Nie ulega wątpliwości, że głównym celem tej prymitywnej zabawy, było ugodzenie w pozycję prezydenta K. Nawrockiego, bowiem sierpniowa eksplozja jego popularności i pozycji, doprowadziła do skrajnej irytacji obóz rządzący.
Sytuacja na rynku paliw była zatem okazją nie tyle nawet do poprawienia swoich notowań – bo to niemożliwe – ale osłabienia pozycji prezydenta. I tylko o to w tym spektaklu chodziło.
Wrześniowa eksplozja cen paliw na stacjach benzynowych, nie wynikała z żadnych przesłanek rynkowych. Od rozpoczęcia działań wojennych w Zatoce Perskiej ceny ropy, które są punktem wyjścia do ceny paliw, mieszczą się w przedziale 80 – 100 USD za baryłkę.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Skoki tej ceny są wyłącznie efektem spekulacyjnych działań, w których dyskontowane są „komunikaty dnia” – a to jakaś wypowiedź Trumpa, a to jakiś atak na statek w Zatoce, a to jeszcze co innego. Każdy powód może być dobry, by cenę podbić albo zbić. O ile jednak trudno się dziwić spekulantom, bo to ich zajęcie, to rząd zachowujący się w taki sposób i to wobec swoich obywateli – to się nie zdarza często. Pewien wpływ na cenę paliwa mogło mieć osłabienie złotówki wobec dolara, ale skala tej zmiany (do której skądinąd przyczynia się sam rząd Tuska) nie była aż tak istotna. Innymi słowy ani ruchy na cenie ropy, ani zmiana kursu złotówki, nie uzasadniały takiego skoku cen paliwa w Polsce. Także kilkudniowe problemy z eksportem ropy saudyjskiej, nie były żadnym istotnym zawirowaniem.
Co było zatem powodem tych manipulacji cenowych ORLEN-u – bo to przecież ta firma decyduje o cenach paliwa w Polsce?
Reklama
Obok owej próby osłabienia pozycji K. Nawrockiego, głównym powodem stała się katastrofa budżetowa i konieczność szybkiego załatania zagrożenia wykroczenia poza i tak horrendalny poziom zadłużenia, określony w tegorocznym budżecie. Ponieważ D. Tusk nie ma już żadnej innej możliwości szybkiego łatania tych dziur w budżecie, które stworzył wraz ze swoją ekipą, musiał sięgnąć po „szybką kasę”.
Trzeba było jednak odwrócić uwagę od siebie i propagandowo obciążyć winą za zwyżkę cen na prezydenta. I tak oto powstał pomysł, aby wprowadzić niekonstytucyjny podatek, rzekomo na firmy paliwowe, ale w rzeczywistości na kupujących paliwo.
Po co? By – rzekomo – znaleźć pieniądze na obniżenie cen paliw w ramach tzw. programu CPN. Ta „koncepcja” jest tak absurdalna, że uwierzyć w jej sens mogą rzeczywiście tylko całkowicie bezkrytyczni zwolennicy rządu. Bo ekonomicznego sensu nie ma tym żadnego. Trzeba było jednak uwikłać w to prezydenta wiedząc, że jego niechęć do zaakceptowania takiej „regulacji”, pozwoli poprzez aparat propagandowy tworzyć wrażenie, iż szybko rosnące ceny są jego „zasługą”. Co więcej trwający tygodniami spór wokół ustawy, pozwalał nadprogramowo „doić” Polaków i łatać dziurę budżetową Tuska i Domańskiego. A na koniec D. Tusk mógł obwieścić wziętym jako zakładnicy Polakom, że przejściowo uwolnia ich od swoich manipulacji.
O tym, że żadna ustawa do wprowadzenia programu CPN nie była potrzebna udowodnił sam rząd, który nakazał ORLEN-owi obniżenie cen natychmiast po podpisie pod ustawą przez prezydenta.
Niejako w pakiecie, Tusk i jego współpracownicy kontynuowali oskarżanie o wszelkie problemy D. Trumpa, który z sobie tylko wiadomych powodów, postanowił zburzyć światowy pokój, zwłaszcza na Bliskim Wschodzie. No bo oczywiście Iran był i pozostaje krajem miłującym pokój, a na amerykańskiej bazie w Polsce tak naprawdę to zależy tylko Nawrockiemu i „pisiorom”. Bo D. Tusk i jego ekipa, nie potrzebują tego sojusznika.
Czy D. Tusk odniósł zwycięstwo w tej batalii?
Tak wydaje się i jemu i jego akolitom. Jego problem polega jednak na tym, iż ta ekipa wpadła już w spiralę wiodącą do gospodarczej katastrofy. Fundowana przez tę ekipę „perspektywa budżetowa”, pokazuje brak jakiejkolwiek przestrzeni na nie tyle nawet poprawę, ile choćby osłabienia tempa dramatycznego zadłużania Polski. Tym bardziej, że pompowane w gospodarkę na kredyt gigantyczne środki, nie przynoszą adekwatnych efektów w przyroście PKB. Oznacza to, iż Tusk wprowadził Polskę w stan, w jakim znalazła się ona pół wieku temu wskutek podobnej polityki ekipy gierkowskiej. I podobnie jak Gierek, Tusk drastycznie zwiększa poziom polskiego zadłużenia za granicą, co jeszcze bardziej komplikuje naszą sytuację. Dlatego przed wyborami w 2027 roku musimy spodziewać się, że rząd Tuska nie cofnie się przed żadnymi podobnymi do paliwowej rozgrywki, a Polacy co chwilę stawać się będą zakładnikami tych gierek. Bo w logice D. Tuska i jego ekipy, drenowanie obywateli polskich z ich pieniędzy różnymi podatkami, leży w ich interesie. Szkoda, że tej paranoi nie dostrzegają wierni kibice rządu, ale jak widać im sponsorowanie nieudacznictwa swoich pupilów, musi sprawiać przyjemność.
