Za nami 34. edycja Pieszej Pielgrzymki Myśliborskiej, wiodącej z Sanktuarium Matki Bożej Fatimskiej w Szczecinie do Sanktuarium Miłosierdzia Bożego w Myśliborzu. Tegoroczna trzydniowa modlitewna wędrówka przebiegała pod hasłem: „Ufam, jak św. Carlo Acutis!”. Jej inaugurację stanowiła uroczysta Msza św. sprawowana przez bp. Henryka Wejmana w sanktuarium Maryjnym na os. Słonecznym 23 sierpnia. Szczególne zaproszenie w tym roku organizatorzy kierowali ku młodzieży, która w ostatnich miesiącach przyjęła sakrament bierzmowania.
Mówią pielgrzymi
Choć, jak wspomniał w homilii bp Wejman: – Cel pielgrzymiej drogi jest jasno określony – chodzi o dotarcie do miejsca szczególnej obecności Bożej łaski, a sanktuarium w Myśliborzu jest właśnie takim miejscem, w którym, jak w każdym sanktuarium, Chrystus obficie udziela swoich łask – nie towarzyszy mu tylko pakiet próśb i oczekiwań. Wielu, przynaglonych odruchem serca, pragnie dziękować Bogu za otrzymane łaski. Nie brakuje też tych, którzy w pątniczej modlitwie szukają ratunku, odpowiedzi, ukojenia lub pragną zawierzyć swój lub bliskich im osób los Bogu. Oto, co przed ołtarz Bożego Miłosierdzia nieśli tegoroczni pielgrzymi, co przepełniało ich serca.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Reklama
– W pielgrzymce do Myśliborza idę po raz szósty – mówi Marcin Langowski. – 6 lat temu po prostu chciałem pierwszy raz pójść na pielgrzymkę. Nie byłem wcześniej na żadnej innej. Wiele słyszałem o „Myśliborskiej” i zdecydowałem się. W kolejnych latach stała się ona już pierwszym punktem planowania letnich miesięcy. To dla mnie przeżycie duchowe, okazja do modlitwy zarówno wspólnotowej, jak i indywidualnej. To też spotkanie z niesamowitą ludzką życzliwością i gościnnością, zwłaszcza na postojach, ze strony gospodarzy, ale również na trasie, od innych pielgrzymujących. Przede wszystkim powierzam intencje rodzące się w codzienności i w danej chwili dla mnie ważne. Pielgrzymka to czas szczególnego otwarcia na Boga, także Boga w drugim człowieku. Wszechobecna jest przyjazna atmosfera, życzliwość i otwartość. Są relacje, które pozostają typowo pielgrzymkowymi, ale są też takie, które rozwijają się poza nią.
Idą z intencjami ...
– Jest wiele spraw, które podczas wędrówki chciałem zawierzyć Panu Bogu – opowiada Zbigniew Korczyński, także wielokrotny uczestnik „Myśliborskiej”. – Po pierwsze pragnę zawierzyć Bogu rodzinę. W tym roku obchodzimy z małżonką złoty jubileusz małżeństwa i za to chciałbym podziękować. Mam mamę, która ma 105 lat i za nią też pragnę Bogu dziękować. Dziękuję też Bogu za moje dzieci, za to, że są blisko, że nas wspomagają, że możemy się nimi cieszyć. Idąc w pielgrzymce przepraszam też Boga za wszelkie popełnione zło prosząc Go, by wybaczył mi moje błędy. Jednak moje serce przepełnia wdzięczność za towarzyszące codzienności mojego życia Boże błogosławieństwo. Może i tym razem Pan Bóg pozwoli mi dojść do końca tej kolejnej już w moim życiu pielgrzymki.
Reklama
– Jako mama jestem bardzo zatroskana o moje dzieci – mówi z przejęciem Dominika. – Obecnie mierzę się z rolą mamy kilkunastoletniego syna, który wpadł w złe towarzystwo, uzależnienia, grzechy nieczyste i sam nie jest w stanie sobie pomóc. Dlatego ja, za wstawiennictwem św. Carla Acutisa (mój syn akurat jest w wieku Carla, kiedy umarł) będę całą pielgrzymkę, ten trud, ofiarowywała za łaskę nawrócenie się syna, żeby wrócił do Boga. Gorąco pragnę, by Pan Jezus go uzdrowił i okazał mu swoje miłosierdzie. Idę po raz dziesiąty. Jest ze mną córka, Faustynka. To też jest dla mnie taka motywacja, ona sama mnie tutaj zaciągnęła, bo wczoraj wróciliśmy z pieszej (opolskiej – przyp. red.) pielgrzymki na Jasną Górę i wsiedliśmy w pociąg, by tutaj przyjechać i ruszyć przed ołtarz Bożego Miłosierdzia w Myśliborzu.
… i z podziękowaniem Bogu
– Idę w intencji mojej bliskiej koleżanki, która ciężko zachorowała – ze wzruszeniem opowiada Dorota. – Pragnę też w trakcie tej pielgrzymki podziękować Bogu za jej obecność w moim życiu. Jej postawa w tej chorobie otwiera moje serce i za to też idę Bogu podziękować. Ważna jest dla mnie obecność Boga w moim życiu i Jego prowadzenie. Ważniejsza od problemów dnia codziennego.
– Od samego początku idziemy w tym roku drugi raz – relacjonuje Oliwia, pielgrzymująca z siostrą i kuzynem. – Jako dziecko kiedyś łapałam się z pielgrzymami z Kierzkowa do Myśliborza i obiecałam sobie, że w przyszłości muszę podjąć trud, by przejść całą tę drogę. Udało się. W zeszłym roku wraz z siostrą i z kuzynem podjęliśmy się tego jakże ciężkiego, ale i pięknego wyzwania. Oczywiście były trudy, ale pozostały też piękne wspomnienia. Przede wszystkim... piękny był później rok. Te zanoszone podczas drogi modlitwy, prośby, zazwyczaj były wysłuchane. Były też dziękczynienia. […] W tym roku też idziemy z pewnymi prośbami, jednak przede wszystkim, by dziękować za Boże błogosławieństwo w tym, o co prosiliśmy w zeszłym roku.
– Idąc w pielgrzymce bardziej dziękuję za otrzymane od Boga łaski. Mam za co – mówi Danuta Chmiel, która trakt do Myśliborza pokonała co najmniej sześć razy. – Jednak moje serce wypełnia też wiele trosk, zatem w postawie dziękczynnej niosę też szereg próśb, bo wiem, ile teraz jest spraw nie takich, jak być powinno. Jest dużo zła i zło się panoszy, a takich, którzy mogą iść i prosić jest coraz mniej, choć budujący jest dla mnie widok pielgrzymującej też młodzieży.
Głęboko wierzę, że modlitwa w drodze jest przez Boga wysłuchana. Nie idę tylko dla siebie, w swojej intencji. Idę dla tych, którzy potrzebują, którzy iść nie mogą, mimo, iżby chcieli. Wierzę w modlitwę wstawienniczą. Doświadczam tego, że Pan Bóg mnie wysłuchuje. Może nie tak, jak w danej chwili tego oczekuję, tylko tak, jak dla mnie według Boga jest najlepiej. Idę, żeby za to dziękować.
