Spotkanie w Pekinie pokazuje, że świat ma dwóch cesarzy – prezydenta USA Donalda Trumpa i przywódcę Chin Xi Jinpinga. To oni na szczycie nazwanym już G2 postanowili podzielić się wpływami na globalnej szachownicy, odpuszczając ostrą rywalizację i zapowiadając współpracę. – Czy Chiny i Stany Zjednoczone zdołają pokonać pułapkę Tukidydesa i stworzyć nowy paradygmat relacji między dużymi państwami? Czy możemy wspólnie budować świetlaną przyszłość dla naszych stosunków dwustronnych w interesie dobrobytu obu narodów i przyszłości ludzkości? To są pytania kluczowe dla historii, dla świata i dla ludzi – powiedział Xi Jinping, witając amerykańską delegację.
Pułapka Tukidydesa jest teorią politologiczną, która tłumaczy mechanizm konfliktów między wschodzącym i ustępującym mocarstwem, bo jeszcze nigdy w historii żaden kraj nie oddał pozycji światowego lidera bez wojny. Xi Jinping uważa, że niebawem Chiny wyprzedzą USA pod względem gospodarczym, i promuje pokojowe ominięcie tej wojennej pułapki. – Xi Jinping zasugerował, że to Chiny są wschodzącym supermocarstwem, a dominacja USA powoli się kończy. Jeśli więc przetłumaczyć słowa Xi z „chińskiego na nasze”, to powiedział on, że Ameryka powinna zaakceptować nieuchronny proces wzrostu Chin i upadku USA, aby w ten sposób uniknąć wojny – tłumaczy dr Jakub Jakóbowski, ekspert ds. Chin i wicedyrektor Ośrodka Studiów Wschodnich.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Teatr dwóch wojen
Reklama
Deeskalacja napięcia między USA i Chinami to dobra wiadomość dla świata i Polski. Nie od dziś wiadomo, że jakikolwiek konflikt między mocarstwami oznacza, że Amerykanie natychmiast zwijają się z Europy i zostawiają nas na pastwę Moskwy. – Gdyby Chiny podjęły działania przeciwko Tajwanowi, to jest bardzo prawdopodobne, że zmusiłyby swojego młodszego partnera w tej relacji, czyli Rosję pod przywództwem Władimira Putina, do wystąpienia przeciwko NATO, po to, żebyśmy mieli co robić – stwierdził kilka miesięcy temu Mark Rutte, sekretarz generalny NATO.
Scenariusz jednoczesnej wojny w Cieśninie Tajwańskiej oraz w Europie był wielokrotnie analizowany przez amerykańskich wojskowych, którzy otwarcie mówili, że U.S. Army nie ma zdolności do walki na dwóch teatrach wojennych jednocześnie. Dlatego też na wschodniej flance NATO jest realna obawa, że Amerykanie zaangażują się w konflikt z Chinami, a Tajwańczycy martwią się, że Biały Dom dogada się z Pekinem i pozostawi ich bez opieki. Dlatego też odprężenie relacji między USA i Chinami wywołało niepokój polityczny na Tajwanie m.in. o dalsze dostawy amerykańskiego uzbrojenia. Trump nadal nie podjął decyzji ws. sprzedaży broni i uzależnia ją od postawy Chin wobec Tajwanu. Jednocześnie przestrzegał Tajwańczyków przed pomysłami ogłoszenia niepodległości wyspy, bo znajduje się ona 70 mil od Chin i aż 9,5 tys. mil od USA. Jeśli ogłoszą niepodległość, to Amerykanie nie będą przemierzać tego dystansu, by ich bronić.
Państwo Środka
Wizyta Trumpa w Pekinie radykalnie różniła się od jego postawy z pierwszej kadencji, gdy oskarżał Chiny i wypowiedział im wojnę handlową. Zauważył, że tę wojnę gospodarczą przegrywa, a Chiny są zbyt silne, by z nimi wojować. Teraz w Pekinie powiedział, że to jest najważniejszy szczyt dwóch supermocarstw, które rozdają karty na całym świecie. – Jeszcze jest za wcześnie, by mówić o podziale świata na dwie strefy wpływu. Myślę, że o wiele więcej szczegółów poznamy na jesieni, gdy Xi Jinping złoży rewizytę w Waszyngtonie – podkreśla Jakóbowski.
Chiny tradycyjnie określane są jako Państwo Środka, centrum jednej z najstarszych i największych cywilizacji na świecie. Starożytne określenie Chin jako centrum świata nabiera współczesnego znaczenia, bo kilka dni po cesarskim przyjęciu Donalda Trumpa wizytę u Xi Jinpinga złożyła delegacja na czele z Władimirem Putinem. Choć Rosja nie podpisała w Pekinie żadnej istotnej umowy, to jednak chciała zaznaczyć swoją obecność w obawie, że nowy podział świata odbędzie się bez jej udziału.
