Reklama

Niedziela Wrocławska

Jubileusz sanktuarium

W Jutrzynie świętowano 10. rocznicę ustanowienia Diecezjalnego Sanktuarium św. Franciszka z Asyżu. – Czy pełnię wolę Bożą? – to pytanie Franciszek stawiał sobie przez całe życie – przypomniał podczas uroczystości o. Alard Maliszewski, franciszkanin. Wskazał, że droga świętego do pokoju serca prowadziła przez rozeznawanie, posłuszeństwo Kościołowi i życie Ewangelią.

2026-09-28 14:05

Archiwum parafii

Msza św. w Diecezjalnym Sanktuarium św. Franciszka w Jutrzynie

Msza św. w Diecezjalnym Sanktuarium św. Franciszka w Jutrzynie

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Mszy św. przewodniczył ks. Arkadiusz Kruk, wikariusz biskupi. O. Alard Maliszewski, minister prowincjalny Prowincji św. Jadwigi Zakonu Braci Mniejszych we Wrocławiu wygłosił homilię.

– 10 lat temu to miejsce, ten kościół, który powstał z woli św. Jadwigi Śląskiej i został dedykowany św. Franciszkowi, podniesiono do rangi Diecezjalnego Sanktuarium św. Franciszka z Asyżu. Motywacją była chęć, aby z przykładu jego życia, z tego, co po sobie pozostawił, jak najobficiej czerpać – mówił o. Maliszewski.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Nawiązując do 800. rocznicy śmierci św. Franciszka, przypomniał, że na przełomie lutego i marca br. w Asyżu wystawiono na widok publiczny jego relikwie. Wydarzenie to budziło różne emocje.

– Dla mnie, jako franciszkanina, choć nie widziałem tych relikwii, to jest najważniejszy moment – że to, czym żyję, jak żyję, co mnie zainspirowało, inspiruje wielu ludzi na świecie. Bo przecież duch franciszkański i wpływ św. Franciszka jest wielki w całym świecie. To nie jest ideologia ani projekt napisany na zamówienie za czyjeś pieniądze, ale człowiek, który tak żył, że dzisiaj inspiruje – mówił o. Alard.

Nawiązał do Ewangelii i przypowieści o ojcu posyłającym swoich synów do winnicy.

Reklama

– To tekst bardzo trafnie opisujący to, co przeżywał św. Franciszek – mówił, przypominając krótko biografię świętego. Zauważył, że Franciszek nie od początku „pracował w winnicy Pańskiej”. W pewnym momencie jednak się opamiętał i zapragnął wypełniać wolę Boga.

– Ale to był dopiero początek. Bo to pytanie: „Czy ja pełnię wolę Bożą?” św. Franciszek stawiał sobie przez całe życie. Było to dla niego pytanie nie tylko ważne, ale i dramatyczne – w jaki sposób rozeznać wolę Bożą – zaznaczył kaznodzieja.

Jako jeden ze sposobów rozeznawania wymienił posłuszeństwo Kościołowi. Dlatego w 1209 r. Franciszek poprosił papieża o zgodę na życie według Ewangelii. Papież Innocenty III udzielił ustnej aprobaty pierwszej formie życia Franciszka i jego towarzyszy.

– I wydarzyło się coś niesamowitego. Do 1221 r. z 12 braci idących za św. Franciszkiem zrobiło się kilka tysięcy – przypominał o. Alard, podkreślając, że była to dopiero wspólnota pierwszego zakonu. Do Franciszka dołączali także świeccy, zafascynowani jego życiem i Ewangelią.

– Można powiedzieć, że po ludzku sukces. Ale Franciszek ciągle stawiał sobie pytanie: „Boże, czy to jest Twoja wola? Czy do tego mnie powołałeś?” – opowiadał o. Maliszewski.

Podkreślił, że św. Franciszek bardzo cierpiał, zwłaszcza gdy zakon dynamicznie się rozwijał. Nie potrafił wtedy znaleźć w sercu pokoju i pewności, że właśnie tego chce od niego Bóg.

Reklama

W tych zmaganiach, w 1224 r., dwa lata przed śmiercią, udał się na górę La Verna, gdzie oddał się modlitwie. Tam otrzymał stygmaty jako potwierdzenie miłości i znak, że jego cierpienie jest wolą Bożą i że idzie dobrą drogą.

– Dopiero wtedy, gdy Franciszek odkrywa, że to cierpienie, które znosi, jest sensowne, potrzebne i przynosi owoce, w jego serce wstępuje prawdziwy pokój. I dopiero wtedy – człowiek, który fizycznie jest bliski śmierci – ma pokój serca. Pisze „Hymn Pochwalny Stworzeń” – przypominał o. Maliszewski.

Podkreślił, że po tych doświadczeniach Franciszek z radością i spokojem w sercu odszedł z tego świata. Śmierć stała się dla niego siostrą otwierającą bramy nieba.

– Przez 800 lat ten wzór jest ciągle inspirujący. Może nam przypominać, że tym, co istotne, jest pełnienie woli Bożej w naszym życiu. Może odnajdziemy ją, posługując się sposobem Franciszkowym, poprzez posłuszeństwo Kościołowi, uniżenie, naśladowanie Pana Jezusa, życie Ewangelią – mówił franciszkanin.

Na zakończenie zachęcił, by jubileusz sanktuarium stał się okazją do wdzięczności i dalszego czerpania z przykładu św. Franciszka.

– Dzisiaj chciejmy dziękować Bogu za ten wzór życia naszego wspólnego patrona, który nas inspiruje, zaprasza. Dziękujmy za ten jubileusz i za 10 lat sanktuarium. Starajmy się, by ludzie, którzy do niego przybywają, poczuli, że można tutaj czegoś doświadczyć, za czymś zatęsknić, czegoś dotknąć. Żebyśmy mogli stąd wyjść z pokojem serca i z radością, chwaląc Boga – zakończył.

Podczas uroczystości Medalem św. Jadwigi uhonorowano parafian zaangażowanych w życie Kościoła i parafii.

Oceń: +1 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Automat do zabijania nienarodzonych dzieci? Aktywistki uruchomiły abortomat

2026-10-01 11:36

[ TEMATY ]

aborcja

kobiety

zagrożenie

abortomat

banalizacja

paczkomat

Adobe Stock

Aktywistki aborcyjne uruchomiły - jak same się chwalą na swojej stronie internetowej - "pierwszy na świecie system paczkomatowy stworzony specjalnie w celu wydawania tabletek aborcyjnych". Abortomat - bo tak eufemistycznie nazwano przerażające urządzenie, mające wspierać odbieranie życia nienarodzonym dzieciom - stanął 29 września w Warszawie. Już dziś wywołało to szereg kontrowersji i pytanie, czy aktywistki w sposób bezczelny nie łamią polskiego prawa.

Kiedy czytamy komunikaty wypuszczane przez "aborcjonistki", przeraża, jak bardzo banalizują one stosowanie nie tylko tabletek aborcyjnych, ale i samego - jak to nazywają - "zabiegu", którego konsekwencją jest zabicie życia rozwijającego się w łonie matki.
CZYTAJ DALEJ

Św. Teresa od Dzieciątka Jezus - "Moim powołaniem jest miłość"

Niedziela łódzka 22/2003

[ TEMATY ]

św. Teresa z Lisieux

Adobe Stock

Św. Teresa z Lisieux

Św. Teresa z Lisieux

O św. Teresie od Dzieciątka Jezus i Najświętszego Oblicza, karmelitance z Lisieux we Francji, powstały już opasłe tomy rozpraw teologicznych. W tym skromnym artykule pragnę zachęcić czytelników do przyjaźni z tą wielką świętą końca XIX w., która także dziś może stać się dla wielu ludzi przewodniczką na krętych drogach życia. Może także pomóc w zweryfikowaniu własnego stosunku do Pana Boga, relacji z Nim, Jego obrazu, który nosimy w sobie.

Życie św. Teresy daje się streścić w jednym słowie: miłość. Miłość była jej głównym posłannictwem, treścią i celem jej życia. Według św. Teresy, najważniejsze to wiedzieć, że jest się kochanym, i kochać. Prawda to, jak może się wydawać, banalna, ale aby dojść do takiego wniosku, trzeba w pełni zaakceptować siebie. Św. Teresie wcale nie było łatwo tego dokonać. Miała niesforny charakter. Była bardzo uparta, przewrażliwiona na swoim punkcie i spragniona uznania, łatwo ulegała emocjom. Wiedziała jednak, że tylko Bóg może dokonać w niej uzdrowienia, bo tylko On kocha miłością bez warunków. Dlatego zaufała Mu i pozwoliła się prowadzić, a to zaowocowało wyzwoleniem się od wszelkich trosk o samą siebie i uwierzeniem, że jest kochana taką, jaka jest. Miłość to dla św. Teresy "mała droga", jak zwykło się nazywać jej duchowy system przekonań, "droga zaufania małego dziecka, które bez obawy zasypia w ramionach Ojca". Św. Teresa ufała bowiem w miłość Boga i zdała się całkowicie na Niego. Chciała się stawać "mała" i wiedziała, że Bogu to się podoba, że On kocha jej słabości. Ona wskazała, na przekór panującemu długo i obecnemu często i dziś przekonaniu, że świętość nie jest dostępna jedynie dla wybranych, dla tych, którzy dokonują heroicznych czynów, ale jest w zasięgu wszystkich, nawet najmniejszych dusz kochających Boga i pragnących spełniać Jego wolę. Św. Teresa była przekonana, że to miłosierdzie Boga, a nie religijne zasługi, zaprowadzi ją do nieba. Św. Teresa chciała być aktywna nie w ćwiczeniu się w doskonałości, ale w sprawianiu Bogu przyjemności. Pragnęła robić wszystko nie dla zasług, ale po to, by Jemu było miło i dlatego mówiła: "Dzieci nie pracują, by zdobyć stanowisko, a jeżeli są grzeczne, to dla rozradowania rodziców; również nie trzeba pracować po to, by zostać świętym, ale aby sprawiać radość Panu Bogu". Św. Teresa przekonuje w ten sposób, że najważniejsze to wykonywać wszystko z miłości do Pana Boga. Taki stosunek trzeba mieć przede wszystkim do swoich codziennych obowiązków, które często są trudne, niepozorne i przesiąknięte rutyną. Nie jest jednak ważne, co robimy, ale czy wykonujemy to z miłością. Teresa mówiła, że "Jezus nie interesuje się wielkością naszych czynów ani nawet stopniem ich trudności, co miłością, która nas do nich przynagla". Przykład św. Teresy wskazuje na to, że usilne dążenie do doskonałości i przekonywanie innych, a zwłaszcza samego siebie, o swoich zasługach jest bezcelowe. Nigdy bowiem nie uda się nam dokonać takich czynów, które sprawią, że będziemy w pełni z siebie zadowoleni, jeśli nie przekonamy się, że Bóg nas kocha i akceptuje nasze słabości. Trzeba zgodzić się na swoją małość, bo to pozwoli Bogu działać w nas i przemieniać nasze życie. Św. Teresa chciała być słaba, bo wiedziała, że "moc w słabości się doskonali". Ta wielka święta, Doktor Kościoła, udowodniła, że można patrzeć na Boga jak na czułego, kochającego Ojca. Jednak trwanie w takim przekonaniu nie przyszło jej łatwo. Przeżywała wiele trudności w wierze, nieobce były jej niepokoje i wątpliwości, znała poczucie oddalenia od Boga. Dzięki temu może być nam, ludziom słabym, bardzo bliska. Jest także dowodem na to, że niepowodzenia i trudności są wpisane w życie każdego człowieka, nikt bowiem nie rodzi się święty, ale świętość wypracowuje się przez walkę z samym sobą, współpracę z łaską Bożą, wypełnianie woli Stwórcy. Teresa zrozumiała najgłębszą prawdę o Bogu zawartą w Biblii - że jest On miłością - i dlatego spośród licznych powołań, które odczuwała, wybrała jedno, mówiąc: "Moim powołaniem jest miłość", a w innym miejscu: "W sercu Kościoła, mojej Matki, będę miłością".
CZYTAJ DALEJ

Kard. Grzegorz Ryś podczas inauguracji roku akademickiego Uniwersytetu Jagiellońskiego

2026-10-01 16:27

[ TEMATY ]

nowy rok akademicki

Uniwersytet Jagielloński

Kard. Grzegorz Ryś

Biuro Prasowe Archidiecezji Krakowskiej

– Kościół i uniwersytet są wezwane do wspólnego świadectwa. By dawać światu pokój, by likwidować przemoc i żeby się wzajemnie od siebie uczyć żniwowania – mówił kard. Grzegorz Ryś podczas Mszy św. z okazji inauguracji roku akademickiego na Uniwersytecie Jagiellońskim w Uniwersyteckiej Kolegiacie św. Anny w Krakowie.

Na początku Mszy św. proboszcz parafii św. Anny w Krakowie ks. Tadeusz Panuś przypomniał słowa św. Jana Pawła II, że w Uniwersyteckiej Kolegiacie św. Anny „wiedza i mądrość szuka przymierza ze świętością”. Zaznaczył, że słowa te dobrze oddają ducha inauguracji 663. roku akademickiego na Uniwersytecie Jagiellońskim.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję