Reklama

Załamał się program budowy dróg

Dodaj nasz portal do preferowanych źródeł Google
Artykuły z niedziela.pl będą pojawiać się częściej w Twoich wynikach wyszukiwania

Niestety, to już pewne. Państwowa dyrekcja zajmująca się autostradami i drogami ekspresowymi znacznie obniżyła tegoroczny budżet przeznaczony na inwestycje. Po raz trzeci z rzędu. A obiecywano, że tym razem będzie rekordowy wysiłek i zostaną nadrobione zaległości z poprzednich lat. Decyzja ta oznacza ostateczne załamanie się rządowego programu budowy szybkich dróg do 2012 r. Plan ten w optymistycznym wariancie może być wykonany w ok. 40 proc. Złożyły się na to przyczyny obiektywne, ale też takie, które obciążają konto obecnego rządu.

Miał być rekord, a jest redukcja

Reklama

Przedstawiciele rządu wielokrotnie z dumą podkreślali, że w tym roku na budowę autostrad i dróg ekspresowych zostanie wydana rekordowa kwota 27,6 mld zł. Dzięki temu miały zostać nadrobione zaległości z lat 2008-2009. A to, co zostało zaplanowane do 2012 r., wykonane w pełni. Niestety, już w sierpniu okazało się, że są to obietnice bez pokrycia. Wtedy to Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad przygotowała nowelizację planu wydatków, redukując je do kwoty 20,5 mld zł, czyli dokładnie o jedną czwartą. Ostatnio informacje o tym potwierdził przedstawiciel Ministerstwa Infrastruktury.
Nie będzie więc rekordu, a zaległości nie tylko nie zostaną nadrobione, ale jeszcze się powiększą. Biorąc pod uwagę, że do EURO 2012, które było datą końcową rządowych zamierzeń, zostały mniej niż dwa sezony budowlane, można po tej decyzji jednoznacznie stwierdzić, że plan ten załamał się. Opóźnienia są już tak duże, że w tak krótkim czasie nie sposób ich nadrobić.
Program przewidywał wybudowanie 1070 km autostrad. Dotąd powstało ich 181 km, a ok. 510 km jest w budowie. Jeszcze gorzej sytuacja wygląda z drogami ekspresowymi. Planowano, że powstanie ich prawie 2 tys. km. Oddano do użytku 315 km, a dalszych 340 jest w realizacji. Nie wiadomo, co kryje się pod pojęciem „w budowie”. Może to oznaczać, że dopiero wykupiono kilka działek pod drogę albo że już wylewa się asfalt. Uwzględniając jednak terminy podpisanych umów, można oszacować, które z inwestycji mogą być fizycznie wykonane do 2012 r. Na tej podstawie w wariancie optymistycznym można stwierdzić, że plan zostanie wykonany w ok. 40 proc., a więc poniżej połowy.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Przyczyny obiektywne i zawinione

Na taki stan rzeczy wpłynęło wiele przyczyn. Nie ulega wątpliwości, że jedną z nich jest tegoroczna pogoda. Najpierw długa i mroźna zima, a następnie intensywne deszcze i w niektórych miejscach powodzie nie sprzyjały intensyfikacji prac drogowych. Te ostatnie były szczególnym utrapieniem. Do usuwania powstałych szkód trzeba było angażować dodatkowe finanse, sprzęt i ludzi, odciągając ich od innych zadań.
Ale to nie tłumaczy wszystkiego. Redukcja planów aż o 25 proc. i zaległości w latach wcześniejszych mają też inne źródła. Są nimi ewidentne błędy w polityce inwestycyjnej i w bieżącym administrowaniu projektami.
Już w exposé na rozpoczęcie urzędowania premier Donald Tusk ogłosił, że - inaczej niż poprzednicy - jego rząd będzie wspierał kapitał prywatny przy budowie infrastruktury. Nawiązał w ten sposób do istniejącego od czasu rządów SLD koncesyjnego systemu budowy autostrad. Prywatny inwestor zawiera umowę z rządem, buduje autostradę za własne pieniądze, a następnie przez 30 lat pobiera opłaty, odzyskując zainwestowany kapitał z procentami. W takim systemie najważniejsze jest wynegocjowanie odpowiednio korzystnej umowy, która większość ryzyka z tym związanego przerzuci na rząd. Skoro premier ogłosił, że będzie przychylnie traktował takie firmy, negocjacje na budowę nowych odcinków zaczęły toczyć się niemiłosiernie długo. Przedstawiciele tych firm zaczęli bowiem stawiać wygórowane oczekiwania. Ostatecznie na bardzo ważnym odcinku autostrady A2 spod Łodzi do Warszawy negocjacje zerwano i GDDKiA zdecydowała się, że poprowadzi tę inwestycję z pieniędzy publicznych. Podobnie długo trwało uzgadnianie umowy na drugim odcinku tej autostrady z Nowego Tomyśla do zachodniej granicy państwa. Tam ostatecznie zawarto porozumienie z firmą Autostrada Wielkopolska, należącą do Jana Kulczyka. Ale straconego czasu nie można już było odzyskać.
Kolejnym przykładem są liczne informacje o naruszeniach przy budowach. Na gorącym uczynku przyłapano podwykonawców wymieniających w nocy kruszywo na ziemię i piasek, a gdzie indziej zauważono stosowanie skażonych popiołów. Postępowania karne w tych sprawach wstrzymywały prace. Do bardzo poważnego śledztwa doszło w śląskim oddziale GDDKiA. Zatrzymano tam dyrektorów z podejrzeniem korupcji oraz kilku przedstawicieli głównych koncernów budowlanych podejrzanych o zmowy przetargowe.

Marnujemy szanse, idziemy zbyt wolno

Tych przykładów wydarzeń opóźniających budowy można podać dużo więcej. Wynikają one z braku przeprowadzenia reformy administracji drogowej. Generalna Dyrekcja Dróg jest molochem, który zajmuje się wszystkim. I bieżącym utrzymaniem, czyli np. sprzątaniem, koszeniem i malowaniem pasów, i wielkimi inwestycjami w postaci budowy poważnych odcinków autostrad. Taką instytucją bardzo trudno się zarządza. Nie ma przejrzystości w finansach, w organizacji i w odpowiedzialności. Trudno o odpowiedni nadzór i egzekwowanie terminów oraz jakości.
Gdy prowadzi się wielki plan inwestycyjny, nie można jednocześnie reformować administracji. Ale z problemem tym zderzył się już wcześniej rząd Jarosława Kaczyńskiego i przygotował odpowiednie rozwiązanie. Przyjęto ustawę o spółkach specjalnego przeznaczenia, które miały powstawać do prowadzenia poszczególnych, dużych inwestycji. I sukcesywnie, metodą ewolucyjną, budowy byłyby wydzielone z GDDKiA, która skupiłaby się na modernizacji i utrzymaniu dotychczasowej sieci dróg krajowych. Niestety, przez ponad trzy lata rząd PO-PSL z tego rozwiązania w ogóle nie skorzystał.
Ktoś może zauważyć, że mimo niewywiązywania się z założonych planów i tak nowoczesne drogi powstają. To prawda. Problem w tym, że Polska nie w pełni wykorzystuje swoje możliwości. Jeśli chcemy doganiać bogatsze kraje, musimy rozwijać się szybciej. Inaczej nigdy nie wyjdziemy z roli Kopciuszka Europy.

2010-12-31 00:00

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Oceń: 0 0 dodaj do źródeł Google

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Jeszcze nie było Wszystkich Świętych, a już jest... Boże Narodzenie. Dokąd tak pędzimy?

Znicze, choinki, dynie, bombki, kalendarze adwentowe i czekoladowe Mikołaje – wszystko obok siebie. Choć październik jeszcze się nie skończył, w wielu sklepach można już poczuć atmosferę Bożego Narodzenia. Świąteczne dekoracje pojawiają się na półkach coraz wcześniej, a handel przekonuje nas, że czas przygotowań właśnie się rozpoczął. Tylko czy w tym przedwczesnym świętowaniu nie gubimy tego, co najważniejsze?

Do uroczystości Wszystkich Świętych pozostało jeszcze kilka dni. Przed nami listopad – miesiąc szczególnej modlitwy za zmarłych, zadumy nad przemijaniem i refleksji nad własnym życiem. Tymczasem wystarczy wejść do większego sklepu, aby zobaczyć zupełnie inny obraz. Na półkach pojawiają się świąteczne słodycze, ozdoby choinkowe i bożonarodzeniowe kolekcje. Jeszcze chwila, a z głośników popłyną dobrze znane melodie kojarzące się z grudniem.
CZYTAJ DALEJ

Odszedł do wieczności bp Paweł Socha

2026-10-29 16:40

[ TEMATY ]

Zielona Góra

bp Paweł Socha

ks. Rafał Witkowski

Bp Paweł Socha

Bp Paweł Socha

29 października 2026 zmarł biskup Paweł Socha CM, emerytowany biskup pomocniczy diecezji zielonogórsko-gorzowskiej. Przez prawie 53 lata posługiwał naszemu Kościołowi lokalnemu jako biskup. Miał 91 lat.

Biskup Paweł Socha urodził się z rodziców Jana i Marianny, z d. Tokarskiej, 10 stycznia 1935 w Wojsławicach koło Radomia. Uczniem Szkoły Podstawowej w Kuczkach był w latach 1941-1948, a następnie uczęszczał do Liceum Ogólnokształcącego Księży Misjonarzy w Krakowie – 1948-1952. Studia filozoficzno-teologiczne w Instytucie Teologicznym Księży Misjonarzy, również w Krakowie, odbył w latach 1952-1958, zaś, 8 grudnia 1956 złożył śluby wieczyste i został członkiem Zgromadzenia Misji.
CZYTAJ DALEJ

Gratulacje dla Mileny Kindziuk i… Księdza Prymasa Józefa Glempa!

2026-10-29 22:00

[ TEMATY ]

Milena Kindziuk

Agnieszka Gertner-Polak

Nasza redakcyjna koleżanka, dziennikarka Milena Kindziuk, która uzyskała stopień doktora habilitowanego nauk humanistycznych, odebrała właśnie dyplom habilitacyjny na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Został doceniony nie tylko jej cały dorobek naukowy, ale także przypomniano postać prymasa Polski Józefa Glempa – to jego bowiem dotyczyła rozprawa habilitacyjna naszej Pani Profesor.

Cieszymy się i jesteśmy dumni, tym bardziej, że od trzydziestu lat jesteśmy związani przez dzieło „Niedzieli” - Milena Kindziuk zakładała wraz z Ks. Redaktorem Ireneuszem Skubisiem warszawską edycję naszego tygodnika, później przez wiele lat nią kierowała, wnosząc duży wkład także merytoryczny w część ogólnopolską pisma. Pozyskała też na nasze łamy wielu dziennikarzy, którzy publikują do dziś, wśród nich Grzegorza Polaka, Wojciecha Dudkiewicza, ks. prof. Waldemara Chrostowskiego, Krzysztofa Ziemca.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję