Szanowna Redakcjo, pisałam do Was już parę lat temu. Teraz postanowiłam napisać ponownie,
bo zapewne wielu ludzi starszych niepokoi to, co się dzieje w naszym kraju –
nastąpiła znieczulica ludzka, brakuje szacunku w rodzinach i w społeczeństwie.
Nie rozumiem tego, że najbliższy człowiek staje się wrogiem nawet dla rodziców i swoich
bliskich. Czy tak powinno być? Dzieci przestały szanować rodziców, rodzeństwo nie
utrzymuje ze sobą kontaktów i obraża się jedno na drugie. Rodziców oddaje się
do domów opieki, nie troszczy się o nich – liczą się tylko materializm i kasa.
Rodzice ofiarowują serce, siły i pomoc dzieciom, a one, gdy założą własne rodziny,
zapominają o nich – starych, chorych, spracowanych. Wnuki są kochane, kiedy są małe,
a gdy dorosną, to babcia im niepotrzebna.
Doczekałam się już starczego wieku, teraz jestem osobą niedołężną. Pracowałam ponad
siły, aby dzieci miały lepiej niż ja. Starałam się wychować je przyzwoicie, tzn. uczyłam
szacunku dla drugiego człowieka, uczciwości. A dzisiaj zostałam sama, bez pomocy,
i może wielu innych starych rodziców przeżywa to samo. Starość i samotność nikogo
już nie interesują. Teraz płaczemy osamotnieni i chorzy za zamkniętymi drzwiami,
oczekując na zakończenie naszych dni. Szczególnie kobiety „pracują” nad tym, aby mąż
nie interesował się swymi rodzicami. Może gdy doczekają starości, przeżyją to samo,
ale teraz o tym nie myślą. A mężowie, aby mieć spokój w domu, podporządkowują się.
Nie wierzą w Boga, nie liczą się z przykazaniami Bożymi.
Nie tylko ja, wielu rodziców ociera codziennie łzy zamiast na koniec życia przeżywać
radość i miłość, otrzymywać szacunek od swych dzieci, które kochamy ponad własne
życie, a teraz za to dobro cierpimy...
Przesyłam serdeczne pozdrowienia dla wszystkich pracowników Redakcji.
O okolicznościach odejścia Klary z tego świata możemy się dowiedzieć z opowiadań jej sióstr z klasztoru San Damiano, zachowanych w Aktach Procesu Kanonizacyjnego.
Przy końcu swego życia zawołała wszystkie swe siostry i z największą pilnością poleciła im Przywilej ubóstwa. Ogromnie pragnęła mieć zatwierdzenie bullą reguły zakonu, tak żeby mogła przycisnąć bullę do swych ust i potem dopiero umrzeć; i tak jak pragnęła, tak się stało, albowiem kiedy była już bliska śmierci, przybył jeden z braci z listem opatrzonym bullą. Ona wzięła ją z największą czcią i przycisnęła ją do ust, by ją pocałować. A potem, w dniu następnym, wspomniana pani Klara przeszła z tego życia do Pana, zaprawdę jasna, bez zmazy, bez cienia grzechu, do jasności wiecznego światła. Rzecz tę, sama świadek, wszystkie siostry i wszyscy inni, którzy poznali świętość jej, stwierdzają bez wahania1.
„Marność nad marnościami - wszystko jest marnością”. Hebrajskie hebel oznacza dosłownie tchnienie, obłok pary, coś, czego nie da się uchwycić w dłoń. Wulgata utrwaliła przekład vanitas vanitatum. Kohelet jest mędrcem, który postanowił zmierzyć życie „pod słońcem” samym doświadczeniem, bez sięgania po obietnice, i uczciwie zapisał wynik pomiaru. Zysku brak. „Cóż przyjdzie człowiekowi z całego trudu, jaki zadaje sobie pod słońcem?” Wielka pieśń o kołowrocie natury, pokolenia przychodzą i odchodzą, słońce wschodzi i zachodzi, wiatr kołuje, rzeki płyną do morza, które nie może się napełnić, ma w sobie hipnotyczny rytm i celowo prowadzi donikąd. Wszystko się porusza, nic nie dochodzi do celu. Nawet pamięć zawodzi: „nie ma pamięci o tych, co dawniej żyli”. Starożytność pogańska znała ten zawrót głowy wiecznego powrotu. Kohelet wypowiada go wewnątrz Izraela, jakby chciał doprowadzić czytelnika do ściany, za którą może być już tylko Bóg. Kościół czyta Koheleta po to, by przejść jego szkołę odwyku od iluzji. Hieronim, który tej księdze poświęcił osobny komentarz, wspomina, że czytał ją z uczennicą Blezyllą właśnie po to, by nauczyć ją pogardy dla świata przemijającego. „Marność” nie jest ostatnim słowem Objawienia, ale jest słowem koniecznym. Dopóki człowiek liczy na to, że „coś pod słońcem” go nasyci, dopóty nie zapyta o to, co ponad słońcem. Vanitas jest przedsionkiem Ewangelii.
Godności osoby nie można mierzyć ani nie podlega ona dyskusji – podkreślił Leon XIV podczas spotkania z chorymi i pracownikami ośrodka Accueil Notre-Dame w Lourdes. Papież wezwał personel medyczny, aby pozostawał w służbie życia, rozwijał opiekę paliatywną i z czułością towarzyszył cierpiącym.
Leon XIV przypomniał, że Lourdes od ponad 150 lat jest miejscem, do którego pielgrzymi przybywają, aby przez Maryję powierzać Jezusowi swoje cierpienia fizyczne, psychiczne i duchowe. Jak zaznaczył, „tutaj kruchość nie jest ukrywana, lecz staje się przestrzenią świętego spotkania”.
W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.