Moje koleje życia były niczym spirala, tak pokręcone. Dziś jest inaczej. Sześć lat temu los zawiódł mnie do Poznania, tam poznałem wspaniałych ludzi, którzy pomogli mi wyjść z kręgu alkoholowego. Była to ciężka praca moich koleżanek, a zarazem sióstr, bo wiele trudu kosztowało, by mi przetłumaczyć, iż nadużywając alkoholu, robię źle. Znalazłem się daleko od żony i dzieci, na drugim końcu Polski. Wreszcie przełamałem się i przyjechałem na święta Bożego Narodzenia do rodziny. Niektórym się to nie podobało, ale nie przejmowałem się tym. Po roku niepewności wróciłem do domu na stałe. To, co moja rodzina przeżyła, gdy piłem alkohol, to był koszmar.
15 września 2002 r. minęło pięć lat mego trzeźwego życia. Dziś jestem z rodziną. Gdy mam jakiś grosz, wolę kupić czekoladę, a nie, jak przed laty, piwo lub inny napój wyskokowy. Bardzo, ale to bardzo pragnę podziękować moim siostrom w Poznaniu: Ewie, Kasi, Ilonie, Beacie, które zajmowały się ludźmi bezdomnymi, za to, że uratowały mi życie - i dzięki nim nie piję. Chcę z całego serca podziękować mojej żonie, że mnie zrozumiała i przyjęła pod dach, byśmy byli znów razem i wspólnie wychowywali nasze dzieci. Tak mi dopomóż Bóg i Wszyscy Święci.
Pragnę, żeby te moje słowa znalazły się w Niedzieli, by cała Polska dowiedziała się, że jestem szczęśliwy, pomimo iż jestem chorym starcem. Mam dopiero 47 lat, a poruszam się jak człowiek w podeszłym wieku. Wierzę, że to wyznanie znajdzie się w mym ulubionym tygodniku.
Dlaczego „anielska”?
Ponieważ św. Franciszce – bo o niej mowa – bardzo często ukazywał się Anioł Stróż. Papież Benedykt XVI nazwał ją „najbardziej rzymską świętą”, a jej nieobowiązkowe wspomnienie obchodzimy 9 marca.
Ta średniowieczna żona, matka, zakonnica i mistyczka żyła w burzliwych czasach przełomu XIV i XV wieku. Był to okres niesnasek w Kościele, a także krwawych walk między patrycjuszowskimi rodami, czas różnych pandemii, m.in. dżumy, oraz innych zagrożeń. Świętą Franciszkę można postawić obok takich osobowości jej czasów, jak św. Brygida Szwedzka czy św. Katarzyna Sieneńska. Była nazywana Biedaczyną z Trastevere, choć tak naprawdę była osobą majętną.
O tym, że działalność parafii, w centrum której znajduje się Eucharystia, powinna być znakiem Kościoła „który jak matka troszczy się o swoje dzieci, nie potępiając ich, lecz przyjmując, słuchając i wspierając wobec zagrożeń” mówił Leon XIV w homilii podczas Mszy św. w parafii pw. Ofiarowania NMP w rzymskiej dzielnicy Torrevecchia. Papież odwiedził ją po południu 8 marca, jako 4 z pięciu stołecznych parafii, do których udaje się w Wielkim Poście - informuje Vatican News.
Nawiązując do fragmentu Ewangelii, mówiącego o spotkaniu Jezusa z Samarytanką przy studni, Papież podkreślił, że „pragnienie życia i miłości”, które nosi w sobie wykluczona przez swą społeczność kobieta, jest pragnieniem każdego człowieka, które Pan Bóg chce wypełnić. Zwraca uwagę, że Jezus czeka na Samarytankę przy studni zanim ona tam przyjdzie i znając pragnienia, których ona sama nie wypowiada.
Tragiczną wiadomość przekazał mediom watykańskim, o. Toufic Bou Merhi, franciszkanin z Kustodii Ziemi Świętej, proboszcz katolików obrządku łacińskiego w Tyrze i Deirmimas. O. Pierre El Raii został śmiertelnie ranny podczas ataku, kiedy osobiście ruszył na pomoc rannemu parafianinowi, który ucierpiał w wyniku wcześniejszego ostrzału.
Śmiertelny atak miał miejsce w poniedziałek, 9 marca o godzinie 14:00 czasu Bejrutu (13:00 naszego czasu), dokładnie tydzień po rozpoczęciu izraelskich bombardowań Libanu. Trafiony obszar to ponownie południowa część kraju cedrów. „Właśnie dowiedzieliśmy się, że straciliśmy o. Pierre’a El Raii, maronickiego proboszcza Qlayaa” - powiedział o. Toufic Bou Merhi. „Był pierwszy atak, który uderzył w dom w rejonie jego parafii, w górach, raniąc jednego z parafian” - opowiedział mediom watykańskim franciszkanin. „Ojciec Pierre pobiegł z dziesiątkami młodych ludzi, aby pomóc rannemu parafianinowi: właśnie wtedy nastąpił kolejny atak, kolejne bombardowanie tego samego domu. Proboszcz został ranny. Został przewieziony do szpitala w okolicy, ale nie przeżył. Zmarł niemal przy samych drzwiach szpitala. Miał zaledwie 50 lat”.
W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.