Reklama

Narodzona dla Chrystusa

Pracuje w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, w kraju islamskim, oddalonym od Polski o tysiące kilometrów. Uczy w szkole i jest szczęśliwa. 18 grudnia złożyła śluby wieczyste w kościele NMP Królowej Polski w Dąbrowie Górniczej, ale przez wiele lat szukała swojego powołania. Ukończyła polonistykę na UJ w Krakowie, pracowała w szkole; w Ruchu Światło-Życie przeszła całą formację, aż w końcu znalazła - Zgromadzenie Sióstr Kombonianek

Niedziela sosnowiecka 52/2011

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

PIOTR LORENC: - Jak Siostra odkryła swoje powołanie?

S. ANNA KOŻUSZEK: - Był to burzliwy i skomplikowany proces, który trwał kilka lat. Aby wyłonić najważniejsze momenty muszę powiedzieć, że przez wiele lat, już od szkoły podstawowej, należałam do Ruchu Światło-Życie. Zostałam nawet animatorką i byłam w Diakonii Wyzwolenia Człowieka i Diakonii Formacji. Teraz widzę, że ruch dał mi podstawy wiary, oczywiście do tego dochodzi wychowanie religijne w rodzinie.

- Ale nie wszyscy wychowankowie oazy wstępują do zakonu…

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Reklama

- Istotnie. Podczas studiów zaczęłam zastanawiać się, jak zresztą każdy młody człowiek, co chcę dalej robić w życiu - czy założyć rodzinę, czy być sama, czy pójść do zakonu. Tyle tylko, że nigdy nie pociągało mnie życie zakonne. Dużo się także modliłam, by odkryć drogę swojego życia. Na moje decyzje miała wpływ także śmierć taty. Jeszcze w czasie studiów bardzo poważnie zachorował. To był rak mózgu. Tato zmarł tuż przed obroną mojej pracy magisterskiej. To był przełomowy moment w moim życiu. Nie wiedziałam co mam robić, nadszedł kryzys wiary. Ale ten trudny czas minął. Bardzo pomogli mi wówczas moi przyjaciele z oazy i Krucjaty Wyzwolenia Człowieka. W końcu zrozumiałam, że trzeba zaufać Bogu i iść do przodu. Pamiętam także, że w tym okresie wzięłam udział w kongresie młodzieży i tam usłyszałam świadectwo jednego z misjonarzy. To był właśnie Kombonianin. Jego świadectwo było bardzo przejmujące. Opowiadał o pracy w Sudanie, o tym, że jest naprawdę wiele ludzi, którzy nie znają Boga i potrzebują Dobrej Nowiny. To był mój pierwszy kontakt z misjami. Po studiach zaczęłam pracę w szkole. Ale dalej zastanawiałam się, co zrobić, by życia otrzymanego od Boga nie zmarnować, by coś po sobie zostawić. W Roku Wielkiego Jubileuszu zaczęłam poważnie myśleć, by wyjechać na misje, ale jako osoba świecka. Tak się złożyło, że pojechaliśmy z oazą na rekolekcje do ośrodka karmelitańskiego. Tam poznałam br. Wojciecha - Karmelitę Bosego. On podzielił się ze mną doświadczeniem swojego życia w zakonie. Przegadaliśmy całą noc, opowiedział mi, co to znaczy być zakonnikiem, jak wygląda życie wspólnotowe, mówił o istocie modlitwy, o ewangelizacji, potrzebie pomagania innym. I jak teraz na to patrzę, to jego świadectwo stało się dla mnie darem Bożym. Przekonał mnie do życia zakonnego. Ale wróciłam do normalnego życia. Jednak ziarno zostało posiane. Kolejnym istotnym wydarzeniem był wyjazd na Jasna Górę na ogólnopolskie szkolenie animatorów. Podczas Mszy św. w Kaplicy Cudownego Obrazu Matki Bożej, kiedy modliłam się żarliwie o to, by Bóg wskazał mi drogę, którą mam podążać, usłyszałam słowa z Księgi Ozeasza: „poślubię cię sobie na wieki, poślubię przez sprawiedliwość i prawo, przez miłość i miłosierdzie. Poślubię cię sobie przez wierność, a poznasz Pana” (Oz 2, 21-22). Poczułam, że te słowa są skierowane do mnie osobiście. Od razu rozpłakałam się, bo zrozumiałam, że Bóg chce, bym poświęciła Mu swoje życie. Ale odczuwałam to jako zaproszenie, a nie żaden przymus. Pamiętam, udałam się do kaplicy adoracji, tam spędziłam nie wiem ile czasu i cały czas płakałam, chyba ze szczęścia. W końcu odkryłam powołanie do życia konsekrowanego, ale pozostała kwestia wyboru rodziny zakonnej. I to nie było łatwe zadanie.

- Proszę powiedzieć jak trafiła Siostra do Kombonianek - to raczej mało znane zgromadzenie?

- Najpierw pojechałam z br. Wojtkiem do Kamedułów na Bielany do Krakowa. Tam spotkałam się z jednym z braci, który powiedział mi - „jeśli odkryłaś swoje powołanie to idź do przodu i nie patrz do tyłu. I daj się prowadzić Duchowi Świętemu”. Tylko tyle mi powiedział i zapamiętałam to na całe życie. Pojechałam do Kamedułek do Złoczewa, a więc poszukiwania rozpoczęłam od zakonów klauzurowych. To był cały czas Rok Wielkiego Jubileuszu. Spotkałam się z siostrami, rozmawiałam z nimi, mówiłam im o swoich poszukiwaniach i znakach zapytania. I tam podczas niedzielnej Mszy św. usłyszałam homilię kapłana, który mówił o misjach. Przypomniałam sobie wówczas spotkanie z Kombonianinem sprzed kilku lat. I poczułam, że doświadczenia mojego życia zaczynają układać w pewną całość. Zrozumiałam, że powinnam wstąpić do zgromadzenia misyjnego i wyjechać na misje.

- Czyli decyzja została podjęta - misje…

Reklama

- Tak, ale z tym też tak łatwo nie było. Dowiedziałam się z czasopism misyjnych, że najwięcej misjonarek wysyłają Werbistki i Franciszkanki Misjonarki Maryi. Udałam się do pierwszego zgromadzenia z listy - to były Werbistki. Po przyjeździe do sióstr powiedziałam o swoich zamiarach i otrzymałam odpowiedź, że nawet jeśli wstąpię do zgromadzenia to nie znaczy, że wyjadę na misje. Owszem Werbistki są zgromadzeniem misyjnym, ale równie dobrze mogłabym całe życie pracować w Polsce. Uznałam, że to nie to, czego szukam. Troszkę mnie ta informacja zmartwiła, ale dobrze, że siostra powiedziała mi prawdę. Postanowiłam szukać dalej. Pojechałam do Częstochowy do Ośrodka Powołań. Tam uzyskałam informację, że na misje wysyłają Franciszkanki Misjonarki Maryi. Pojechałam do Warszawy. I otrzymałam taką samą wiadomość, co u Werbistek. Pozostało Centrum Formacji Misyjnej. Tam w końcu uzyskałam satysfakcjonującą odpowiedź, że w Polsce są dwa typowe zgromadzenia misyjne - Misjonarki Kombonianki pod Warszawą w Piastowie i Siostry Białe koło Lublina. Wtedy już dużo nie kombinowałam. Korzystając z tego, że jestem blisko, pojechałam do Kombonianek. To był 6 lipca 2000 r., zapamiętałam dokładnie tę datę, nawet pogodę i drogę do Piastowa. Pojechałam tam bez dzwonienia, by zobaczyć jak zostanę przyjęta. Rozmowę z siostrami zaczęłam tak jak poprzednie, że chciałabym wstąpić do zgromadzenia i pojechać na misje. Siostra Fatima, która ze mną rozmawiała powiedziała mi - „oczywiście nasze zgromadzenie wysyła na misje”. Jak to usłyszałam to poczułam, że w końcu znalazłam to, czego szukałam. Pamiętam, że poszłyśmy na Różaniec misyjny do kaplicy w domu Kombonianek. Na ołtarzu stał globus i pięć świec w pięciu kolorach misyjnych. Był też, tak bardzo mi drogi, obraz Matki Bożej Częstochowskiej. Poczułam się jak w domu.

- Ale na drugi dzień Siostra na misje jednak nie wyjechała…

- Niestety musiałam poczekać jeszcze kilka miesięcy zanim wstąpiłam do postulatu. Tu znowu czekało mnie spore zaskoczenie, bo postulat u Kombonianek trwa dwa lata i odbywa się we Włoszech. Ale zanim trafiłam do postulatu zostałam wysłana do Palermo na Sycylii, by nauczyć się języka włoskiego. Potem odbyłam postulat w Rzymie połączony ze studiowaniem przedmiotów teologicznych. Następnie przyszedł czas na dwuletni nowicjat w Bresci. Po czterech latach pobytu we Włoszech złożyłam pierwsze śluby czasowe. Po ślubach przyjechałam na miesięczny urlop do Polski, a po nim wyjechałam na misje do Zjednoczonych Emiratów Arabskich.

- Jak wygląda praca Siostry w Emiratach?

Reklama

- Po przyjeździe przeżyłam szok klimatyczny. W Emiratach jest wilgotne powietrze i wysoka temperatura dochodząca do 50 st. C. To jest właściwie kraj pustynny. Przez pierwsze dwa lata pracowałam w Fujairah - to miasto typowo muzułmańskie. Potem trafiłam do wielonarodowego Dubaju. Co ciekawe w Dubaju większością są imigranci. Więcej spotyka się Azjatów i Europejczyków niż Arabów. Oni tam stanowią zaledwie ź mieszkańców. Rozwój Emiratów to 50 ostatnich lat. Motorem rozwoju jest oczywiście ropa naftowa, a w ostatnim czasie turystyka. Ale państwo zostało zbudowane rękami imigrantów. Miejscowi piastują stanowiska kierownicze, oni zarządzają, a pracę fizyczną wykonuje ludność napływowa z Sri Lanki, Bangladeszu, Indii, Filipin, Pakistanu. Między rdzenną ludnością a napływową są bardzo duże różnice. Imigranci są wykorzystywani, pracują za niewielkie pieniądze, przez siedem dni w tygodniu. W Dubaju uczę religii w katolickiej szkole podstawowej i średniej. Nasza szkoła liczy 2200 uczniów z 30 narodowości. Wśród uczniów mamy kilku Polaków. Co ciekawe 51% zysków z naszej szkoły wpływa do kieszeni właściciela, którym może być tylko Emiratczyk. W ostatnim roku musiałyśmy się nieźle nagimnastykować, by utrzymać płynność finansową. Oprócz prowadzenia szkoły, staramy się także pomagać ubogim rodzinom. Mamy trudne sytuacje w szkole i w parafii. Niektóre dzieci nie są w stanie płacić czesnego. Dlatego staramy się zatrudniać w naszych placówkach ich rodziców.

- Jak wygląda sytuacja chrześcijan w Dubaju?

- Nie ma otwartych konfliktów. Wszystkie religie są tolerowane. Ale praktyki religijne możemy wypełniać tylko w obrębie swojego terenu. Z muzułmanami nie można poruszać tematów religijnych, obawiają się nawracania na chrześcijaństwo. Ale wierzymy, że ewangelizować można nie tylko przez słowo, ale poprzez czyny, postawy, przez przykład życia.

* * *

Siostry kombonianki

Siostry Kombonianki - jest ich 1400 na całym świecie - pracują głównie w Afryce i Ameryce, ale swoją pomocą służą także w Azji i w Europie. Kombonianki są wszędzie tam, gdzie potrzebna jest pomoc. Pracują w szpitalach, szkołach, w duszpasterstwie, w seminariach, w domach sierot, w parafiach z katechistami, z ludźmi u schyłku życia, z trędowatymi.
Nazwa Zgromadzenia pochodzi od nazwiska św. Daniela Comboniego. Daniel Comboni założył dwa zgromadzenia we Włoszech: w 1867 r. Zakon Misjonarzy Kombonianów i w 1872 r. Zgromadzenie Misjonarek Kombonianek. Wszystko w ramach planu duchowej odnowy Czarnego Lądu, opartego na zasadzie zbawienia Afryki siłami samej Afryki. Ks. Comboni chciał przyczynić się do usamodzielnienia się Kościołów w Afryce i do wzrostu miejscowych powołań. Zajmował się również wykupem niewolników, żyjących w skrajnej nędzy. Wysyłał ich do Europy z nadzieją, że kiedyś wrócą do Afryki i będą służyć zdobytą wiedzą i doświadczeniem.
Kombonianki są powołane tylko dla misji ad gentes, szczególnie dla Afryki. Pracują w 38 krajach, w Afryce, w Ameryce i w Azji. Pochodzą zaś z 36 krajów!
„Ewangelizowanie to nie tylko czytanie Słowa Bożego, nasze działanie jest konkretne i praktyczne. Sercem naszego charyzmatu jest kontemplacja Jezusa Ukrzyżowanego, którego ciało zostało przebite dla całego świata, jest to - można powiedzieć - duchowość pasyjna. Trzeba wspomnieć, że nasz założyciel - św. Daniel Comboni miał głębokie nabożeństwo do Pana Jezusa Dobrego Pasterza” - podkreśla s. Anna Kożuszek.
Piotr Lorenc

2011-12-31 00:00

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

O. Marcin Ciechanowski: szkaplerz jest szatą, która chroni człowieka przed złem tego świata

2026-07-15 19:40

[ TEMATY ]

szkaplerz

o. Marcin Ciechanowski

Karol Porwich/Niedziela

O. Marcin Ciechanowski

O. Marcin Ciechanowski

- Szkaplerz karmelitański to brązowe wełniane sukno. W tym z pozoru ciemnym kawałku materiału pulsuje głęboka teologia – można przeczytać w najnowszej książce Paulina, o. Marcina Ciechanowskiego pt. „Nieskalana Szata na brudne życie”, która swoją premierę będzie miała 16 lipca.

Publikacja o enigmatycznym i prowokującym tytule ukazuje historyczny, symboliczny i duchowy wymiar szkaplerza karmelitańskiego. Została wydana z okazji jubileuszu 775-lecia objawienia szkaplerza. Autor wyjaśnia, jak przyjęcie tego sakramentalium staje się znakiem macierzyńskiej opieki Maryi oraz przypomina, że Bóg pragnie towarzyszyć człowiekowi w każdym momencie życia.
CZYTAJ DALEJ

Fulton J. Sheen: diabła w naszych czasach albo się oswaja, albo neguje się jego istnienie

2026-07-17 21:11

[ TEMATY ]

Abp Fulton J. Sheen

Mat.prasowy/Z okładki książki "O siłach zła"

Abp Fulton J. Sheen

Abp Fulton J. Sheen

Jestem głęboko przekonany, że treść książki, którą czytelnik trzyma w ręku, najpełniej jak to tylko możliwe odpowiada temu, co znalazłoby się w zapowiadanym przez samego Sheena dziele o demonach.

Wykorzystano w niej wyłącznie własne słowa arcybiskupa. Choć zostały spisane lub wypowiedziane mniej więcej pół wieku temu, dziś być może są jeszcze bardziej aktualne niż wtedy. Arcybiskup Fulton Sheen niewątpliwie miał dar proroczy, a wiele z jego proroctw się ziściło. W trakcie lektury czytelnik natknie się na kilka uwag redaktorskich, aczkolwiek starałem się ograniczyć je do minimum. Zrobiłem tak przede wszystkim dlatego, że znacznie bardziej interesuje mnie to, co ma do powiedzenia Sheen, niż to, co mam do powiedzenia ja. Jestem w tym względzie purystą. Nie podoba mi się nawet przepis, który zezwala na skorzystanie z „wyznaczonego pałkarza” w baseballu. Niektóre fragmenty odrobinę wygładziłem, aby łatwiej się je czytało, ale dołożyłem wszelkich starań, aby ich treść zachować w jak najczystszej formie.
CZYTAJ DALEJ

Kolbuszowa: Ksiądz, który ratuje... jerzyki

2026-07-17 21:08

[ TEMATY ]

ksiądz

zrzut ekranu/"PnŚ"

Ks. Lucjan Szumierz, proboszcz parafii pw. Wszystkich Świętych w Kolbuszowej, był gościem programu „Pytanie na Śniadanie”. Opowiadał tam m.in. o tym, dlaczego warto pomagać jerzykom. Historię kapłana opisuje portal korsokolbuszowskie.pl.

Proboszcz kolbuszowskiej kolegiaty zamontował na plebanii specjalne budki lęgowe dla jerzyków. Nie są to przypadkowe skrzynki, ale profesjonalne konstrukcje w tzw. typie brytyjskim. Takie budki są dostosowane do potrzeb tych ptaków i zaprojektowane tak, aby były dla nich bezpieczne - pisze portal. Ich konstrukcja ogranicza ryzyko, że do środka dostaną się drapieżniki albo większe ptaki, które mogłyby wypłoszyć jerzyki lub zająć ich miejsce. To ważne, bo jerzyki chętnie gniazdują w szczelinach budynków, pod dachami i w zakamarkach elewacji, ale takich miejsc jest coraz mniej.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję