Z wielu stron docierają do nas hasła, żebyśmy wreszcie wyszli ze swojej strefy komfortu, bo tylko w ten sposób coś osiągniemy, będziemy się rozwijać, nie utkniemy w marazmie itd. Nowe wyzwania, otwarcie się na nieznane, ciągłe stawianie na zmiany powinny być dla nas czymś oczywistym. No właśnie – czy na pewno?
Strefa komfortu
Chyba zbyt łatwo daliśmy sobie wmówić, że strefa komfortu jest czymś niewłaściwym, miejscem stagnacji, w którym tkwią ci, którzy nigdy nie sięgną po sukces. Biorąc jednak pod uwagę, jak wiele osób żyje dziś w stanie ciągłego stresu, ilu ludzi jest przygnębionych, sfrustrowanych, zmęczonych, dręczonych poczuciem winy, warto się chyba zastanowić, czy nieustanne wychodzenie ze strefy komfortu naprawdę nam służy.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Co to za stan?
Strefa komfortu jest przestrzenią, w której mamy poczucie bezpieczeństwa. Tu mamy kontrolę nad swoim środowiskiem, a nasz poziom stresu spada. To właśnie tutaj „ładujemy akumulatory”, odzyskujemy wiarę w siebie i po prostu odpoczywamy. Nieprawdą jest, że tylko pod wpływem stresu myślimy twórczo – wręcz przeciwnie: najbardziej kreatywni jesteśmy wtedy, kiedy czujemy się bezpiecznie. Dlaczego? Ponieważ obniża się poziom kortyzolu, co sprawia, że myślimy jaśniej i więcej dostrzegamy. Robiąc rzeczy dobrze nam znane, wcale się nie uwsteczniamy, ale doskonalimy nasze umiejętności, a nawet osiągamy w nich mistrzostwo i do tego wzmacniamy wiarę we własne możliwości.
Co nam daje?
Szanując swoją strefę komfortu i dbając o nią, chronimy jednocześnie samych siebie. Zbieramy też siły na moment, kiedy uznamy, że nadszedł czas, by zmienić w naszym życiu coś, co nam nie służy. Bo nie chodzi też o to, żeby całkowicie zrezygnować z rozwoju i otwierania się na to, co nowe – ważne, by robić to z rozsądkiem. Zmiany są w naszym życiu czymś naturalnym i nie ma potrzeby sztucznie ich wywoływać. /kjk
Emocjonalny kocyk
Czy zdarza ci się w kółko oglądać ten sam serial lub film, albo często wracać do kilku wybranych książek, choć akcję znasz już na pamięć? Dobra wiadomość: takie działanie pomaga uregulować twój układ nerwowy. W jaki sposób? Twój mózg czuje się bezpiecznie, gdy docierają do niego znane informacje. Znajome treści nie wymagają dużego wysiłku mentalnego. Dzięki temu obniża się aktywność ciała migdałowatego (które jest nastawione na wykrywanie zagrożeń) i spada poziom kortyzolu. Sięgając po to, co znane, fundujesz sobie powrót do bezpiecznego świata – taki samouspokajający mechanizm pomaga radzić sobie w trudnych sytuacjach, podczas wypalenia, stresu czy żałoby. Nie tylko filmy czy książki „niosące pocieszenie”, ale też np. ukochane robótki ręczne, majsterkowanie czy ulubione jedzenie działają jak emocjonalny kocyk i warto je mieć w zanadrzu.
