że z tego człowieka już pewnie nic nie będzie. Najwyżej będzie on gdzieś uciążliwym pacjentem w jakimś hospicjum, a tak to „pomożemy wielu potrzebującym ludziom”. I „przy okazji” pozbędziemy się kłopotów. Myślę, że jest to decydujący moment, na którym opiera się także zgoda społeczna na tę praktykę. Przy czym - u podstaw tej zgody często leży niewiedza. Ludzie nie wiedzą o tym, że ponad połowę pacjentów, u których stwierdza się śmierć pnia mózgu, można wyleczyć przy zastosowaniu hipotermii. Podam tu przykłady rzekomo beznadziejnych przypadków, gdzie stwierdzono śmierć mózgową, a ludzie żyją. Jak choćby u nas: dwudziestoletnia już Agnieszka Terlecka, której nie dawano szans na życie, a dzięki uporowi rodziców żyje i w zeszłym roku zdawała maturę. Lekarze stwierdzili śmierć pnia mózgu. Tymczasem jej ojciec zorientował się, że są jakieś szanse wyleczenia w klinice prof. Talara, i wymógł zmianę diagnozy. Któryś z lekarzy zmienił słowo „śmierć” pnia mózgu na słowo „stłuczenie” pnia mózgu. W związku z tym można było zabrać dziewczynę z tego szpitala i przewieźć do innego, bo zwłok nie wolno przewozić do innego szpitala. Zwłok z bijącym sercem również. Agnieszkę wybudzono po pięciu dniach, a z czasem całkowicie wróciła do zdrowia - do świata żywych. Inny przykład - to przypadek Zachariasza Danlopa z USA, który słyszał, jak komisja orzeka, że nie żyje. Zrządzeniem Bożej Opatrzności na jego „pogrzebie” było dwoje pielęgniarzy, jego kuzynostwo. Dokonali prostych badań dotykowych i stwierdzili, że „zmarły” żyje. Wymogli wycofanie „zwłok” z kolejki dawców. Danlop został wybudzony po kilku dniach, a po kilku miesiącach zrehabilitowany. Inny przypadek - Val Thomas z USA, której już miano pobierać narządy, a tymczasem ona się wybudziła i zaczęła mówić. Dziś robi się z nią wiele filmów dokumentalnych, no bo kiedy zwłoki... zaczęły mówić, to oczywiste, że robi się z nimi filmy...

- Śmierć mózgowa zatem ustawia człowieka w magazynie części zamiennych?

- Tak. Po to diagnozuje się śmierć mózgową, by człowiek stał się dawcą. Śmierć mózgową w Polsce diagnozuje się bardzo wcześnie, a oddech może wrócić czasami po kilku dniach. Dlatego tak szybkie diagnozowanie śmierci mózgowej jest niczym nieuzasadnione z punktu widzenia praw pacjenta. Nie wolno nie dać mu szansy na poprawę stanu zdrowia i od razu ogłaszać jego śmierć. Nie mówiąc już o tym, że to śmiercią w ogóle nie jest. Koncepcja śmierci mózgowej jest zupełnie nienaukowa i wyraźnie dopasowywana do transplantologii. Transplantolodzy żyją misją czy świadomością, że pomagają ludziom, ale nie lubią myśleć o tym, co się dzieje z dawcą. Jest całkiem spora grupa lekarzy, którzy uważają, że dawcy mogą odczuwać ból, chociaż nie na normalnym poziomie, i dlatego należy ich znieczulać. Inni twierdzą, że nie jest to konieczne, że wystarczy dać środki zwiotczające, które spowodują, że nie będzie skurczów mięśni. To jest konieczne „technicznie”, bo te „zwłoki” uciekłyby ze stołu. Taki człowiek bez znieczulenia wiłby się z bólu, kręcił. Jego reakcje byłyby tak silne, że nie można by było „spokojnie” pobierać jego narządów. Trzeba go więc sparaliżować, spowodować zwiotczenie jego mięśni... Moim zdaniem, takie pobieranie narządów to jest swoista eutanazja. W 2004 r. na Kongresie Lekarzy Katolickich w Rzymie papież Jan Paweł II podsumował dyskusję i powiedział, że człowiek nigdy nie staje się ani roślinką, ani zwierzęciem, że zawsze jest umiłowanym dzieckiem Bożym, na którym spoczywa wzrok jego Stwórcy.

O. Jacek Maria Norkowski OP jest autorem wyjątkowo ważnej książki „Medycyna na krawędzi. Ewolucja definicji śmierci człowieka w kontekście transplantacji narządów”. Ta niecodzienna książka ukazała się na rynku w ubiegłym miesiącu, lecz już teraz wiadomo, że może stać się początkiem ogólnonarodowej dyskusji na temat tego, czy państwo ma prawo decydować o naszej śmierci.
O. Jacek Maria Norkowski OP jest absolwentem Akademii Medycznej w Poznaniu. Po ukończeniu studiów medycznych wstąpił w 1982 r. do zakonu. W 1989 r. przyjął święcenia kapłańskie. W latach 90. odbył staż w centrum bioetycznym Pope John XXIII Medical-Moral Research and Education Center w Bostonie. Zaowocowało to dalszymi studiami podjętymi w Rzymie i zakończonymi na Uniwersytecie Angelicum obroną licencjatu poświęconego tematowi tzw. mózgowych kryteriów śmierci człowieka. Przed dwoma laty na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu obronił pracę doktorską z tego zakresu

2011-12-31 00:00

Oceń: +5 -2

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Kard. Dziwisz: prawo do życia jest fundamentem praw człowieka

[ TEMATY ]

życie

opinie

Bożena Sztajner/Niedziela

O personalistycznym wymiarze praw człowieka oraz wizji praw narodów w nauczaniu św. Jana Pawła II mówił kard. Stanisław Dziwisz podczas konferencji zorganizowanej w ramach XII Dni Jana Pawła II, które trwają w Krakowie. Sekretarz osobisty Ojca Świętego podkreślał aktualność papieskiej refleksji na ten temat. „Troska o człowieka była głęboko zapisana w jego sercu” – stwierdził.

W swoim wystąpieniu kard. Dziwisz przypominał, że wkład Jana Pawła II w rozwój dziedziny praw człowieka i narodów jest niepodważalny, a on sam nie bez powodu jest nazywany „papieżem praw człowieka”. „Ojciec Święty bronił niestrudzenie godności ludzkiej, stając na straży życia od jego początku aż do naturalnej śmierci. Na forach międzynarodowych upominał się o los prześladowanych i dyskryminowanych przez różnorakie reżimy państwowe i ideologiczne” – mówił prelegent, dodając, że troska o człowieka była głęboko zapisana w sercu papieża Polaka, o czym świadczą niezliczone dokumenty, przemówienia i spotkania.
CZYTAJ DALEJ

O. Marcin Ciechanowski: szkaplerz jest szatą, która chroni człowieka przed złem tego świata

2026-07-15 19:40

[ TEMATY ]

szkaplerz

o. Marcin Ciechanowski

Karol Porwich/Niedziela

O. Marcin Ciechanowski

O. Marcin Ciechanowski

- Szkaplerz karmelitański to brązowe wełniane sukno. W tym z pozoru ciemnym kawałku materiału pulsuje głęboka teologia – można przeczytać w najnowszej książce Paulina, o. Marcina Ciechanowskiego pt. „Nieskalana Szata na brudne życie”, która swoją premierę będzie miała 16 lipca.

Publikacja o enigmatycznym i prowokującym tytule ukazuje historyczny, symboliczny i duchowy wymiar szkaplerza karmelitańskiego. Została wydana z okazji jubileuszu 775-lecia objawienia szkaplerza. Autor wyjaśnia, jak przyjęcie tego sakramentalium staje się znakiem macierzyńskiej opieki Maryi oraz przypomina, że Bóg pragnie towarzyszyć człowiekowi w każdym momencie życia.
CZYTAJ DALEJ

Nowa inicjatywa w Żarach

2026-07-17 11:30

[ TEMATY ]

Zielona Góra

Żary

ks. Rafał Witkowski

Żary - Wniebowzięcia NMP

Żary - Wniebowzięcia NMP

Pierwsze Żarskie Śpiewanki Powstańcze odbędą się 1 sierpnia 2026 w Żarach.

1 sierpnia o godz. 20:00 na placu przy kościele Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny w Żarach (ul. 11 Listopada 30) rozpocznie się nowa inicjatywa podjęta przez proboszcza ks. Pawła Koniecznego we współpracy ze starostą powiatu żarskiego Bogdanem Kępińskim. Pierwsze Żarskie Śpiewanki Powstańcze to wydarzenie łączące pamięć historyczną, patriotyzm, edukację i integrację mieszkańców Żar oraz przybyłych gości poprzez wspólne wykonywanie pieśni związanych z polskimi zrywami niepodległościowymi. Celem jest pielęgnowanie pamięci o bohaterach Powstania Warszawskiego, a także popularyzacja dziedzictwa muzycznego i budowanie więzi międzypokoleniowych.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję