Reklama

Chrystus dał mi nowe życie

Kazimierz Pawłowski prowadzi od dwóch lat hostel „Dar Boży” w Rzeszowie, na prośbę prezesa Towarzystwa Pomocy im. Świętego Brata Alberta. W tej służbie czuje się doskonale, bo jak mało kto zna dramat byłych więźniów, uzależnionych od alkoholu, leków i narkotyków. Umie wyprowadzić innych z drogi zła, bo sam przeszedł niebywałą metamorfozę swego 53-letniego życia. Nawet nie wiedział, że miał w sobie ukryte talenty artystyczne, które ujawniły się dopiero w okresie jego nawrócenia i zdrowienia. Z człowiekiem, który udowodnił, że przy pomocy Bożej wszystko jest możliwe, rozmawia Bogdan Nowak

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Reklama

Kazimierz Pawłowski: - Do 35. roku życia byłem przestępcą, złodziejem, alkoholikiem, narkomanem i lekomanem w moim rodzinnym Świnoujściu. Czyniłem zło i zbierałem zło, żyjąc w zakłamaniu i nie widząc swoich coraz to większych grzechów. W moim domu pozbawionym Boga były tylko głośne awantury ciągle pijanego ojca, który wciągnął mnie stopniowo w niszczący alkoholizm. Stałem się zaawansowanym alkoholikiem ze wszystkimi stanami delirycznymi włącznie z paraliżami powodowanymi chwilowym brakiem wszystkich używek. Kiedyś będąc na tzw. głodzie alkoholowo - lekowym przyszedłem do domu i usiłowałem wyrwać nieco pieniędzy na wódkę od schorowanej matki po operacji serca. Wybuchła awantura, matka zasłabła, karetka zabrała ją do szpitala, a ja cieszyłem się, że mogłem z mieszkania wynieść co cenniejsze rzeczy i je zamienić na alkohol i leki. Wreszcie któregoś dnia zrozumiałem, że nie jestem już człowiekiem, ale chodzącym złem szukającym śmierci. Myślałem, że w ten sposób rozwiążą się moje doczesne problemy. Mój upadek na dno moralnej i fizycznej zgnilizny przyspieszyła przedwczesna śmierć ojca, a potem matki. Brat i siostra odizolowali się ode mnie. Pozostało mi samotne włóczenie się po klatkach schodowych, piwnicach, kanałach i dworcu kolejowym. Byłem na tyle niebezpiecznym dla otoczenia, że właściciele sklepów i kawiarni naklejali moją fotografię z ostrzegającą informacją „Uwaga, złodziej!” Musiałem przemieszczać się nocami, bo bałem się dnia. W stanie upojenia alkoholowo-lekowego niejednokrotnie leżałem brudny w centrum Świnoujścia. Już nikt mnie nie znał. Za swoje karygodne czyny trafiłem do więzienia. Ale i tam nie przestałem pić i ćpać. Któregoś dnia wyszedłem i za litr wódki kupiłem... adres schroniska dla bezdomnych pw. Św. Brata Alberta.

Bogdan Nowak: Tutaj poznał Pan inny świat?

- Tak. Tutaj doznałem wśród mężczyzn podobnych sobie, życzliwości, zrozumienia i modlitwy przy posiłkach. Mieszkańcy tego albertyńskiego domu byli ode mnie bogatsi o wiarę Chrystusa, który może wszystko, bo jest Synem Bożym. Nawet bałem się wejść do kaplicy domowej, gdzie była odmawiana Koronka do Miłosierdzia Bożego. Uważałem się za innego, niegodnego zamieszkania tutaj, dlatego wyszedłem z tego domu po alkohol, który wykradłem z pobliskiego sklepu. Chcąc się wkupić, postawiłem w schronisku butelkę alkoholu. Po kilku dniach zostałem aresztowany, a w policyjnej celi dokonałem szybko rachunku sumienia, który zakończyłem próbą samobójstwa przez powieszenie się. Odratowano mnie i zawieziono do schroniska.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

- Tam pierwszy raz spotkał się Pan ze znanym przyjacielem Braci za Murami czyli...

Reklama

- Leszkiem Podoleckim, twórcą tego schroniska i jednocześnie Sodalicji Dobrego Łotra. Wtedy on zapytał mnie wprost i zdecydowanie po męsku: - Kazik, chcesz jechać do Jezusa? Imię Zbawiciela tak mocno mnie poraziło, że bez namysłu odpowiedziałem: Chcę!!! W tym momencie cały balast mojego 35-letniego bardzo grzesznego życia zostawiłem w Świnoujściu. Po raz pierwszy wraz z innymi odbyłem pielgrzymkę do Lichenia, Kalwarii Zebrzydowskiej i na Jasną Górę. Przy grobie Jezusa w licheńskim sanktuarium usłyszałem wewnętrzny głos: „Uwierz, Ja jestem i kocham ciebie!” Nie chciałem wyjeżdżać z Lichenia, ale musiałem wracać do Świnoujścia. A tam znów powróciłem do dawnego przestępczego życia i alkoholizmu. Ponownie trafiłem jako niebezpieczny recydywista do zakładu karnego, otrzymując wysoki wyrok do odsiedzenia.

- Czy coś ze spotkania z Chrystusem w Licheniu przeniósł Pan do swego życia „za kratkami”?

- W celi często powtarzałem najkrótszą modlitwę wcześniej zasłyszaną: „Jezu, ufam Tobie!” W tym czasie miejscowa prasa wydrukowała serię artykułów szkalujących bezdomnych i ich schroniska. Ukazano je jako wylęgarnie zła. Zrozumiałem wówczas, że ja też jestem sprawcą zła. Poczułem w sercu żal za swoje czyny i krzywdy wyrządzone ludziom. Napisałem przepraszający list do Leszka Podoleckiego z prośbą pozwolenia na ponowne zamieszkanie w tym albertyńskim domu. Zamiast odpowiedzi odwiedził mnie w celi sam Podolecki wzruszająco zapraszając niezapomnianymi do dziś słowami: „Synu, gdy wyjdziesz, wracaj do domu, czekamy!”.
Wiadomość ta wręcz rozradowała mnie, bo przecież przebaczył mi człowiek, którego wcześniej skrzywdziłem. Leszek przywiózł mi Nowy Testament, modlitwy i książki religijne. Obudziła się we mnie nadzieja na lepsze życie. Nadwątlone zdrowie sprawiło, że dostałem zapaści. Pozwolono mi na przerwę w odbywaniu kary, bym się podleczył. 10 listopada 1992 r. zatrzasnęły się za mną bramy więzienne.

- Gdzie wtedy skierował Pan swoje pierwsze kroki?

Reklama

- Zamiast do schroniska prowadzonego przez Leszka Podoleckiego, poszedłem do knajpy. Wtedy zrozumiałem, że alkoholizm to nie tylko choroba, ale również zniewolenie demonami, które od wewnątrz atakują człowieka dążąc do całkowitego unicestwienia go. Pijany dotarłem jakoś do albertyńskiego domu, zwaliłem się na korytarzu obok kaplicy i chciałem definitywnie ze sobą skończyć. Zaprowadzono mnie wówczas do Podoleckiego, któremu zdecydowanie oświadczyłem: - Leszku, ty mi nie pomagaj, bo ja idę na zatracenie. A on, jakby nie słyszał moich słów, wstał zza biurka, podszedł do mnie i przytulił mnie serdecznie witając mnie: „Synu, witaj w domu!”. Dał mi nowe ubranie, pieniądze i prosił, bym został w schronisku. Wyszedłem, płacząc i cały czas głośno samooskarżałem siebie: „Dlaczego zawsze wybieram zło, dlaczego takie ze mnie bydlę?” Idąc przez park w takim rozżaleniu nawet nie zauważyłem, że Ktoś mi towarzyszy. Moją duszę wypełniła ogromna radość i upragniony pokój, a także szczęście. Wtedy w sobie usłyszałem głos: „Człowieku, to po co Ja ciebie wypuściłem z więzienia? Uporządkuj swoje wnętrze, bo jakbyś miłości w sobie nie miał, już by ciebie nie było”. Miałem świadomość, że to sam Zbawiciel mówił do mnie, tak wielkiego złoczyńcy. Przez dwa tygodnie nie mogłem jeść ani spać, a demon ciągle zachęcał mnie, bym dalej pił, kradł, narkotyzował się i oszukiwał ludzi. Wreszcie po tym zmaganiu się ze sobą wszedłem do domowej kaplicy i przed Obliczem Jezusa Miłosiernego padłem na kolana prosząc Wszechmogącego Boga o ratunek. Po tym szczerym wyznaniu przed Jezusem i zdaniu się na Jego Wolę poczułem ogromną radość. Nie przyjąłem dotąd żadnych sakramentów, dlatego Leszek zadzwonił do proboszcza miejscowej parafii, dokąd potem chodziłem na katechezy przygotowujące do sakramentu chrztu. 3 lutego 1993 r. w wieku 36 lat stałem się dopiero katolikiem, bo wtedy zostałem ochrzczony oraz przystąpiłem do I spowiedzi i Komunii św. Wtedy pojąłem, co oznacza powtórnie narodzić się - stać się nowym stworzeniem z ducha, nie z ciała. Pan całkowicie mnie uzdrowił z alkoholizmu, lekomanii, narkomanii i całego mojego zła dając mi NOWE ŻYCIE.

- Co Pan wtedy zaczął robić?

- Rzuciłem się w wir pracy dla bezdomnych, alkoholików, biednych i chorych jako zadośćuczynienie za tyle zła uczynionego przedtem. Zacząłem uczestniczyć w rozmaitych grupach modlitewnych i pielgrzymkach: w Odnowie w Duchu Świętym, w Żywym Różańcu oraz powierzałem swoje i innych sprawy Bożemu Miłosierdziu. Po przyjęciu sakramentu bierzmowania, umocniony darami Ducha Świętego powróciłem po przerwie do zakładu karnego.

- Jak Pan tam znosił swoją karę?

- Już w pierwszym dniu pobytu w więzieniu w celi ogólnej dałem publiczne świadectwo wiary i odmówiłem różaniec. Niebawem stałem się współtwórcą Bractwa Modlitwy i Trzeźwości „Arka” w jednym zakładzie karnym, potem w następnych. Powstały też grupy recydywistów modlących się o przemianę własnego życia, za wszystkich, których skrzywdziliśmy, za nasze rodziny, o łaskę przebaczenia. ARKA płynie do dnia dzisiejszego. Jest też redagowany periodyk „Dobry Łotr” dostarczany do wszystkich więzień w Polsce. Doczekałem też ułaskawienia przez Prezydenta RP.

- Stał się Pan przyjacielem „braci za murami”, którzy chcą zmienić swoje dotychczasowe życie...

- Cały czas daję świadectwo mojej przemiany życia, nie tylko odwiedzając zakłady karne, ale również w kościołach, w szkołach, w klubach Anonimowego Alkoholika, podczas pielgrzymek. Mogę odważnie powiedzieć, że Chrystus się mną chwali, aby ukazać Swoje Miłosierdzie. Napisałem i wydałem nawet książki: „Wiara i życie nie tylko w obrazach” oraz „Surrealizm sakralny czyli ewangelizacja przez sztukę”. W roku 1996 odkryłem w sobie dar malowania, aby z własnymi obrazami docierać do wszystkich z Dobrą Nowiną, że Jezus żyje!

2010-12-31 00:00

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Panie! Daj nam sił, byśmy przynosili owoce naszego nawracania się na miłość!

2026-10-01 08:11

[ TEMATY ]

rozważania

O. prof. Zdzisław Kijas

pixabay.com

Bóg oczekuje jedynie od człowieka, aby przynosił owoce nawrócenia, owoce miłości i pracy, owoce przyjaźni i modlitwy, by był pracowity w swoim życiu. To najważniejsze, czego oczekuje od człowieka Bóg. Daje mu wiele, obdarza go swoją łaską, przychodzi mu z pomocą w każdej sytuacji, czekając w zamian na – nawet minimalne – owoce jego działań.

Jezus powiedział do arcykapłanów i starszych ludu: «Posłuchajcie innej przypowieści. Był pewien gospodarz, który założył winnicę. Otoczył ją murem, wykopał w niej tłocznie, zbudował wieżę, w końcu oddał ją w dzierżawę rolnikom i wyjechał. Gdy nadszedł czas zbiorów, posłał swoje sługi do rolników, by odebrali plon jemu należny. Ale rolnicy chwycili jego sługi i jednego obili, drugiego zabili, trzeciego zaś ukamienowali. Wtedy posłał inne sługi, więcej niż za pierwszym razem, lecz i z nimi tak samo postąpili. W końcu posłał do nich swego syna, tak sobie myśląc: Uszanują mojego syna. Lecz rolnicy, zobaczywszy syna, mówili do siebie: „To jest dziedzic; chodźcie, zabijmy go, a posiądziemy jego dziedzictwo”. Chwyciwszy go, wyrzucili z winnicy i zabili. Kiedy więc przybędzie właściciel winnicy, co uczyni z owymi rolnikami?» Rzekli Mu: «Nędzników marnie wytraci, a winnicę odda w dzierżawę innym rolnikom, takim, którzy mu będą oddawali plon we właściwej porze». Jezus im rzekł: «Czy nigdy nie czytaliście w Piśmie: „Ten właśnie kamień, który odrzucili budujący, stał się głowicą węgła. Pan to sprawił, i jest cudem w naszych oczach”. Dlatego powiadam wam: Królestwo Boże będzie wam zabrane, a dane narodowi, który wyda jego owoce». Wtedy Jezus rzekł do nich: «Zaprawdę, powiadam wam: Celnicy i nierządnice wchodzą przed wami do królestwa niebieskiego. Przyszedł bowiem do was Jan drogą sprawiedliwości, a wy mu nie uwierzyliście. Uwierzyli mu zaś celnicy i nierządnice. Wy patrzyliście na to, ale nawet później nie opamiętaliście się, żeby mu uwierzyć».
CZYTAJ DALEJ

Bulwersujący akt profanacji. Mężczyzna wspiął się na figurę Matki Bożej i wykonywał na niej obsceniczne gesty

2026-10-03 11:47

[ TEMATY ]

profanacja

Adobe Stock

Do bulwersującego aktu profanacji doszło w Porto-Vecchio na Korsyce. Dwóch mężczyzn zdewastowało figurę Matki Bożej, a nagranie ze zdarzenia opublikowano w internecie. Sprawcy zostali zatrzymani. Reakcja mieszkańców była wymowna – przed siedzibą żandarmerii, do której trafili podejrzani, ustawiono trumnę - informuje portal wpolityce.pl.

Do zdarzenia doszło w nocy z 30 września na 1 października w Porto-Vecchio na Korsyce. Dwóch mężczyzn zniszczyło figurę Matki Bożej znajdującą się przy rondzie Stabiacciu, przy południowym wjeździe do miasta.
CZYTAJ DALEJ

Franciszek wciąż uczy, jak odbudowywać Kościół

2026-10-05 08:05

[ TEMATY ]

archidiecezja łódzka

odpust parafialny

Joanna Popławska

Św. Franciszek wciąż inspiruje po 800 latach

Św. Franciszek wciąż inspiruje po 800 latach

W 800. rocznicę śmierci św. Franciszka z Asyżu parafia nosząca jego wezwanie w Łodzi przeżywała uroczystość odpustową. Eucharystia była jednocześnie zwieńczeniem tygodniowych misji parafialnych prowadzonych przez braci kapucynów. — To wszystko, co wydarzyło się w tym tygodniu, ma być zaniesione do twojego życia — mówił br. Grzegorz Dziedzic OFMCap.

— Przez tydzień przygotowywaliśmy się do 800. rocznicy śmierci św. Franciszka poprzez święte misje, które w naszej parafii prowadzili bracia kapucyni Michał Stec i Grzegorz Dziedzic — mówił na rozpoczęcie Eucharystii proboszcz ks. Andrzej Michalak.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję