Przegraliśmy. Zalało nas. Daliśmy z siebie wszystko, by wam pomóc. (...) Przepraszamy. Trzymajcie się” – to dramatyczny wpis z 15 września 2024 r. Ochotniczej Straży Pożarnej z Bodzanowa w Kotlinie Kłodzkiej. Lokalne samorządy oraz służby ratunkowe zostały pozostawione same sobie, bez wsparcia z zewnątrz, bo rząd zbagatelizował zagrożenie i alarmujące prognozy powodzi.
Na zagrożonych terenach nie przygotowano specjalistycznego sprzętu, nie skierowano tam posiłków ratowniczych, nie opróżniono zbiorników retencyjnych i nie przygotowano miejsc do ewakuacji. Po katastrofalnej powodzi rząd obiecywał, że z pomocą dla powodzian będzie inaczej. Dwa lata później okazało się, że część pieniędzy przeznaczonych dla ofiar żywiołu mogła zostać rozkradziona przez lokalnych polityków Koalicji Obywatelskiej z Jeleniej Góry. – Gorącym żelazem wypalimy każdy przypadek nieuczciwego rozdysponowania pieniędzy dla powodzian – mówi premier Donald Tusk.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Trzy afery
Politycy z klubu sejmowego Rozwój Plus zareagowali błyskawicznie i założyli specjalną stronę internetową dla sygnalistów, gdzie mogą anonimowo zgłaszać się osoby posiadające wiedzę o nieprawidłowościach w rozdysponowaniu pieniędzy dla powodzian. – Mamy kolejne informacje o grupach ludzi, którzy wyłudzali te dotacje. Dochodziło do złodziejstwa na dużo większą skalę – twierdzi poseł Paweł Jabłoński.
Reklama
Afera z pieniędzmi dla powodzian rozkradanymi przez lokalnych działaczy KO jest kolejnym potwierdzeniem faktu, że partia ma coraz większy problem z szeregowymi działaczami w samorządzie. Partyjny kryzys w Krakowie i liczne afery doprowadziły do odwołania prezydenta miasta Aleksandra Miszalskiego. Podobna sytuacja jest teraz w Warszawie, gdzie z wielkim sukcesem zbierane są podpisy pod referendum ws. odwołania prezydenta Rafała Trzaskowskiego. Szala goryczy w stolicy przechyliła się po tym, jak ujawniono skandaliczny proceder okradania publicznego systemu opieki zdrowotnej przez młodego polityka KO w Warszawskim Szpitalu Południowym. Młody lekarz i polityk zarabiał miliony, wypisywał fikcyjne dyżury oraz urządził „prywatną klinikę” ze specjalnym salonikiem VIP za publiczne pieniądze. Przyjmowani w nim byli jednak tylko członkowie KO – zwykli Warszawiacy musieli czekać na badania i zabiegi długie miesiące.
W przypadku zarówno pieniędzy dla powodzian, jak i okradania Narodowego Funduszu Zdrowia beneficjentami tego procederu są działacze partii rządzącej, ich rodziny oraz znajomi. Sprawy z Krakowa, Warszawy i Jeleniej Góry jak w soczewce pokazują, że system partyjny w KO ma bardzo poważny problem, bo coraz bardziej się patologizuje. Cwaniakami i złodziejami okazują się zarówno doświadczeni politycy partii, jak i ci najmłodsi. Początkujący lekarz ze Szpitala Południowego był przecież szefem partyjnej młodzieżówki.
Wojna w KO
Wspomniane samorządowe afery łączy jeszcze jeden wspólny mianownik: od wielu lat, a nawet dekad, rządzi tam KO. W takich warunkach tworzą się lokalne układy, a zmarginalizowana opozycja nie ma zbyt wiele do powiedzenia. Jeleniogórska afera z dopłatami wypłynęła na powierzchnię tylko dlatego, że doszło do ostrego konfliktu między lokalnymi politykami tej samej partii. Może to być zemsta wiceministra rozwoju Michała Jarosa m.in. za odwołanie Krzysztofa Wiśniewskiego ze stanowiska starosty karkonoskiego. Po tym, jak w lutym 2026 r. okazało się, że starosta posługiwał się fałszywym świadectwem maturalnym, doszło do lokalnego przesilenia i zmienione zostały powiatowe władze partii, a wiceszefową KO w powiecie została Anna Konieczyńska.
Reklama
Kilka tygodni później rusza kontrola nad wypłatami pomocy państwowej dla powodzian przez Centralne Biuro Antykorupcyjne. Sprawdzana jest m.in. Karkonoska Agencja Rozwoju Regionalnego, której wiceprezesem jest właśnie Konieczyńska. Niektóre szczegóły kontroli przedostają się do mediów i okazuje się, że specjalną pożyczkę w wysokości 200 tys. zł otrzymał m.in. jej mąż Piotr Konieczyński. – Tych cwaniaczków trzeba rozliczyć, a odpowiedzialna za to osoba powinna stracić także funkcje partyjne. Pani Anna Konieczyńska została zawieszona w prawach członka i jest wniosek o usunięcie jej z naszej partii. Uważam, że powinna poszukać sobie innej pracy – oświadcza w lokalnej telewizji wiceminister Michał Jaros, który jest szefem dolnośląskich struktur KO.
Politycy partii rządzącej toczą więc coraz bardziej brutalną walkę między sobą i używają tzw. haków, które zgromadzili w swoich szufladach. Najpierw była to potwierdzona przez prokuraturę fałszywa matura, a teraz mamy popowodziowe pieniądze przyznane mężowi p. Konieczyńskiej i znajomym. W normalnych warunkach partie nie piorą swoich brudów na widoku opinii publicznej, ale obecny kryzys formacji rządzącej sprawia, że na jaw wychodzą kolejne afery.
Partia przegranych
Wielu wpływowych polityków KO uważa, że premier Tusk już jest pogodzony z tym, iż przegra najbliższe wybory w 2027 r. Premier mówi swoim współpracownikom za zamkniętymi drzwiami, że nie ma już sensu walczyć o władzę, bo nastroje społeczne przechylają się na prawo, a z tym trendem się nie wygra. Przewodniczący KO kolejny raz rozgląda się za jakimś międzynarodowym stanowiskiem, dlatego nie interesuje się sytuacją w Polsce i coraz więcej uwagi poświęca polityce europejskiej, a treści w jego mediach społecznościowych często pojawiają się w języku angielskim. Partia pewnie znów zostanie osierocona, tak jak to było w 2014 r. Z tą tylko różnicą, że wówczas zastąpiła go Ewa Kopacz, a teraz już nie ma nikogo ważnego oprócz min. Marcina Kierwińskiego. Ale to właśnie ten polityk jest odpowiedzialny za pomoc po powodzi i usuwanie jej skutków, a także szefuje warszawskim strukturom partii, które skompromitowały się aferą szpitalną. Tak wygląda tonący okręt rządu i partii Donalda Tuska.
