Dariusz Goliszek pamięta jeszcze Częstochowę, w której szachy miały własne adresy. Jednym z nich był „energetyk”. Klub działał początkowo w budynku zakładu energetycznego przy ul. Kościuszki. – W tych biurach, na przedwojennych biurkach, graliśmy w szachy – wspomina. Później zawodnicy przenieśli się do budynku przy ul. Jagiellońskiej. Po południu spotykali się w pracowniczym barze, a turnieje rozgrywali w sali konferencyjnej. To jednak nie tam zaczęła się ta historia. Już 3 grudnia 1910 r. Goniec Częstochowski opisywał Rzemieślnicze Towarzystwo Śpiewacze im. Moniuszki, którego lokal przy II Alei 35 wyposażony był m.in. w bilard, warcaby, gazety i szachy. Królewska gra była więc obecna w życiu towarzyskim miasta na długo przed erą klubów sportowych.
Miasto pełne klubów
Reklama
W drugiej połowie XX wieku szachowa mapa Częstochowy była gęsta. Grano w Rakowie, Energetyku, późniejszej Skrze, Victorii, Maratonie, Stradomiu, Kolejarzu i Renomie. Za nazwami stały zakłady pracy, dzielnice, klubowe sale, ale najważniejsi byli ludzie, którzy po pracy siadali przy planszy. Goliszek jako młody zawodnik trafił m.in. do Renomy, skupiającej również niewidomych szachistów. Pamięta niedzielne wyjazdy na mecze ligi śląskiej. Partia mogła trwać 5 godzin. Po zawodach drużyna szła wspólnie na obiad. – To było świetne doświadczenie, szkoła życia – wspomina. Szachy dawały nie tylko rywalizację. Tworzyły środowisko. Przy jednej planszy spotykali się robotnicy, inżynierowie, nauczyciele i studenci. Były wyjazdy, rozmowy, znajomości i coraz większe ambicje sportowe.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Grali o mistrzostwo Polski
Złoty okres rozpoczął się pod koniec lat 70. W 1976 r. powstał Okręgowy Związek Szachowy w Częstochowie, a jego prezesem został Eugeniusz Iwanow. Z jego inicjatywy uruchomiono ośrodek szkoleniowy. W weekendy do miasta przyjeżdżał trener Jerzy Konikowski. Analizował partie, przygotowywał debiuty, przywoził materiały. Pod jego opieką rozwijali się m.in.: Roman Tomaszewski, Jacek Flis oraz bracia Artur i Bogusław Sygulscy.
W 1980 r. młoda drużyna Skry, której średnia wieku wynosiła ok. 20 lat, zajęła 5. miejsce w I lidze seniorów. Dwa lata później Częstochowianie zostali drużynowymi mistrzami Polski w szachach błyskawicznych, a w latach 1983-84 zajmowali 3. miejsca na podium.
Rok 1982 dobrze pokazuje ówczesną pozycję miasta. Artur Sygulski podzielił 1. miejsce w indywidualnych mistrzostwach Polski z Janem Adamskim. O tytule zdecydował dodatkowy 4-partiowy mecz rozegrany właśnie w Częstochowie. Sygulski przegrał i został wicemistrzem Polski. Rok później Jacek Flis zdobył wicemistrzostwo Polski seniorów. Częstochowa była wtedy jednym z ważnych ośrodków szachowych w Polsce. Jej zawodnicy trafiali do kadry i startowali w imprezach międzynarodowych.
Ci, którzy budowali siłę
Reklama
Sukces nie pojawił się znikąd. Starsze pokolenie reprezentował prof. Alfred Czarnota, matematyk związany z Politechniką Częstochowską i wielokrotny mistrz miasta. Goliszek do dziś wymienia go wśród najważniejszych postaci miejscowego środowiska. Szczególne miejsce zajmuje Eugeniusz Iwanow, który nie tylko kierował Okręgowym Związkiem Szachowym w latach największego rozkwitu, ale należał też do czołowych polskich problemistów – twórców zadań szachowych. Przez dziesięciolecia wydawał Problemistę, sędziował konkursy międzynarodowe, a w Częstochowie stworzył warunki, w których mogło wyrosnąć pokolenie bardzo mocnych zawodników. Dariusz i Wiesław Goliszkowie odegrali inną rolę. Stali się ludźmi ciągłości: grali, organizowali turnieje, pracowali z młodzieżą i podtrzymywali szachowe życie miasta, gdy zmieniały się kluby i kolejne pokolenia zawodników.
Szachownica wchodzi do szkół
Po 1989 r. świat wielkich klubów zakładowych zaczął znikać. Szachy jednak nie zniknęły, lecz zmieniły adres. Dariusz Goliszek wspomina, że już na początku lat 90. prowadził zajęcia w częstochowskich szkołach społecznych i prywatnych. To, co dawniej zaczynało się od wizyty w klubie, coraz częściej zaczynało się w szkolnej sali. Dziś granica przesunęła się jeszcze niżej. Adam Pfranger przez lata uczył najmłodszych także w przedszkolach, z przedszkolakami pracuje również Piotr Niepsuj. Jednym z przedszkoli, w których naucza się gry w szachy, jest Nibylandia przy ul. Wodzickiego. Nie chodzi o produkowanie arcymistrzów w wieku kilku lat. Szachownica ćwiczy koncentrację, cierpliwość, pamięć i podejmowanie decyzji. Dziecko szybko odkrywa, że każdy ruch ma konsekwencje, a po porażce trzeba grać dalej. Goliszek podkreśla, że szachy uczą zarówno wygrywania, jak i przegrywania. To, że z dziecięcej szachownicy można wejść wysoko, pokazuje obecnie Hetman Częstochowa, którego zawodnicy osiągają spektakularne sukcesy.
Szachownice w Niedzieli
Reklama
W opowieści o przekazywaniu szachów młodszym swoje miejsce znalazło również środowisko Kościoła i redakcji Niedzieli. Archidiecezjalny Turniej Szachowy dla Dzieci i Młodzieży powstał poza redakcją, ale z czasem właśnie jej aula stała się jednym z ważnych miejsc zawodów. W 2016 r. Akcja Katolicka i Niedziela były oficjalnymi organizatorami XXI edycji turnieju o Puchar Metropolity Częstochowskiego. Przy ul. 3 Maja przygotowano miejsca nawet dla 120 zawodników. W kolejnych latach młodzi szachiści znów wracali do redakcyjnej auli.
Raz w roku przestrzeń, w której na co dzień odbywały się spotkania i debaty, zmieniała się w salę turniejową. Pojawiały się rzędy plansz, zegary i dzieci czekające na pierwszy ruch. Niedziela patronowała także innym częstochowskim imprezom szachowym i fundowała nagrody.
Gra jeszcze się nie skończyła
Dziś nie ma już Skry walczącej z Maratonem Warszawa o mistrzostwo kraju w takim składzie jak 4 dekady temu. Są jednak Hetman, reaktywowana sekcja Skry, instruktorzy, turnieje oraz dzieci wykonujące pierwsze ruchy w szkołach i przedszkolach. Dariusz i Wiesław Goliszkowie należą do ludzi, którzy pamiętają dawny świat klubów, a jednocześnie przez lata pracowali dla kolejnych pokoleń. Dariusz zgromadził ok. 400 kompletów szachowych oraz obrazy, grafiki, rzeźby i inne pamiątki związane z królewską grą. Marzy o tym, aby kolekcja stała się zalążkiem częstochowskiego Szacharium. Takie miejsce opowiadałoby nie tylko o figurach i dawnych mistrzach. Pokazywałoby historię miasta, w którym szachownice stały na biurkach zakładu energetycznego, drużyna walczyła o mistrzostwo Polski, a dziś pierwszych posunięć uczą się przedszkolaki. Piękna historia częstochowskich szachów nie została zamknięta w kronikach. Jest kontynuowana.
