Krzysztof Tadej: W czasie transmisji telewizyjnej z Konkursu Chopinowskiego widzowie zobaczyli, że przed wyjściem na scenę przeżegnał się Pan, czyli zrobił Pan znak krzyża...
Piotr Pawlak: To było coś naturalnego. Nie wstydzę się wiary. Dla mnie jest ona bardzo ważna. Wiedziałem, że w kuluarach są kamery, ale nie miało to znaczenia. Znak krzyża lub modlitwa do Boga z prośbą o wsparcie to coś oczywistego. Zawsze czynię tak przed koncertem. W pracy pianisty, w czasie koncertów, dzieje się coś nadzwyczajnego, coś ponad to, co ludzkie. Dlatego zwracam się o wsparcie do Boga, żeby pomógł mi w sięganiu do tego, co mistyczne. W czasie Konkursu Chopinowskiego prosiłem Boga, żeby pokierował mnie dobrą ścieżką. Każdy z pianistów wychodził na scenę Filharmonii Narodowej w Warszawie jedynie na pół godziny. Od tych zaledwie 30 minut mogło zależeć kolejne kilkadziesiąt lat jego życia, to, jak potoczą się jego artystyczne losy. Dlatego prosiłem Boga, żeby mnie prowadził i żebym znalazł się w takim miejscu, jakie dla mnie przeznaczył.
W internecie ktoś niedawno napisał: „Wszyscy zachwycają się Piotrem Pawlakiem, znanym pianistą. A ja słuchałem tego człowieka za darmo. W moim kościele jest organistą”. Czy to prawda?
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Reklama
W tym wpisie jest trochę prawdy i trochę nieprawdy, ponieważ nigdy nie pracowałem jako organista, ale faktycznie dosyć regularnie gram na organach do Mszy św. w mojej parafii – św. Teresy od Dzieciątka Jezus w Gdańsku. Nie mamy w tej chwili stałego organisty, więc kiedy jestem na Mszy św. i widzę, że nie ma nikogo przy organach, to idę i gram. Oczywiście, za zgodą mojego proboszcza – ks. kan. Andrzeja Bemowskiego. Bardzo mnie cieszy, że mogę pomóc w tym, by liturgia była bogatsza.
Brał Pan udział w wielu konkursach. Wcześniej zwyciężył Pan w V Międzynarodowym Konkursie Pianistycznym im. Maj Lind w Helsinkach i XI Międzynarodowym Konkursie Chopinowskim w Darmstadt. Międzynarodowy Konkurs Pianistyczny im. Fryderyka Chopina był jednak szczególnym wydarzeniem w Pana życiu. Dlaczego?
Jeżeli chodzi o muzykę Fryderyka Chopina, to jest to najważniejszy konkurs na świecie. Z kolei jeśli myślimy o wszystkich konkursach muzycznych, to jest to jeden z najważniejszych konkursów. Chociaż, powiem szczerze, dla mnie każdy konkurs muzyczny to zło konieczne.
Żartuje Pan?
Nie. Taka jest prawda. We współczesnym świecie udział w konkursach to jeden z nielicznych sposobów, który daje szansę przebicia się na szczyt. Zwycięstwo lub inne nagrody dają dostęp do sal koncertowych i możliwość grania z najlepszymi orkiestrami i dyrygentami. To również szansa na pokazanie się szerszej publiczności. Podczas konkursów są krytycy, menedżerowie, co może się później okazać bardzo korzystne. A celem pianisty jest właśnie granie koncertów i przekazywanie muzyki publiczności. To jest nasza praca. W ten sposób zarabiamy i z tego się utrzymujemy. Dlatego udział w konkursach to w naszym zawodzie konieczność.
Reklama
Dla ludzi spoza tej branży jest to trudne do zrozumienia, ale mając 27 lat, jestem de facto starym człowiekiem. W większości konkursów muzycznych jest ograniczenie wiekowe i można w nich wystąpić, jeśli nie przekroczyło się 30 lat. Dla mnie, z powodu wieku, był to ostatni wielki konkurs, w którym mogłem wziąć udział. Muszę się prawdopodobnie pogodzić z tym, że nie uda mi się zbudować międzynarodowej kariery. W świecie muzycznym znane są tylko nieliczne przypadki osób, które bez konkursów i nagród zawojowały świat. Takie osoby można policzyć na palcach jednej ręki. Teraz, niestety, muszę mierzyć siły na zamiary.
Wiedziałem więc, że to jest mój ostatni Konkurs Chopinowski. Występowałem już w poprzednim konkursie. Zastanawiałem się, czy teraz zrobić to samo. Wiedziałem, ile mnie to kosztowało zdrowia psychicznego i fizycznego, ile poświęceń i wyrzeczeń. Ile trzeba poświęcić czasu na przygotowania. A przecież mogłem zakończyć udział już po pierwszym etapie. Jedno jest pewne – udział w konkursie wiąże się z ogromnym nakładem pracy, z wieloma godzinami poświęconymi na przygotowania.
Kiedy zaczął się Pan przygotowywać do tego konkursu?
Od razu muszę zastrzec, że w pewnym sensie przygotowanie do konkursu trwa przez całe życie. Repertuar konkursowy zbiera się i gra przez lata. Później trudno odróżnić, który utwór był przygotowywany specjalnie na ten konkurs. Ale szczegółowe i intensywne przygotowania do Konkursu Chopinowskiego w Warszawie rozpocząłem na początku 2025 r. Planowałem też swoje koncerty tak, żeby wykonywany repertuar był jednocześnie przygotowaniem do konkursu. Im bliżej było do jego rozpoczęcia, tym bardziej wsłuchiwałem się też w swoje ciało. Chodziło o to, żeby jak najwięcej pracować, ale się nie przepracować.
Reklama
Jedyna Polka w konkursie – Zuzanna Sejbuk powiedziała, że emocje związane z występem na scenie były tak duże, iż nie pamięta swojego występu z wyjątkiem samego zakończenia. Wtedy była przekonana, że wszystko się udało. A Pan?
U mnie działo się coś odwrotnego. Ja zapamiętuję mnóstwo szczegółów. Zarówno jeśli chodzi o miejsce, publiczność, jak i o samą grę. Doskonale pamiętam np., gdzie się zawahałem, gdzie coś zrobiłem niezgodnie z planem, gdzie się pomyliłem. Jak słucham z kimś nagrania, to mówię: „Za 5 sekund będzie obcy dźwięk”. Moi znajomi są zdumieni, że tak wszystko dokładnie pamiętam. Ale tak się dzieje, gdy towarzyszą mi silne emocje. Pamiętam też dobrze, w którym momencie zadzwonił telefon, gdy grałem w drugim etapie. Ktoś z publiczności go nie wyłączył.
Bardzo się Pan wtedy zdenerwował?
Ten telefon zadzwonił w jednym z najpiękniejszych momentów utworu. Pomyślałem: jak przykro, jaka szkoda... Wiadomo, że jesteśmy w stanie najbardziej docenić utwór, kiedy go przeżywamy, kiedy nic nas nie rozprasza. Jeśli zadzwoni telefon, to po prostu tego utworu i tych mistycznych chwil nie przeżyjemy. Nie mówiąc już o jurorach, którym to może zakłócić ocenę grania tego fragmentu.
Jak wygląda życie po Konkursie Chopinowskim? Czy udział w nim pomógł Panu w karierze?
Reklama
Będzie to można ocenić dopiero z perspektywy kilku lat. A teraz? Na przykład liczba osób obserwujących mój profil na Instagramie wzrosła z 1,2 tys. do ponad 9 tys. Ale czy to będzie miało wpływ na moją karierę? Czy będę grał w bardziej prestiżowych miejscach i salach? Nie wiem. Dostałem teraz kilka zaproszeń na koncerty, ale może to jest tylko krótkotrwały efekt. Może ludzie zapomną o Piotrze Pawlaku.
Inny polski uczestnik ubiegłorocznego Konkursu Chopinowskiego – Andrzej Wierciński powiedział, że minusem zawodu pianisty jest samotność. On ćwiczy w samotności 6-7 godzin dziennie...
Tak powiedział? Cóż, każdy jest trochę innym człowiekiem. Dla mnie ta samotność to zaleta. Jestem osobą, która lubi sama pracować. Najlepiej jest wtedy, gdy nikt mi nie przeszkadza. Dla mnie najtrudniejszy w zawodzie pianisty jest brak stabilności. To jest praca, w której bardzo ciężko przewidzieć, co będzie dalej. Nie pracujemy „na etacie”. Nie wiemy, co będziemy robić w kolejnych latach. Musimy mieć cały czas plan B. Może się zdarzyć, że nie uda się rozwinąć kariery artystycznej, która umożliwi życie z koncertów. To powoduje, że mamy długofalowy stres. W chwili, gdy rozmawiamy, mam zaplanowane cztery koncerty na 2026 r. Ostatni we wrześniu. To nie jest dużo i to jest problem w naszym zawodzie. Żyjemy w ciągłej niepewności. Może się okazać, że te cztery występy, które mam umówione, to jest wszystko, i wtedy będę musiał się zastanawiać, skąd wziąć pieniądze, żeby zapłacić za prąd.
A co jest najpiękniejsze w tym zawodzie?
Dotykanie czegoś nadprzyrodzonego. Muzyka jest nośnikiem komunikacji, która z jednej strony nie przekazuje żadnych słów, ale z drugiej – potrafi mnóstwo opowiedzieć i wywołać emocje. To widzimy w reakcjach publiczności. Niektórzy płaczą, inni się radują, czasami są to odczucia religijne. Muzyka to tajemnica. Piękna i pociągająca. I z tym pięknem pragnę żyć. Tak prowadzić swoje życie, by robić to, co kocham, i osiągać to, co jest w moim zasięgu. Staram się nie marnować talentu, który otrzymałem od Boga. Pragnę go rozwijać, żeby ludzie z tego korzystali. Nie żyje się przecież tylko dla siebie, zwłaszcza gdy wykonuje się ten zawód.
Piotr Pawlak absolwent Akademii Muzycznej w Gdańsku i Uniwersytetu Gdańskiego (na tej uczelni obronił pracę magisterską z matematyki). Jest laureatem V Międzynarodowego Konkursu Pianistycznego im. Maj Lind w Helsinkach oraz XI Międzynarodowego Konkursu Chopinowskiego w Darmstadt.
