Reklama

Warto być dobrym

Andrzej Kozieja - wykładowca w Instytucie Polonistyki Uniwersytetu Jana Kochanowskiego, na którego zajęcia żacy przychodzą z czystej przyjemności, krytyk, filmoznawca i kulturoznawca od lat zaangażowany w Festiwal Form Dokumentalnych „Nurt”, dusza Letniej Szkoły Kultury i Języka dla Polaków z Winnicy. Ma na swoim koncie liczne projekty edukacyjne, kulturalne, popularyzujące film i teatr wśród młodzieży. Za swoją pracę otrzymał Nagrodę Prezydenta Miasta Kielc

Niedziela kielecka 38/2011

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Mottem jego życia są słowa ks. Twardowskiego: „Nie bądź pewny, że czas masz, bo pewność niepewna”. I ten czas stara się wykorzystać dobrze. W wakacje zazwyczaj pracuje jako wychowawca i opiekun na koloniach. Pierwsza kolonia była w pamiętnym sierpniu. - Narastała atmosfera strachu i lęku. Ze sklepu wymiotło wszystko, jakby się szykowała wojna. Chodziłem z dziećmi pod bramę stoczni. Coś wisiało w powietrzu - wspomina. Po tej pierwszej kolonii były następne. Potem każde wakacje wyglądały podobnie. Obliczył, że był wychowawcą na 75 turnusach kolonijnych - to jakby cztery lata nie było go w domu. Ale o tej pracy mówi tylko dobrze.

Letnia Szkoła - doświadczenie na całe życie

Reklama

Od lat zaangażowany jest w projekt pod nazwą Letnia Szkoła Kultury i Języka Polskiego dla Polonii z Winnicy na Ukrainie. Inicjatorami szkoły byli przewodniczący Rady Miasta Kielc Tomasz Bogucki i sekretarz miasta Janusz Koza. Andrzej jest rezydentem, który realizuje program edukacji historycznej, patriotycznej, kulturoznawczej i religijnej. A przygoda ta zaczęła się zwyczajnie. Kilka lat temu w Ośrodku Kultury „Ziemowit” na Czarnowie w Kielcach prowadził półkolonie dla dzieci. Były gry i zabawy oraz wycieczki po województwie. Swoim podopiecznym pokazywał najpiękniejsze miejsca regionu świętokrzyskiego. Typowa półkolonia dla dzieci z miasta. I właśnie wtedy Teresa Orlikowska kierownik Ośrodka otrzymała telefon od swojej przełożonej, że do Kielc przyjeżdża grupa Polaków z zaprzyjaźnionego miasta Winnica z Podola na Ukrainie i trzeba przygotować patriotyczny program na dwa tygodnie ich pobytu. Andrzej został zaproszony do współpracy. Napisał taki program, w którym znalazły się m. in. elementy nauki języka polskiego i historii Polski - takie lekcje patriotyzmu. Pierwsza grupa polonusów zza wschodniej granicy liczyła 26 osób. Wśród nich byli uczniowie liceum, studenci i nauczyciele. Grupa bardzo zróżnicowana zarówno wiekowo, jak i intelektualnie. Dla gości ze Wschodu wizyta w Świętokrzyskiem to było odkrywanie Polski i polskości. Andrzej chciał im pokazać najpiękniejsze zakątki ziemi świętokrzyskiej i ojczyzny. Nie mogli się doczekać, kiedy pojadą na Jasną Górę do Częstochowy. Odwiedzili wiele sanktuariów, podróże po Polsce dawały im wiele wzruszeń. Pamięta jak podjechali autokarem w deszczowy dzień na ul. Czerwonego Krzyża tuż obok kieleckiej kurii. Strasznie padało, a wszyscy chcieli iść do bazyliki katedralnej. Andrzej szybko wyskoczył z autokaru i wpadł prosto w objęcia prymasa Józefa Glempa, który w tym czasie gościł w Kielcach. Zaskoczonemu i zaszokowanemu wyrwało się: - Jezus Maria! Prymas uśmiechnął się i powiedział: - Nie Jezus, nie Maryja, ale kardynał Glemp. Roześmiali się wspólnie.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Ambasadorowie Polski

Reklama

Letnia Szkoła Kultury i Języka Polskiego spodobała się polonusom. W kolejnym roku przyjechało czterdzieści osób. - Przyjeżdżają do nas co roku. Staramy się poprzez historię, język polski, zabytki, polską kulturę i religię pokazać im, czym naprawdę jest polskość. Na Ukrainie Polak to katolik, a katolik to Polak - podkreśla Andrzej.
- Pamiętam jak przyjechali późnym popołudniem do Kielc. Kilkanaście godzin jazdy i stania na granicy. Potwornie zmęczeni. Szybko zorganizowano im kolację i zaproszono na nocleg. Nie chcieli iść spać. Była niedziela, oni chcieli iść na Mszę św. do kościoła. Dla nich wiara, Kościół, to coś, co nadaje sens życiu. Przez dziesiątki lat żyli w kraju, w którym obowiązywał ateizm. Wiara była rugowana, a wierzący dyskryminowani - tłumaczy. Goście z Winnicy byli w Gidlach, w sanktuarium Matki Bożej Ostrobramskiej w Skarżysku, w Kałkowie-Godowie, na Świętym Krzyżu i w wielu innych. Koniecznie chcieli również pojechać na Jasną Górę, aby podziękować Maryi za pontyfikat Jana Pawła II i jego beatyfikację. Marzenie się spełniło.
Z Letnią Szkołą Andrzej wiąże wiele wspomnień i anegdot, do których chętnie wraca. Gdy wraz z przewodniczącym Boguckim i sekretarzem Kozą pierwszy raz wyjechali na granicę, aby powitać polonusów, ci na widok Andrzeja zaczęli się uśmiechać. Pokazywali go palcami i widać było że jego postura i fizjonomia wzbudza u nich radość. Zaczęli cicho szeptać: - Zagłoba. Rzeczywiście, Andrzej trochę jest podobny do bohatera Trylogii. Nosi fryzurę jak polski szlachcic z XVII wieku. Polakom obiecał, że jak w przyszłym roku przyjadą do Winnicy, to dopiero zobaczą Zagłobę. Gdy przyjechali z delegacją Kielc, ubrał się w sarmacki żupan i rzeczywiście wyglądał jak Zagłoba. Dla Polaków był Zagłobą, a dla Ukraińców? Wypisz wymaluj: hetman Bohdan Chmielnicki! Nie mógł się opędzić od chętnych, którzy chcieli sobie zrobić z nim zdjęcie.
Doświadczenie Letniej Szkoły owocuje cały czas. Przede wszystkim serdecznymi przyjaźniami i kontaktami po obu stronach granicy. Po pięciu latach działalności Andrzej wraz z przewodniczącym Boguckim i sekretarzem Kozą odwiedził Ukrainę, by Janowi Glinczewskiemu, dyrektorowi Polskiej Szkoły Niedzielnej, wręczyć Nagrodę Miasta Kielce za działalność na rzecz utrwalania polskości. W utworzonej przez niego szkole języka polskiego i historii uczy się przeszło 200 uczniów w wieku od 5 do 75 lat. Jego ogromny wkład w krzewienie polskości na Ukrainie doceniły władze RP, honorując go w 2008 r. medalem Pro Memoria. Delegacja z Kielc obejrzała montaż słowno-muzyczny oparty na polskich pieśniach patriotycznych i religijnych.
- Udowodnili nam, że nie zmarnowali tych pięciu lat. Teraz oni są ambasadorami naszego kraju na Ukrainie i kultywują polskiego ducha. Są apostołami dobrej sprawy. Uczą dzieci polskiej mowy, modlitwy, uczą myślenia i odczuwania po polsku - mówi.

Spotkania

Reklama

Andrzej Kozieja ma wielu przyjaciół. Wśród nich są także księża, których spotkał na swojej drodze życiowej. - Wiele im zawdzięczam - mówi. Jego drogi zawodowe splotły się z ks. Marianem Fatygą - dziś proboszczem parafii św. Jana Chrzciciela w Skalbmierzu. Poznał go jako alumna WSD, później współpracował z nim w Telewizji Kablowej Kielce, której był szefem programowym. Ks. Marian był szefem Radia Jedność. Andrzej wymyślił, że każdy piątek będzie poświęcony tematom religijnym, a ks. Marian był odpowiedzialny za ten Dzień Katolicki. - Na początku lat 90. ub. wieku programy katolickie w mediach były rzadkością. Transmisje Mszy św. z kościołów kieleckich o wiele lat wyprzedziły to, co dzieje się w obecnej telewizji. Z ks. Marianem byli prekursorami. Z kościoła św. Józefa Robotnika na kieleckim Szydłówku transmitowane było Triduuum Paschalne, ks. Fatyga na żywo komentował przebieg liturgii. Andrzej w Radio Jedność opowiadał o wartościowych filmach. Ks. Fatyga udzielał Andrzejowi ślubu i chrzcił jego dziecko.
Pracując w Telewizji Kablowej Kielce, spotykał również śp. bp. Mieczysława Jaworskiego. Był jego ulubionym dziennikarzem i prezenterem. Gdy Biskup przychodził na spotkanie wigilijne, zawsze szukał Andrzeja, by „misiek usiadł obok niego, aby sobie pogwarzyć”. Andrzej z przyjemnością siedział koło bp. Mieczysława i słuchał jego żartów. - Człowiek dusza, gawędziarz nieprawdopodobny - wspomina.

Teatr i film - więcej niż pasja

Reklama

Jest miłośnikiem filmu i teatru. Często ogląda sztuki ze studentami. Pamięta spektakl pt. „Wdowy”. W sztuce jest scena, jak jedna z aktorek przebrana za śmierć idzie przez widownię. Aktorka wyszła znienacka, potknęła się i upadła prosto na niego. - Tak się przeraziłem, że po zakończeniu przedstawienia wyszedłem na drewnianych nogach. W nocy przyśniło mi się piekło. Wizja była przerażająca. Obudziłem się zlany potem. Nie wiem jak wygląda niebo czy czyściec, ale wiem jak wygląda piekło i nie życzę nikomu, aby tam trafił. Zobaczyć piekło to też jest dowód na istnienie Pana Boga - przekonuje.
Prowadzi wiele spotkań o filmie, angażuje się w różne projekty na temat edukacji filmowej. Zdarza się, że księża proszą go, by poprowadził dyskusje. Kiedyś prowadził spotkanie z filmem dokumentalnym w salezjańskim Oratorium. Adresatami spotkania była młodzież gimnazjalna i licealna. Myślał, że przyjdzie kilka osób, tymczasem na sali był komplet. Zaprezentował filmy, które przedstawiały historie niepełnosprawnych bohaterów. - Zachowują swoją godność pomimo wykluczenia. Nie obrażają się na świat i Pana Boga - tłumaczył. - Po projekcji była dyskusja, momentami bardzo odważna. Często pokazuję młodzieży takie dokumentalne filmy. One uczą wrażliwości, pokazują inny, lepszy, bogaty w wartości świat. Poprzez kontakt z dobrym filmem dokumentalnym i mądrą dyskusję kształtujemy młodzież na wartościowych ludzi. Jesienią podobne spotkanie odbędzie w Skalbmierzu. Andrzej chce w ten sposób spłacić wobec ks. Fatygi dług wdzięczności.
Co roku w kwietniu w Uniwersytecie Jana Kochanowskiego, w Bibliotece Wojewódzkiej i w kinie Moskwa organizuje spotkania poświęcone pamięci bł. Jana Pawła II. Zaprasza ludzi, którzy zetknęli się z Papieżem Polakiem. W tym roku gościem była dr Anna Adach z Instytutu Chemii Uniwersytetu Jana Kochanowskiego, która spędziła tydzień w Castel Gandolfo. Była tam na konferencji naukowej, gdzie reprezentowała świat młodej polskiej nauki. Opowiadała o wielu nieznanych faktach z życia Jana Pawła II, związanych z codziennością, z wypoczynkiem, ze stroną organizacyjną takiego przedsięwzięcia. Prezentowała unikatowe zdjęcia z Janem Pawłem II. Te spotkanie mają dla Andrzeja i uczestników wielką wartość.

Nie żąda dowodów

- Niektórzy żądają dowodów na obecność Pana Boga. Mnie się to nie zdarza - podkreśla. Był świadkiem dwóch uzdrowień. Młoda studentka została przejechana przez autobus. Weszła prosto pod koła. Kilkunastotonowe auto przejechało po niej, a lekarze nie dawali szans na przeżycie. Dziewczyna żyła, ale lekarze jednoznacznie stwierdzili, że na zawsze będzie przykuta do łóżka. Andrzej zbierał pieniądze na jej rehabilitacje. On, wykładowca na Uniwersytecie Jana Kochanowskiego, chodził po ul. Sienkiewicza z kapeluszem i zachęcał znajomych, aby wrzucili datek dla dziewczyny przykutej do łóżka. Jego przyjaciel, jeden z kieleckich księży, zorganizował modlitewne spotkanie. Do małego kościółka pod Kielcami przyjechali przyjaciele Andrzeja i modlili się o uzdrowienie dziewczyny. Gdy rozpoczął się rok akademicki, do Andrzeja podeszła młoda studentka. W pierwszej chwili jej nie rozpoznał. Prawie oniemiał ze zdziwienia, gdy uzmysłowił sobie, że to ona, dziewczyna, która nigdy nie miała chodzić. Innym razem spotykali się w małym podkieleckim kościółku z przyjaciółmi na modlitwie, prosząc o uzdrowienie pewnej osoby z choroby nowotworowej. Lekarz prowadzący dawał jej kilka tygodni życia. Mylił się. Po modlitwie okazało się, że choroba nowotworowa cofnęła się, a lekarz stwierdził: - Gdybym nie był agnostykiem, powiedziałbym, że to cud, ale że nie wierzę w cuda, powiem tylko: osiągnięcia naszej medycyny bardzo się posunęły. Po tych uzdrowieniach wielu jego przyjaciół wróciło do Boga. Jednak dla Andrzeja, każdy dzień jest cudem danym mu od Pana Boga. - Cuda zdarzają się każdego dnia, trzeba tylko szeroko otworzyć oczy - przekonuje.

* * *

Andrzej Kozieja - kochający człowieka, otwarty na drugiego. Ciekawy świata, posiada tę szczególną cechę wczuwania się w sytuację drugiej osoby. Poznałem go prawie 25 lat temu jako młodego wykładowcę. Już wtedy mogliśmy jako młodzi ludzie w trudnej rzeczywistości Polski szukać odpowiedzi jak żyć? Przygoda życia spotkała nas w pracy w Telewizji Kablowej Kielce, potem w Radiu Jedność. Andrzej, wciąż zabiegany w sprawach swoich studentów, z uśmiechem zgłębiał tajemnice sztuki, filmu i kultury człowieka. Towarzyszyłem mu w wydarzeniach rodzinnych i osobistych. Dziś z racji odległości i obowiązków mniej się spotykamy. Andrzej w jednej z książek, którą mi ofiarował, zrobił taki wpis: „Dobrze jest być kimś ważnym, ale ważniejsze - być kimś dobrym”. Ta myśl - jako jego przesłanie - towarzyszy mi codziennie. Andrzeju, zapraszam do Skalbmierza.
Ks. Marian Fatyga

W następnym numerze sylwetka Edyty Domagały, kierownik Centrum Interwencji Kryzysowej w Kielcach

2011-12-31 00:00

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Święci Andrzej Świerad i Benedykt

[ TEMATY ]

święty

wikipedia.org

Benedykt ze swoim nauczycielem Andrzejem Świeradem

Benedykt ze swoim nauczycielem Andrzejem Świeradem

Wśród świętych, których w lipcu przypomina Kościół, są dwaj przyjaciele – święci pustelnicy Andrzej Świerad i Benedykt. Ich wspomnienie przypada 13 lipca. Choć żyli w czasach, kiedy na ziemiach polskich chrześcijaństwo dopiero się kształtowało i byli jednymi z pierwszych Polaków wyniesionych do chwały ołtarzy (1083 r.), ich życie może stanowić dla nas, żyjących na początku trzeciego tysiąclecia, drogowskaz na drodze do świętości. Swoje życie związali z benedyktynami.

Św. Andrzej Świerad urodził się w rodzinie rolniczej najprawdopodobniej w Małopolsce. Wzrastał w środowisku od dawna chrześcijańskim. Przez wiele lat żył w pustelni pod skałą w Tropiu niedaleko Czchowa. Miejsce to znane jest dziś jako Brama Sądecczyzny. Jan Długosz zapisał, że tu „wyróżniał się przykładnym życiem i obyczajami”– jak podaje strona internetowa sanktuarium Świętych Pustelników w Tropiu, gdzie ich kult jest wciąż żywy. Św. Andrzej w ostatnich latach X wieku wstąpił do benedyktynów – klasztoru św. Hipolita na górze Zobor k. Nitry. To właśnie tam przyjął imię Andrzej. Po ukończeniu 40 lat mógł powrócić do życia pustelniczego, które wpisane jest również w duchowość benedyktyńską, do samotności, stwarzającej miejsce do głębszego spotkania z Bogiem. Towarzyszył mu zmieniający się co kilka lat uczeń. Całym swoim życiem dążył do wyłącznej przynależności do Boga. Jako że jednym ze sposobów służby Bożej benedyktynów jest praca, która jest źródłem utrzymania klasztoru, oraz przybliża do Boga i drugiego człowieka, św. Andrzej również oddawał się ciężkiej pracy – zajmował się karczowaniem lasu. Choć wymagało to od niego wiele trudu, nie zaniedbywał pokutnych praktyk. Noc poświęcał na modlitwę. Trzy razy w tygodniu pościł (w poniedziałki, środy i piątki), a podczas Wielkiego Postu – za wyjątkiem sobót i niedziel – jego dziennym pokarmem był jeden orzech włoski. Spośród innych umartwień ciała (żył przecież w średniowieczu, które ciało traktowało jako źródło wszelkiego zła) wymienić jeszcze tu trzeba, że Andrzej opasał się mosiężnym łańcuchem, który – jak mówią podania o jego życiu – z czasem obrósł skórą. W to miejsce wdało się zakażenie, co było przyczyną jego śmierci ok. 1030 r. Zasłynął jako apostoł i patron nawracających się grzeszników.
CZYTAJ DALEJ

S. Łucja dos Santos i jej związki z Polską

2026-07-13 07:08

[ TEMATY ]

Fatima

Łucja Dos Santos

Coimbra – Muzeum S. Łucji/ zdjęcia: Grażyna Kołek

13 lipca przypada 109. rocznica trzeciego objawienia fatimskiego. Z tej okazji przypominamy związki z Polską jednej z wizjonerek – s. Łucji dos Santos.

Łucja miała świadomość tego, że Polska jest krajem, w którym Matka Boża jest szczególnie czczona i gdzie wielką maryjną pobożnością odznaczali się m.in. kard. Hlond, kard. Wyszyński, a przede wszystkim Jan Paweł II. Z Papieżem Polakiem łączyła ją wyjątkowa duchowa przyjaźń. Kilka razy się spotkali. Poza tym wiedziała, że Polacy są narodem powierzonym szczególnej opiece Niepokalanej, co dokonało się zwłaszcza 8 września 1946 r. pod przewodnictwem kard. Hlonda na Jasnej Górze. „O Polakach zawsze mówiła z wielką miłością i szacunkiem. Miała do nich swoistą słabość: kochała polskich karmelitów, otaczała wielkim szacunkiem Kustosza Sanktuarium Fatimskiego w Zakopanem” – czytamy na stronie sekretariatfatimski.pl.
CZYTAJ DALEJ

Częstochowa: runęła oficyna na terenie liceum im. Słowackiego

2026-07-13 09:54

[ TEMATY ]

Częstochowa

Adobe Stock

Specjalistyczna jednostka straży pożarnej z dwoma psami tropiącymi przeszukała w nocy z niedzieli na poniedziałek zawaloną oficynę na terenie liceum im. Słowackiego w Częstochowie. Nie znaleziono osób postronnych.

- Na placu szkolnym przy al. Kościuszki 8 zawaliła się konstrukcja budynku wyłączonego z użytkowania o wymiarach 4 na 6 metrów. Zadysponowaliśmy w sumie 14 zastępów straży pożarnej. O godz. 23 przybyła specjalistyczna jednostka z dwoma psami tropiącymi z Jastrzębia-Zdroju. Przeszukaliśmy rumowisko, nie było w nim osób postronnych - powiedział PAP mł. bryg. Marcin Caban, z-ca oficera prasowego w Komendzie Miejskiej Straży Pożarnej w Częstochowie.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję