Reklama

Wyrwał małych Brazylijczyków z nędzy...

Busz brazylijski, zwany potocznie katyngą, to ziemia niezbyt gościnna. To ogromny obszar pokryty stertami najrozmaitszych głazów, obok których rosną liczne odmiany kaktusów, agawy i jakaś roślinność egzotyczna - karłowata, najeżona kolcami, że i nosa tam nie wsadzić… Katynga ma jednak i swoje dobre strony. Jest miejscem schronienia dla człowieka „z marginesu”, dla którego nie ma miejsca w społeczeństwie...

Niedziela Ogólnopolska 3/2006, str. 15

Misjonarz z Polski jest przyjacielem dzieci z katyngi
Zdjęcie nadesłała Autorka

Misjonarz z Polski jest przyjacielem dzieci z katyngi<br>Zdjęcie nadesłała Autorka

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Kraj kontrastów

Reklama

Brazylia do dziś jest krajem dziwnym, pełnym najrozmaitszych, szokujących kontrastów. To tu, na Terra da Santa Cruz - na Ziemi Świętego Krzyża, na porządku dziennym spotkać można idące w parze bogactwo i nędzę, drapacze chmur i domki sklecone z kawałków desek, właścicieli wielkich latyfundiów i tych bez skrawka ziemi, luksusowe samochody i dwukołowe, skrzypiące wozy o drewnianych osiach, ciągnione przez posłusznego osła.
To właśnie w Brazylii pracuje od 33 lat ks. Józef Sianko, polski salezjanin. Ten 78-letni gorliwy kapłan, skromny człowiek, wielki patriota i miłośnik muzyki organowej jest równocześnie budowniczym trzynastu kościołów i kaplic misyjnych. Wydawać by się mogło, że takiego „misyjnego wygi” nic już zaskoczyć nie zdoła. A jednak... W trosce o zaginione owce ks. Józef zapuścił się parę miesięcy temu w głąb katyngi. Natknął się tam przypadkowo na dziwną, niewielką chatę, ukrytą wśród zarośli. Na takim odludziu stanowiła ona prawdziwą zagadkę... Jakże wielkie było zdziwienie misjonarza, gdy u wejścia spostrzegł sporą gromadkę umorusanych maluchów. „Wydawało mi się, że to jakaś prowizoryczna podstawówka albo przedszkole...” Nie była to jednak ani podstawówka, ani przedszkole. Był to ubogi dom wielodzietnej rodziny karbonariuszy - węglarzy. Dziesięcioro drobnych dzieci, najstarsza dziewczynka w wieku 13 lat, i wychudzeni rodzice. Oszałamiające ubóstwo domu, niczym jaskini z epoki kamienia łupanego, przeszło wprost wyobraźnię misjonarza. Dzieci patrzyły na niego jak na zjawę. Wystraszeni rodzice cofnęli się do środka. Misjonarz wszedł do chaty i zamarł. Wewnątrz nie było prawie nic. „Nie widziałem tam ani stołu, ani krzesła, ani łóżka. Posadzka uklepana z czerwonej gliny służyła za wszystko: za stół, za krzesło, za łóżko, za całe umeblowanie. Widok tej chaty to naprawdę sceneria dramatyczna dla każdego człowieka o sercu i uczuciach ludzkich”.

„Misyjny wyga” płacze

Kilka dni później ks. Józef wrócił w to samo miejsce. Nie dawało mu ono spokoju. W oczach miał wciąż spotkaną gromadkę dzieci i steranych życiem rodziców. W miasteczku, gdzie mieszka, zorganizował pomoc i udał się do katyngi z workiem żywności (sól, cukier, ryż, fasola, kilka paczek sucharów itd.). I jeszcze raz był świadkiem sceny hiobowej z życia człowieka wyrzuconego poza nawias społeczeństwa. Biedna, udręczona matka owych dziesięciorga dzieci na widok „odsieczy”, wzruszona do głębi, padła na ziemię jakby z nóg ścięta i zalała się potokiem łez. Płakała - płakała łzami wdzięczności. Tego było już dość. Nie zdołał wykrztusić słowa. Roztrzęsiony do ostatnich granic, wyszedł na wpół przytomny, ale z myślą podjęcia jakiejś szybkiej i trafnej decyzji natychmiastowego działania. Nie można w takim przypadku stać z założonymi rękami.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

36 talerzy zupy dziennie

Reklama

Na apel misjonarza wspólnota parafialna z Juremy odpowiedziała heroicznym gestem dobroci chrześcijańskiej. Dziś dawni mieszkańcy katyngi są mieszkańcami wsi. Mają własny, nowy, dość obszerny dom: sala, trzy pokoje sypialne - dla dziewczynek, dla chłopców i dla rodziców, kuchnia i łazienka. Znalazł się nawet ktoś, kto podarował im kawałek ziemi uprawnej pod warzywa. Sytuacja zmieniła się o 180°. Pozostało jednak jeszcze widmo głodu. Jak bowiem postarać się o 36 talerzy zupy dziennie: 12 z rana, 12 w południe i 12 wieczorem? A do tego - ubranka dla dzieci, lekarstwa, opłaty za światło, wodę i drobne wydatki domowe...
Misjonarz, nie namyślając się wiele, napisał do Salezjańskiego Ośrodka Misyjnego w Warszawie. Z dwumiesięcznika Misje Salezjańskie wiedział, że istnieje Program „Adopcja na odległość”. Z wielkim zainteresowaniem i pasją czytał zawsze, i to po kilka razy, drogie wiadomości z ukochanej Polski, za którą bardzo nieraz tęskni. W swoim liście napisał: „Nie ośmielam się prosić o pomoc w sensie „adopcji” dla mojej dziesiątki małych eksmieszkańców katyngi. Zdaję sobie sprawę z tego, że „adopcja” to akt heroiczny nawet wśród osób bliskich, krewnych, a cóż dopiero powiedzieć „na odległość”. Jednakże trzeba, koniecznie trzeba, coś zrobić dla ratowania owych dziesięciorga dzieci, albowiem trudna sytuacja, w jakiej one się znalazły, nieuchronnie prowadzi na bezdroża, do konfliktów, a nawet do poważnych niesprawności fizycznych na przyszłość”.

Doświadczenie cudu

Reklama

Poruszyła nas wszystkich ta niezwykła historia. Nagłośniliśmy sprawę rodziny z katyngi na internetowej stronie Ośrodka (www.misje.salezjanie.pl) i w dwumiesięczniku Misje Salezjańskie. Tym razem to my doświadczyliśmy cudu. Odezwało się wiele osób, młodych i starszych, którzy pragnęli konkretnie przyjść z pomocą rodzinie z katyngi. Pragnęli objąć „Adopcją na odległość” te brazylijskie dzieci, pomóc tej rodzinie, wesprzeć misjonarza w jego trosce o tych biedaków.
Dzisiaj dziesiątka dzieci z brazylijskiego buszu, począwszy od 14-letniej Charlene, a kończąc na 2,5-letnim Jose Edsonie, ma swoich adopcyjnych opiekunów w Polsce. Bardzo powoli postępuje proces ich „cywilizacji”. Objąć musi wszystkie dziedziny życia, a stare nawyki - każdy z nas najlepiej wie - trudno z siebie wykorzenić. Jezus jednak ma własne drogi dotarcia do ludzkich serc. Często w najbardziej złożonych sytuacjach posługuje się swą Matką - Maryją. Tak też było z brazylijską rodziną. Podczas Mszy św., w jedną z uroczystości Matki Bożej, ks. Józef spostrzegł wśród wiernych także matkę tej rodziny. Stała zadumana w pobliżu ołtarza. Nieruchoma, otoczona gromadką swoich dzieci, robiła wrażenie ptaka o podciętych skrzydłach. Misjonarz nigdy przedtem nie widział jej w kościele. Przyszła, aby w pobliżu ołtarza otrząsnąć się ze wszystkiego, co od dawna niepokoiło jej zbolałą duszę. A potem wyznała: „Proszę księdza, byłam na Mszy św. z moimi dziećmi, ale byłam bardzo przygnębiona. Nie mogłam przyjąć Pana Jezusa w Komunii św., ponieważ nigdy w życiu się nie spowiadałam...”. Obecnie sytuacja tej poczciwej kobiety zmieniła się zupełnie, jest szczęśliwa i spokojna - przede wszystkim o przyszłość swoich pociech, które chodzą do szkoły, uczą się żyć pośród swoich „cywilizowanych” rówieśników, uczęszczają na lekcje katechizmu, przygotowują się do pełni życia chrześcijańskiego.

Na własne oczy

Ojciec dzieci - Antoni, jak większość Brazylijczyków, mieszkańców katyngi, nigdy nie otarł się o żadną szkołę. Spokojny, niskiego wzrostu, pochylony i ciągle zadumany, robi wrażenie człowieka, który cierpi, żyje i boryka się z losem. Porusza się bardzo wolno, ponieważ na skutek niedożywienia od lat dziecięcych i nadmiaru pracy w późniejszym wieku dopadła go jakaś choroba nóg, dziś przedawniona i już nieuleczalna. Z jakim uporem przedzierał się on przez gąszcz spiętrzonych trudności życia codziennego! Nie załamał się nawet wtedy, kiedy sytuacja rodziny była wprost katastrofalna, kiedy wydawała się jednym pasmem klęsk i goryczy. Ze spokojem, nadzieją i niespożytą energią szedł naprzód, nie tracąc czasu na nudy i rozpacz. Teraz ten człowiek, do niedawna sponiewierany, odzyskał równowagę i wziął się z zapałem do budowy lepszego jutra. Zmienił wygląd swej posiadłości. Na dawnych nieużytkach wokół domu rośnie kukurydza, fasola, macexeira - rodzaj ziemniaków. Zasadził nawet kilka latorośli bananów. W rozmowie z misjonarzem powiedział: „Jakże dziś jestem szczęśliwy. Mam dobrą żonę, gromadkę dobrych dzieci i mam własny dom, o którym śniłem przez długie lata. Mam już 58 lat. Pod względem religijnym jestem ignorantem. Całe moje życie spędziłem tam, w katyndze. Ale chociaż jestem człowiekiem prostym, niewykształconym, czuję potrzebę przybliżenia się do Boga, do Kościoła”.
To najpiękniejsza opowieść, którą usłyszeliśmy od naszego misjonarza, opowieść o życiu konkretnych ludzi, którzy dzięki dobrodziejom z Polski odzyskali ludzką godność. Jak wiele może zdziałać człowiek, który jest wrażliwy na biedę innych. „Dobry Bóg w swojej szczodrobliwości - pisze jeszcze ks. Józef Sianko - za co jestem Mu niezmiernie wdzięczny, pozwala mi przez długie lata pracy misyjnej posługiwać właśnie tym biedniejszym, upośledzonym, tym od wozów o drewnianych osiach, zamieszkującym chaty sklecone z kawałków desek”.
Tak wiele może zdziałać także każdy z nas, jeśli tylko rozejrzy się wokół siebie i dostrzeże drugiego człowieka.

Salezjański Ośrodek Misyjny, ul. Korowodu 20, 02-829 Warszawa
tel. (0-22) 644-86-78,
www.misje.salezjanie.pl

www.adopcja.salezjanie.pl
Chcąc wesprzeć misje salezjańskie, można wpłacać ofiary na konto Salezjańskiego Ośrodka Misyjnego w Warszawie: 50 1020 1169 0000 8702 0009 6032, z dopiskiem: „Misje”.

2006-12-31 00:00

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Trwać przy Bogu

2026-06-02 11:44

Niedziela Ogólnopolska 23/2026, str. 22

[ TEMATY ]

homilia

Karol Porwich/Niedziela

Stałość w wierze jest jedną z najważniejszych cnót. Chodzi o niegasnącą gotowość do kochania Boga i ludzi. Perseverantia to cierpliwe trwanie przy Bogu, we wszelkich przeciwnościach losu. Nie psychologiczny optymizm, ale kurczowe trzymanie Jezusa „za rękę”, duchowe dojrzewanie w otaczającej nas niekiedy ciemności i w czasie próby. W przypadku relacji między ludźmi chodzi o konkretną postawę: bardziej czyn niż słowo (choć ono jest czasem niezastąpione), bardziej długotrwały trud niż efemeryczne poruszenie emocji, czasochłonny wysiłek, a nie ubolewanie. Prorok Ozeasz opisuje postawę Izraela wobec Boga – przyznajmy, że często także naszą. To obraz znikających nagle chmur o świtaniu i porannej rosy w upalny dzień. Gdy chodzimy letnim rankiem po trawie, czujemy przyjemny chłód wilgoci. Jest jej mnóstwo, niczym wody w zbiorniku. A jakież zdziwienie nas ogarnia, gdy po wschodzie Słońca nagle ten bezmiar wilgoci ustępuje miejsca przejmującej suchości, chłód zmienia się w gorąc, a przyjemna miękkość zieleni – w twardość podłoża przypominającego skałę. Jak to możliwe w tak krótkim czasie? – pytamy zaskoczeni. Niemal identycznie dziwi się Ozeasz postawie ludu Bożego wybrania. Wielkie słowa, zapewnienia o wierności Bogu i Jego przymierzu, liczne ofiary, modlitwy, uroczystości oraz święte zwołania... i nagle pustka. Więcej nawet: odwrót! Zwrot ku pogańskiemu kultowi, ku Baalowi, nikczemne zachowanie nielicujące z rangą wybrania i Dekalogiem, złożonymi ślubami i obietnicami. Słomiany zapał – mawiamy w takiej sytuacji, wzruszając ramionami. Konsekwencje stygnięcia wiary Izraela były widoczne w życiu publicznym, gdzie sojusze polityczne były ważniejsze niż zaufanie Bogu. Panował chaos, mnożyły się społeczne konflikty, a moralne zepsucie elit widoczne było gołym okiem. A wszystko to w obliczu niebezpieczeństwa inwazji ze strony potężnej Asyrii. Skąd my to znamy? Wszelkie podobieństwa do sytuacji, w jakiej obecnie się znajdujemy, są nie tylko nieprzypadkowe, ale wręcz ostentacyjnie oczywiste! Kochający swój naród Ozeasz natarczywie napomina, grozi karą Bożą, ale i zachęca swych rodaków do powrotu pod skrzydła Boga. Wprawdzie porównuje Izrael do niewiernej żony, ale jednocześnie przypomina, że Bóg jawi się jako wierny mąż, gotowy do przebaczenia. Jeśli tylko Izrael powróci do lojalności, do głębi, a nie będzie „mydlił oczy” Bogu fałszywym, bo pozbawionym nawrócenia moralnego kultem, On zwróci pogodne oblicze ku swemu ludowi. Pojednanie i odnowienie przymierza możliwe jest w każdej chwili. Czułymi słowami Ozeasz kreśli obraz Boga – jest On pełen miłości, współczucia i cierpienia z powodu zdrady człowieka. Można by powiedzieć, że paradoksalnie upadek każdego z nas Bóg przeżywa jako własną porażkę, bo nas kocha. Poznanie prawdziwego Boga, Ojca Jezusa Chrystusa, a nie boga mojej wyobraźni, ambicji czy aspiracji, jest kluczowe. Wtedy bardziej będziemy wydobywali z siebie miłosierdzie, niż tylko składali ofiary, dawali samych siebie, a nie tylko coś od siebie.
CZYTAJ DALEJ

Antonio Gaudí na drodze do chwały ołtarzy

2026-06-07 15:22

[ TEMATY ]

Antonio Gaudí

Pau Audouard Deglaire - pl.wikipedia.org

W setną rocznicę śmierci Antonia Gaudiego, postulator procesu beatyfikacyjnego twórcy bazyliki Sagrada Família w Barcelonie podkreślił duchowe motywacje katalońskiego architekta. Proces beatyfikacyjny rozpoczął się w 1995 roku.

W rozmowie z niemieckim tygodnikiem katolickim „Die Tagespost” z 6 czerwca o. Josep M. Blanquet powiedział, że w procesie beatyfikacyjnym Gaudiego nacisk kładzie się nie tylko na jego twórczość architektoniczną, ale przede wszystkim na jego życie osobiste. Podczas wizyty w Barcelonie 10 czerwca, w setną rocznicę śmierci Gaudiego, papież Leon XIV poświęci nowo ukończoną Wieżę Chrystusa w Sagrada Família.
CZYTAJ DALEJ

50 lat parafii michalickiej

2026-06-07 17:14

Renata Czerwińska.

Parafia św. Michała Archanioła świętowała jubileusz 50-lecia.

Eucharystii przewodniczył i homilię wygłosił bp Arkadiusz Okroj. W świątyni zgromadzili się liczni kapłani, w tym księża z dekanatu, dawni proboszczowie oraz związani z parafią. Nie zabrakło przełożonych zgromadzenia księży michalitów i sióstr michalitek, licznych sióstr zakonnych, przedstawicieli władz samorządowych, a także służb mundurowych, którym patronuje św. Michał. Kościół wypełnili również liczni wierni.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję