Reklama

Papież Rodzin (15)

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Miłość i odpowiedzialność
Wrzesień 1968 roku

Anna podniosła słuchawkę i wykręciła numer biura, w którym pracował jej mąż.
- Zbyszek? Przyjeżdżaj, trzeba się zbierać do szpitala.
- Jak się czujesz?
- Bardzo dobrze, ale pośpiesz się. Dziecko nie będzie czekać.
Anka była zbyt doświadczoną matką, aby pomylić się w takim momencie. Urodziła już troje dzieci, a ta ciąża wydawała się jej "chlebem z masłem". Była w znakomitym nastroju, cieszyła się, że nareszcie zobaczy dziecko, na które tak bardzo czekali. Wielu jej znajomych ze zdziwieniem przyjęło wiadomość o tym, że oczekują czwartego dziecka, ale ona wprost nie mogła doczekać się jego narodzin. Sama była jedynaczką i nie życzyła podobnego losu swoim dzieciom. Wiele osób z jej najbliższego otoczenia nie rozumiało tego. "Anka, zwariowałaś, czwarte dziecko w dzisiejszych czasach? Jak ty je wyżywisz? Jak ubierzesz? A wykształcenie? Przecież nie dasz rady." Byli i tacy, którzy się z niej podśmiewali: "Tak się zachwyca tym naturalnym planowaniem rodziny, a sama rodzi jedno dziecko za drugim".
Rzeczywiście, już od dłuższego czasu Anka była pod wrażeniem książki biskupa Karola Wojtyły Miłość i odpowiedzialność. Dostała ją w prezencie od samego autora na pamiątkę chrztu jednej z córek. Przeczytała i zachwyciła się. To nie był zestaw nakazów i zakazów - co wolno, a czego nie wolno w małżeństwie: to była wizja pięknego człowieka, który dzięki miłości do współmałżonka ma szansę stać się jeszcze piękniejszy. Miłość oblubieńcza - pisał Wojtyła - polega na oddaniu swojej własnej osoby. Istotą miłości oblubieńczej jest oddanie siebie, swojego ja. Stanowi to coś innego i zarazem coś więcej niż upodobanie, pożądanie, a nawet życzliwość. Te wszystkie formy wychodzenia w kierunku drugiej osoby pod kątem dobra nie sięgają tak daleko jak miłość oblubieńcza. Czymś więcej jest dać siebie, aniżeli tylko chcieć dobra - choćby nawet przez to drugie ja stawało się jakby moim własnym, jak w przyjaźni. (...) Kiedy miłość oblubieńcza wejdzie w tę relację międzyosobową, wówczas powstaje coś innego niż przyjaźń - mianowicie wzajemne oddanie się osób".
Gdy czytała te słowa, miała wrażenie, że ktoś wreszcie nazwał to, co czuła już od tak dawna. Kochała Zbyszka i dlatego pragnęła dać mu wszystko, co ma - siebie. I pragnęła też owoców tego podarunku. Cieszyła się, że Zbyszek myśli podobnie. Czuła, że może się na nim oprzeć i dlatego także teraz, przy tej czwartej ciąży była w znakomitym nastroju. "Jeszcze tylko trochę i będzie po wszystkim" - myślała, pakując rzeczy.
Usłyszała kroki na schodach i dźwięk klucza przekręcanego w zamku.
- Jestem już, taksówka czeka - powiedział Zbyszek na powitanie i pocałował ją w policzek. Wziął walizeczkę i poszli.
Kilkanaście minut później byli już w szpitalu.
- Trzymaj się, kochanie - powiedział Zbyszek. Nie znosił tych rozstań, a jeszcze gorzej było z czekaniem. "Jeśli małżeństwo jest razem przy poczęciu, to dlaczego nie może być razem przy narodzinach" - zżymał się w duchu. Ale starał się przynajmniej na zewnątrz nie okazywać niezadowolenia. Nie chciał martwić Ani. "Wystarczy jej, że musi użerać się z tymi lekarzami" - myślał i milczał. Pocałował ją jeszcze raz i patrzył, jak znika za drzwiami.
Po drugiej stronie na Ankę czekał już lekarz.
- Od dawna są skurcze? - zapytał.
- Od kilku godzin, czuję, że dziecko już chce wychodzić.
- Co pani może wiedzieć, ile pani dzieci rodziła?
- To jest czwarte
- Królica - powiedział pod nosem lekarz, a głośno dodał - a ja odbieram już tysięcznektóreś. Bez strachu, mamy jeszcze dużo czasu.
- Panie doktorze, mówię panu, to już!
- Spokojnie. Siostro, proszę dać tej pani zastrzyk.
Anka był bezradna. Nie miała siły z nimi walczyć. Nie minęła godzina, a okazało się, że jednak racja była po jej stronie.
Poród trwał krótko. Urodziła się dziewczynka. Anka czuła, że coś jest nie tak.
- Co z dzieckiem?
Lekarz po chwili milczenia podał jej malutkie, sine ciałko, na którym gdzieniegdzie widać było wybroczyny.
- Była owinięta pępowiną - powiedział. - Żyje, ale jej stan jest ciężki.

Cdn.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

2003-12-31 00:00

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Tak wygląda Kościół w drodze, ubogi, posłany, skuteczny mocą nie swoją

[ TEMATY ]

Ks. Krzysztof Młotek

Glossa Marginalia

pexels.com

Agur, autor tej części Księgi Przysłów, zaczyna od zdania, które mogłoby otwierać każdy traktat o Objawieniu: „każde słowo Boga w ogniu wypróbowane”. Metalurgiczna metafora mówi o słowie bez domieszek. Na takim słowie można się oprzeć jak na tarczy. Zaraz potem przychodzi przestroga, która przez wieki strzegła kanonu: „do słów Jego nic nie dodawaj, by cię nie skarcił i nie uznał za kłamcę”. Pismo zna własną klauzulę integralności (por. Pwt 4,2; Ap 22,18-19). Człowiek jest sługą Objawienia. Ta zasada nieprzekraczalności depozytu odezwie się po wiekach w kościelnym rozumieniu depositum fidei (por. glossę na 17 IX). Potem następuje modlitwa, jedna z najmądrzejszych w całej Biblii: „nie dawaj mi bogactwa ni nędzy, żyw mnie chlebem niezbędnym”. Agur prosi o środek z trzeźwej znajomości serca. Sytość kusi pychą: „kto jest Pan?”. Nędza kusi rozpaczą i kradzieżą, „i splamię imię mego Boga”. Obie skrajności mają tę samą cenę, zapomnienie o Bogu. Prośba o „chleb niezbędny” jest starszą siostrą prośby z Modlitwy Pańskiej o chleb powszedni. Dzisiejszy patron dopisał do tej perykopy własny komentarz życiem. Ojciec Pio, kapucyn związany ślubem ubóstwa, człowiek, przez którego ręce przeszły miliony na Dom Ulgi w Cierpieniu, sam nie zatrzymał nic. Ubóstwo ewangeliczne jest wolnością od dóbr. Kto prosi o chleb niezbędny, temu Bóg może powierzyć wielkie dzieła, bo serce pozostaje puste dla Niego samego.
CZYTAJ DALEJ

Rodzina Jezusa ma jeden znak rozpoznawczy, posłuszne słuchanie

[ TEMATY ]

Ks. Krzysztof Młotek

Glossa Marginalia

Karol Porwich/Niedziela

Księga Przysłów daje dziś wiązankę sentencji, a pierwsza z nich należy do najodważniejszych zdań teologii politycznej Starego Testamentu: „serce króla w ręku Pana jak płynąca woda; On zwraca je, dokąd sam chce”. Starożytny władca uchodził za pana nieodwołalnych postanowień. Mędrzec spokojnie stwierdza, że i to serce jest gliną w ręku Boga. Zdanie to stało się ulubionym wersetem chrześcijańskiej refleksji o władzy, bo żaden dekret nie zapada poza Opatrznością. Druga sentencja przenosi wzrok z tronu do wnętrza człowieka: „każdego droga zdaje się prawa w jego oczach, lecz Pan waży serca”. Samousprawiedliwienie jest najstarszą z ludzkich sztuk. Bóg jednak waży serca. Stąd wniosek, który prorocy powtórzą wielokrotnie: „postępowanie uczciwe i prawe milsze Panu niż krwawa ofiara”. Kult nie może być przykrywką dla niesprawiedliwości, bo pierwszą liturgią jest sprawiedliwe życie (zob. glossę na 21 IX o Oz 6,6). Końcowe wersety schodzą do konkretu, który boli: „kto uszy zatyka na krzyk ubogiego, sam będzie wołał bez skutku”. Miara miłosierdzia okazanego staje się miarą miłosierdzia otrzymanego. To ta sama zasada, którą Jezus ujmie w błogosławieństwie miłosiernych i w przypowieści o nielitościwym dłużniku (por. glosę na 13 IX). Mędrzec opisuje tu prawo duchowej akustyki. Głuchota na ubogich wraca echem w godzinie własnej biedy.
CZYTAJ DALEJ

Leon XIV przybędzie do Francji, gdzie rośnie liczba osób, które przyciąga wiara

2026-09-23 09:02

[ TEMATY ]

wiara

Leon XIV we Francji

Vatican Media

W dniach poprzedzających wizytę Papieża we Francji narasta oczekiwanie, wykraczające poza wspólnoty katolickie. Ks. Roger Villegas ze Zgromadzenia Legionistów Chrystusa, rektor bazyliki Notre-Dame de Boulogne, podkreśla rosnącą liczbę młodych i dorosłych, których pociąga wiara, oraz wzrost liczby próśb o chrzest. Jego zdaniem papieska wizyta w Paryżu, Saint-Denis, Lourdes i Metz ukaże cztery różne oblicza Francji, naznaczonej różnorodnością, cierpieniem, poszukiwaniem jedności i nadzieją.

„Francja przeżywa dni poprzedzające wizytę Leona XIV jako czas oczekiwania w atmosferze przypominającej Adwent lub mające się rozpocząć Światowe Dni Młodzieży. Przy czym nie chodzi tylko o ludzi regularnie uczestniczących w życiu Kościoła” - mówi pochodzący z Kolumbii ks. Villegas. Zaznacza, że przygotowania nie ograniczają się do organizacji spotkań. Zmierzają do tego, aby przygotować ludzi do przeżywania wizyty jako wydarzenia wiary. Podkreśla, że entuzjazm ogarnął również ludzi, którzy nie są katolikami.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję