Reklama

Samotność ojcostwa

Niedziela przemyska 5/2005

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Zdawało się, że tak niedawno w świątyniach odczytywano słowa bp. Monasterskiego, jaki wystosował do wiernych przed swoim wyjazdem do Rzymu na soborową sesję: „Mam nadzieję w Bogu, że wbrew niegodziwym omamieniom i podszeptom bezbożnym, które synowie ciemności z okazji Soboru tego przeciw Kościołowi świętemu rozszerzać usiłują między Wami, wytrwacie silnie i mężnie w wierze świętej i przywiązaniu do Kościoła świętego. Aczkolwiek ciałem odległy od Was, ale duchem jestem z Wami i nie przestanę sercem ojcowskim u grobu książąt Apostolskich modlić się za Wami i błogosławić Wam, jako i teraz na pożegnanie błogosławię: Łaska Pana i Zbawiciela naszego niechaj będzie z wszystkimi Wami. Amen”.
Tak, było to 8 listopada, a teraz osierocona diecezja czekała na kolejnego pasterza. Mianowany wikariuszem kapitulnym, jeszcze przed wyjazdem zmarłego biskupa, ks. infułat Józef Hoppe prosił w liście: „Wzywam Was, abyście odprawili modły o skrócenie sieroctwa tej diecezji, i o nadanie nam Biskupa, Pasterza i Ojca w Chrystusie według serca Bożego”.
Dopiero 27 kwietnia 1870 r. biskupem przemyskim został prekonizowały prałat lwowski Maciej Hirschler.
- Jak tam nowy Pasterz? - zapytał Józefa jego proboszcz podczas krótkich odwiedzin w Kończynie.
- Mąż niezmiernego miłosierdzia, ale słabych sił. Raz też tylko pokazał się na wizycie kanonicznej, zresztą mało czynny, ale ma znakomitych pomocników w osobach ks. Hoppego, rektora Skwierczyńskiego i kanclerza Ignacego Łobosa.
Może to właśnie cierpienie spowodowało, że docenił potrzebę duchowej mocy dla kapłanów, zwłaszcza tych chorych, słabych. Z myślą o wszystkich założył w diecezji Stowarzyszenie Księży „Bonus Pastor”, które między innymi organizowało rekolekcje kapłańskie i misje ludowe. Dla Józefa ten czas przyniósł kilka życiowych zmian. Najpierw w miesiącu wrześniu odszedł z Seminarium na probostwo do Błażowej ks. Józef Krakowski. Pelczarowi przypadła w udziale katedra teologii pastoralnej, której się nie spodziewał, ale z czasem polubił ten przedmiot. Inną radością była konstytucja dogmatyczna Pastor aeternus, którą przyjął z wielką radością i nauczył się jej na pamięć. Z bólem nasłuchiwał wiadomości tyczących zabiegów Emanuela III zmierzających do zagarnięcia państwa kościelnego i przerwania obrad Soboru. Było to tym boleśniejsze, że Pius IX ogłosił się więźniem Watykanu.
Pogarszające się warunki bytowe zaowocowały nawrotem choroby żołądkowej, której to choroby nabawił się jeszcze w Samborze. Wyjechał zatem na jakiś czas do Kończyny, na kilkutygodniową kurację. Cierpienie, samotność, uciążliwość kuracji zaowocowała ponowną myślą o wstąpieniu do zakonu jezuitów. Bał się jednak pomyłki i dlatego postanowił w tej intencji pojechać do Ziemi Świętej. Wybrał się na nią za zgodą i błogosławieństwem biskupa ze swoim serdecznym przyjacielem, proboszczem w Święcanach, ks. Karolem Krementowskim.
Iście Pawłowa to była podróż. Najpierw przeżyli burzę morską, którą tak opisuje w swojej Autobiografii: „Wtenczas Bóg zdawał się bliższym, a Jego wszechobecność ogarniała i przygniatała duszę, w której uroczysta zaległa cisza. O, jakże wtenczas dusza rwała się do Boga i podobna do lutni tęskne wylewała tony. Zaprawdę Bóg tylko jeden duszy wystarczy”.
Już na miejscu, zamknięci wraz z przyjacielem i jeszcze innym z księży na całą noc w kościele Grobu Pańskiego, przeżyli niepowtarzalne doświadczenie wiary. „O błoga nocy - szeptał Pelczar - jakże ty miłym wspomnieniem zostaniesz na całe życie...”.
Potem była Kalwaria i spowiedź przeżyta w tak szczególnym miejscu. Ks. Krementowski nie omieszkał odciągnąć myśli przyjaciela od zamiaru wstąpienia do jezuitów.
- Co dalej o tym myślisz? - zapytał, kiedy schodzili z góry.
- Nie wiem, nie podjąłem jeszcze decyzji. Wiesz, że to nie jest ucieczka. Ale przy moim stanie zdrowia, życie we wspólnocie zakonnej będzie dla mnie łatwiejsze i nie będę przysparzał nikomu kłopotu.
- Gdyby Pan Bóg chciał Cię mieć w zakonie znalazłby na to sposób. Teraz przestań już o tym myśleć.
Okazji do myślenia było jednak sporo. Kolejne święte miejsca, potem sanktuaria w drodze powrotnej. Do rozmowy nie wrócili już jednak.
Po powrocie przybyły nowe obowiązki. Najpierw został spowiednikiem sióstr benedyktynek i radcą konsystorza biskupiego, od 1873 r. powierzono mu w seminarium drugi przedmiot - prawo kanoniczne.
Fakt, że dostrzegano jego talent, niewątpliwie cieszył. Ale jak to już od pewnego czasu działo się w jego życiu, wraz z radością przychodziły doświadczenia, choroba i duchowe zmagania. Nie pomogła karlsbadzka kuracja i jesienią znów dokuczała choroba.
Niespodziewanie dla ks. Karola pojawił się list, w którym Pelczar prosił o wstawiennictwo u odpowiednich władz, celem załatwienia parafii Tarnowiec. Ks. Karol najpierw się trochę ucieszył, bo byliby blisko, ale potem jakby ochłonął i postanowił zaczekać z podejmowaniem jakichkolwiek kroków. Intuicja go nie myliła. Już za kilka dni otrzymał list, w którym Józef przepraszał go za fatygę i donosił, że ostatecznie podjął decyzję o zrezygnowaniu z parafii. Co prawda podjął jeszcze rozmowy o Krasiczynie z księciem Sapiehą, ale i ta rozmowa nie przyniosła pomyślnego zakończenia, co było na rękę i Józefowi i samemu księciu, który Krasiczyn obiecał już komuś innemu.
Wydawało się, że posada w przemyskim Seminarium będzie już teraz przeznaczona Pelczarowi na dłuższy czas. Ale Opatrzność znowu „sprawiła” niespodziankę. Po wielu latach pracy na Wydziale Teologicznym Uniwersytetu Jagiellońskiego odszedł na emeryturę profesor teologii pasterskiej ks. Józef Wilczek. Tym razem Pelczar nie miał wątpliwości co do swojej decyzji. Pozostawał problem, czy zostanie ona zaakceptowana przez władze uniwersyteckie. Z pomocą przyszli jednak mocni „protektorzy” - sam biskup przemyski Hirschler, prałat Albin Dunajewski, profesor prawa Fryderyk Zoll, i sprawę udało się pomyślnie załatwić. Była jeszcze jedna protektorka, o której głośno nie mówił - Matka Boża Leżajska, do której udał się w specjalnej pielgrzymce w 1876 r.
Tak więc 19 marca 1877 r., w dzień swoich imienin, co Pelczar zawsze uważał za znak woli Bożej, nadeszła od cesarza nominacja na profesora zwyczajnego historii kościelnej i prawa kanonicznego na Wydziale Teologicznym Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

2005-12-31 00:00

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Człowiek Boży ma być przygotowany do każdego dobrego czynu

[ TEMATY ]

Ks. Krzysztof Młotek

Glossa Marginalia

Karol Porwich/Niedziela

Paweł zwraca się do Tymoteusza jak do ucznia, który zna jego drogę od środka. Wylicza naukę, sposób życia, zamiar, wiarę, cierpliwość, miłość i hypomonē. To wspomnienie prywatne staje się regułą przekazu wiary. Ewangelia przechodzi przez nauczanie i przez życie zgodne z nauczaniem. Wspomnienie Antiochii, Ikonium i Listry przywołuje pierwszą drogę misyjną. Właśnie z okolic Listry pochodzi Tymoteusz. Paweł odwołuje się więc do pamięci ucznia o wydarzeniach, które znał blisko. Pan wybawił go z ucisków. Nie usunął jednak próby z drogi Kościoła. Prześladowanie należy do historii tych, którzy chcą żyć pobożnie w Chrystusie.
CZYTAJ DALEJ

Francja zachowa tajemnicę spowiedzi. Projekt jej ograniczenia upadł w parlamencie

2026-06-04 13:26

[ TEMATY ]

spowiedź

Francja

Vatican Media

Francuski parlament wycofał się z propozycji ograniczenia tajemnicy spowiedzi w ramach walki z wykorzystywaniem seksualnym w środowisku szkolnym. Z przyjętego w tym tygodniu projektu ustawy usunięto wzmiankę o tajemnicy spowiedzi. Co więcej podczas parlamentarnej debaty, sam przedstawiciel rządu przyznał, że to właśnie anonimowość jest warunkiem umożliwiającym swobodę wypowiedzi.

W poniedziałek tuż przed północą parlamentarzyści jednogłośnie przyjęli projekt ustawy mającej na celu lepszą ochronę małoletnich w szkole i placówkach pozaszkolnych. Zrezygnowali przy tym z ograniczenia tajemnicy spowiedzi.
CZYTAJ DALEJ

Rozważania na niedzielę: Nie jesteś opinią innych

2026-06-05 13:10

[ TEMATY ]

rozważania

ks. Marek Studenski

Mat.prasowy

Boli Cię cudza ocena? Jedno zdanie potrafi czasem zostać w sercu na lata. Czyjaś krytyka, złośliwość niesprawiedliwy osąd — i nagle tracimy pokój.

W tym odcinku mówię o mądrości Doroteusza z Gazy, który pokazuje, że reakcja na cudze słowo może odsłonić coś bardzo ważnego w naszym wnętrzu. Nie po to, żeby się oskarżać. Po to, żeby zacząć zdrowieć.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję