Reklama

Kościół

Z Jury Niegowa do Brazylii

O tym, czy szkoła trenerska UEFA pomaga w pracy misjonarza wśród pełnych temperamentu południowców, oraz o tym, że cierpliwość popłaca, opowiada ks. Piotr Pochopień.

Niedziela Ogólnopolska 31/2025, str. 26-27

[ TEMATY ]

Brazylia

Archiwum ks. Piotra Pochopnia

Dzieci zawsze pamiętają o proboszczu

Dzieci zawsze pamiętają o proboszczu

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Ks. Jarosław Grabowski: Czy można marzyć o byciu misjonarzem?

Ks. Piotr Pochopień: Myślę, że tak. Moje marzenie zrodziło się w kieleckim seminarium, kiedy powstało, a właściwie zostało odnowione kółko misyjne. Zostałem wysłany, wraz z kolegą, na pierwsze spotkanie kleryków – członków kół misyjnych do Niepokalanowa. Gdy zobaczyłem tę radość życia misjonarzy, ich zapał, sam zacząłem marzyć o tej posłudze. O szczegóły dopytywałem misjonarzy z naszej diecezji, którzy przyjeżdżali na urlop. Jednym z nich był ks. Marek Bzinkowski, który początkowo pracował na Ukrainie, koło Kamieńca Podolskiego. Zapytałem go, czy zimą mógłbym do niego przyjechać na miesięczną praktykę, a on się zgodził.

To było Księdza pierwsze doświadczenie misyjne?

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Tak. I z czasem to pragnienie zaczęło się nasilać. Gdy pracowałem w swojej pierwszej parafii – w Staromieściu niedaleko Częstochowy, na urlop przyjechał misjonarz z Brazylii, obecnie już nieżyjący ks. Jan Nowiński. Opowiadał mi, jak się tam pracuje. I wtedy postanowiłem sam podjąć tę posługę. Złożyłem podanie do biskupa, że chcę jechać do Brazylii na misje.

Ale na wyjazd do Brazylii trzeba było cierpliwie czekać...

Reklama

Z początku bp Kazimierz Ryczan nie chciał się zgodzić na mój wyjazd, mówił: jeszcze nie czas, musi ksiądz trochę „posiedzieć” w diecezji. Ja, z uporem, zanosiłem podanie co roku, ale za każdym razem spotykałem się z odpowiedzią: za rok. Szanowałem to. W tym czasie dokształcałem się w temacie misji i robiłem różne inne rzeczy, m.in. ukończyłem studia menadżerskie i z zarządzania. Od zawsze kochałem piłkę. W pierwsze wakacje, które spędzałem na parafii, dowiedziałem się, że niedaleko, w Niegowej, jest klub piłkarski...

Jura Niegowa.

Tak. Poszedłem tam pograć w piłkę; po meczu prezes klubu zapytał: a ksiądz by nie chciał z nami grać? Oczywiście, że chciałem, ale potrzebowałem zgody proboszcza. Ten nie sprzeciwił się temu, ale odesłał mnie do biskupa. Pojechałem więc, a biskup mi powiedział: „Ja tam nie mam nic przeciwko temu, ale zapytaj kanclerza, czy nie ma problemu w prawie” (śmiech). Problemu nie było. I tak przez te 4 lata grałem w Jurze Niegowa.

Pewnie zyskał tym Ksiądz w oczach Brazylijczyków, bo oni kochają futbol...

To doświadczenie gry w piłkę przydaje mi się bardzo. W Staromieściu zacząłem trenować młodych chłopaków, a to zapoczątkowało ich formację, zostali ministrantami. Prowadziłem też, jako drugi trener, drużynę w Niegowej. Zrobiłem kurs instruktora piłki nożnej, później zostałem wysłany do PZPN i do szkoły trenerskiej UEFA.

Aż w końcu trafił Ksiądz do Brazylii...

Tak, z 12-letnim doświadczeniem formacyjnym. Pierwsze pół roku tam to była fascynacja – wszystko nowe. A muszę podkreślić, że zostałem wspaniale przyjęty przez kapłanów, zarówno Polaków, jak i miejscowych.

Duszpasterstwo wśród Brazylijczyków jest zapewne inne niż w Polsce...

Reklama

Zupełnie inne. Parafie w Brazylii – poza wielkomiejskimi, np. w stolicy diecezji Guarapuavie – mają po kilkanaście, kilkadziesiąt kościołów wyjazdowych. Ja mam ich niewiele, bo „tylko” siedemnaście, ale pracowałem w miejscach, gdzie było ich ponad czterdzieści. A bywa i sześćdziesiąt. Oddalone są czasami nawet do 100 km od miasta, od kościoła głównego. Nie ma dróg asfaltowych. Dodatkowo wikariusz trafia do parafii, w których jest co najmniej 20 tys. katolików...

Brazylijczycy mają południowy temperament, są bardzo spontaniczni, wylewni i trzeba bardzo uważać, co się przy nich mówi, bo wiele kwestii traktują dosłownie i są podatni na manipulacje, szczególnie ze strony sekt wyrosłych z Kościołów ewangelikalnych. Ich wiara, owszem, jest mocna, ale jednocześnie bardzo płytka.

Wspomniał Ksiądz o sektach. Czy wielu ludzi odchodzi do nich z Kościoła katolickiego?

Jak brakuje kapłana, ludzie szukają grupy, w której mogliby się odnaleźć. Obecnie to jest poważny problem, bo bardzo wielu ludzi jest przechwytywanych przez sekty. Gdy przyszedłem do parafii Laranjal, w której od 7 lat jestem proboszczem, w pobliżu istniało czternaście tzw. wolnych kościołów; dziś są już tylko trzy. Księża zyskują poważanie wśród ludzi, ale żeby dotrzeć ze swoim przekazem, muszą wypowiadać się jasno i klarownie. Podam przykład. Ewangelicy nie uznają Matki Bożej, a ja zawsze mocno zwracam na to uwagę: kto nie kocha Matki w niebie, ten nie kocha tej ziemskiej. To daje ludziom do myślenia. Ich kult Matki Bożej jest niesamowity. Mamy np. sanktuarium Matki Bożej z Aparecidy, dokąd każdego roku pielgrzymują miliony ludzi, tak jak do Częstochowy. Ten wizerunek Matki Bożej jest niemal w każdym domu.

Pobożność maryjna to coś, co łączy Brazylijczyków i Polaków. A czy jest coś, co wyraźnie nas odróżnia?

Reklama

Czymś, czego brakuje mi w Polsce, jest zaangażowanie świeckich. Ludzie nie chcą żywo uczestniczyć w liturgii – angażować się w śpiew, czytać. W Brazylii jest odwrotnie. Odkąd tu jestem, nigdy nie czytałem komentarzy, czytań, modlitwy wiernych. Nawet jak wspólnota liczy piętnaście osób, przed Mszą św. wszystko jest przygotowane. Każdy ma swoje zadania. Nie tylko dorośli – dzieci i młodzież także, tych zresztą czasem jest w kościele więcej niż starszych. Może dlatego, że inwestuję w te dzieciaki...

Co Ksiądz chce przez to powiedzieć?

Po prostu po Mszach św. tych mniejszych obdarowuję jakimiś słodyczami. Przynajmniej raz czy dwa razy w miesiącu organizujemy dla nich spotkania, np. biblijne. Bo kiedy mamy dzieci, młodzież przy kościele, to mamy też rodziców. Dzieciaki z początku chodzą do kościoła dla lizaka, cukierka. Tak jak my chodziliśmy dla obrazków różańcowych...

...ale później przychodzą już świadomie, z wyboru.

Tak. Z czasem angażują się w śpiew, są w grupach młodzieżowych, w różnych innych wspólnotach. W swojej parafii mam grupę młodzieży liczącą 300-400 osób. Dwa razy w roku młodzi przygotowują 2-dniowe rekolekcje; muszą wtedy nocować po domach, bo przybywają z daleka, z innych kościołów. Następnie ci młodzi opiekują się małymi dziećmi.

Kto chodzi do Kościoła w Brazylii?

W mojej parafii połowę stanowią ludzie żyjący w skrajnej biedzie, wręcz w nędzy, bez pracy. Ale są też osoby bardzo bogate, wysoko postawione. Społeczeństwo jest bardzo zróżnicowane.

A czy Kościół katolicki ma jakiś wpływ na życie społeczne?

Reklama

Tak, szczególnie w czasie odbywających się wyborów. Księża Brazylijczycy często opowiadają się jednoznacznie po którejś ze stron i na tym tle często dochodzi do zgrzytów. Zdarzało się, że dany ksiądz musiał przez swoją postawę opuścić parafię. A zasada jest przecież taka, że Kościół powinien jednoczyć. Nie można dopuścić do podzielenia parafian w ramach wspólnoty, którą tworzą.

Jaki jest stosunek Brazylijczyków do Polski, do Polaków?

Na pewno mają duży szacunek do polskich księży, którzy są wymagający, ale są z nimi. I co ważne, polscy księża spowiadają, w przeciwieństwie do tych brazylijskich, którzy robią to niechętnie. To tacy bardziej społecznicy niż szafarze...

A Polacy? Polak dla Brazylijczyka to ktoś dobry. Wielu moich parafian jest polskiego pochodzenia. To są w większości potomkowie migrantów, którzy przed laty od zera tworzyli całe miasta. Wtedy niemal wszyscy chcieli się dostać do Ameryki, czyli do USA, ale ze względu na kryzys nie chciano tam przyjmować migrantów. Ci ludzie przybywali więc do Ameryki, tyle że tej południowej. Na miejscu zabierano im dowody i wystawiano nowe dokumenty. Dostawali do ręki siekierę i słyszeli: „ten las to jest teraz twój teren”. Niejednokrotnie chcieli wracać, ale nie mieli już za co...

Czy planuje Ksiądz powrót do Polski?

Nie wiem, jakie plany ma wobec mnie Pan Jezus. Planowałem powrót po 6 latach – tyle trwa kontrakt. Ale zostałem. Obecnie mamy w Brazylii grupę sześciu księży Polaków, trzymamy się razem bardzo mocno. Choć dzieli nas 100-200 km, raz w miesiącu spotykamy się u któregoś z nas. To prawdziwa kapłańska wspólnota.

A jak żyje się wśród Brazylijczyków?

Powiem otwarcie: nie da się być misjonarzem, jeżeli się tego nie pokocha. Dziś, kiedy jestem w Polsce, po tygodniu już tęsknię za Brazylią. Owszem, spotykam się z przyjaciółmi, ze znajomymi, ale tak naprawdę nie mogę się już doczekać powrotu. Serce zostaje w Brazylii... Ludzie tutaj dbają o swoich księży. W większości nie mają pieniędzy, ale dzielą się z nami tym, co mają. Ktoś przyniesie owoce, ktoś inny – mięso, ciasto, chleb. Odwdzięczają się w taki sposób, bo oni nas po prostu potrzebują.

Ks. Piotr Pochopień kapłan diecezji kieleckiej, który od 13 lat posługuje jako misjonarz w Brazylii. W czerwcu na Jasnej Górze świętował jubileusz 25 lat kapłaństwa. Na zdjęciu – podczas nowej ewangelizacji, Campista

2025-07-29 13:55

Oceń: +1 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Pandemia boleśnie doświadcza Amazonię

[ TEMATY ]

Brazylia

Amazonia

pandemia

Pandemia jeszcze bardziej pogłębiła drapieżne wykorzystywanie zasobów Amazonii. Zmniejszenie w tym okresie kontroli sprawia, że kwitnie nielegalny wyrąb puszczy, wielkie koncerny przejmują też kolejne tereny prowadząc na nich nielegalną działalność wydobywczą.

„W wielu miejscach nie można było nawet wprowadzić koniecznej izolacji, ponieważ władze ugięły się pod naciskiem wielkich potentatów, którzy potrzebowali taniej siły roboczej” – alarmuje o. Dario Bossi. Jest on przełożonym misjonarzy kombonianów w Brazylii i jednym z uczestników ubiegłorocznego Synodu Biskupów dla Amazonii.
CZYTAJ DALEJ

Obrońca Wrocławia

Habit zakonny przyjął z rąk samego św. Dominika. Był krewnym św. Jacka Odrowąża. Modlitwą uratował Wrocław od najazdu Tatarów i całkowitego zniszczenia w 1241 r.

Błogosławiony Czesław obok św. Jacka Odrowąża należał do księży z otoczenia biskupa krakowskiego Iwona Odrowąża. Prawdopodobnie pełnił funkcję kustosza kolegiaty sandomierskiej. Jako kapłan diecezjalny w 1220 lub 1221 r. wstąpił do dominikanów, a w 1222 r. przybył wraz z innymi współbraćmi, w tym ze św. Jackiem Odrowążem, do Krakowa. Pierwsi dominikanie zamieszkali tam i oddali się pracy kaznodziejskiej i duszpasterskiej. W 1225 r. Czesław udał się do Pragi na prośbę biskupa stolicy Czech. Pracując na terenie tego kraju, stał się założycielem rodziny dominikańskiej na ziemi czeskiej. Po założeniu w 1225 r. klasztoru w Pradze udał się do Wrocławia. Właśnie w stolicy Dolnego Śląska Czesław dał się poznać jako wybitny kaznodzieja. Biskup wrocławski Wawrzyniec przekazał dominikanom kościół św. Wojciecha. Rektorem świątyni, założycielem i pierwszym przeorem wspólnoty zakonnej i prowincjałem został bł. Czesław. W 1241 r. uratował Wrocław od najazdu Tatarów i całkowitego zniszczenia miasta. Tak opisuje jego zasługi dzieło Tutelaris Silesiae: „On to właśnie około 1241 roku, kiedy nawała Tatarów grasowała po Polsce i Śląsku, znajdując się w grodzie sławetnego miasta Wrocławia, razem z innymi wierzącymi w Chrystusa swoimi modlitwami wspaniale obronił miasto przed szaleństwem wrogów”. Również ks. Piotr Skarga w swoich Żywotach świętych pańskich narodu polskiego napisał: „Modlitwą święty Czesław nieprzyjaciół zwojował, miasto w całości zachował. Na ten cud niektórzy z Tatarów nawrócili się do Chrystusa i zakonny habit z ręku błogosławionego Czesława przyjęli, przez których wielu innych Tatarów do wiary świętej nawrócił”.
CZYTAJ DALEJ

Przełożony Bractwa św. Piusa X: watykańskie sankcje nieważne u Boga

2026-07-20 14:15

[ TEMATY ]

Bractwo Kapłańskie św. Piusa X

fsspx.news

Przed Bogiem takie potępienie nie może być ważne - napisał w liście do wiernych Bractwa Kapłańskiego św. Piusa X ks. Davide Pagliarani, opublikowanym 19 lipca, kilkanaście dni po święceniach czterech biskupów, dokonanych bez zgody i wbrew woli papieża. Konsekratorzy i przyjmujący święcenia znaleźli się tym samym w stanie ekskomuniki jako schizmatycy, co potwierdziła 2 lipca Dykasteria ds. Nauki Wiary dodając, że również duchowni należący do Bractwa znajdują się w schizmie, a sprawowany przez nich sakrament pokuty oraz asystowanie przy zawieraniu małżeństwa są nieważne. Na kary kościelne narażają się również wierni świeccy formalnie należący do Bractwa.

Przypominając w emocjonalnym opisie uroczystość święceń biskupich z 1 lipca, ks. Pagliarani wyznał, że „aż do ostatniego dnia” miał „nadzieję na gest życzliwości lub chociaż zwykłe zrozumienie ze strony Stolicy Apostolskiej”. „Ale sakry zostały potępione, a surowość nałożonych sankcji jest bezprecedensowa. Dotykają one nie tylko biskupów, ale także członków Bractwa. Dotknięci są nawet wierni. To potępienie, całkowicie niesprawiedliwe, stanowi ogromne upokorzenie dla ludzi, których jedynym celem jest obrona prawdziwej wiary i praca na rzecz zbawienia dusz. Chcę jednak, abyście wiedzieli, że to głębokie upokorzenie, które dotyka przede wszystkim członków Bractwa, ma w oczach Boga znaczenie, którego nie powinniście ignorować. Ostatecznie, te sakry zostały dokonane dla każdego z was, drodzy wierni. Wasze dusze są prawdziwym skarbem powierzonym Bractwu, tym, co ceni ono najbardziej. Każda dusza posiada nieskończoną wartość. Jeśli, aby zapewnić jej naukę prawdziwej wiary i sprawowanie prawdziwych sakramentów, musimy zapłacić cenę takiego upokorzenia, to jest to tego warte, bo dusza jest bezcenna. Święto Najświętszej Krwi Pańskiej, cena naszego zbawienia, dobitnie nam o tym przypomniało 1 lipca” - wskazał przełożony Bractwa.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję