Reklama

„To Pan Bóg wybiera”

Andrzej Grzegorski jest jednym z blisko czterystu świeckich osób konsekrowanych w Polsce i zarazem pierwszym wdowcem konsekrowanym w naszym kraju. - Mam taką prostą zasadę: „Chcesz, by Pan Bóg był z Tobą? Bądź z Panem Bogiem” - mówi

Niedziela kielecka 31/2012

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Urodził się w Kielcach, we wrześniu 1955 r. Rodzina Grzegorskich mieszkała przy ul. Dalekiej. Rodzina należała do parafii św. Wojciecha - najstarszej w mieście. Gdy skończył dziesięć lat, po przystąpieniu do Pierwszej Komunii Świętej został ministrantem.

Najważniejsze wiano

Andrzej dorastał w tradycyjnej rodzinie. Mama zajmowała się domem, a tato zarabiał na utrzymanie żony i czwórki dzieci. Ojciec pracował w branży budowlanej. Często wyjeżdżał w delegacje, budowy były rozsiane po całej Polsce. Gdy go nie było, wszystko spadało na głowę mamy. - Mama musiała znaleźć czas na pracę w domu i wychowanie dzieci - ani jednego, ani drugiego nigdy nie zaniedbywała - mówi dziś ciepło o mamie dorosły syn. Ojciec interesował się wychowaniem dzieci, często je „egzaminował”, pytając, o czym mówił ksiądz w niedzielę na kazaniu i jakie były czytania. Robił to w delikatny sposób, żeby nie zrazić dzieci, nie wywierać na nich presji. To były takie niedzielone rozmowy o Panu Bogu i niedzielnej Mszy św. Wiarę i praktyki religijne wyniosło się z domu i to było najważniejsze „wiano”, którym zostało obdarowane każde dziecko w rodzinie Grzegorskich.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Ministrantura była jego życiem

Reklama

Codzienna Msza św. i służba przy ołtarzu sprawiała Andrzejowi wiele radości, czuł się tutaj jak w domu. Często bywało tak, że w niedzielę służył na kilku Mszach św. - W końcu niedziela jest dniem świętym, należącym do Pana Boga, więc gdzie indziej można spędzać świąteczny czas? - przekonuje. W tygodniu obowiązywały grafiki, które układał opiekun ministrantów, ks. Daniel Jarosiński. Chłopcy niezawodnie przychodzili na wyznaczone Msze św. Bycie ministrantem było powodem do dumy, ministrant był kimś, kto mógł przebywać blisko ołtarza. Andrzej zakochał się w tej służbie i ministrantem był przez kolejne 21 lat. Z nostalgią wspomina ks. Jarosińskiego, który zajmował się kształtowaniem młodych charakterów. Chłopcy zawsze mogli liczyć na jego pomoc, rozmowę i serdeczność. Lubił dla nich organizować jednodniowe wycieczki poza miasto, do lasu albo nad wodę. Tam, na łonie natury, na kamieniu przy pniu nakrytym białym obrusem sprawował Mszę św. - Pamiętam tamtą ciszę, śpiew ptaków, i kapłana, który liczył białe jak śnieg komunikanty - wspomina. Pamięta także długie rozmowy z kapłanem o problemach i życiowych dylematach dręczących młodych ludzi. Zawsze, nawet na najtrudniejsze pytania umiał znaleźć odpowiedź. Przyjaźń z księdzem przetrwała, i nawet po wielu latach byli ministranci, dorośli młodzieńcy, przychodzili do swojego dawnego opiekuna, aby porozmawiać albo prosić o radę. Miał zawsze dla nich otwarte drzwi.

Bóg przewidzi

Reklama

Po ukończeniu liceum Andrzej zaczął pracować. Zatrudnienie znalazł w firmach z branży telekomunikacyjnej, często zmieniał pracę. - Najgorzej było w firmie, która konserwowała anteny na kominach Cementowni Małogoszcz, nie zagrzałem tam długo miejsca. Zapylenie było takie, że nie dało się wytrzymać - opowiada. Później naprawiał telewizory, a nawet był szewcem. Ba! Pracował także w Rolniczej Spółdzielni Produkcyjnej, która posiadała przeszło 700 ha pól. Spółdzielnia jednak nie przetrwała zmian ustrojowych w Polsce. Wszystko upadło.
Kiedy założył rodzinę, wyprowadził się z Kielc do Małogoszcza. Z żoną Barbarą wychowali trójkę dzieci: Daniela, Pawła i Urszulę. Starali się im przekazać wszystko to, czego nauczyli się od swoich rodziców. Chyba się udało. Z żoną przeżyli szczęśliwie 31 lat. Było różnie, raz łatwiej, raz trudniej. Życie nie jest usłane różami, ale idąc razem przez życie, pokonywali wszystkie trudności. Przeżyli te lata w spokoju, bez kłótni, przykrych słów, sprzeczek i zatargów. Przecież jeśli się kocha drugą osobę, to zawsze znajdzie się jakieś rozwiązanie. Andrzej zawsze przyznawał racje żonie, taki już ma charakter. Basia zmarła nagle, nie chorowała. Poczuła się źle w pracy i zemdlała. Szybko zawieziono ją do szpitala. Kilkadziesiąt minut wcześniej Andrzej odwiedził ją w pracy, aby pokazać jej grzyby, które właśnie nazbierał. - Te, się nie nadają, te też wyrzuć, nic z nich nie będzie. Andrzej posłusznie wyrzucił te, które się nie podobały żonie. W szpitalu lekarze stwierdzili wylew. Operacja, a później oczekiwanie na odzyskanie przytomności. Pojechał z dziećmi na Jasną Górę i tam zamówił Mszę św. w intencji żony. Gdy zamawiał u Paulinów Mszę usłyszał: - Wie pan co? Pan Bóg wybierze dla pana żony najlepszą drogę, wszystko trzeba przyjąć z ręki Pana Boga.
Nie pamięta pogrzebu żony, ludzi, kościoła, cmentarza. To był dla niego i dzieci straszny dramat. Pocieszenie zyskał w modlitwie. Wiedział, że żona idzie do domu Ojca, ale jako człowiek przeżył to bardzo. Tłumaczył dzieciom, że trzeba przyjmować wszystko z ręki Pana Boga, trzeba czuwać i modlić się, bo „czas ucieka, a wieczność czeka”.

Orędownicy wnuków

Choć jego dzieci są już dorosłe, nadal z nimi rozmawia o ich wierze i przeżywaniu Eucharystii, zupełnie jak jego ojciec. -Tato! Jak długo będziesz nas tak nauczał? Słyszy. - Tak długo jak będę żył - odpowiada z uśmiechem. Dzieci mówią tak z przekory, bo gdy np. trzeba wybrać imię wnukowi, pytają dziadka. Gdy urodził się pierwszy wnuczek, syn zapytał, jakie imię dać noworodkowi. Andrzej podpowiedział: - Jest czterech Ewangelistów, może Łukasz, będzie dziecko miało dobrego orędownika w niebie. Wnuczek ma na imię Łukasz. Gdy urodziła się dziewczynka, rodzice chcieli jej dać na imię Magda. - Magda? O nie, może Magdalena, ona pierwsza widziała zmartwychwstałego Jezusa - zaproponował. Magda to nie to samo co Magdalena. Dał im wolną rękę. Po kilku dniach przyszli i powiedzieli, - Tak, damy jej na imię Magdalena. Podobnie było z trzecim wnuczkiem Filipem. - Dzieci się mnie trochę słuchają - mówi. Syn Daniel zapisał się do grona modlących się za swoje dzieci, podobnie jak córka Urszula. Modlą się Różańcem za swoje dzieci i za ojca, a ojciec modli się za nie.

Zaufał

Reklama

Zanim został konsekrowanym wdowcem, swoje życie poświęcił Maryi, został jej rycerzem. Czternaście lat temu wraz z kilkudziesięcioma osobami zapragnął oddać swoje życie Matce Jezusa. Do ich parafii przyjechał o. Stanisław Piętka, który przewodniczył Eucharystii, wygłosił homilię, odmówił wraz z wiernymi Różaniec, a następnie pasował wszystkich kandydatów na Rycerzy Niepokalanej. - Ojciec podchodził, kładł miecz na ramię kandydata i mówił: - Pasuję Cię na Rycerza Maryi. Niesamowite przeżycie, ciarki przechodziły mi po plecach. W tym dniu do grona czcicieli Maryi dołączyło ponad siedemdziesiąt osób. Od tego dnia Andrzej odmawia co najmniej jeden Różaniec dziennie.
Pomimo swoich lat Andrzej nadal jest blisko ołtarza. Posługuje gdy trzeba, czyta czytania. Pewnego dnia ks. Piotr Muszyński zaprosił go na rozmowę. Zaproponował mu, aby się zastanowił nad drogą powołania, może zechciałby poświęcić życie jako konsekrowany wdowiec? Andrzej nigdy nie słyszał o takim stanie. Chciał się dowiedzieć czegoś więcej. Został skierowany do o. Tomasza Rusieckiego. Na rozmowach spotykali się w seminaryjnym refektarzu. Ks. Rusiecki opowiadał, a Andrzej notował i zadawał pytania. O tak, pytań miał bardzo dużo. Ks. Tomasz cierpliwie odpowiadał na wszystkie kwestie. Przygotowania do konsekracji trwały dwa lata. Podczas spotkań o. Rusiecki wyjaśniał ideę bycia konsekrowanym wdowcem, przytaczał dokumenty papieża Jana Pawła II na temat konsekrowania świeckich osób. Tłumaczył Pismo Święte, uczył go modlić się brewiarzem. W kwietniu 2010 r. zaskoczył Andrzeja stwierdzeniem: - Twoja konsekracja odbędzie się 30 maja, za miesiąc. Andrzej był zaskoczony. Czas do konsekracji był krótki, ale i tak dłużył mu się niemiłosiernie. W jego głowie rodziły się pytania: czy podoła, czy jego wybór był trafny. Zaufał Bogu. - Przez cały czas pytałem się samego siebie: dlaczego ja? I zawsze słyszałem odpowiedź: dlaczego nie! Teraz, gdy od konsekracji minęło dwa lata, na postawione pytanie: czy gdyby cofnąć czas, to jaka byłaby decyzja dzisiaj odpowiadam: taka sama.

Ten moment

Na trzy dni przed konsekracją w Wyższym Seminarium Duchownym w Kielcach odbyły się trzydniowe dni skupienia. Wraz z nim do tej chwili przygotowywały się dwie wdowy. Najwięcej czasu spędzili na modlitwie w seminaryjnej kaplicy, na adoracji Najświętszego Sakramentu. Swoją decyzję musieli przemodlić. Pan Bóg wybiera, ale człowiek musi wyrazić zgodę. Znowu przez głowę przebiegało tysiące myśli. Co powiedzą ludzie, jak go będą oceniać: Zdewociały wdowiec, tercjarz, świętoszek? - Doszedłem do wniosku, że każdy człowiek przez cały czas jest oceniany. Ludzie patrzą na czyny drugich i oceniają. Przed tym się nie ucieknie. Powiedziałem sobie, niech myślą co chcą, ja to robię z miłości do Pana Boga. Dzieci też były zaskoczone wyborem ojca. - Tato, czy ty to wszystko przemyślałeś? Odpowiadał dobrodusznie. - Kościół wam taty nie zabierze, ja tylko przyrzekam, że do końca życia będę szedł z Panem Bogiem. Najbardziej wzruszającym momentem konsekracji był ten, kiedy Biskup trzymał w swoich dłoniach dłonie Andrzeja, a ten przyrzekał: czystość, ubóstwo i posłuszeństwo. Podczas konsekracji od bp. Kazimierza Ryczana otrzymał brewiarz, który od tej chwili stał się jego przyjacielem. Został pierwszym w Polsce konsekrowanym wdowcem. Codziennie modli się brewiarzem, czytając Kompletę, Godzinę Czytań. Modlitwa Liturgii Godzin wyznacza mu rytm dnia.

Razem na modlitwie

Wszystkie osoby konsekrowane: dziewice, wdowy i wdowiec oraz osoby, które przygotowują się do konsekracji, raz w roku jadą na Jasną Górę. Wszystkie dni wyglądają podobnie: modlitwa, rano wspólne odmawianie brewiarza, śniadanie, katecheza, znowu czas na modlitwę, Eucharystia i nie wiadomo, kiedy przeleci te 5 dni. Zawsze mieszkają u sióstr urszulanek. Na dzień skupienia osoby konsekrowane przyjeżdżają z całej Polski, najwięcej z Częstochowy, Szczecina i z Łodzi. Formacja osób konsekrowanych trwa przez cały rok. Spotykają się na modlitwie i kontemplacji w kilku miejscach w Polsce. W każdą drugą sobotę września przyjeżdżają na Święty Krzyż, na jednodniowe spotkanie. Wspólnie w klasztorze modlą się zakonnice, zakonnicy i świeckie osoby konsekrowane - wszyscy, którzy swoje życie ofiarowali Panu Bogu.

Jedno marzenie

Po konsekracji dla Andrzeja wszystko się zmieniło. On sam jest dla innych znakiem obecności Boga w świecie. Inaczej patrzy się na życie, modlitwę, cierpienie. - Modląc się, nie patrzymy na zegarek, nie „wydzielamy” czasu dla Pana Boga. Tak naprawdę, każdy z nas powołany jest do modlitwy. Jeżeli w naszych rodzinach jej nie ma, to trudno się dziwić, że te rodziny rozpadają się. Bez modlitwy i łączności z Panem Bogiem trudno pokonywać przeszkody i cierpienia - mówi. Andrzej często patrzy na Chrystusa ukrzyżowanego. W krzyżu jest wszystko: pokora, cierpienie i posłuszeństwo,- a obowiązkiem każdego człowieka jest naśladowanie Jezusa. Andrzej ma jeszcze jedno marzenie, żeby zostać szafarzem Najświętszego Sakramentu. Chciałby być jeszcze bliżej Chrystusa i zanosić go wraz z modlitwą chorym. Może już wkrótce jego marzenie się spełni.

W następnym numerze sylwetka ks. Jerzego Majki z Oleśnicy, misjonarza na Białorusi i w Peru

2012-12-31 00:00

Oceń: 0 -1

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Bp Marek Mendyk: Szkoła nie jest świecka. Szkoła jest publiczna

2026-08-31 10:24

[ TEMATY ]

bp Marek Mendyk

szkola

BP KEP

Bp Marek Mendyk

Bp Marek Mendyk

W przeddzień rozpoczęcia nowego roku szkolnego bp Marek Mendyk mocno zabrał głos w sprawie obecności religii w szkole i kierunku wychowania młodego pokolenia. – Usiłuje się za wszelką cenę, także podstępem i także z łamaniem praw wyprowadzić religię ze szkoły – powiedział biskup świdnicki.

Słowa padły 29 sierpnia w katedrze świdnickiej podczas Mszy św. za Ojczyznę i NSZZ „Solidarność”, sprawowanej w związku z Dniem Solidarności i Wolności. Bp Marek Mendyk przypomniał w homilii wydarzenia sprzed ponad 45 lat, rolę św. Jana Pawła II w przemianach społecznych oraz znaczenie solidarności rozumianej jako odpowiedzialność za drugiego człowieka.
CZYTAJ DALEJ

Na rzecz opolskiej Katedry

2026-09-01 13:30

[ TEMATY ]

Opole

Łukasz Krzysztofka

Pod hasłem „W górę serca” już 4 września na stadionie Itaka Arena w Opolu odbędzie się koncert charytatywny na rzecz opolskiej Katedry z udziałem Padre Guilherme. Dzień wcześniej zaplanowano czas modlitwy o nowe powołania do kapłaństwa, życia zakonnego i misyjnego, do posług w Kościele oraz do sakramentalnego małżeństwa.

Punktem kulminacyjnym duchowego przygotowania do koncertu będzie Msza św. z udziałem bp. Andrzeja Czai oraz Padre Guilherme w Katedrze opolskiej 3 września o godz. 18.30. Eucharystię poprzedzi modlitwa o powołania o godz. 18.00 i Koronka do Miłosierdzia Bożego o godz. 15.00. Przez cały dzień, od godz. 8.30 do 18.00, będzie możliwość spowiedzi i adoracji Najświętszego Sakramentu.
CZYTAJ DALEJ

Szkoła potrzebuje światłych oczu serca

2026-09-01 21:10

Paweł Wysoki

Nowy rok szkolny w województwie lubelskim rozpoczęło 286 tysięcy uczniów, w tym 54 tys. w Lublinie.

W ramach wojewódzkiej i miejskiej inauguracji roku szkolnego 2026/27 w sanktuarium Świętej Rodziny w Lublinie abp Stanisław Budzik przewodniczył Mszy św. z udziałem dzieci i młodzieży oraz grona pedagogicznego z dyrektor Beatą Kwiatkowską z Zespołu Szkolno- Przedszkolnego nr 5 w Lublinie, gospodarza dzisiejszego święta. Wraz z metropolitą Mszę św. celebrowali ks. prof. Piotr Goliszek, dyrektor Wydziału ds. Wychowania Kurii Metropolitalnej w Lublinie, ks. prał. Tadeusz Pajurek oraz ks. Tadeusz Bodak. W Eucharystii uczestniczyli przedstawiciele placówek oświatowych z terenu województwa lubelskiego oraz władz rządowych i samorządowych miasta i regionu.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję