Angelika Kawecka: Dzieci i młodzież z Betlejem po raz pierwszy przyjechały do Polski. Co dla nich, a co dla Siostry było największym przeżyciem?
S. Szczepana Hrehorowicz: Dla mnie to przede wszystkim bardzo widoczna tęsknota za normalnością. Ludzie w Betlejem nie mają pracy i co za tym idzie – jest olbrzymi stres, a to przekłada się na troski w rodzinie. Dzieciaki nie mogą wyjechać poza Betlejem, poza Palestynę, a teraz, kiedy udało im się przylecieć do Polski, po prostu czuły się wolne, widziałam to. Odwiedzały piękne miejsca, miały na wyciągnięcie ręki wodę i zieleń. Dzieci były zachwycone możliwością doświadczenia czegoś nowego. Mogły zobaczyć polskie góry. Tutaj na każdym kroku jest inaczej niż w Palestynie. A poza tym doświadczaliśmy olbrzymiej życzliwości ludzi, którzy niesamowicie się otwierali, żeby sprawić im radość. Przyjmowani byliśmy w wielu miejscach za darmo, dzieci otrzymywały upominki. Tak działają kochające otwarte serca. Dzieci są pozytywnie zaskoczone, że można doświadczać tyle dobroci od obcych.
Kim są młodzi pielgrzymi, którzy odwiedzili z Siostrą nasz kraj?
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Reklama
Była ze mną grupa 30 podopiecznych. Najmłodsi mają ok. 10 lat, najstarsi to już dwudziesto- i dwudziestokilkulatkowie – studenci, osoby pracujące – którzy nadal są naszymi „dziećmi”. Te relacje trwają i wzajemnie się przenikają.
Jak długo trwały przygotowania do wyjazdu? Logistycznie nie było to łatwe...
Oczekiwaliśmy na możliwość wyjazdu przez 7 lat. Podejmowane były próby, ale nie było pozwolenia w czasie, kiedy jeszcze mogliśmy wylecieć bezpośrednio z Izraela. Teraz w ogóle nie ma takiej możliwości i wylecieliśmy z Jordanii. Wymagało to pozwoleń, przygotowania masy dokumentacji – samo przygotowanie dokumentów trwało pół roku. Trasa też była wymagająca – wyjechaliśmy z Palestyny o 5 rano 29 czerwca po to, żeby się przedostać na przejście między Palestyną a Izraelem. Dla mnie to było szokujące, że może to być aż tak trudne. Po blisko 3 godzinach przedostaliśmy się z Izraela do Jordanii. Wszędzie obok dokumentów wymagane były też opłaty. W Jordanii byliśmy już bliżej celu. Stamtąd lecieliśmy do Turcji i potem już do Berlina. Byliśmy zdziwieni, dlaczego mimo posiadania wizy lecimy nie do Polski, tylko do Berlina, ale niestety, bezpośredni lot do Polski został odwołany. Do Polski musieliśmy się dostać już nie drogą lotniczą, ale autokarem. Pod względem logistyki ten wyjazd był naprawdę bardzo wymagający.
Zapewne był również wymagający ze względów finansowych. Kto pomógł Wam w organizacji tej podróży?
Reklama
W organizacji wyjazdu bardzo pomógł nam ks. prof. Jarosław Lipniak. Zaproszenie otrzymaliśmy bezpośrednio z diecezji świdnickiej. Z kolei bożogrobcy opłacili nam bilety. Ksiądz Lipniak m.in. zorganizował pobyt w Kotlinie Kłodzkiej, który kończył nasz pobyt w Polsce, z wieloma atrakcjami dla naszych podopiecznych.
Jak wyglądała Wasza podróż po Polsce? Co Siostra chciała pokazać swoim podopiecznym?
Polskę pokazali im przede wszystkim nasi przyjaciele, którzy nas odwiedzali w Ziemi Świętej. To oni otworzyli nam swoje drzwi. Byliśmy cztery noce w Kołobrzegu, jedną noc spędziliśmy u sióstr pallotynek w Gdańsku, Ruch Focolari przygotował nocleg pod Warszawą. Byliśmy, oczywiście, w duchowej stolicy Polski – w Częstochowie, u Matki Bożej na Jasnej Górze, aby podziękować Jej za opiekę i przez Jej wstawiennictwo pomodlić się o pokój.
Jak wyglądał dalszy program Waszego pobytu w Polsce?
W Poroninie byliśmy pełne 3 dni. Tam czas zorganizowała nam Parafia św. Marii Magdaleny – przyjęły nas rodziny. Nocowaliśmy w 11 domach. Zajęcia tam zaplanowali nam młodzież i księża – były wspólne ognisko, mecze polsko-palestyńskie. W czasie naszej podróży po Polsce odwiedziliśmy jeszcze Dolny Śląsk, Łagiewniki i Kraków, a także nasze siostry w Poznaniu.
Czym na co dzień dla tych młodych jest Home of Peace – Dom Pokoju w Betlejem?
Reklama
Ośrodek Home of Peace to dom dla dzieci i młodzieży z rodzin chrześcijańskich. Staramy się przygotować je do życia. Nie tylko posyłamy do najlepszych szkół, ale też uczymy, żeby umiały działać w domu, żeby radziły sobie z codziennością. Nasi podopieczni mają szansę rozwijać się językowo – uczą się m.in. angielskiego, francuskiego, włoskiego. Wiele dzieciaków uczy się też języka polskiego. Nasze najmłodsze dziecko, ma 2 lata i 7 miesięcy, najstarsi podopieczni są już studentami; najwięcej dzieci jest w wieku do 10 lat. Chcemy dać im nie tylko wykształcenie, ale również poczucie bezpieczeństwa, przygotowanie do samodzielnego życia i świadomość, że są kochane. Dzieci pochodzą z rodzin, które często żyją w bardzo trudnych warunkach.
Jakie są dziś największe potrzeby mieszkańców Betlejem?
Największe braki ludzi wynikają z tego, że nie ma pracy. Rozpoczęłyśmy więc realizację projektu tworzącego miejsca pracy. Mamy szwalnię i hafciarnię. Chcemy też stworzyć miejsca gastronomiczne i te związane z usługami kosmetycznymi. Planujemy również zorganizować opłatkarnię – produkcję opłatków z Betlejem. To moje marzenie od wielu lat. Problem jest jednak w tym, aby te maszyny przewieźć do Betlejem, bo tego sprzętu nie można u nas kupić, to muszą być specjalne matryce. To jest nasze marzenie i wierzymy, że się spełni.
Czy w miejscu, w którym narodził się Chrystus, potrzebna jest tym ludziom także formacja duchowa?
Absolutnie tak. Chcemy napisać projekt – bo nie ma ludzi zbyt wykształconych – który ukazywałby przygotowanie do sakramentów świętych, tłumaczył Biblię w języku arabskim. Planujemy napisać taki projekt z organizacją Pomoc Kościołowi w Potrzebie. Teraz, odkąd ks. prof. Jan Żelazny przewodzi temu dziełu, PKwP ściśle z nami współpracuje. W ubiegłym roku na Wielkanoc nasi podopieczni otrzymali paczki, teraz planujemy kolejne projekty pomocowe.
W Betlejem jest Siostra od 12 lat. Co chciałaby Siostra przekazać Polakom o tym miejscu i o potrzebie pomocy jego mieszkańcom?
Tu narodził się Jezus. Nie możemy pozwolić, aby wyznawcy Chrystusa tę kolebkę chrześcijaństwa opuścili. Nie mogą w Betlejem zostać jedynie pamięć o żłóbku i Grota Narodzenia. Trzeba zadbać o wsparcie tych ludzi modlitwą i jak tylko potrafimy. Żeby czuli, że jesteśmy z nimi. Nie tylko nasze dzieci, ale i mieszkańcy Betlejem wiedzą, że Polacy to ci, którzy zawsze ich wspierają, na których zawsze można liczyć.
