Z ks. Tomaszem Szostkiem, kierownikiem schroniska dla Bezdomnych Mężczyzn i Ośrodka Interwencji Kryzysowej dla Kobiet w Rudniku, rozmawia Alicja Trześniowska
Alicja Trześniowska: - W styczniu ubiegłego roku odbył Ksiądz pielgrzymkę do sanktuarium w Lourdes we Francji, położonego u stóp Pirenejów. Przywiózł Ksiądz stamtąd wodę dla chorych, cierpiących ze źródła znajdującego się w grocie Massabiell, w której miały miejsce objawienia Matki Bożej w 1858 r.
Reklama
Ks. Tomasz Szostek: - Moim marzeniem było być w Roku Kapłańskim w Ars, dotknąć tego miejsca, odprawić tam Mszę św. i prosić przez orędownictwo św. Jana Vianneya o wierność w powołaniu, podołanie obowiązkom... Potem udałem się do Lourdes, gdzie spędziłam dwa dni. Przyjechałem tam wieczorem i w godzinie Apelu Jasnogórskiego udałem się do bazyliki Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Marii Panny. Zdumiony byłem jej ogromem, także placu przed świątynią, taąwielką pustką, ciszą. Wiadomo, że sanktuarium Maryjne w Lourdes to największy we Francji i jeden z największych na świecie ośrodków kultu Maryjnego i cel pielgrzymek z całego świata. Odwiedza je rocznie ok. 6 milionów osób, ale głównie w okresie od marca do października, zimą jest ich znacznie mniej ludzi. W tej zimowej ciszy można więc było zatrzymać się na osobistą modlitwę i refleksję przy figurze Matki Bożej w Grocie Massabielskiej, odmówić Różaniec, kontemplować miejsce, którego dotknęła Matka Boża, gdzie znajduje się cudowne źródełko. Była to także chwila szczególnej modlitwy, pochylenie się nad tajemnicami Różańca w namacalnej bliskości Maryi. Doświadcza się tu również świętości życia św. Bernadety. Nikt nie może przejść obojętnie wobec tego miejsca. Mimo że było mało osób, paliło się wiele świec. Palenie świec w Grocie jest przedłużeniem pielgrzymiej modlitwy.
Myślałem również o tym, że to miejsce naznaczył stygmatem cierpienia Jan Paweł II podczas swego drugiego pobytu w Lourdes w 2004 r., w 150-lecie ogłoszenia dogmatu o Niepokalanym Poczęciu. Uświadomiłem sobie wtedy, jak bardzo ważne było to miejsce dla Papieża, jaką rolę odgrywała w jego życiu Maryja. Miałem przed oczami obraz Ojca Świętego, który nie mógł już stać, modlącego się w ciszy na różańcu, wpatrzonego w Maryję, czy obraz z jego wcześniejszego pobytu, gdy wypija szklankę wody ze źródełka Massabielskiej Groty.
Wiele osób z całego świata przybywa tam, aby zawierzyć swoje życie Panu Bogu i Matce Bożej. Widziałem w grocie osobę na łóżku - tak bardzo szczęśliwą, że może tutaj być. Uświadomiłem sobie, że Pan Bóg tak bardzo bliski jest człowiekowi także przez obecność samej Matki Bożej. Zrozumiałem też, że to także jakaś moja misja - polecić w tym miejscu uczniów Ośrodka „Radość Życia” w Sandomierzu, z którymi każdego dnia mam zajęcia i staram się przekazywać im wiarę.
- Maryja objawiła się tam jako Niepokalane Poczęcie. Mówiła do Bernadety bardzo ciepło, a z drugiej strony stawiała pewne wymagania, abyśmy pokutowali, modlili się za świat, o nawrócenia grzeszników, aby przesłanie Jej orędzia szło na cały świat. Za przyczyną Maryi w Lourdes dokonują się cuda uzdrowień. Jednak Matka Boża oczekuje od nas, abyśmy przez modlitwę, pokutę, do której bardzo wzywała, wypraszali miłosierdzie dla świata, nieśli pomoc dla tych, którzy tej pomocy oczekują. Szczególny nacisk położyła na odmawianie Różańca, który powinna stać się modlitwą powszechną. Potęga modlitwy w tym miejscu polega na tym, że jest to modlitwa Matki Bożej do samego Jezusa. Modlitwie różańcowej trzeba poświęcić trochę czasu, ale uczy nas refleksji nad tajemnicami życia Pana Jezusa i Maryi. Poprzez odmawianie modlitwy różańcowej będziemy stawali się lepsi, okazywali więcej serca drugiemu człowiekowi. Przez swoje życie będziemy zmieniali świat, aby stawał się coraz lepszy, piękniejszy, takim, jak chce Bóg.
- Jakie znaczenie ma woda z cudownego źródełka?
Reklama
- Napicie się jej, obmycie się nią, czy zanurzenie się w niej ma być znakiem nawrócenia, zerwania z grzechem, całkowitego zawierzenia Bogu i pojednania się z Nim oraz gotowości pełnienia Jego woli. Woda z Lourdes staje się znakiem, przez który Bóg dokonuje uzdrowień fizycznych i duchowych, znakiem Bożego działania. Woda z Groty symbolizuje Wodę Żywą, też wstawiennictwo Maryi dla chorych. Pita z wiarą wielu chorym pozwala doświadczyć uzdrowienia ciała. Obok groty są baseny, do których wolontariusze wprowadzają obłożnie chorych lub wnoszą do niego sparaliżowanych. Towarzyszy temu modlitwa o uzdrowienie.
- Co dał Księdzu pobyt u Matki Bożej w Lourdes?
- Wyjechałem z tego sanktuarium pokrzepiony, wdzięczny Bogu, że mogłem dotknąć miejsc, gdzie objawiła się Matka Boża, związanego też z innymi świętymi i błogosławionym wkrótce Janem Pawłem II. Pobyt w Lourdes dał mi to nowe światło, uświadomił, jak jeszcze wiele potrzeba miłości dla drugiego człowieka. Prosiłem więc Matkę Bożą, abym mógł sprostać obowiązkom, które są mi dane, modliłem się za swoją rodzinę, polecałem diecezję, dzieła realizowane przez Caritas Diecezji Sandomierskiej, za powodzian. Szczególnie modliłem się za dzieci niepełnosprawne, podopiecznych Schroniska dla Bezdomnych Mężczyzn w Sandomierzu, za pracowników tej placówki i wszystkich, którzy mają dobre serce i pomagają bezdomnym. Dało mi to siłę do działania. Mam też świadomość, że każdego dnia, przez zwrócenie się do Matki Bożej, można być blisko Niej, blisko Boga. Przepełnia mnie wdzięczność, że Maryja nie jest daleko, Bóg nie jest daleko, tylko my sami musimy trochę dać z siebie. Gdy Bóg będzie na pierwszym miejscu, wszystko będzie na swoim miejscu. Obyśmy nieśli miłość, radość, pokój na takim odcinku, na jakim nas Boża Opatrzność postawiła, wyciągali pomocną dłoń, dla tych, którzy bardziej potrzebują i nie zrażali się tym, że może stawiają jakieś wymagania, może są czasem ludźmi trudnymi we współżyciu.
Zgodnie z coroczną tradycją, nowi Papiescy Gwardziści Szwajcarscy złożą przysięgę 6 maja, w rocznicę splądrowania Rzymu, kiedy 189 członków tej formacji stanęło w obronie papieża Klemensa VII przed armią Karola V. Przysięga zostanie złożona pod flagą Papieskiego Korpusu Gwardii Szwajcarskiej w obecności papieża Leona XIV. Gwardia „przysięga chronić i bronić urzędującego Papieża i wszystkich jego prawowitych następców, nawet z narażeniem własnego życia”, jak głosi formuła rytualna.
5 maja o godzinie 17,00 w kościele Santa Maria della Pietà in Campo Santo Teutonico w Watykanie odprawione zostaną Nieszpory, po których nastąpi złożenie wieńca ku czci poległych 6 maja 1527 roku oraz nadanie odznaczeń. 6 maja o godzinie 7.30 w Bazylice Świętego Piotra Mszy świętej dla gwardzistów przewodniczyć będzie kardynał sekretarz stanu Pietro Parolin. O godzinie 17.00 rozpocznie się ceremonia zaprzysiężenia na dziedzińcu San Damaso Pałacu Apostolskiego.
W latach, w których żyła Katarzyna (1347-80), Europa, zrodzona
na gruzach świętego Imperium Rzymskiego, przeżywała okres swej historii
pełen mrocznych cieni. Wspólną cechą całego kontynentu był brak pokoju.
Instytucje - na których bazowała poprzednio cywilizacja - Kościół
i Cesarstwo przeżywały ciężki kryzys. Konsekwencje tego były wszędzie
widoczne.
Katarzyna nie pozostała obojętna wobec zdarzeń swoich czasów.
Angażowała się w pełni, nawet jeśli to wydawało się dziedziną działalności
obcą kobiecie doby średniowiecza, w dodatku bardzo młodej i niewykształconej.
Życie wewnętrzne Katarzyny, jej żywa wiara, nadzieja i miłość
dały jej oczy, aby widzieć, intuicję i inteligencję, aby rozumieć,
energię, aby działać. Niepokoiły ją wojny, toczone przez różne państwa
europejskie, zarówno te małe, na ziemi włoskiej, jak i inne, większe.
Widziała ich przyczynę w osłabieniu wiary chrześcijańskiej i wartości
ewangelicznych, zarówno wśród prostych ludzi, jak i wśród panujących.
Był nią też brak wierności Kościołowi i wierności samego Kościoła
swoim ideałom. Te dwie niewierności występowały wspólnie. Rzeczywiście,
Papież, daleko od swojej siedziby rzymskiej - w Awinionie prowadził
życie niezgodne z urzędem następcy Piotra; hierarchowie kościelni
byli wybierani według kryteriów obcych świętości Kościoła; degradacja
rozprzestrzeniała się od najwyższych szczytów na wszystkie poziomy
życia.
Obserwując to, Katarzyna cierpiała bardzo i oddała do dyspozycji
Kościoła wszystko, co miała i czym była... A kiedy przyszła jej godzina,
umarła, potwierdzając, że ofiarowuje swoje życie za Kościół. Krótkie
lata jej życia były całkowicie poświęcone tej sprawie.
Wiele podróżowała. Była obecna wszędzie tam, gdzie odczuwała,
że Bóg ją posyła: w Awinionie, aby wzywać do pokoju między Papieżem
a zbuntowaną przeciw niemu Florencją i aby być narzędziem Opatrzności
i spowodować powrót Papieża do Rzymu; w różnych miastach Toskanii
i całych Włoch, gdzie rozszerzała się jej sława i gdzie stale była
wzywana jako rozjemczyni, ryzykowała nawet swoim życiem; w Rzymie,
gdzie papież Urban VI pragnął zreformować Kościół, a spowodował jeszcze
większe zło: schizmę zachodnią. A tam gdzie Katarzyna nie była obecna
osobiście, przybywała przez swoich wysłanników i przez swoje listy.
Dla tej sienenki Europa była ziemią, gdzie - jak w ogrodzie
- Kościół zapuścił swoje korzenie. "W tym ogrodzie żywią się wszyscy
wierni chrześcijanie", którzy tam znajdują "przyjemny i smaczny owoc,
czyli - słodkiego i dobrego Jezusa, którego Bóg dał świętemu Kościołowi
jako Oblubieńca". Dlatego zapraszała chrześcijańskich książąt, aby "
wspomóc tę oblubienicę obmytą we krwi Baranka", gdy tymczasem "dręczą
ją i zasmucają wszyscy, zarówno chrześcijanie, jak i niewierni" (list nr 145 - do królowej węgierskiej Elżbiety, córki Władysława
Łokietka i matki Ludwika Węgierskiego). A ponieważ pisała do kobiety,
chciała poruszyć także jej wrażliwość, dodając: "a w takich sytuacjach
powinno się okazać miłość". Z tą samą pasją Katarzyna zwracała się
do innych głów państw europejskich: do Karola V, króla Francji, do
księcia Ludwika Andegaweńskiego, do Ludwika Węgierskiego, króla Węgier
i Polski (list 357) i in. Wzywała do zebrania wszystkich sił, aby
zwrócić Europie tych czasów duszę chrześcijańską.
Do kondotiera Jana Aguto (list 140) pisała: "Wzajemne prześladowanie
chrześcijan jest rzeczą wielce okrutną i nie powinniśmy tak dłużej
robić. Trzeba natychmiast zaprzestać tej walki i porzucić nawet myśl
o niej".
Szczególnie gorące są jej listy do papieży. Do Grzegorza
XI (list 206) pisała, aby "z pomocą Bożej łaski stał się przyczyną
i narzędziem uspokojenia całego świata". Zwracała się do niego słowami
pełnymi zapału, wzywając go do powrotu do Rzymu: "Mówię ci, przybywaj,
przybywaj, przybywaj i nie czekaj na czas, bo czas na ciebie nie
czeka". "Ojcze święty, bądź człowiekiem odważnym, a nie bojaźliwym". "Ja też, biedna nędznica, nie mogę już dłużej czekać. Żyję, a wydaje
mi się, że umieram, gdyż straszliwie cierpię na widok wielkiej obrazy
Boga". "Przybywaj, gdyż mówię ci, że groźne wilki położą głowy na
twoich kolanach jak łagodne baranki". Katarzyna nie miała jeszcze
30 lat, kiedy tak pisała!
Powrót Papieża z Awinionu do Rzymu miał oznaczać nowy sposób
życia Papieża i jego Kurii, naśladowanie Chrystusa i Piotra, a więc
odnowę Kościoła. Czekało też Papieża inne ważne zadanie: "W ogrodzie
zaś posadź wonne kwiaty, czyli takich pasterzy i zarządców, którzy
są prawdziwymi sługami Jezusa Chrystusa" - pisała. Miał więc "wyrzucić
z ogrodu świętego Kościoła cuchnące kwiaty, śmierdzące nieczystością
i zgnilizną", czyli usunąć z odpowiedzialnych stanowisk osoby niegodne.
Katarzyna całą sobą pragnęła świętości Kościoła.
Apelowała do Papieża, aby pojednał kłócących się władców
katolickich i skupił ich wokół jednego wspólnego celu, którym miało
być użycie wszystkich sił dla upowszechniania wiary i prawdy. Katarzyna
pisała do niego: "Ach, jakże cudownie byłoby ujrzeć lud chrześcijański,
dający niewiernym sól wiary" (list 218, do Grzegorza XI). Poprawiwszy
się, chrześcijanie mieliby ponieść wiarę niewiernym, jak oddział
apostołów pod sztandarem świętego krzyża.
Umarła, nie osiągnąwszy wiele. Papież Grzegorz XI wrócił
do Rzymu, ale po kilku miesiącach zmarł. Jego następca - Urban VI
starał się o reformę, ale działał zbyt radykalnie. Jego przeciwnicy
zbuntowali się i wybrali antypapieża. Zaczęła się schizma, która
trwała wiele lat. Chrześcijanie nadal walczyli między sobą. Katarzyna
umarła, podobna wiekiem (33 lata) i pozorną klęską do swego ukrzyżowanego
Mistrza.
„Wizyta Papieża jest dla ludów afrykańskich okazją do tego, aby usłyszano ich głos, aby mogły wyrazić radość z bycia ludem Bożym oraz nadzieję na lepszą przyszłość” - powiedział Ojciec Święty. Podczas dzisiejszej audiencji ogólnej Leon XIV powiedział o swej podróży apostolskiej na ten kontynent, dziękując Panu Bogu za tę możliwość oraz za to, co w jej trakcie otrzymał od przyjmujących go narodów. Jak przyznał, "od samego początku pontyfikatu myślałem o podróży do Afryki".
Ojciec Święty przypomniał, że w dniach 13-23 kwietnia odbył podróż apostolską do Afryki, odwiedzając Algierię, Kamerun, Angolę i Gwineę Równikową. Wyznał, że było to dla niego ważne doświadczenie spotkania z Kościołem lokalnym oraz przesłanie pokoju w czasie naznaczonym konfliktami.
W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.