Pojawiły się w domu, mając kilka dni albo kilka miesięcy, żadne nie skończyło jeszcze roku. Wszystkie przyjechały tu prosto ze szpitala, z wyjątkiem Michasia, którego znaleziono w oknie życia.
Dom przy ul. św. Kazimierza w Częstochowie zna niemal każdy mieszkaniec miasta. Nierzucający się w oczy budynek z lat 30. XX wieku stoi przy ruchliwej śródmiejskiej ulicy. Do Jasnej Góry jest stąd kilkaset metrów, a z piętra budynku widać jak na dłoni klasztorną wieżę. Ostatnio o tym niepozornym domu usłyszała cała Polska, a to za sprawą niespełna 2-letniej dziewczynki pozostawionej w oknie życia.
Interwencja i miłość
Zgromadzenie Sióstr Służebniczek, zgodnie ze swym charyzmatem, opiekuje się dziećmi. Najczęściej tymi biednymi, porzuconymi, osieroconymi, chorymi, niepełnosprawnymi. Tak dzieje się także w tej chwili, gdy ważą się losy interwencyjnego ośrodka preadopcyjnego, który od lipca ubiegłego roku prowadzi zakon.
Siostra Barbara Kaczmarczyk, dyrektorka domu przy ul. św. Kazimierza, mówi: – To miejsce ma długą, bo blisko 70-letnią tradycję. Wcześniej mieściły się tu m.in.: regionalna placówka opiekuńczo-terapeutyczna, a przez wiele lat – dom małego dziecka. Teraz działa interwencyjny ośrodek preadopcyjny – to odpowiedź na potrzebę czasu. Interwencyjny, bo zajmuje się dziećmi w wieku od urodzenia do ukończenia pierwszego roku życia. Są to dzieci niechciane, pozostawione po urodzeniu w szpitalu, w oknach życia, odebrane rodzicom na skutek interwencji odpowiednich służb.
Zdrowie i procedury
Reklama
W ośrodku umieszczone się dzieci zdrowe, ale również te, które wymagają specjalistycznej opieki i w okresie oczekiwania na przysposobienie nie mogą zostać umieszczone w rodzinnej pieczy zastępczej. – Większość dzieci, które do nas trafiają, ma obciążenia – przyznaje siostra dyrektor. – W tej chwili ośrodek opiekuje się np. maluszkiem z wodogłowiem, drugi ma małogłowie, są dzieciaczki z zaburzonym odruchem ssania, z zespołem FAS, czyli z upośledzeniami, na skutek tego, że matki piły alkohol w czasie ciąży. Jest dziecko, które miało w moczu amfetaminę... Zresztą, nawet przy dzieciach zdrowych robimy całkowitą diagnostykę, bo nigdy nie wiadomo, co się może pojawić. Współpracuje z nami na stałe lekarz pediatra, mamy fizjoterapeutów, opiekunów, wychowawców. Jeśli jest taka potrzeba – a najczęściej jest – maluchy konsultowane są w poradniach specjalistycznych.
Konieczne jest także stałe monitorowanie postępu spraw w sądzie przy współpracy ośrodka z różnymi instytucjami działającymi na rzecz dziecka i rodziny. Uregulowanie kwestii prawnych powinno zamknąć się w ciągu roku. Natomiast jeśli dzieci są chore, a taka sytuacja zdarza się najczęściej, to procedura nie tyle się wydłuża, co komplikuje. Opiekunowie starają się uporać „z papierami” jak najszybciej, by po uregulowaniu sytuacji prawnej przekazać dokumenty dziecka do ośrodka adopcyjnego. Ośrodek adopcyjny zajmuje się poszukiwaniem kandydatów na rodzinę adopcyjną, która jest gotowa przyjąć i pokochać dziecko jak swoje.
Ważny jest zespół
Reklama
– Warunkiem podjęcia pracy w takim miejscu jest nie tylko stosowne wykształcenie, ale także określone cechy charakteru. Zespół tworzą pielęgniarki, opiekunki dziecięce, wychowawcy, specjaliści posiadający kwalifikacje zgodnie z ustawą o wspieraniu rodziny i pieczy zastępczej. Korzystamy również z pomocy wolontariatu – podkreśla s. Kaczmarczyk. – Osoby pracujące w naszym ośrodku są zupełnie niezwykłe, szczególne w swojej empatii i oddaniu pracy, stwarzając na miarę możliwości atmosferę ciepła i miłości. Nie każdy, kto lubi dzieci, nadaje się do tej pracy. Nie może to być ktoś z ulicy, nawet pełen dobrych chęci. Do tej pracy trzeba mieć nie tylko serce, ale przede wszystkim umiejętności. Dzięki temu maluchy nie mają np. choroby sierocej – są otoczone odpowiednią troską opiekuńczo-terapeutyczną, wychuchane, przytulane, niańczone, w zasadzie niewypuszczane z rąk. Podam przykład – trafił do nas jeden z bliźniaków, drugi musiał zostać w szpitalu. Gdy w końcu go do nas przywieziono, różnica była widoczna gołym okiem – maluch ma chorobę sierocą, w przeciwieństwie do brata – opowiada siostra dyrektor.
Koszty, koszty...
Ośrodek na bieżącą działalność otrzymuje dotację pochodzącą z Urzędu Marszałkowskiego, ale są różne sprawy, na które potrzeba większych nakładów finansowych. Obowiązujące standardy i wymogi ustawowe określają, że jeden opiekun przypada na troje dzieci. A opiekę trzeba zapewnić całodobowo, siedem dni w tygodniu, w niedziele i w święta. To nie tylko przepisy, ale przede wszystkim troska i odpowiedzialność za dzieci. Koszty samego zatrudnienia są więc ogromne. A gdzie koszty bieżących remontów, wyposażenia itd.
Dla maluchów dom przy ul. św. Kazimierza jest trochę jak stacja przesiadkowa, ale jest ona konieczna, by dotrzeć do lepszego życia.
Ośrodek można wesprzeć finansowo – więcej informacji na: www.domzycia.pl .
W rodzinnym gronie świętują małe i duże wydarzenia
Mówią, że spłacają dług wdzięczności. Bogusława i Jan Dąbrowscy. Duet do zadań specjalnych. Od 20 lat są rodzicami zastępczymi, od 9 lat prowadzą Rodzinny Dom Dziecka w Lubczynie działający w ramach łódzkiej Fundacji Happy Kids. Obecnie przebywa w nim dziewięcioro dzieci, w tym czworo niepełnosprawnych
Pierwsze „zastępcze dziecko” (3,5-letnia Ania*). Trafia do nich zaniedbana, chora na zapalenie płuc, z niedorozwojem paluszków. – Nie wiedziała, jak się nazywa, na siebie mówiła „Ja”, bo nikt do niej nie mówił po imieniu. Zachowywała się jak zwierzątko, wszystkiego się bała. Wszystkiego po kolei musieliśmy ją nauczyć – wspomina Bogusława Dąbrowska. – To było dla nas olbrzymie wyzwanie, ale doszliśmy do wniosku, że to dziecko, którego chcemy i któremu pomożemy. I tak zrobiliśmy – dodaje. Po 4 latach pobytu w rodzinie zastępczej trafiła wraz z młodszym bratem do adopcji.
W latach, w których żyła Katarzyna (1347-80), Europa, zrodzona
na gruzach świętego Imperium Rzymskiego, przeżywała okres swej historii
pełen mrocznych cieni. Wspólną cechą całego kontynentu był brak pokoju.
Instytucje - na których bazowała poprzednio cywilizacja - Kościół
i Cesarstwo przeżywały ciężki kryzys. Konsekwencje tego były wszędzie
widoczne.
Katarzyna nie pozostała obojętna wobec zdarzeń swoich czasów.
Angażowała się w pełni, nawet jeśli to wydawało się dziedziną działalności
obcą kobiecie doby średniowiecza, w dodatku bardzo młodej i niewykształconej.
Życie wewnętrzne Katarzyny, jej żywa wiara, nadzieja i miłość
dały jej oczy, aby widzieć, intuicję i inteligencję, aby rozumieć,
energię, aby działać. Niepokoiły ją wojny, toczone przez różne państwa
europejskie, zarówno te małe, na ziemi włoskiej, jak i inne, większe.
Widziała ich przyczynę w osłabieniu wiary chrześcijańskiej i wartości
ewangelicznych, zarówno wśród prostych ludzi, jak i wśród panujących.
Był nią też brak wierności Kościołowi i wierności samego Kościoła
swoim ideałom. Te dwie niewierności występowały wspólnie. Rzeczywiście,
Papież, daleko od swojej siedziby rzymskiej - w Awinionie prowadził
życie niezgodne z urzędem następcy Piotra; hierarchowie kościelni
byli wybierani według kryteriów obcych świętości Kościoła; degradacja
rozprzestrzeniała się od najwyższych szczytów na wszystkie poziomy
życia.
Obserwując to, Katarzyna cierpiała bardzo i oddała do dyspozycji
Kościoła wszystko, co miała i czym była... A kiedy przyszła jej godzina,
umarła, potwierdzając, że ofiarowuje swoje życie za Kościół. Krótkie
lata jej życia były całkowicie poświęcone tej sprawie.
Wiele podróżowała. Była obecna wszędzie tam, gdzie odczuwała,
że Bóg ją posyła: w Awinionie, aby wzywać do pokoju między Papieżem
a zbuntowaną przeciw niemu Florencją i aby być narzędziem Opatrzności
i spowodować powrót Papieża do Rzymu; w różnych miastach Toskanii
i całych Włoch, gdzie rozszerzała się jej sława i gdzie stale była
wzywana jako rozjemczyni, ryzykowała nawet swoim życiem; w Rzymie,
gdzie papież Urban VI pragnął zreformować Kościół, a spowodował jeszcze
większe zło: schizmę zachodnią. A tam gdzie Katarzyna nie była obecna
osobiście, przybywała przez swoich wysłanników i przez swoje listy.
Dla tej sienenki Europa była ziemią, gdzie - jak w ogrodzie
- Kościół zapuścił swoje korzenie. "W tym ogrodzie żywią się wszyscy
wierni chrześcijanie", którzy tam znajdują "przyjemny i smaczny owoc,
czyli - słodkiego i dobrego Jezusa, którego Bóg dał świętemu Kościołowi
jako Oblubieńca". Dlatego zapraszała chrześcijańskich książąt, aby "
wspomóc tę oblubienicę obmytą we krwi Baranka", gdy tymczasem "dręczą
ją i zasmucają wszyscy, zarówno chrześcijanie, jak i niewierni" (list nr 145 - do królowej węgierskiej Elżbiety, córki Władysława
Łokietka i matki Ludwika Węgierskiego). A ponieważ pisała do kobiety,
chciała poruszyć także jej wrażliwość, dodając: "a w takich sytuacjach
powinno się okazać miłość". Z tą samą pasją Katarzyna zwracała się
do innych głów państw europejskich: do Karola V, króla Francji, do
księcia Ludwika Andegaweńskiego, do Ludwika Węgierskiego, króla Węgier
i Polski (list 357) i in. Wzywała do zebrania wszystkich sił, aby
zwrócić Europie tych czasów duszę chrześcijańską.
Do kondotiera Jana Aguto (list 140) pisała: "Wzajemne prześladowanie
chrześcijan jest rzeczą wielce okrutną i nie powinniśmy tak dłużej
robić. Trzeba natychmiast zaprzestać tej walki i porzucić nawet myśl
o niej".
Szczególnie gorące są jej listy do papieży. Do Grzegorza
XI (list 206) pisała, aby "z pomocą Bożej łaski stał się przyczyną
i narzędziem uspokojenia całego świata". Zwracała się do niego słowami
pełnymi zapału, wzywając go do powrotu do Rzymu: "Mówię ci, przybywaj,
przybywaj, przybywaj i nie czekaj na czas, bo czas na ciebie nie
czeka". "Ojcze święty, bądź człowiekiem odważnym, a nie bojaźliwym". "Ja też, biedna nędznica, nie mogę już dłużej czekać. Żyję, a wydaje
mi się, że umieram, gdyż straszliwie cierpię na widok wielkiej obrazy
Boga". "Przybywaj, gdyż mówię ci, że groźne wilki położą głowy na
twoich kolanach jak łagodne baranki". Katarzyna nie miała jeszcze
30 lat, kiedy tak pisała!
Powrót Papieża z Awinionu do Rzymu miał oznaczać nowy sposób
życia Papieża i jego Kurii, naśladowanie Chrystusa i Piotra, a więc
odnowę Kościoła. Czekało też Papieża inne ważne zadanie: "W ogrodzie
zaś posadź wonne kwiaty, czyli takich pasterzy i zarządców, którzy
są prawdziwymi sługami Jezusa Chrystusa" - pisała. Miał więc "wyrzucić
z ogrodu świętego Kościoła cuchnące kwiaty, śmierdzące nieczystością
i zgnilizną", czyli usunąć z odpowiedzialnych stanowisk osoby niegodne.
Katarzyna całą sobą pragnęła świętości Kościoła.
Apelowała do Papieża, aby pojednał kłócących się władców
katolickich i skupił ich wokół jednego wspólnego celu, którym miało
być użycie wszystkich sił dla upowszechniania wiary i prawdy. Katarzyna
pisała do niego: "Ach, jakże cudownie byłoby ujrzeć lud chrześcijański,
dający niewiernym sól wiary" (list 218, do Grzegorza XI). Poprawiwszy
się, chrześcijanie mieliby ponieść wiarę niewiernym, jak oddział
apostołów pod sztandarem świętego krzyża.
Umarła, nie osiągnąwszy wiele. Papież Grzegorz XI wrócił
do Rzymu, ale po kilku miesiącach zmarł. Jego następca - Urban VI
starał się o reformę, ale działał zbyt radykalnie. Jego przeciwnicy
zbuntowali się i wybrali antypapieża. Zaczęła się schizma, która
trwała wiele lat. Chrześcijanie nadal walczyli między sobą. Katarzyna
umarła, podobna wiekiem (33 lata) i pozorną klęską do swego ukrzyżowanego
Mistrza.
Tomaszowscy pielgrzymi w drodze do Sanktuarium św. Anny w Smardzewicach
Parafia NMP Królowej Polski w Tomaszowie Mazowieckim we współpracy z Krucjatą Wyzwolenia Człowieka zaprasza w piątek, 1 maja, na pieszą pielgrzymkę do Sanktuarium św. Anny w Smardzewicach.
Pielgrzymi wyruszą o godz. 9.00 z Sanktuarium św. Antoniego w Tomaszowie Mazowieckim. Będzie to już 31. piesza pielgrzymka na tej trasie. W programie przewidziano modlitwę różańcową, wspólny śpiew oraz Eucharystię w Smardzewicach. Nie zabraknie także czasu na integrację przy ciepłym posiłku i dzieleniu się chlebem. Zwieńczeniem wspólnego dnia będzie nabożeństwo majowe. Powrót planowany jest około godz. 16.00.
W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.