Reklama

Wiara

Jak się trafia na ołtarze?

Co decyduje o tym, że ktoś zostaje błogosławionym lub świętym? Czy zawsze potrzebny jest cud? I co ma z tym wszystkim wspólnego „adwokat diabła”? – wyjaśnia o. Zdzisław J. Kijas, franciszkanin konwentualny, były relator Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych.

Niedziela Ogólnopolska 37/2021, str. 10-12

[ TEMATY ]

kanonizacja

beatyfikacja

Magdalena Pijewska

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Katarzyna Woynarowska: Błogosławionym nie można zostać automatycznie, tylko dlatego, że ktoś był pobożnym i porządnym człowiekiem. Co musi się stać, by Kościół zwrócił uwagę na konkretną osobę? Cud?

O. Zdzisław J. Kijas: Niezwykle ważna, wręcz podstawowa, jest tzw. opinia świętości (fama sanctitatis) na temat życia zmarłej osoby. Opinia ta musi być ciągła, tzn. nie chwilowa, nie tylko zaraz po śmierci, ale rozciągnięta w latach i coraz bardziej się rozszerzająca – zarówno na ludzi, jak i na kraje, coraz bardziej intensywna. I nie tylko wśród osób bliskich, rodziny czy osób zakonnych, których był (lub była) członkiem, ale również innych.

Specjalny trybunał – ustanawia go biskup diecezji, w której zmarła osoba uważana za świętą – musi przesłuchać świadków z każdego stanu na temat życia tej osoby, jej cnót heroicznych i znaków świętości. Muszą być więc świeccy i duchowni, członkowie rodziny i krewni, starsi i młodsi itd. Święci są bowiem własnością całego Kościoła, są dobrem wspólnym, stąd też wszyscy mają prawo i obowiązek stanąć przed owym trybunałem i zaświadczyć, czy ich zdaniem, dana osoba była świętą. Mają obowiązek mówić prawdę i tylko prawdę. Swoje zeznania składają pod przysięgą.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Reklama

Proces świętości rozpoczyna się także wtedy, kiedy – mimo że upłynęło sporo lat – ludzie otaczają daną osobę opinią świętości i – co również bardzo ważne – przez jej wstawiennictwo proszą Boga w różnych sprawach, i jak twierdzą – zostają wysłuchani. W ten sposób fama sanctitatis i fama signorum (opinia o łaskach otrzymanych) idą razem i są podstawą do rozpoczęcia procesu.

Czym się różni błogosławiony od kanonizowanego?

Kult błogosławionych zawężony jest do kraju czy diecezji lub do zgromadzeń zakonnych, których byli członkami. Nie cieszą się oni kultem powszechnym. Ich beatyfikacji dokonuje się na ogół w diecezji, która proces prowadziła. Dokonuje jej delegat papieża, nie sam papież; oczywiście, gdyby chciał, mógłby to uczynić, ale na ogół beatyfikuje jego delegat.

Tymczasem kanonizacji dokonuje – na ogół w Rzymie – i przewodniczy jej sam papież. Jest ona aktem papieskim. Kanonizowany ma prawo odbierać cześć w całym Kościele i nie trzeba pytać Kongregacji ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów o takie pozwolenie.

Reklama

Jak przebiega – bez zagłębiania się w skomplikowane procedury – proces beatyfikacyjny?

Wszystko zaczyna się na terenie diecezji, gdzie zmarł lub poniósł śmierć męczeńską sługa Boży. Tam zbierane są wszystkie dokumenty na temat jego życia, przesłuchiwani są świadkowie itd. Całością prac kieruje tzw. postulator w fazie diecezjalnej. Następnie dokumenty przewożone są do Rzymu, do Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych. Tutaj mianowany jest postulator fazy rzymskiej, który pod kierunkiem relatora, pracownika tejże Kongregacji, przygotowuje Positio, czyli rodzaj obszernej książki, zawierającej opis życia, heroicznych cnót teologalnych, kardynalnych i innych (albo męczeństwa), zeznania świadków i zbiór ważnych dokumentów. Positio zawiera ponadto szczegółowy opis opinii świętości i znaków świętości, tzn. łask otrzymanych za wstawiennictwem sługi Bożego.

Positio poddane zostaje następnie ocenie 7 historyków, a później 9 teologów. Gdy ocena poprzednich dwóch komisji jest pozytywna, Positio zostaje poddane kolejnej ocenie – tym razem 30-osobowej grupy kardynałów, arcybiskupów i biskupów. Kiedy oni wydają ocenę pozytywną, wtedy kardynał prefekt kongregacji udaje się na audiencję do papieża. Ostatecznie Ojciec Święty, jeżeli nie ma nic przeciw, wydaje rozporządzenie o przygotowaniu dekretu o heroiczności cnót lub męczeństwa danego sługi Bożego. Kongregacja pełni więc rolę „sekretariatu” papieża w tym względzie. W chwili podpisania przez papieża rozporządzenia o wydaniu dekretu sługa Boży zostaje nazwany Venerabile, czyli Czcigodnym Sługą Bożym. Jeżeli był to męczennik, wówczas następuje beatyfikacja. Jeśli natomiast proces beatyfikacyjny rozpatrywał heroiczność cnót, to wówczas do beatyfikacji potrzeba jeszcze cudu, czyli uzdrowienia kogoś z choroby śmiertelnej. Musi to być uzdrowienie nagłe i trwałe. Trzeba ponadto wykazać, że uzdrowienie to dokonało się wyłącznie przez wstawiennictwo sługi Bożego, że tylko jego pomocy wzywano. Mają to potwierdzić zeznania świadków. Wszystko jest sprawdzane przez komisję lekarską, następnie przez komisję teologiczną, przez kardynałów, arcybiskupów i biskupów, a potem podpisane przez papieża. Dopiero kiedy wszystkie te organizmy stwierdzą, że cud miał miejsce, ustala się datę beatyfikacji.

Reklama

Do kanonizacji potrzeba dodatkowego, drugiego cudu, innego niż ten, który przedstawiono do beatyfikacji. W przypadku kanonizacji męczennika nie ma potrzeby cudu do beatyfikacji, ale jest potrzebny cud do kanonizacji.

Przeczytałam kiedyś taką myśl, że gdyby kandydat na ołtarze wiedział, jak dokładnie komisje kościelne prześwietlą jego życie, zostawiłby potomnym kartkę z napisem: „Zostawcie mnie w spokoju”... Po co ta skrupulatność?

Sprawdza się po to, aby się upewnić, że tak istotnie było: że kandydat na ołtarze żył heroicznie i że dla nas, żyjących, branie z jego życia przykładu jest pewną drogą do świętości. A tak na marginesie... Nikt za życia nie wie, czy będzie beatyfikowany lub kanonizowany po śmierci i nie może takiej kartki zostawić – zresztą gdyby wiedział, że będzie beatyfikowany, znaczyłoby to, że był pyszny, co z kolei jest naturalną przeszkodą do świętości. Każdy autentyczny święty uważał się za życia za największego grzesznika, dlatego prosił wszystkich o modlitwę. Sam też, i to przede wszystkim, błagał Najwyższego o łaskę przebaczenia. Uważał siebie za niegodnego Bożej miłości.

Reklama

Najkrótszy proces beatyfikacyjny mieli Matka Teresa z Kalkuty i Jan Paweł II. Najdłuższy, bo trwał ok. 170 lat – biskup krakowski Stanisław. Skąd się biorą takie różnice?

Wynikają one z wielu różnych powodów. Omawianie ich tutaj zajęłoby bardzo wiele czasu i byłoby nudne. Jest to związane z historią, sytuacją polityczną, wojnami czy innymi konfliktami, które wstrzymują proces. Na długość procesu mają wpływ również kompetencje osób zaangażowanych w proces – czy oddają się temu całkowicie, czy tylko chwilowo, w przerwie między innymi zajęciami. Z całą pewnością jednak wydłużanie prac nad procesem beatyfikacyjnym nie wiąże się z brakiem cnót u danego sługi Bożego.

W procesie przesłuchiwani są nie tylko ludzie przekonani o świętości kandydata na ołtarze, ale także osoby jemu nieprzychylne, a nawet wrogie. W jakim celu?

Jak już powiedziałem, trybunał przesłuchuje bardzo wielu świadków. Czasami ich liczba przekracza setkę. Wszystko zależy od tego, kim był sługa Boży, tzn. jaki pełnił urząd, jaką pracę wykonywał, czy był osobą publiczną, czy, np. w przypadku kobiet – siostrą klauzurową.

A kim jest „adwokat diabła”?

Nie ma już kogoś takiego. Kiedyś był, ale w nowym prawodawstwie już go nie ma. Jego zadania przejęło wiele innych osób, które pojawiają się na różnych etapach procesu beatyfikacyjnego. Wszyscy, którzy są zaangażowani w proces, składają przysięgę, że będą szukać, oceniać, mówić wszystko tylko i wyłącznie zgodnie z prawdą. Przysięgają przed Bogiem, że zostawią na boku interesy osobiste czy inne i będą chcieli odkryć prawdę o słudze Bożym. Dlatego też pyta się o opinię osoby, które mogły być wrogie lub nieprzychylnie nastawione do sługi Bożego. Mają one mówić prawdę na jego temat, a nie przedstawiać swoje emocje. Nie wolno im nic ukrywać. Jeżeli więc jest coś – ich zdaniem – negatywnego w życiu czy postawie sługi Bożego, należy o tym powiedzieć. Następnie jednak, w oparciu o zeznania innych świadków, dokumenty historyczne czy archiwalne, trzeba sprawdzić, czy było to prawdziwe. Mogło się bowiem zdarzyć, że ktoś jest krytyczny wobec osoby sługi Bożego, bo ocenia jego postawę z perspektywy swojej wiedzy, tymczasem rzecz mogła się mieć zupełnie inaczej. Takie „głosy krytyczne” są nieraz niezwykle cenne, bo ich wyjaśnianie odsłania ukryte dotąd wątki życia sługi Bożego, a bywa, że są to wątki niezwykle piękne, heroiczne.

Pierwszym polskim świętym był Czech – biskup Wojciech. Czy wiadomo, ilu Polska ma błogosławionych i kanonizowanych?

Trudno mi w tej chwili powiedzieć, ilu dokładnie mamy błogosławionych i świętych. Uważam jednak, że jest ich wystarczająco wielu, aby każdy z nas, żyjących, mógł znaleźć między nimi takiego, który będzie dla niego wzorem życia, przykładem postępowania, modelem kochania Boga i służby bliźniemu, źródłem zachęty do bohaterstwa w życiu i ofiarności w spieszeniu z pomocą tym, którzy jej potrzebują. Dodam też, że nie ma limitów, jeśli chodzi o liczbę błogosławionych czy świętych z danego państwa, co oznacza, że każdy żyjący ochrzczony w kraju winien podejmować starania, aby zostać wielkim świętym. Święty Maksymilian np. zwykł mawiać, że chce zostać wielkim świętym, takim, jakiego jeszcze nie było, ale żeby po nim przychodzili jeszcze więksi od niego. Lubił mówić o pewnej konkurencji w dążeniu do świętości.

O. Zdzisław J. Kijas profesor nauk teologicznych, rektor Papieskiego Wydziału Teologicznego św. Bonawentury Seraficum w Rzymie, nauczyciel akademicki Wydziału Teologicznego Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II. Był członkiem międzynarodowej komisji ds. objawień w Medjugorie.

2021-09-07 11:14

Ocena: +4 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Kraków: Konferencja prasowa przed beatyfikacją Matki Klary

[ TEMATY ]

kuria

beatyfikacja

Małgorzata Cichoń

Od lewej: s. Agnieszka, Kijowska, kard. Stanisław Dziwisz i ks. Jan Kabziński

Od lewej: s. Agnieszka, Kijowska, kard. Stanisław Dziwisz i ks. Jan Kabziński
Dziś w kurii krakowskiej odbyła się konferencja prasowa, podczas której podano dziennikarzom szczegóły na temat zbliżającej się beatyfikacji Matki Klary Ludwiki Szczęsnej. Uroczystość będzie mieć miejsce 27 września w sanktuarium św. Jana Pawła II w Krakowie. W spotkaniu z dziennikarzami uczestniczyli: kard. Stanisław Dziwisz, s. Agnieszka Kijowska - przełożona generalna Sióstr Sercanek, ks. Jan Kabziński - kustosz sanktuarium św. Jana Pawła II oraz ks. Jan Machniak. Spotkanie poprowadził ks. Robert Nęcek.
CZYTAJ DALEJ

Święto Ofiarowania Pańskiego

Niedziela podlaska 5/2003

2 lutego obchodzone jest w Kościele święto Ofiarowania Pańskiego, potocznie zwane świętem Matki Bożej Gromnicznej. Bardzo pięknie o tym święcie pisze Anselm Grün - mnich benedyktyński: "Święto Ofiarowania Pańskiego zaprasza nas, by przyjąć Chrystusa do wewnętrznej świątyni naszego serca. Wesele między Bogiem i człowiekiem odbywa się wtedy, gdy pozwalamy wejść Chrystusowi do wewnętrznej świątyni zamku naszej duszy. Znajduje to swój wyraz podczas święta w procesji ze świecami. Na rozpoczęcie Eucharystii wspólnota zbiera się w ciemnym przedsionku kościoła. Kapłan święci świece i zapala je. Następnie wszyscy wchodzą z płonącymi świecami do kościoła. Jest to obraz tego, że do świątyni naszej duszy wchodzi światło Jezusa Chrystusa i rozświetla wszystko, co jest tam jeszcze ciemne i jeszcze nie wyzwolone".

Nazwy tego święta są dość zróżnicowane. Lekcjonarz armeński podaje, że obchodzono je w "czterdziestym dniu od narodzenia naszego Pana Jezusa Chrystusa". W V w. pojawiły się w brzmieniu greckim określenia hypapante, tzn. święto spotkania i heorte ton kataroion - święto oczyszczenia. Te dwa określenia rozpowszechniły się w Kościele zarówno na Wschodzie jak i na Zachodzie. W liturgii bizantyjskiej do dziś nosi ono nazwę hypapante. Nazwę tę spotykamy także w Sakramentarzu gregoriańskim w tradycji rzymskiej. Określeniem "oczyszczenia" posłużył się Mszał z 1570 r. Mszał Pawła VI opowiedział się za In presentatione Domini - Ofiarowanie Pańskie. Różna była data obchodzenia tego święta. Wschód liczył 40 dni od Objawienia Pańskiego, natomiast Zachód od 25 grudnia, które było i jest świętem Narodzenia Pańskiego. Stąd Kościoły wschodnie świętowały Ofiarowanie Pańskie 14 lutego, zaś liturgia rzymska - 2 lutego. Mszał papieża Pawła VI przewiduje na ten dzień oddzielną prefację, która sławi Boga za to, że Maryja przyniosła do świątyni Jezusa, przedwiecznego Syna Bożego, że Duch Święty ogłosił Go chwałą ludu Bożego i światłem dla narodów. Motyw ten leży u podstaw tego święta, pojawia się w modlitwach i w Ewangelii: "Gdy potem upłynęły dni ich oczyszczenia według Prawa Mojżeszowego, Maryja i Józef przynieśli Dzieciątko do Jerozolimy, aby Je przedstawić Panu: «Każde pierworodne dziecko płci męskiej będzie poświęcone Panu». Mieli również złożyć w ofierze parę synogarlic albo dwa młode gołębie, zgodnie z przepisem Prawa Pańskiego" (Łk 2, 22-23). Motyw światła jest charakterystyczny do tego stopnia, że w niektórych krajach Msza św. 2 lutego nosi nazwę Mszy światła. W tym dniu w jakiejś mierze dominuje procesja ze świecami podczas śpiewania antyfony: "Światło na oświecenie pogan i chwałę ludu Twego Izraela".
CZYTAJ DALEJ

Nadzwyczajna konserwacja fresku "Sąd Ostateczny" Michała Anioła w Kaplicy Sykstyńskiej

2026-02-02 16:58

[ TEMATY ]

Sąd Ostateczny

Kaplica Sykstyńska

Vatican Media

Od 1 lutego w Kaplicy Sykstyńskiej prowadzona jest nadzwyczajna konserwacja „Sądu Ostatecznego” Michała Anioła – pierwsza od zakończonej w 1994 roku wielkiej renowacji fresku. Przez około trzy miesiące arcydzieło zostanie poddane delikatnemu oczyszczaniu, przy jednoczesnym zachowaniu pełnej dostępności kaplicy dla wiernych i zwiedzających.

Prace rozpoczęły się od montażu rusztowania na całej powierzchni ściany ołtarzowej. Konserwatorzy będą operować za specjalnym ekranem z wysokiej rozdzielczości reprodukcją fresku, co pozwala na sprawowanie liturgii oraz dalsze udostępnianie Kaplicy Sykstyńskiej zwiedzającym. Jak podkreśla dyrektor Muzeów Watykańskich Barbara Jatta, jest to nadzwyczajna konserwacja arcydzieła dojrzałego okresu twórczości Michała Anioła.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję