Reklama

Komu potrzebny spis?

Niedziela Ogólnopolska 38/2010, str. 30-31

Dominik Różański

Wiesław Łagodziński - socjolog, statystyk, radca generalny i wieloletni rzecznik prasowy Głównego Urzędu Statystycznego

Wiesław Łagodziński - socjolog, statystyk, radca generalny i wieloletni rzecznik prasowy Głównego Urzędu Statystycznego

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Wiesława Lewandowska: - 1 września rozpoczął się w Polsce Powszechny Spis Rolny, w kampanii promującej przedstawiany jako wielkie przedsięwzięcie XXI wieku. Dlaczego na to miano nie zasłużył raczej ten poprzedni, z 2002 r.?

Wiesław Łagodziński: - Dlatego że teraz po raz pierwszy wykorzystujemy najnowsze techniki - np. Internet (elektroniczne formularze do samodzielnego spisywania się), GPS, mapy satelitarne... Żaden kraj w Europie a nawet na świecie nie stosował jeszcze w takiej skali techniki elektronicznej przy tego rodzaju przedsięwzięciach. To jest spis bez papieru! Jego koszt jest, oczywiście, dość duży (ok. 210 mln zł) - jednak wziąwszy pod uwagę wskaźnik inflacji, nie jest on droższy niż ten z 2002 r., a faktycznie nawet nieco tańszy.

- Komu jest dziś potrzebny taki superspis? Rolnicy jak zwykle podchodzą doń z pewną dozą nieufności…

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Reklama

- Bezpośrednim beneficjentem tego spisu jest każda polska wieś, która dzięki niemu otrzyma informację o tym, jaki jest ekonomiczny i gospodarczy obraz najbliższej okolicy i w jaki sposób sytuuje się ona na tle całego kraju. Spis jest niezbędny dla państwa, które musi mieć dokładną i aktualną informację o tym, jak wygląda polskie rolnictwo, aby mieć jakikolwiek sensowny plan na przyszłość. Wreszcie spis ten jest realizacją zobowiązań międzynarodowych Polski. Nie chodzi o to, że służy Unii, ale o to, że posłuży naszemu interesowi w UE. Ten nasz narodowy interes jest w dosyć istotny sposób związany z tym, abyśmy przeprowadzili dobry spis i przedstawili dobrze opracowane wyniki.

- Czy ten spis pokaże, ile zyskała polska wieś na wejściu Polski do Unii? Bo na wcześniejszej transformacji ustrojowej skorzystała chyba raczej niewiele?

- Rzeczywiście, poprzedni spis, z 2002 r. (który jako drugi po spisie z 1996 r. ukazywał skutki transformacji), ujawnił wiele zjawisk, których nikt się nie spodziewał, niekoniecznie korzystnych… Faktem jest, że z wejściem do Unii dla polskiej wsi zaczęła się całkiem nowa jakościowo sytuacja ekonomiczna. Dziś wiemy, że rzeczywiście to fundusze, jakie napłynęły z Unii, stały się dużym bodźcem do rozwoju - to po prostu widać. Mamy do czynienia ze zmianami, nie tylko w sensie czysto materialnym - w polskich rolnikach rozbudziła się aktywność niezbędna do zabiegania o te wolne środki płatnicze, które można było zainwestować w rozwój gospodarstwa, w bardziej godziwe niż do tej pory warunki życia. To fakt, że dotychczas polskie rolnictwo pracowało niejako na kredyt, rzadko kiedy rolnik mógł osiągnąć realnie większe zyski i w związku z tym był „wyjęty spod prawa” w odniesieniu do normalnej cywilizacji. Dopiero teraz w sposób widoczny następuje pewne wyrównanie cywilizacyjne.

- Wydaje się, że to wyrównanie nie może postępować odpowiednio szybko przede wszystkim z powodów ogromnych zaległości edukacyjnych polskiej wsi. Czy spis ukaże ich obecny rozmiar?

Reklama

- Badanie aktywności ekonomicznej wiąże się jak najściślej z badaniem poziomu i potrzeb edukacyjnych ludności wiejskiej. Wiemy, że trudno mówić w tej chwili o jednakowych szansach, warto się jednak dowiedzieć, z jakiego rodzaju zapóźnieniami mamy do czynienia, jak wiele jest do zrobienia.

- Warto wiedzieć, jakie jest to wiejskie zapóźnienie, jednak pojawiają się przede wszystkim obawy, dotyczące raczej celu i skutku całego przedsięwzięcia, które może posłużyć Unii - spekuluje polski rolnik - do zaciśnięcia pasa polskiej wsi, np. w sprawie limitów na produkcję płodów rolnych.

- Myślę, że nie ma podstaw do większych obaw, bo przecież wcześniejsze ustalenia unijne nie mogą być tak łatwo zmienione; Polska, co prawda, późno weszła do Unii, ale jest przecież dużym krajem, z którym coraz bardziej trzeba się liczyć. Powiem, że przeciwnie, jeżeli nie będzie odpowiedniej informacji o stanie, rozmiarach i możliwościach polskiej produkcji rolnej, to nie będzie podstaw do jakichkolwiek pertraktacji z Unią. A to znaczy, że będzie bardzo trudno, a wręcz będzie to niemożliwe, żeby uzyskać te zabezpieczenia i środki unijne, które do tej pory dostawaliśmy i które powinniśmy dostawać w odpowiedniej skali, czyli tyle, na ile naprawdę zasługujemy.

- A to będzie już zależało od polityki polskiego rządu wobec Unii, od jego mocy negocjacyjnej…

Reklama

- A więc i od argumentów, jakie będzie miał do dyspozycji, właśnie dzięki informacji spisowej. Jestem przekonany, że z punktu widzenia polityki rządu taki spis jest kluczową sprawą. Rząd, minister rolnictwa, województwa, powiaty, gminy, starostowie, marszałkowie - powinni mieć dokładną i szeroką, najbardziej aktualną informację na temat stanu rolnictwa. Nie ulega żadnej wątpliwości, że dla planowania gospodarczego i społecznego, dla samorządu wiejskiego, gminnego w szczególności, dla działania politycznego w wymiarze większym niż jedna gmina, czyli np. w skali subregionu, niezwykle ważna jest wiedza o tym, co ludzie robią, z czego żyją, jak gospodarują, jaka jest ziemia, jaka jest gospodarka wodna, jakie są maszyny, metody produkcji, jakie są wyniki zbiorów, co się z tymi zbiorami dzieje. Chodzi o to, żeby podejmować decyzje oparte na rzeczywistym, najbliższym prawdy rozpoznaniu stanu faktycznego.

- Czy to dotychczasowe rozpoznanie już się bardzo zdezaktualizowało?

- Polska jest dziś krajem szalenie zróżnicowanego, a w ostatnich latach pod pewnymi względami bardzo różnicującego się rolnictwa. U nas zdarzyło się coś, czego nikt się nie spodziewał: w innych krajach w procesie transformacji gospodarczej gospodarstwa rolne scalały się, a u nas nie! W Polsce ciągle dominują małe gospodarstwa - do 10 ha - o bardzo zróżnicowanym typie produkcji. Choć połowa polskich gospodarstw rolnych produkuje żywność na własne potrzeby, to przecież i one potrzebują mieć zabezpieczenie ekonomiczne. Także tym, którzy produkują na potrzeby własne lub tylko częściowo wspomagają rynek, trzeba stworzyć dodatkową szansę na własną małą przedsiębiorczość (a więc i nowe miejsca pracy) - na agroturystykę, uprawy specjalistyczne, hodowlę, uprawy roślin energetycznych, utrzymywanie systemów łąkowych, zalesienia. Można uruchomić możliwości, które do tej pory nie były wykorzystywane.

- Brakuje dobrego rozeznania potrzeb i możliwości?

Reklama

- Dokładnie tak. O to właśnie chodzi w naszym spisie: o danie podstaw do szans na dobre zmiany. Taką szansą jest np. zmiana, która się już rysuje na Podlasiu, gdzie od lat dynamicznie rozwija się gospodarka mleczna i hodowlana. Musi się też wreszcie znaleźć jakaś formuła na tę szarą strefę bardzo dużej zapaści „popegeerowskiej” na Pomorzu, w pasie od granicy zachodniej po wschodnią. Dzisiejsza sytuacja tego terenu pilnie wymaga racjonalnego zagospodarowania rolniczego. Podobnie ze Świętokrzyskiem, Podkarpaciem i częścią Lubelszczyzny.

- Czy to znaczy, że spis może być wstępem do niwelacji biedy na dużych obszarach polskiej wsi?

- Powiedziałbym, że może posłużyć lepszemu wyrównaniu szans. Dzisiejsza polska wieś jest bardzo różnorodna: jest i bardzo biedna, i bardzo bogata. Mamy rolnictwo wielkopolskie i częściowo dolnośląskie o parametrach znakomitych - rolnictwo typu zachodnioeuropejskiego. Mamy też strefę średnią - wieś, która bardzo szybko się rozwija, mimo nie najlepszych warunków glebowych i klimatycznych, czyli Podlasie. Mamy również wieś wokół Warszawy, która jest systemem produkcji żywności na użytek ponad 2,5-milionowej aglomeracji; w promieniu 100 km wszyscy produkują żywność na jej użytek… Warto by mieć na ten temat więcej dokładnych danych.

- Wiemy, że 80 proc. żywności produkuje niecałe 20 proc. gospodarstw. Tu pojawia się pytanie o te pozostałe ponad 80 proc. gospodarstw, które wytwarzają niewiele żywności albo nie wytwarzają jej wcale. Spis pokaże zatem, czym się zajmują i jak sobie radzą te drobne gospodarstwa rolne, bo chyba bardzo niewiele o nich wiemy...

Reklama

- To prawda. Ten spis jest właśnie po to, aby dokładniej przyjrzeć się także takim procesom gospodarczym i społecznym na polskiej wsi, które zachodzą na marginesie i obok produkcji rolnej. Wiemy o nich tyle, że pozwalają utrzymać się przeważającej części ludności wsi i małych miasteczek. Warto się więc dokładniej temu przyjrzeć, by to ciągle rozdrobnione rolnictwo wesprzeć i odpowiednio zmodyfikować lub ukierunkować. Spis pozwoli nam opisać te procesy zachodzące na polskiej wsi, których dziś już się zmienić nie da… I nie warto ich na siłę odwracać. Warto natomiast wiedzieć, w jakiej części te mniejsze gospodarstwa o różnym stopniu specjalizacji będą mogły uzupełniać tę paletę ofert przedstawianą przez gospodarstwa wielkoobszarowe. Może dobrze by było, aby na naszym rynku były nie tylko truskawki z wielkoobszarowych, przemysłowych upraw…

- Już wiemy, że znacznie lepsze są z tych małych!

- No właśnie, i tu zaczyna się wielki problem i zarazem wielka szansa dla naszej wsi. Ten system małej produkcji kompensującej wydaje się być kluczem do przyszłości polskiego rolnictwa. Tego rodzaju gospodarka rolna staje się bardzo konkurencyjna w Europie. Wszystkie kraje starają się dziś usilnie wspierać tę małą, zdrową produkcję, której za wiele nie mają!

- Po prostu nie mają tak niewykorzystanych zasobów, jakie jeszcze ma Polska.

- No i właśnie w naszym spisie chodzi o pomiar tego niewykorzystania. O pokazanie tego potencjału, co pozwoli wybrać drogę rozwoju. Sadzę, że te właśnie małe gospodarstwa są naprawdę wielką szansą dla całego polskiego rolnictwa, dla jego konkurencyjności na rynku europejskim. Na początku każdej szansy jest wiedza. Spis dostarczy wiedzy o polskiej wsi, bez której żadne programy polityczne i żadne ideologie nie zdołają rozwiązać nagromadzonych problemów.

- Bo wciąż niewiele wiemy zarówno na temat bogactwa, jak i biedy polskiej wsi?

Reklama

- To prawda. Podkarpacie jest np. województwem o bardzo niewysokich parametrach ekonomicznych dla ludności. Z badań robionych przez Polskie Towarzystwo Statystyczne wspólnie z opolskim GUS wynika, że te zewnętrzne pozory biedy są nieco złudne. Podczas spisu próbnego w jednej z podkarpackich gmin okazało się, że tamtejsza wieś jest świetnie zorganizowana, że akurat tam jest wysoka kultura rolna, choć rzecz jasna nie dotyczy to całego województwa. Po spisie będziemy mieć tę wiedzę już o niemal każdym zakątku Polski. Także tę szczególną wiedzę - co bardzo ważne - dotyczącą terenów dotkniętych klęską powodzi. Mamy w spisie specjalny „filtr powodziowy”. Odnotujemy dokładnie wszystkie zmiany materialne (oczywiście, nie wyceniając ich) - w wyposażeniu, w gruntach, w glebie, w zasiewach - ocenimy „ile”, a nie „za ile”.

- Można by zaryzykować twierdzenie, że obecnie prowadzony spis rolny może się stać narzędziem równoważonego rozwoju Polski?

- Zapewne, choć zaznaczam, że statystyka nie odnosi się do żadnego z programów politycznych. Chodzi po prostu o to, że wieś powinna otrzymać wreszcie swoją część efektów transformacyjnych. Czy nazwiemy to rozwojem zrównoważonym, czy wyrównaniem cywilizacyjnym, czy - jak ja osobiście uważam - miasto i kraj może wreszcie spłaci swój dług cywilizacyjny wobec wsi… Musi spłacać, bo nie da się milionów ludzi traktować lekceważąco i zakładać bez końca, że mogą poczekać na swą szansę. Tym bardziej że w Polsce zdarzył się ekonomiczno-rolniczy cud - do 1989 r. nie było żywności, po czym okazało się, że mamy jej nadmiar. Tyle że sprawca tej rewolucji żywnościowej - polska wieś nie doczekała się odpowiedniej wdzięczności. Trzeba było 20 lat, żebyśmy się nauczyli szanować chleb razowy, prawdziwe masło, czyste mleko, owoce niepryskane…

- A spis w jakiś sposób pokaże, gdzie i ile zdrowej żywności można w Polsce wyprodukować?

Reklama

- Tak, to tylko kwestia wyciągnięcia odpowiednich wniosków z zebranych danych. Wiemy, że na polską wieś trzeba wprowadzić wszystkie zaległe udogodnienia cywilizacyjne, ale z jak najmniejszymi stratami dla jej, prawie niespotykanego już w Europie, naturalnego charakteru. Te zmiany cywilizacyjne powinny się odbywać bez niszczenia ziemi, gleby, wody lasów i powietrza. Łatwo się wprowadza uproszczone i nieprzemyślane techniczne rozwiązania, a potem taki wiejski obszar, teren ugina się i wprost dyszy pod ciężarem cywilizacji, jak to teraz mamy w okolicy Zakopanego. Nie tędy droga.

- W jaki sposób spis pokaże tę właściwą drogę?

- Przede wszystkim pokaże stan obecny, w liczbach opisze stan cywilizacyjny polskiej wsi, wskaże braki.

- Jakie braki polskiej wsi znajdą się pod lupą?

- Te, które wynikają z naturalnej potrzeby posiadania tych udogodnień cywilizacyjnych, które są cechą współczesnych społeczeństw. Polska wieś powinna mieć wreszcie zagwarantowany dostęp do szerokopasmowego Internetu, dostępność telewizji, wodociągi, a nawet utwardzone drogi, niekoniecznie asfaltowe, jeśli zechce bardziej zadbać o środowisko. Powinna mieć system asenizacji i usuwania śmieci. Wiemy, że na polskiej wsi wciąż wielkim problemem jest odbiór śmieci, budowa wysypisk, spalarni. W mieście sobie z tym wszystkim nie radzimy, a wieś odpuściliśmy całkowicie.

- Czy może być tak, że ten spis z jakichś powodów się nie uda?

Reklama

- Nie uda się, jeśli rolnicy nie podejdą do sprawy poważnie i z całą rzetelnością. Na pewno uda się natomiast wtedy, kiedy stworzymy odpowiedni front społeczny wobec wsi, kiedy ludzie bez względu na przekonania stworzą jednomyślne społeczne zaplecze spisu. Wiem, że np. ks. prof. Witold Zdaniewicz, dyrektor Instytutu Statystyki Kościoła Katolickiego, razem z prezesem GUS będzie występował do proboszczów parafii rolnych, aby powiedzieli z ambony o ważności i znaczeniu tego spisu. Trzeba ludzi przekonać, że nie ma możliwości zabiegania o jakiekolwiek fundusze dla wsi, jeśli się nie zaczyna od dobrej informacji.

- A co, jeśli jednak rolnik, wiedziony jakąś obawą, ukryje informacje?

- To nie będzie go w tej części geograficznego, geodezyjnego, satelitarnego opisu, którą sam zataił. A to w przyszłości może się obrócić przeciw temuż rolnikowi. Rolnicy dla własnego dobra muszą w tym spisie bardzo świadomie uczestniczyć. Możemy im zagwarantować, że żadna władza nie będzie miała wglądu do jednostkowych danych imiennych, które są kodowane, szyfrowane i depersonalizowane. Niezwykle ważne jest sprawne przeprowadzenie spisu. Jeżeli do 31 marca 2012 r. tych danych nie damy, nie dostaniemy pieniędzy z UE!

- Chłopi są przekonani, że może być przeciwnie, właśnie na skutek spisu tych pieniędzy będzie mniej…

- Jeśli nie wywiążemy się dobrze ze spisu, to naprawdę może ich nie być w ogóle!

- I naprawdę nie muszą się bać, że spisowa informacja przyczyni się np. do wprowadzenia kolejnych limitów na polską produkcję rolną?

- Z całą pewnością nie! To jest mało prawdopodobne. Problemem, który zawsze pojawia się przy tak szeroko zakrojonym badaniu, jest występowanie różnego rodzaju podejrzeń i obaw. Może dobrze byłoby, aby w tej sprawie wypowiedzieli się przedstawiciele rządu… Polska jest dużym krajem i ja osobiście nie sądzę, aby chciano zaryzykować zmianę warunków polskiego uczestnictwa w UE.

2010-12-31 00:00

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Rośnie liczba zatrzymanych po aktach przemocy w szkołach

2026-10-13 09:47

[ TEMATY ]

szkoła

PAP

Po aktach przemocy w szkołach funkcjonariusze skontrolowali ponad 108 tys. placówek i zatrzymali 167 osób – poinformowała we wtorek policja.

W całej Polsce od piątku trwają działania policji mające zapewnić bezpieczeństwo dzieciom, młodzieży i wszystkim pracownikom placówek oświatowych. Akcja ma związek z ubiegłotygodniowymi aktami przemocy w placówkach.
CZYTAJ DALEJ

Bp Lityński do kleryków: Wzrastajcie, pomimo przeszkód – łaski Pana wam nie zabraknie!

2026-10-13 17:48

[ TEMATY ]

inauguracja roku akademickeigo

Wyższe Seminarium Duchowne w Gorzowie Wlkp.

Karolina Krasowska

Na pierwszym roku formację do kapłaństwa podejmuje 6 kleryków

Na pierwszym roku formację do kapłaństwa podejmuje 6 kleryków

W Wyższym Seminarium Duchownym w Gorzowie Wlkp. 13 października odbyła się uroczysta inauguracja roku akademickiego. Na pierwszym roku formację do kapłaństwa podejmuje 6 kleryków.

Tegoroczna inauguracja odbyła się po raz 80. w historii Zielonogórsko-Gorzowskiego Wyższego Seminarium Duchownego. Rozpoczęła się w seminaryjnej kaplicy od Mszy św., której przewodniczył bp Tadeusz Lityński. Homilię wygłosił bp Adrian Put, który podkreślił, że decyzja o kapłaństwie musi dokonać się w wolności kandydata. - 6 lat tego czasu tutaj jest po to, żeby dojrzeć do tej wolności, którą przynosi nam Ewangelia. "Czy chcesz?" Nie czy będziesz dobry księdzem, nie czy będziesz duże grupy prowadził formacyjne, nie czy będziesz piękne kościoły budował albo świetne grupy Caritas prowadził. Na początku będzie ciebie biskup pytał: "czy chcesz?", "czy jest w tobie tyle wolności, która płynie z Ewangelii, aby podjąć się tego zadania?" – mówił bp Adrian Put. - Wiecie, że czasami są bracia, którzy z różnych powodów mówią: "A jednak nie". To ja dzisiaj was proszę i dzisiaj do was kieruję to słowo. To zanim będziesz odpowiadał biskupowi w katedrze i będziesz słyszał ten głos pełen ufności, wiary, nadziei, ale i trochę lęku, to dojrzyj do tego, żeby odpowiadać w wolności: "tak, chcę". Bo dzisiaj nikt ci nie zagwarantuje, co będziesz robił – kontynuował biskup. - Z biskupem diecezjalnym mamy takie doświadczenia, jak jeździmy po wizytacji szczególnie w tym okresie albo w okresie zimowym, ilu naszych braci w tym okresie tak naprawdę stać tylko na to, żeby ogrzać sypialnię i trochę łazienki, ale są wśród tych ludzi. Ilu naszych braci zmaga się z wieloma remontami, różnymi trudnościami, ale są, bo odpowiedzieli sobie na pytanie, dlaczego chcę, jaka jest moja wolność. Są takie wioski ciągle na naszym terenie, gdzie państwa polskiego już dawno nie ma. Nie ma policji, nie ma szkoły, nie ma poczty, nie ma nawet przystanku autobusowego, ale jest kościół, do którego systematycznie przyjeżdża ksiądz. Tam nawet młodych już nie ma, ale przyjeżdża ksiądz, który głosi Ewangelię Bożą i ile razy było słychać, że tylko ksiądz nam tutaj został – zauważył bp Put. - Więc ja wam nie zagwarantuje, biskup diecezjalny wam nie zagwarantuje tego czy będziecie pracowali na wielkiej parafii i mieli sukcesy, czy będziecie na małej wspólnocie parafialnej, gdzie trzeba będzie troszkę walczyć też o byt. Niczego wam zagwarantować nie możemy poza Ewangelią Jezusa Chrystusa i poza wolnością, do której wzywa nas Chrystus. Więc bardzo pokornie was proszę, abyście ten czas seminaryjny wykorzystali na to, aby dojrzeć w wolności do odpowiedzi na pytanie: "czy chcesz?". Nikt ciebie do święceń nie będzie popychał. To musi być twoja i tylko wyłącznie twoja wolna wola. Chcę, bo wiem, że skoro chcę, to Pan ma dla mnie jakiś plan. I czy będę tam, czy będę gdzie indziej. Czy będę w takiej wspólnocie, czy innej, czy będę miał takie zadanie czy inne, to będzie to moje miejsce zbawienia w wolności – podkreślił biskup.
CZYTAJ DALEJ

Kraków: Pożegnano 415 dzieci martwo urodzonych

2026-10-13 19:54

[ TEMATY ]

Kraków

dzieci martwo urodzone

Duszpasterstwo Rodzin Dzieci Utraconych Archidiecezji Krakowskiej

W krakowskich Podgórkach Tynieckich odbył się pogrzeb dzieci martwo urodzonych. Ceremonia, podczas której pożegnano 415 dzieci, miała miejsce 13 października 2026 roku.

– Istnieje pokusa, żeby powiedzieć, że dzisiaj żegnamy około czterystu dzieci. To jednak byłoby nie w porządku, bo chcemy każdemu z tych czterystu piętnastu dzieci powiedzieć, że o nim pamiętamy – mówił w homilii ks. dr Janusz Kościelniak, diecezjalny duszpasterz Rodzin Dzieci Utraconych. – Każde z tych dzieci utraconych jest konkretnym człowiekiem, który ma swoich rodziców i rodzinę – dodał kapłan.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję