Fulton J. Sheen doskonale rozumiał potęgę mediów.
Najpierw radio, później telewizja stały się dla niego przestrzenią ewangelizacji. Jego program „Life Is Worth Living” przyciągał miliony widzów. Nie potrzebował jednak spektakularnej scenografii. Biurko, książki, tablica i człowiek, który potrafił mówić o Bogu, wierze i ludzkich problemach w sposób zrozumiały dla szerokiego grona odbiorców – to wystarczyło.
Oglądaj NA ŻYWO z USA beatyfikację abp. Fultona Sheena z komentarzem w języku polskim!
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Dziś zamiast jednego programu mamy tysiące kanałów. Zamiast czekać na godzinę emisji, możemy oglądać wszystko natychmiast. Kilkadziesiąt sekund filmu może zdecydować o tym, czy odbiorca zatrzyma się przy treści, czy przesunie palcem dalej.
Czy bł. Fulton J. Sheen odrzuciłby taki świat?
Można przypuszczać, że nie. Przecież już w swojej epoce potrafił dostrzec w nowych technologiach potencjał i możliwość dotarcia do człowieka. Radio i telewizja nie były dla niego celem samym w sobie. Były narzędziami wartościowych spotkań.
Nie chodzi o zasięgi
Bł. Fulton J. Sheen zaczynał od człowieka. Interesowały go jego lęki, pytania, samotność, cierpienie i poszukiwanie sensu. Dopiero potem prowadził odbiorcę do pytań o Boga i Ewangelię.
Reklama
Gdyby dzisiaj dostał do ręki smartfon, być może przed nagraniem filmu nie sprawdzałby najpierw statystyk poprzedniego materiału. Zapytałby raczej: ,,Czego potrzebuje człowiek, który za chwilę mnie zobaczy?’’
Zmieniły się narzędzia, język i tempo komunikacji. Nadal istnieje człowiek, który boi się samotności. Który nie wie, po co żyje. Który cierpi po rozpadzie relacji. Który ma wiele informacji, ale coraz trudniej jest mu odpowiedzieć na pytanie, co jest naprawdę ważne. Bł. Fulton J. Sheen
prawdopodobnie właśnie tam szukałby tematów. Nie w tym, co aktualnie robi zasięg, lecz w tym, co naprawdę dotyka człowieka i czego mu brakuje.
Więcej prawdy
Współczesny człowiek jest zmęczony informacjami. Otwiera telefon i natychmiast otrzymuje wiadomości, komentarze, reklamy, opinie i kolejne powiadomienia. Media miały nas połączyć, a czasem sprawiają, że jesteśmy jeszcze bardziej samotni. Fulton J. Sheen zapewne nie próbowałby odpowiadać na ten hałas jeszcze większym hałasem. Chciałby raczej odzyskać dla mediów coś, co coraz częściej tracimy – prawdę. Nie chodzi tylko o prawdę kolejnego nagłówka. Chodzi o prawdę o człowieku. O to, że za każdym ekranem znajduje się osoba. Ktoś, kto może właśnie przeżywać kryzys. Ktoś, kto czeka na jedno dobre słowo. Ktoś, kto ma pytanie dotyczące wiary, ale boi się je zadać.
Fulton J. Sheen potrafił wychodzić poza grono przekonanych. Jego przekaz trafiał również do ludzi, którzy nie byli katolikami. Dzisiaj taką przestrzenią są media społecznościowe – miejsce, w którym na treść ewangeliczną może natrafić ktoś, kto nigdy nie przekroczył progu kościoła.
Jakie przesłanie bł. Fulton J. Sheen miałby dziś dla człowieka?
Być może przypomniałby nam przede wszystkim, że za ekranem zawsze stoi człowiek. Nie statystyka, nie wyświetlenie i nie kolejny obserwujący, ale ktoś, kto ma swoje pytania, problemy, nadzieje i tęsknoty.
Media mogą być dobrym miejscem, jeśli pomagają człowiekowi zatrzymać się na chwilę, pomyśleć i zobaczyć, że wiara nadal ma coś ważnego do powiedzenia. Nie chodzi przecież o to, żeby mówić najgłośniej.
Chodzi o to, żeby powiedzieć coś, co naprawdę ma znaczenie. Bł. Fulton J. Sheen nie znał TikToka, Instagrama ani YouTube’a. Znał jednak człowieka i jego wartość. I być może właśnie tego najbardziej potrzebujemy także dzisiaj – mniej hałasu, a więcej prawdy, dobra i zwyczajnej rozmowy.
