Reklama

Wiara

Przyszedł między nas

O wymownej symbolice i sile sztuki, która potrafi przyprowadzić po latach do kratek konfesjonału, z dr. Dariuszem Karłowiczem rozmawia Łukasz Krzysztofka.

Niedziela Ogólnopolska 2/2026, str. 28-29

[ TEMATY ]

sztuka

Adobe Stock

Dr Dariusz Karłowicz filozof, wykładowca, publicysta, wydawca książek. Współzałożyciel i redaktor naczelny „Teologii Politycznej”

Dr Dariusz Karłowicz
filozof, wykładowca, publicysta,
wydawca książek. Współzałożyciel
i redaktor naczelny „Teologii
Politycznej”

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Łukasz Krzysztofka: Do 15 stycznia w podziemiach katedry warszawsko-praskiej oglądać możemy czwartą już odsłonę projektu Teologii Politycznej „Namalować katolicyzm od nowa”, poświęconą tajemnicy Bożego Narodzenia. Jakim szlakiem tematycznym podążają uczestnicy projektu?

Dr Dariusz Karłowicz: Kroczymy tropem tajemnic różańcowych. Chcieliśmy dobrze zacząć, zaczęliśmy więc od obrazów Chrystusa Miłosiernego. Od tej pory idziemy szlakiem tajemnic różańcowych i jesteśmy teraz przy trzeciej radosnej, czyli Bożym Narodzeniu. Umówiliśmy się z artystami, że namalują po dwa obrazy. Jeden duży, monumentalny na potrzeby świątyń, a drugi przeznaczony do modlitwy prywatnej, domowej. Tak, żeby można było je kupić i umieścić w domu tam, gdzie się modlimy, gdzie chcemy, żeby nam taki obraz towarzyszył. Cel jest bardzo prosty. Naszym marzeniem jest rozwiązanie dwóch kwestii, które wydają się nam istotne.

Jakie to kwestie?

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Reklama

Po pierwsze – powrót do kościołów współczesnej sztuki o wysokiej jakości artystycznej. I to się już dzieje. Druga kwestia to pytanie o źródła utrzymania artysty, który poświęci się uprawianiu sztuki sakralnej. Tak, to prawda, finanse to nie wszystko, a brak zamówień to tylko jedna z przyczyn kryzysu sztuki sakralnej. Ale zarazem trudno mieć wątpliwości, że jak nie ma zamówień, to sztuka nie powstaje, a jeśli już, to akcydentalnie, na marginesie. Sztuka sakralna to jest poważna, bardzo trudna dziedzina. Żeby zająć się nią serio, trzeba mieć czas, bo każdy obraz – o czym przekonaliśmy się, przygotowując się do kolejnych etapów naszego projektu – wymaga bardzo solidnych studiów.

Czy artystom łatwo było wejść w tematykę Bożego Narodzenia? Jak podeszli do tematu?

Malarze spojrzeli na to bardzo różnie, ale wszyscy z niezwykłą, jak co roku, powagą i z rozmachem, no i z wielkim talentem, bo pracują z nami pierwszorzędni artyści. Tym razem umówiliśmy się, że duży obraz będzie przedstawiał Boże Narodzenie, a mały – temat bardzo ściśle powiązany z Bożym Narodzeniem, czyli adorację Dzieciątka.

Z akcentem na relację Matki Bożej i Nowonarodzonego Zbawiciela?

Tak, to popularny trop w sztuce sakralnej Zachodu. Wielka i piękna tradycja. Maryja jest sam na sam z Dzieciątkiem, czasami pojawia się św. Józef, ale chodzi przede wszystkim o medytację Matki Bożej nad Dzieciątkiem Jezus. Nasi malarze – przynajmniej duża część z nich – zdecydowali się właśnie taki mniejszy obraz namalować.

Jak wyglądały przygotowania?

Jak co roku organizowaliśmy warsztaty, na które zapraszamy wybitnych teologów, biblistów, historyków sztuki, którzy tłumaczą, co o kolejnej tajemnicy mówią Pismo i Tradycja, w tym świetna tradycja malarska. Tego nie uczy się na studiach artystycznych – zresztą nie tylko artystycznych.

Reklama

Ale można też powiedzieć, że do Bożego Narodzenia przygotowywaliśmy się przez 3 lata. Tak prowadzi Różaniec. Zaczęliśmy od Zwiastowania. Od inkarnacji – momentu, w którym, jak określił to św. Jan, Słowo stało się Ciałem. Potem było Nawiedzenie. Niezwykłe, pełne czułości spotkanie dwóch bliskich sobie kobiet, a zarazem pierwsze spotkanie Mesjasza z ostatnim prorokiem Starego Testamentu. Radosna tajemnica zatacza coraz szersze kręgi, ale nie jest jeszcze jawna. Nawiedzenie to spotkanie dwóch kobiet, które widzą rzeczy zakryte dla świata.

Z konsekwencjami, które zmienią diametralnie losy świata...

I to staje się jawne w Betlejem. Scena Narodzenia to chwila, kiedy wcielony Bóg ukazuje się światu. Od razu na swój paradoksalny sposób – bez piorunów, bez grzmotów, bez oznak ziemskiej potęgi. I to nie tylko wybranym, ale całemu światu. Począwszy od tych, których autor pięknej polskiej kolędy nazywa „prostotą”, a więc nas, zwykłych, normalnych ludzi, którzy zostajemy zaproszeni do kolebki Króla królów, aż po wielkich mędrców, wielkich tego świata – wielkich również duchem i przenikliwością. Tych wszystkich zapraszają prorocy i aniołowie, by przyszli pokłonić się Panu.

Ale przychodzi też przecież cały świat zwierzęcy. Co on oznacza?

Reklama

To jest bardzo intrygujące. To ważny sygnał. Nie chodzi tu o naiwny, sentymentalny przekaz, do którego – jak się nam nieraz zarzuca – sprowadzamy Boże Narodzenie. Nie, to są wielkie symbole. To idzie od fragmentu Izajasza (por. 1, 3), w którym mądrość domowych zwierząt, które z łatwością rozpoznają swego pana, ma zawstydzić nierozumnych ludzi. No ale chodzi tu również o uniwersalność. O to, że Bóg przychodzi do całego świata. Bo jak się przyjęło, wół symbolizuje Izrael, a osioł – świat pogański. To po pierwsze. Ale przecież nie tylko o symbole idzie. Narodzonemu kłaniają się zarówno zwierzęta, jak i aniołowie – cały świat. No i wcale nierzadko mamy tu też baranka, który przypomina o ofierze Chrystusa. W tradycji malarskiej tajemnice radosne bardzo często oglądane się w perspektywie paschalnej. Nasi artyści są zresztą temu spojrzeniu wierni.

Mamy do tego gwiazdę. Może być przewodnikiem?

Tak i od pewnego momentu także symbolem Chrystusa. Najpierw przyprowadza do Niego, a potem świeci odblaskiem Jego światła. Cała ta niezwykle złożona i piękna symbolika mówi o tym, że oto stajemy przed Światłem, które ostatecznie rozprasza ciemności, i że naprawdę ma miejsce to, na co Izrael czekał od pokoleń. Zresztą nie tylko Izrael, ale cały świat, a więc i tzw. świat pogański. Jako filozof, który wiele się zajmował starożytną filozofią i starożytną religią, jestem głęboko przekonany, że Betlejem to punkt omega w historii myśli i duchowości przedchrześcijańskiej. To widać w filozofii greckiej – ciągłe marzenie, by myśl, idea, rozum spotkały się z czynem, z ludzkim życiem i cielesnością w sposób, który byłby pozbawiony stałego pęknięcia, niedoskonałości. I to właśnie wydarza się w Betlejem.

Na początku października miał Pan możliwość przedstawić fragment owoców tegorocznej edycji projektu Ojcu Świętemu Leonowi XIV. Jaki obraz wręczył Pan w Watykanie papieżowi?

Reklama

Był to obraz Beaty Stankiewicz, który pokazuje Maryję z niezwykłą czułością pochyloną nad Dzieciątkiem. Uwaga skupiona jest na Maryi. Widać matczyną czułość, ale widać też głębię religijnej medytacji. Bardzo piękny obraz! Wydawało nam się, że doskonale reprezentuje nasze wysiłki odnowienia sztuki sakralnej, o których mogliśmy opowiedzieć Ojcu Świętemu.

Jak papież zareagował na obraz?

Mam wrażenie, że niezwykle życzliwie. Dobrze widać to na zdjęciu, które zrobił papieski fotograf. Papież jakby przytula obraz, kładzie na nim rękę, tak jakby podkreślał swój związek z tym przedstawieniem. Ojciec Święty jest człowiekiem – takie odnoszę wrażenie – ogromnej i nieudawanej uwagi, naprawdę słucha tych, z którymi rozmawia. W kończącym spotkanie podsumowaniu dokładnie sparafrazował to, co opowiedzieliśmy. No i – co najważniejsze – pobłogosławił nam, życząc pomyślności w przemienianiu kultury w duchu chrześcijańskim. To najpiękniejsze życzenia, jakie mogliśmy usłyszeć.

Z jakim odbiorem spotykają się prezentowane obrazy?

Przede wszystkim – żywym! Mam wrażenie, że dominują reakcje bardzo dobre, ale oczywiście, są i krytyczne. Sprawa jest ważna, więc wcale mnie to nie dziwi. Martwiłyby mnie cisza lub obojętność. Nasze początki – bo po czterech krokach można powiedzieć, że już na dobre zaczęliśmy – są bardzo obiecujące. Spotkaliśmy się z dużą życzliwością biskupów Romualda Kamińskiego i Jacka Grzybowskiego, ale także proboszczów wielu parafii. Zainteresowanie projektem jest ogromne. No i co najważniejsze – obrazy trafiają już do kościołów. Najbardziej krzepią mnie informacje, które dowodzą nie tylko intelektualnego czy estetycznego, ale i duchowego oddziaływania tych obrazów. Nie tak dawno do Fundacji św. Mikołaja odezwała się pani, która bardzo prosiła o sprzedanie jej plakatu jednej z poprzednich wystaw. Ten, kto odebrał telefon, powiedział, że to jest właściwie niemożliwe, bo przecież te plakaty nie były na sprzedaż. Pewnie tak by się to skończyło, gdyby ta pani nie zdecydowała się wyjawić powodu, dla którego dzwoni. Okazało się, że obejrzała plakat na przystanku i tak ją poruszył, że po wielu latach poszła do spowiedzi. To są rzeczy, które chrześcijaninowi starczą za dowód, że trzeba i że warto.

Dr Dariusz Karłowicz - filozof, wykładowca, publicysta, wydawca książek. Współzałożyciel i redaktor naczelny „Teologii Politycznej”

2026-01-05 15:51

Oceń: +1 -1

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Betlejem Polskie

Prezentowane jasełka powstały z inspiracji i w oparciu o utwór Lucjana Rydla BETLEJEM POLSKIE - napisany 108 lat temu, a wystawiony w 1905 r. w teatrze lwowskim, a następnie w krakowskim Teatrze Ludowym. Do 1939 r. w każdym sezonie widowisko wystawiane było także z powodzeniem na wielu innych scenach.
W jasełkach Rydla Jezus rodzi się w Polsce. Herod nie jest tylko władcą starożytnej Palestyny, lecz ciemiężycielem Polski. Trzej Królowie to Kazimierz Wielki, Władysław Jagiełło i Jan III Sobieski, a w ich orszaku idą do Dzieciątka postacie-symbole polskich walk i cierpień.
Dołączając do świątecznego numeru „Niedzieli” te jasełka, chcemy przypomnieć barwny Rydlowski fresk narodowych losów - uzupełniając go postaciami z historii XX wieku oraz tekstami kolęd, pastorałek i patriotycznych pieśni.
Pragniemy jednocześnie dostarczyć naszym rodzinom tekst, który w okresie Bożego Narodzenia może pomóc świątecznie spotkać się w rodzinnej wspólnocie i pielęgnować religijne i patriotyczne tradycje, a także stać się momentem ich przekazywania młodemu pokoleniu.
Wspólne wykonanie tych jasełek może bardzo ubogacić parafialne oraz inne spotkania opłatkowe (sprawdzone!). Aby osiągnąć ten cel, nie potrzeba dekoracji, strojów ani kostiumów. Wystarczy ustawiony na stole żłóbek lub bożonarodzeniowa kartka ze Świętą Rodziną i kilka osób (a nawet trzy lub dwie), które dzieląc się rolami, odczytają donośnie teksty przypisane poszczególnym postaciom - a wszyscy zebrani zaśpiewają wspólnie przedzielające je kolędy i pieśni.
Ewentualnie pasterzom można założyć kapelusze, a królom - korony (Herodowi - czarną). Inne rekwizyty można dodać według wyobraźni uczestników.
Redakcja

WSZYSCY (kolęda): Bóg się rodzi, moc truchleje, Pan niebiosów obnażony. Ogień krzepnie, blask ciemnieje, ma granice Nieskończony. Wzgardzony, okryty chwałą - śmiertelny Król nad wiekami. A Słowo ciałem się stało i mieszkało między nami. Cóż masz niebo nad ziemiany? Bóg porzucił szczęście twoje. Wszedł między lud ukochany, dzieląc z nim trudy i znoje. Niemało cierpiał, niemało. Żeśmy byli winni sami. A Słowo ciałem się stało i mieszkało między nami.
CZYTAJ DALEJ

Marszałku, wyjdź zza stodoły

2026-10-03 00:09

[ TEMATY ]

Samuel Pereira

Materiały własne autora

Samuel Pereira

Samuel Pereira

Oj, pycha kroczy przed upadkiem. Na piątkowej konferencji w Sejmie Krzysztof Nowina-Konopka z WPolsce24 jako jedyny na sali powiedział rzecz elementarną. Marszałek Włodzimierz Czarzasty występuje publicznie, na tle flag, przed kamerami, dziennikarzami, a za pośrednictwem mediów przed milionami Polaków i mówi o prezydencie „Karol Nawrocki”, a o prezesie Trybunału „Bogdan Święczkowski z Trybunału”. Tymczasem nikt do niego samego nie zwraca się „Włodzimierz Czarzasty z Sejmu”, tylko „panie marszałku”. Apel prosty: do ludzi na konstytucyjnych stanowiskach zwracać się adekwatnie. Oczywiste? Jak widać wciąż nie dla wszystkich.

I tu nie chodzi o żaden formalny przepis. Nikt nie wyciąga regulaminu Sejmu ani kodeksu dobrych manier. Zwrot „panie marszałku” nie jest grzecznościowym dodatkiem wobec Włodzimierza Czarzastego. Jest uznaniem powagi urzędu i Sejmu, który ten urząd reprezentuje. Tak samo „panie prezydencie” nie jest ukłonem wobec Karola Nawrockiego, tylko wobec głowy państwa. Kto mówi nazwiskiem i dopiskiem „z Trybunału”, nie obraża prywatnie człowieka, tylko odbiera powagę instytucji, którą tamten sprawuje z woli narodu albo z mocy ustawy. A kto sam nie chce być „Włodzimierzem Czarzastym z Sejmu”, dobrze wie, że tytuł nie należy do niego. Należy do izby.
CZYTAJ DALEJ

Transitus. Ostatnia droga Franciszka

2026-10-03 22:11

Marzena Cyfert

Transitus u franciszkanów na Kruczej we Wrocławiu

Transitus u franciszkanów na Kruczej we Wrocławiu

Zgasły światła, zostały świece. W kościele św. Karola Boromeusza franciszkanie i wierni zatrzymali się przy ostatnich chwilach Biedaczyny z Asyżu.

3 października podczas Transitus wspominano jego przejście z tego świata do życia wiecznego. Nabożeństwo rozpoczęło się hymnem do św. Franciszka. Następnie odczytano jego list do braci oraz opis błogosławionej śmierci, którego autorem jest brat Tomasz z Celano.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję