Reklama

W wolnej chwili

Ostatni taki cud

Mazury to jeden z ostatnich w Europie dużych obszarów, gdzie woda, las i niebo tworzą jeszcze naturalną całość.

Niedziela Ogólnopolska 33/2026, str. 57-59

[ TEMATY ]

turystyka

Archiwum UMWWM

Ciepłe, pomarańczowo-złote barwy wieczoru nad Łyną

Ciepłe, pomarańczowo-złote barwy wieczoru nad Łyną

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Kiedy przed laty powierzono mi rolę honorowego ambasadora Mazur w światowym plebiscycie na 7 Nowych Cudów Natury, przyjąłem tę propozycję bez wahania. Nie dlatego, że potrzebowałem jeszcze jednego tytułu, lecz dlatego, że chodziło o krainę szczególnie mi bliską. Dzieciństwo spędziłem w Ełku, wśród jezior, trzcin, starych lasów i dróg, które, wydawało się, kończyły się gdzieś na granicy ludzkiego świata. Tam po raz pierwszy zrozumiałem, że krajobraz nie jest jedynie dekoracją życia. Wychowuje człowieka, uczy go wrażliwości, porządkuje hierarchię wartości. To, co widzimy za oknem w dzieciństwie, pozostaje w nas często silniej niż szkolne lekcje.

Przemierzyłem później wszystkie kontynenty. Dlatego mogłem mówić bez kompleksów: Mazury nie muszą się wstydzić żadnej konkurencji. Nie mają monumentalności Wielkiego Kanionu ani egzotyki Galapagos, ale ich siła tkwi w czymś innym. Nie oszałamiają człowieka jednym widokiem. Zdobywają go powoli. Wchodzą w pamięć zapachem mokrego lasu, chłodem poranka, krzykiem ptaka dobiegającym zza trzcin i smugą światła drżącą na powierzchni jeziora.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Reklama

W ogólnoświatowej konfrontacji Mazury znalazły się w drugiej siódemce złotej listy najwspanialszych klejnotów światowej przyrody i zdobyły laurkę krainy najpiękniejszych jezior na świecie. Pokonaliśmy wszystkich finalistów z Europy i prześcignęliśmy takie rozpoznawalne ikony przyrody jak: Malediwy, Wielki Kanion Kolorado, Galapagos, Wodospad Salto Angel w Wenezueli, Skałę Uluru w Australii czy Wezuwiusz. Rozgłos w konkursie, w którym uczestniczyło kilkaset milionów internautów, ma niebywałą siłę rażenia i zapewnia wysoką rozpoznawalność na globalnym rynku. Nagle świat się dowiedział, że w środku Europy istnieje kraina wielkich jezior, kanałów, puszcz i mokradeł, zachowana w stanie, którego na naszym kontynencie niemal już nie spotykamy.

Zaangażowałem się w tę kampanię z temperamentem człowieka ekspedycji. Nie umiem robić czegoś połowicznie. Zabiegałem o wsparcie instytucji, mediów i ludzi życia publicznego. Przekonywałem, że to szansa dla całej Polski. Mazury mogły się stać naszą rozpoznawalną marką, symbolem kraju zielonego, pięknego i gościnnego. W kampanię włączyli się byli prezydenci, przedstawiciele Kościoła, artyści, naukowcy i sportowcy. Otrzymałem również słowa poparcia i błogosławieństwo papieża Benedykta XVI dla tych, którym leżało na sercu dobro tej ziemi.

Nie wszystko szło gładko. Jak zwykle nie brakowało obietnic bez pokrycia, urzędniczej obojętności i przekonania, że skoro coś jest piękne samo w sobie, nie wymaga promocji. Norwegia ma fiordy, Islandia – gejzery, Holandia – tulipany, a Szwajcaria – alpejskie jeziora. Polska ma Mazury, lecz przez lata zachowywała się tak, jakby posiadanie niezwykłej krainy było rzeczą zupełnie zwyczajną. Wielu sądziło, że jest to wyłącznie miejsce letnich wyjazdów, żaglówek, smażalni ryb i zatłoczonych promenad. Okazuje się jednak, że to jeden z ostatnich w Europie dużych obszarów, gdzie woda, las i niebo tworzą jeszcze naturalną całość.

Reklama

Śniardwy, Mamry, Niegocin, Tałty, Bełdany – cały Szlak Wielkich Jezior Mazurskich przypomina rozbudowany organizm wodny, w którym człowiek może się przemieszczać przez wiele dni, niemal nie wychodząc na ląd. Nie każdy jednak musi być żeglarzem. Mazury są również krainą kajaków. Krutynia należy do najpiękniejszych szlaków wodnych, jakie znam. Płynie spokojnie wśród lasów, trzcinowisk i morenowych wzgórz. Chwilami woda jest tak przejrzysta, że dno wydaje się na wyciągnięcie ręki. Pochylone drzewa tworzą nad rzeką zielone sklepienia, a ciszę przerywa jedynie uderzenie wiosła. Mazurski pisarz Karol Małłek mówił, że kto nie widział Krutyni, ten nie widział Mazur. Nie była to przesada.

Warto zapuścić się głębiej, poza najbardziej znane miejscowości. Mikołajki, Giżycko czy Mrągowo mają swoje atrakcje, porty, restauracje i letni gwar, lecz prawdziwe Mazury zaczynają się często tam, gdzie kończy się asfalt. W Puszczy Boreckiej można natrafić na ślady żubrów, a w Puszczy Rominckiej zobaczyć krajobraz przypominający północną tajgę. Są rozległe mokradła, torfowiska i niedostępne ostępy, w których życie toczy się według odwiecznych zasad. Nad polami krążą myszołowy i kanie, w trzcinach kryją się ptaki wodne, a o świcie nad łąką unosi się mgła.

Nie potrzeba wielkich wydarzeń. Wystarczy wcześnie wstać, usiąść na pomoście i patrzeć, jak jezioro odzyskuje kolory. Najpierw jest szare, niemal metaliczne. Potem pojawia się na nim pas różowego światła, następnie – złoto i błękit. Z drugiego brzegu dochodzi głos ptaka, którego nie umiemy nazwać. Gdzieś w oddali stukają o maszt pozostawione luźno fały. W takich chwilach człowiek przypomina sobie, że cisza nie jest brakiem dźwięków. Jest osobnym językiem.

Mazury nadają się znakomicie na rodzinny urlop, ponieważ każdy może znaleźć tam własny sposób odpoczynku. Jedni wybiorą żagle, inni rower, kajak albo długie spacery po lesie. Wędkarz będzie czekał na szczupaka czy sandacza, fotograf – godzinami obserwował ptaki, a ktoś zmęczony miastem po prostu położy się na trawie z książką.

Reklama

Warto zatem pojechać na Mazury, bo w coraz bardziej zunifikowanym świecie pozostają miejscem autentycznym. Nie wszystko zostało tam wygładzone, uporządkowane i zamienione w produkt turystyczny. Nadal można odnaleźć zatokę bez głośnej muzyki, leśną drogę bez tłumu i wieś, w której wieczorem naprawdę zapada ciemność. Mazury pozwalają zwolnić.

Trzeba jednak pamiętać, że popularność ma swoją cenę, słyszę nieraz, że masowa turystyka zadepcze Mazury. Każde sławne miejsce na świecie zmaga się z podobnym problemem. Widziałem przeciążone szlaki w Angkorze, tłumy pod Wielkim Murem Chińskim i turystyczny napór na delikatne ekosystemy. Przyroda nie obroni się sama tylko dlatego, że nazwaliśmy ją cudem. Potrzebne są dobra infrastruktura, publiczne toalety, miejsca na odpady i rozsądne przepisy. Trzeba chronić tereny lęgowe, mokradła i brzegi jezior, ale nie wolno zamykać całej krainy szklanym kloszem. Ochrona nie może oznaczać wypędzenia człowieka, lecz powinna uczyć go odpowiedzialnej obecności. Turysta powinien zostawić po sobie co najwyżej ślad stopy, a nie plastikową butelkę, worek śmieci czy plamę paliwa.

Równie ważny jest los mieszkańców. Żyją tam rodziny, które potrzebują pracy także poza krótkim sezonem letnim. Dobra turystyka powinna wspierać miejscowe pensjonaty, gospodarstwa, restauracje, przewodników i producentów żywności. Warto kupować lokalne sery, ryby, miody i wyroby rzemieślnicze, zamiast przywozić cały bagaż z supermarketu, a potem pozostawiać regionowi jedynie śmieci. Urlop może być nie tylko konsumpcją krajobrazu, ale też uczciwą wymianą między gościem a gospodarzem.

Nie namawiam do odwiedzenia Mazur po to, by zaliczyć kolejny punkt na mapie. Radzę przepłynąć jezioro bez pośpiechu, przespać noc przy odgłosach trzcin, obudzić się przed wschodem Słońca i przejść leśną drogą po letnim deszczu. Wtedy przestajemy oglądać Mazury jak pocztówkę. Zaczynamy je przeżywać.

Po wielu latach podróży wiem, że najcenniejsze miejsca nie zawsze są najbardziej spektakularne. Niektóre krzyczą swoim pięknem, inne natomiast mówią półgłosem. Mazury należą do tych drugich. Nie rzucają człowieka na kolana jednym monumentalnym widokiem. Powoli odbierają mu miejski niepokój, uczą patrzenia i słuchania. Kto przyjeżdża tylko na weekend, może zobaczyć jeziora. Kto zostanie dłużej, być może odnajdzie również coś, czego od dawna brakowało mu w samym sobie.

reporter, eksplorator

2026-08-11 14:16

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Z Wielkanocą przez świat

Niedziela Ogólnopolska 14/2021, str. 24-25

[ TEMATY ]

turystyka

Adobe.Stock

Wyspa została odkryta przez Holendra Jacoba Roggeveena w niedzielę wielkanocną, 5 kwietnia 1722 r., co jest źródłem jej nazwy

Wyspa została odkryta przez Holendra Jacoba Roggeveena w niedzielę
wielkanocną, 5 kwietnia 1722 r., co jest źródłem jej nazwy

Okazuje się, że na świecie istnieje niewiele miejsc, które noszą nazwę Wielkanoc. Może ich mieszkańcy chcieli świętować nie tylko przez jeden dzień, ale przez cały rok? Oto kilka ciekawych miejsc nawiązujących do dni, które właśnie przeżywamy.

Wielkanoc – niewielka podkrakowska miejscowość ma wyjątkową nie tylko nazwę, ale i historię. A robi się o niej głośno co roku właśnie w tym okresie. Pierwsze wzmianki o Wielkanocy pochodzą z 1382 r. W XV wieku była własnością Jana Wielkanockiego herbu Piakostki i zgodnie z jedną z hipotez to właśnie od nazwiska tego rodu pochodzi nazwa miejscowości. Według innej – od ludowych form obchodzenia Wielkanocy, związanych z kultem misteriów pasyjnych.
CZYTAJ DALEJ

Prawnuk jednego z bł. Męczenników Podlaskich: mój wybór drogi kapłańskiej jest „zasługą” pradziadka

2026-10-04 08:59

[ TEMATY ]

Męczennicy Podlascy

Vatican Media

Ks. prał. prof. Kazimierz Matwiejuk

Ks. prał. prof. Kazimierz Matwiejuk

Ich przykład jest zachętą i zobowiązaniem, aby nie tylko nie kwestionować Ewangelii, ale Ewangelią przenikać, przesączyć swoją codzienność. To jest zobowiązanie dla wszystkich - powiedział ks. prał. prof. Kazimierz Matwiejuk, pochodzący z parafii Pratulin, prawnuk bł. Konstantego Łukaszuka.

W rozmowie przeprowadzonej w związku ze zbliżającą się 30. rocznicą beatyfikacji Męczenników Podlaskich, ks. Matwiejuk wskazał, że przeżywana rocznica stanowi „zaproszenie, może nawet zobowiązanie, do poznawania duchowego dziedzictwa błogosławionych z Pratulina, którego treści ubogacają ludzkie życie. Błogosławieni są zachętą do duchowego wzrastania, do trwania przy Bogu mocą żywej wiary i do świadczenia o Nim swoim życiem”.
CZYTAJ DALEJ

Poprawia się stan zdrowia ks. Marka Pieńkowskiego z Jarosławia

2026-10-04 20:09

[ TEMATY ]

opactwo

Jarosław

Facebook Katedra Rzeszowska

Ksiądz Marek Pieńkowski

Ksiądz Marek Pieńkowski

Za zgodą ks. Marka Pieńkowskiego przekazujemy informację, że dziś został odłączony od respiratora, zaczął się komunikować za pomocą krótkich zdań i przyjął Komunię świętą pod postacią Krwi Pańskiej - czytamy w mediach społecznościowych opactwa w Jarosławiu.

Za zgodą ks. Marka Pieńkowskiego przekazujemy informację, że dziś został odłączony od respiratora, zaczął się komunikować za pomocą krótkich zdań i przyjął komunię świętą pod postacią Krwi Pańskiej. Ks. Marek dziękuje wszystkim, którzy wspierają go modlitwą. Prosi o dalszą pamięć duchową przed Bogiem.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję