Reklama

Głos z Torunia

Konserwator na misjach

Niósł kiedyś na ramionach swojego młodszego brata, który uległ kontuzji. Ktoś zawołał: „Czemu dźwigasz taki ciężar?”. Rafał odpowiedział: „To nie ciężar, to mój brat!”.

Niedziela toruńska 11/2025, str. IV

[ TEMATY ]

misje

Archiwum rodziny Solskich

Odwiedziny w jurcie

Odwiedziny w jurcie

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Bóg odwołał spośród nas Rafała Solskiego, męża i ojca, konserwatora zabytków, który poświęcił swoje życie pasji głoszenia Ewangelii. W Niedzielę Misyjną przypominamy jego postać, ale i to, że Bóg każdego z nas wzywa do głoszenia Dobrej Nowiny.

Chłopak z gitarą

Kiedy 5 grudnia 1987 r. przyszedł na pierwsze spotkanie powstającej przy parafii św. Maksymiliana Kolbego w Toruniu młodzieżowej grupy Ruchu Światło-Życie, był uroczym nastolatkiem z niesforną blond czupryną. Pojawił się w zastępstwie swego młodszego brata, Kamila, który akurat zachorował, i… już pozostał. Grupa z czasem stała się ewangelizacyjną wspólnotą „Dom Zwycięstwa”, a następnie Stowarzyszeniem ProMisja.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Trochę nieśmiały, ale inteligentny, oczytany, ciekawy świata i ludzi, koleżeński. Umiał zauważyć potrzeby innych i chętnie im zaradzał. Robił to skromnie, bez rozgłosu. Jego otwarte usposobienie i autentyczne zainteresowanie oraz poczucie humoru szybko zjednywały mu przyjaciół. Niektórych przyprowadzał do wspólnoty. Jego modlitwa poruszała żarliwością i ufną prostotą. Z pasją angażował się w każdą akcję ewangelizacyjną. Wykorzystując zdolności artystyczne, szlifował swoje role w pantomimach ewangelizacyjnych, wymyślał przebrania, gromadził rekwizyty. Nieodłączna gitara i Biblia stale mu towarzyszyły.

Gdzie Bóg pośle

Reklama

Tymczasem obszar zainteresowań ewangelizacyjnych wspólnoty stale się poszerzał. Rafał zdecydowanie przodował w oddaniu sprawie rozprzestrzeniania Ewangelii. Wziął udział w wyjeździe misyjnym na Łotwę, później do Uzbekistanu, Kirgistanu i Kazachstanu. Gdy we wspólnocie utworzyła się diakonia misyjna, stał się jednym z jej najgorliwszych członków. W ten sposób powstała przestrzeń do modlitwy za narody, które nie poznały Ewangelii oraz o to, by tam głosić Dobrą Nowinę.

W międzyczasie ukończył studia z konserwacji i restauracji dzieł sztuki na UMK. Podejmował różne prace, wyruszał równocześnie na krótkie wyjazdy misyjne. Marzeniem Rafała było jednak posiać ziarna Ewangelii tam, gdzie jej wcześniej nie było.

W 2001 r. Damian Dekowski, członek naszej wspólnoty, zorganizował wyprawę do Mongolii w ramach gromadzenia materiałów do pracy magisterskiej. Do zespołu, oprócz Rafała, dołączyły Małgorzata Barska i Joanna Jakubowska. Ta wyprawa pozwoliła przetrzeć szlaki i zapoczątkowała wieloletnią przygodę misyjną.

Przybrana rodzina

Wiosną 2002 r. Rafał wraz z Małgorzatą, którą poślubił, zostali posłani przez wspólnotę ProMisja do Ułan Bator jako świeccy misjonarze. Na początku uczyli się języka oraz posługiwali więźniom i dzieciom ulicy razem z siostrami Misjonarkami Miłości. Wkrótce zaprosił ich do współpracy koreański misjonarz o. Kim Stefano, który otworzył w dzielnicy Khan Uul parafię Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny.

Było to zakładanie fundamentów pod budowlę kościoła mongolskiego. Wymagało wypracowania sposobów pozwalających dotrzeć z Ewangelią do ludzi w odmiennej kulturze. Przydatny okazał się, wypróbowany w macierzystej wspólnocie, ewangelizacyjny kurs Alpha. Z czasem stał się programem przygotowania do chrztu, przyjętym także przez inne parafie (jest ich obecnie w Mongolii 7).

Reklama

W czasie 10-letniego pobytu w Mongolii przyszły na świat dzieci: Zbyszek, Hania i Krzyś. Rodzina Solskich powiększyła się jeszcze o troje przysposobionych mongolskich sierot: Dumę, Tuguldura i Temulena.

Tuguldur tak wspomina swego przybranego ojca: „Mówi się, że nie ci, którzy dali życie, lecz ci, którzy wychowali, są prawdziwymi rodzicami. Byłeś dla mnie i mojego młodszego brata tym, który wyciągnął nas z ciemności do światła, byłeś darem od Boga Niebios. Nie mogę uwierzyć, że naprawdę odszedłeś. Kiedy tak o tym myślę, widzę, że prawdziwa miłość nie oczekuje niczego w zamian – to troska i oddanie dla innych.

Mam teraz żonę i dzieci. Zawsze będziemy cię pamiętać. Będę się modlił do Boga za ciebie i twoją rodzinę. Będę się dalej starał żyć tak, by być pożytecznym dla innych, idąc twoim śladem. Spoczywaj w pokoju, bo zrobiłeś wszystko, co powinieneś był zrobić. Zawsze będziesz w moim sercu”.

Życie codzienne Rafała i Małgorzaty i służba dla Boga były dla Mongołów wzorem chrześcijańskiej miłości małżeńskiej i rodzinnej.

Chrześniak Rafała Azza tak pisze: „Wspominam Rafała grającego na gitarze w kościele. Grał pięknie, ale co ważniejsze, czułem, jak z głębi serca modli się do Boga i szczerze Mu służy. To silnie na mnie wpłynęło, dlatego też poprosiłem go, by został moim ojcem chrzestnym.

Reklama

Rafał z wielkim oddaniem angażował się w pracę parafii, a szczególnie wiele robił dla chłopców mieszkających w kościele. Większość z nas dorastała bez miłości rodziców, a Rafał był dla nas jak ojciec, jak bliski przyjaciel – udzielał dobrych rad i był wzorem do naśladowania. Szczególnie imponowało mi, jak poświęcał czas Małgorzacie i rodzinie, jak kochał i wychowywał swoje dzieci – to było dla mnie czymś niezwykłym, czego nigdy wcześniej nie doświadczyłem.

Choć już nie ma go z nami, wszystko, czego mnie nauczył i pokazał, pozostanie we mnie. Nauczył mnie kochać i doceniać życie, które Bóg nam dał. Zawsze będę pamiętał o jego dobroci i będę go z dumą wspominać”.

W drogę bez lęku

Rafał jako mistrz nawiązywania relacji zdobywał zaufanie i przyjaźń ludzi, którzy tym chętniej przyjmowali jego opowiadanie o kochającym Bogu. To przesłanie jest szczególnie ważne i wyzwalające w kraju, w którym wciąż obecne są praktyki szamańskie związane z duchową ciemnością i lękiem.

Po 10 latach intensywnej pracy w trudnych warunkach daleko od swego kraju Rafał powrócił z rodziną do Polski. Nadal jednak rozwijał swoje misyjne pasje, nieustannie inspirując innych do życia dla Jezusa i do śmiałego odpowiadania na Boże wezwanie do głoszenia Ewangelii. Razem z Małgorzatą przygotowywali kolejne zespoły misyjne na krótkoterminowe wyjazdy. Wspierali swoim doświadczeniem stałych misjonarzy wysłanych przez ProMisję do Ułan Bator.

Swojej wyjątkowej służby na misjach nie traktował jako coś niezwykłego. Podkreślał, że każdy chrześcijanin jest powołany do głoszenia Ewangelii zawsze i w każdym miejscu. To nie opcja na życie niektórych wybranych, ale konieczność wypływająca z ukochania Boga i ludzi. Był pasjonatem i praktykiem, ale również świetnym znawcą tematu. Chętnie dzielił się swoją wiedzą z innymi.

Choroba dopadła go niespodziewanie i w krótkim czasie zniszczyła doszczętnie jego ciało, ale w duchu pozostał mocny i walczył z determinacją i cichą cierpliwością, dając świadectwo pełnego zaufania do Pana. Wytrwał do końca, do 27 stycznia tego roku.

2025-03-11 16:06

Oceń: +1 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

W Brazylii jak w domu

Niedziela zielonogórsko-gorzowska 37/2022, str. IV

[ TEMATY ]

misje

Brazylia

Ks. Konrad Jasiewicz

W Brazylii ludzie są naprawdę bardzo otwarci, życzliwi

W Brazylii ludzie są naprawdę bardzo otwarci, życzliwi

Ksiądz Konrad Jasiewicz opowiada o niezwykłych wrażeniach, jakie zrobiła na nim Brazylia i o tym, że niezależnie od kilometrów, które dzielą od domu, katolik dzięki Kościołowi na każdym kontynencie może się poczuć, jak w domu.

Kamil Krasowski: Z początkiem sierpnia wyjechał Ksiądz na wolontariat misyjny. Kierunek – Ameryka Południowa. Jakie były Księdza pierwsze wrażenia z Brazylii? Ks. Konrad Jasiewicz: Już sama podróż była dla mnie wyjątkowa z tego względu, że jeszcze nigdy tak daleko nie podróżowałem i nigdy wcześniej nie leciałem samolotem nad Atlantykiem. To była dla mnie ogromna nowość. Pierwsza rzecz, która zwróciła moją uwagę po przylocie do Brazylii, to duża ilość bezdomnych w centrum Sao Paulo. Tam na ulicy posługiwaliśmy razem z misjonarzami. Po Mszy św. poszliśmy w ok. 100 osób na te ulice, gdzie byli bezdomni i narkomani. Rozmawialiśmy i modliliśmy się. Niektórzy z bezdomnych przychodzą później do domów misjonarzy i tam mieszkają. To bardzo cieszy, jak ktoś z nich pozwala sobie pomóc. Odwiedziliśmy Brazylię w porze zimowej, jednak w miejscach, w których byłem, roślinność była całkowicie zielona. Były też dni, kiedy było naprawdę bardzo ciepło, tak zima wygląda w tym kraju. Ludzie są tu naprawdę bardzo otwarci, życzliwi, są wśród nich również przedstawiciele innych narodowości, jednak ci których poznałem, żyją w spokoju i zgodzie. Bardzo lubią się spotykać, rozmawiać, dużo się w tym względzie dzieje przy stole i przy posiłkach. Poza tym są ciekawi świata, interesują się tym co się dzieje nie tylko na ich kontynencie, ale również w Europie czy w Polsce. Tym, co nas łączy, jest również wiara, która jest u nich zakorzeniona podobnie jak w Polsce. Podobnie jak my, mają swoje sanktuaria, np. sanktuarium maryjne w Aparecidzie, do którego bardzo wielu ludzi pielgrzymuje. Brazylia to również kraj bardzo bogaty w dobra naturalne, żyzne gleby, owoce, które uwielbiam jeść – niektóre z nich jadłem tam po raz pierwszy w życiu, jak np. owoce acai (uśmiech).
CZYTAJ DALEJ

Poświęcono największą w Europie figurę Maryi. „Kieruje nas ku Bogu”

2026-08-15 15:25

[ TEMATY ]

poświęcenie

Maryja

figura

15 sierpnia

Konotopie

największa

w Europie

Vatican Media

Poświęcenie największej w Europie figury Maryi w Konotopiu

Poświęcenie największej w Europie figury Maryi w Konotopiu

Największa w Europie figura Maryi została poświęcona 15 sierpnia w miejscowości Konotopie w Polsce. Podczas uroczystości biskup Krzysztof Wętkowski podkreślił, że ponad 55-metrowy monument ma prowadzić ludzi ku Bogu jako miejsce modlitwy, podaje Vatican News.

Podziel się cytatem – powiedział biskup diecezji włocławskiej Krzysztof Wętkowski w homilii podczas Mszy świętej i poświęcenia figury Maryi w Konotopiu. Wskazał, że „ta monumentalna figura Maryi stoi w pobliżu kaplicy, w której od dziesięcioleci czczona jest Matka Boża Bolesna”. To do niej zdążają pielgrzymi z okolicznych miejscowości.
CZYTAJ DALEJ

Rzym: śladami św. Jana Pawła II do grobu św. Stanisława Kostki

2026-08-15 19:47

Vatican Media

Karol Wojtyła wielokrotnie modlił się przy grobie św. Stanisława Kostki

Karol Wojtyła wielokrotnie modlił się przy grobie św. Stanisława Kostki

„Gotowe jest serce moje, Boże” - miał według tradycji powiedzieć przed śmiercią Stanisław Kostka, osiemnastoletni nowicjusz jezuicki, gdy umierał 15 sierpnia 1568 r., w uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny. W roku 300. rocznicy jego kanonizacji przez Benedykta XIII warto przypomnieć, jak mocno ten święty wpisał się także w życie Karola Wojtyły, który cenił sobie wizyty przy jego relikwiach w kościele Sant’Andrea al Quirinale, arcydziele sztuki barokowej Gian Lorenza Berniniego.

Z parafii św. Stanisława Kostki
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję