Naród, który nie chce karmić swojej armii, będzie karmić cudzą” – te słowa Napoleona Bonaparte stały się szczególnie aktualne po pełnoekranowej agresji Rosji na Ukrainę w 2022 r. Polskie władze odpowiedziały na to wojenne wyzwanie radykalnie zwiększając wydatki na zbrojenia, ale ani same pieniądze, ani nawet sprzęt nie obronią istnienia państwa i narodu. Do sprzętu potrzebni są ludzie i wyszkolone rezerwy, bo wszystkie większe wojny wygrywają właśnie rezerwy, a nie armie zawodowe. – W Polsce zaniedbano szkolenia rezerw osobowych, a armia bez rezerw jest armią jednorazowego użytku – mówi gen. Leon Komornicki, były zastępca szefa Sztabu Generalnego Wojska Polskiego.
Reklama
Państwa takie jak Szwecja, Finlandia, Dania, Turcja, a także Bałtowie cały czas mają powszechny obowiązek służby wojskowej. Ostatnio taki obowiązek przegłosowany też został w Chorwacji, a w Niemczech prowadzona jest żywa dyskusja na ten temat. W Polsce zrezygnowano z poboru do wojska w czasach pierwszego rządu PO-PSL, kilka miesięcy po tym, jak Rosja zaatakowała Gruzję. Obecnie o przywróceniu służby wojskowej mówią jedynie wojskowi i eksperci, a politycy unikają tego tematu jak ognia. – Wszyscy europejscy sąsiedzi Rosji mają obowiązkową służbę wojskową, a Polska jakby żyła na księżycu. Efekt jest taki, że prawie 38-milionowa Polska wystawia 230 tys. wojska, a 5-milionowa Finlandia ma do dyspozycji 300 tys. żołnierzy – mówi prof. Przemysław Żurawski vel Grajewski, politolog i ekspert ds. obronności.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Rekordowe wezwania
Z początkiem lutego ruszyła największa od lat kwalifikacja wojskowa, która obejmuje 235 tys. osób. To rekordowa skala, bo na badania i weryfikację danych mają trafić nie tylko młodzi mężczyźni urodzeni w 2007 r., lecz także część starszych roczników, ochotnicy oraz kobiety. Obok mężczyzn kończących 19 lat kwalifikacji podlegają także kobiety urodzone w latach 1999 – 2007, mające wykształcenie uznawane za przydatne w wojsku, m.in. medyczne, psychologiczne, weterynaryjne, a także diagnosty laboratoryjnego, informatyka, nawigatora i tłumacza. W ten sposób wojsko aktualizuje bazę specjalistów, którzy w sytuacji kryzysowej mogliby zostać wykorzystani w strukturach obronnych państwa. – To wynika z Ustawy o obronie Ojczyzny, która weszła w życie w 2022 r. – tłumaczy kpt. Przemysław Domanowski z Wojskowego Centrum Rekrutacji.
Reklama
Przed komisją powinni stawić się także mężczyźni z roczników 2002-06, którzy dotąd nie otrzymali kategorii zdolności do służby, oraz ci, którzy na poprzednich kwalifikacjach zostali uznani za czasowo niezdolnych do służby wojskowej. Do kwalifikacji mogą się zgłosić również ochotnicy do służby wojskowej, jeżeli ukończyli co najmniej 18 lat, w tym kobiety, niezależnie od posiadanych kwalifikacji i wykształcenia, do końca roku kalendarzowego, w którym kończą 60 lat. Kluczowym elementem kwalifikacji wojskowej jest badanie medyczne i psychologiczne oceniające ogólną zdolność kandydatów do ewentualnej służby wojskowej. Należy podkreślić, że to nie pobór do wojska, tylko procedura, która kończy się nadaniem kategorii zdolności do służby wojskowej. Co ważne, nieotrzymanie wezwania nie zwalnia osoby od obowiązku stawienia się przed komisją wojskową do końca kwietnia 2026 r.
Atrakcyjna szkoła życia
Wojsko od lat przeprowadza spis młodych Polaków pod względem przydatności wojskowej i zachęca do służby, ale o jej obowiązku nikt oficjalnie nie mówi. Od wybuchu wojny w 2022 r. robią to jednak eksperci oraz emerytowani wojskowi, którzy wiedzą, że przy naszym potencjale demograficznym musi być system regularnego szkolenia rezerw. Instytut Flanki Wschodniej wspólnie z Instytutem Sobieskiego przygotowały nawet raport o powszechnej służbie obrony państwa i potrzebie odbudowy rezerw wojskowych. „Nie możemy dalej polegać jedynie na archaicznej idei armii zawodowej. Musimy na nowo zaangażować obywateli w służbę państwu i sprawić, by była ona przedmiotem dumy, a nie przykrym obowiązkiem” – wskazują autorzy raportu.
Reklama
Armia zawodowa w środowisku geopolitycznym, w którym znajduje się Polska, jest jedynie epizodem z czasów złudnej koncepcji tzw. końca historii, czyli Europy bez wojen, gdy wystarczyła niewielka zawodowa armia do ekspedycyjnych działań wojskowych np. w Iraku czy Afganistanie. Nadeszły czasy, gdy na poważnie trzeba zająć się obroną polskiego terytorium. Zdaniem gen. Komornickiego, w Polsce należy przywrócić szkolenia wojskowe, które trwałyby np. 8 miesięcy. – Służba wojskowa powinna być bardzo atrakcyjną szkołą życia, w której obywatel odkrywa siebie, swoje zdolności, aspiracje i uczy się działania w zespole. To nie może być strata czasu, ale ma być wartość dodana dla kwalifikacji każdego obywatela, który dostaje przydział do struktur rezerwowych Wojska Polskiego – tłumaczy gen. Komornicki.
W pierwszej spójnej koncepcji powołania do życia rezerw dla armii oraz kadrowego zaplecza państwa przedstawiono propozycję kilkumiesięcznych szkoleń podstawowych, a później, co jakiś, czas szkoleń okresowych. Na przykład w Szwajcarii szkolenie podstawowe trwa 3 miesiące i najczęściej odbywa się je po szkole średniej. W kolejnych latach wojskowy jest zobowiązany do odbycia jeszcze 6 miesięcy szkoleń, które można rozłożyć w czasie na kilka lat. – W Polsce nie mamy warunków, kadry i odpowiedniej bazy, by szkolić całe roczniki. Trzeba więc stworzyć elastyczny system szkoleń, np. tak jak zrobiono to w 2015 r. w Szwecji. Efekt jest taki, że Szwedzi chcą służyć w armii, bo ta służba jest elementem nobilitacji społecznej i zawodowej – podkreśla Marek Budzisz, analityk ds. obronności i ekspert Instytutu Wschodniej Flanki.
Potrzebujemy milionowej armii
Powszechny system szkoleń wojskowych i odpowiednia służba cywilna to budowanie systemu odporności państwa, a także element odstraszania potencjalnych agresorów. – Jeżeli będziemy mieli dużą rezerwę przeszkolonych żołnierzy, a nasi obywatele będą wiedzieć, jak się zachować w czasie wojny, to zwiększymy szansę na to, że nasz przeciwnik zrezygnuje z agresji na Polskę. Jeśli jednak Polacy będą mówić, że będą uciekać, gdy wybuchnie wojna, to przecież zwiększą ryzyko i zachęcą do ataku na Polskę – wskazuje Budzisz.
Niestety, politycy praktycznie wszystkich opcji boją się mówić o przywróceniu obowiązkowej służby wojskowej, która została zawieszona w 2009 r. Wszyscy wokół przywrócili ten obowiązek, a my w Polsce nie mamy rezerw wojskowych i nadal czekamy. – Armia rezerwowa jest niezbędna. Mnie nie interesuje, ile wojska będziemy mieli w czasie pokoju. Mnie interesuje, jaką armię będziemy mieli na czas wojny, a na ten czas musimy mieć minimum milionową armię. Finlandia ma 5,5 mln obywateli, a w czasie 180 dni może wystawić 900-tysięczną armię. Nie wierzę w to, że 38-milionowa Polska nie może wystawić milionowej armii – uważa gen. Jarosław Gromadziński, były dowódca Eurokorpusu oraz współautor raportu Instytutu Wschodniej Flanki.
Wojsko toczy tylko bitwy, ale wojnę prowadzi całe państwo. Państwo to sprawna administracja, różne służby i przede wszystkim naród, który jest zapleczem dla wojska i odpowiada za odporność całego państwa. Tego wszystkiego nie da się kupić, pożyczyć czy wynająć. Nasza historia jednoznacznie potwierdza, że bez zaangażowania narodu ojczyzna zbyt często przegrywa wojny, a wtedy naród traci swoje suwerenne państwo.
