Reklama

Wiadomości

Dziecko prosto z serca

Według technicznej definicji encyklopedycznej, adopcja oznacza usynowienie, uznanie obcego dziecka za własne. Ja jednak wolę określenie płynące z doświadczenia i w tej perspektywie adopcja to przyjęcie dziecka z miłością – konkretnego, wybranego sercem i z pomocą Boga, nie „jakiegoś” dziecka

Niedziela Ogólnopolska 41/2016, str. 47

[ TEMATY ]

adopcja

petunyia/fotolia.com

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Każde małżeństwo jest powołane do rodzicielstwa, lecz nie każde doświadcza rodzicielstwa biologicznego. Składa się na to wiele czynników, po części niezależnych od danej pary. Nie wiem, dlaczego tak jest. Pokornie przyjmuję, że to tajemnica. Narzeczeni ślubują sobie miłość, a nie płodność. Nie istnieje prawo do dziecka. Dziecko to nie rzecz, której można pożądać, lecz to cud i dar, którego nie możemy sobie zagwarantować. Dziecko nie jest czymś, co się małżonkom należy.

Bóg powiedział do pierwszych ludzi: „Bądźcie płodni i rozmnażajcie się”, jednak nie zaznaczył, że płodność dotyczy tylko biologicznego rodzicielstwa. Chodzi także o rozmnażanie miłości i o rodzicielstwo duchowe. Wiele osób myślało o Janie Pawle II jako o ojcu, a najsłynniejszą w XX wieku kobietą, którą nazywaliśmy matką, była siostra zakonna z Kalkuty. W odniesieniu do małżeństw może być tak, że ktoś staje się rodzicem dla dzieci, które nie są jego biologicznym potomstwem. Bardzo ważne, by w takiej sytuacji nie były one traktowane jak dzieci „zastępcze”. To właśnie dlatego dojrzała miłość do adoptowanego dziecka zakłada wcześniejsze świadome, głębokie przeżycie żałoby w odniesieniu do dziecka biologicznego, którego bardzo się pragnęło.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Reklama

Niektórzy twierdzą, że para niemająca biologicznych dzieci nie powinna mieć też adoptowanych, bo stało się to z woli Bożej i nie należy jej zmieniać. Ja się z tym argumentem nie zgadzam. Bóg nie chce dla nikogo czegoś, co jest ograniczeniem. Bóg pragnie, by wszyscy kochający się małżonkowie byli płodni, także biologicznie. A gdy dzieje się inaczej, Bóg pomaga małżonkom dorastać do miłości wobec dzieci adoptowanych, dla których taka miłość staje się błogosławieństwem. Biblia nie przytacza nawet jednego przypadku, w którym Bóg pozbawiłby kogoś płodności. Wiele razy natomiast mówi o małżonkach, którym Bóg przywrócił szansę poczęcia dziecka. Skoro pierwszym poleceniem Boga jest małżeństwo i przekazywanie życia dzieciom, to Bóg nie może działać w sprzeczności z samym sobą.

W czasie Światowego Spotkania Rodzin w Walencji Benedykt XVI powiedział: „Ojciec i matka wypowiedzieli przed Bogiem całkowite TAK, stanowiące podstawę łączącego ich sakramentu. Dlatego też, aby wewnętrzna więź rodziny była pełna, jest konieczne, by wypowiedzieli również TAK, wyrażające akceptację dzieci poczętych albo adoptowanych, obdarzonych własną osobowością i charakterem”. Benedykt XVI na równi stawia zatem małżeństwa, które mają biologiczne dzieci, i te, które kochają dzieci adoptowane.

Z drugiej strony nie uważam, że brak biologicznego potomstwa jest automatycznie przepustką do ośrodka adopcyjnego. Ważne, żeby przeżyć żałobę po swoim biologicznym dziecku, wypłakać stratę, pogodzić się z nią. Gdy się tej straty nie przeżyje, adopcja stanie się „plastrem” na ranę, rodzicielstwem zastępczym, a nie w pełni świadomym i wolnym wyborem. W konsekwencji cierpieć będą rodzice i dziecko, bo nie odnajdą w nim „swojego” potomka.

Reklama

W odniesieniu do adopcji czas jest kluczowy. Na miłość do dziecka adopcyjnego trzeba czasami poczekać. Ono też niekoniecznie pokocha nas od razu. Miłość od pierwszego wejrzenia zdarza się rzadko, najczęściej w filmach. Miłość to nie emocje i nie one są najważniejsze. Miłość to postawa odpowiedzialności za drugiego człowieka. To decyzja o byciu razem. To ofiarne staranie się, żeby ten, którego kochamy, był z nami szczęśliwy. Jak sobie radzić ze świadomością, że nie kochamy w znaczeniu emocjonalnym? Bo tak może się zdarzyć, gdy adoptujemy dziecko. Zaakceptować ten stan, czekać na uczucia i cieszyć się z macierzyństwa. Mieć cierpliwość i, co bardzo ważne, samemu się nie oskarżać.

Wciąż pokutuje w Polsce stereotypowe myślenie o adopcji, które podkreśla niebezpieczeństwo związane z patologicznymi skłonnościami czy obciążeniami adoptowanych dzieci. Ludzie boją się, że po kilku latach niebieskooki cherubinek zamieni się w rzeźnika, a niewinna dziewczynka wyjdzie na ulicę, bo tak postępowała jej matka. Istnieje, oczywiście, takie ryzyko, lecz zwykle nie większe niż w odniesieniu do biologicznego potomstwa. Miłość i wychowanie są silniejsze niż negatywne obciążenia z przeszłości.

Gdy wychodzę za mąż, to przecież nie mogę powiedzieć, że już znam tego człowieka na wylot, dogłębnie. Sami siebie do końca nie znamy. Przysięganie miłości do końca życia komuś, kogo znam rok, może trochę dłużej, łączy się zawsze z ryzykiem. Pokochanie pokrzywdzonego dziecka, w moim odczuciu, jest dużo prostsze. Nie znam „mojego” malucha dobrze, a on nie zna jeszcze mnie. Nie jesteśmy w stanie „prześwietlić się” do spodu, a jednak „decydujemy się” na siebie. Dotyczy to zarówno dziecka adoptowanego, jak i biologicznie zrodzonego. Każde jest tajemnicą, znakiem zapytania, wyzwaniem. Każdemu dziecku trzeba pomagać kształtować sumienie, mobilizować je do pokonywania słabości, rozpoznawać i rozwijać jego talenty.

Zdumiewające jest, jak bardzo dzieci adopcyjne upodabniają się do swoich rodziców. Mają podobną mimikę, podobnie się poruszają, śmieją, zachowują. Często stają się nawet fizycznie bardziej podobne do rodziców, przez które zostały adoptowane, niż ich biologiczne potomstwo. Miłość czyni nas nie tylko podobnymi do Boga, lecz także do bliskich, z którymi nas łączy. Czy to nie piękne?

2016-10-05 08:29

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Franciszek: adopcja to jedna z najdoskonalszych form ojcostwa i macierzyństwa

[ TEMATY ]

adopcja

papież Franciszek

Grzegorz Gałązka

Święty Józef pokazuje nam, że adopcja jest jedną z najdoskonalszych form miłości oraz ojcostwa i macierzyństwa – powiedział papież podczas dzisiejszej audiencji ogólnej. Ojciec Święty omawiał dzisiaj tajemnicę przybranego ojcostwa opiekuna Pana Jezusa.

Franciszek przypomniał, że w starożytności na Wschodzie instytucja adopcji była bardzo powszechna, a jej przykładem jest praktyka lewiratu, gdzie szwagier wzbudzał potomstwo po zmarłym bracie, który pozostawał ojcem prawnym, przekazując nowonarodzonemu dziecku wszystkie prawa dziedziczne. Józef jako oficjalny ojciec Jezusa nadał mu imię: „Jezus”, co znaczy „Pan zbawia” – przypomniał papież.
CZYTAJ DALEJ

Dobra Marta i dobra Maria mieszkają w jednym domu Kościoła

[ TEMATY ]

Ks. Krzysztof Młotek

Glossa Marginalia

Joanna Popławska

Paweł dowodzi niezależności swojej Ewangelii biografią, i jest to biografia zeznana jak przed sądem: „słyszeliście przecież o moim postępowaniu ongiś, gdy jeszcze wyznawałem judaizm, jak z niezwykłą gorliwością zwalczałem Kościół Boży i usiłowałem go zniszczyć”. Apostoł niczego nie retuszuje. Jego przeszłość prześladowcy jest częścią argumentu. Nikt nie mógł go nauczyć Ewangelii, bo nie przebywał wśród uczniów. Był po przeciwnej stronie. „Prześcigałem w żarliwości o judaizm wielu rówieśników”. Gorliwość Pawła była gorliwością zelotyczną, wzorowaną na Pinchasie i Eliaszu, gotową do przemocy w obronie Prawa. Przełom opisuje językiem powołań prorockich: „gdy jednak spodobało się Temu, który wybrał mnie jeszcze w łonie matki mojej i powołał łaską swoją, aby objawić Syna swego we mnie”. To niemal dosłowne echo Jeremiasza (Jr 1,5) i Sługi Pańskiego (Iz 49,1). Paweł opisuje nawrócenie jako powołanie w obrębie tej samej historii Boga z Izraelem. Ten, który posyłał proroków, posłał i jego, „abym Ewangelię o Nim głosił poganom”. Znamienna jest dyskrecja: „objawić Syna swego we mnie”. Wydarzenie damasceńskie, które Łukasz opowie trzykrotnie z narracyjnym rozmachem, sam Paweł wspomina półzdaniem. Chronologia, którą podaje, ma wartość dowodową. Nie radził się „ciała i krwi”, poszedł do Arabii, wrócił do Damaszku, dopiero po trzech latach udał się do Jerozolimy „zapoznać się z Kefasem” i pozostał u niego piętnaście dni, nie widując innych apostołów oprócz Jakuba. Grecki czasownik historēsai, zapoznać się, znaczy tyle co odwiedzić w celu poznania. Z tej wizyty nie da się wyprowadzić zależności doktrynalnej. A jednak Paweł nie buduje Ewangelii przeciwko Jerozolimie. Przyszedł do Kefasa, bo komunia z Piotrem należy do prawdy jego posłannictwa. Niezależność objawienia i więź z Kościołem apostolskim nie kłócą się u niego ani przez chwilę. Finał jest doksologią cudzej wdzięczności. Kościoły Judei, znające go tylko ze słyszenia, „wielbiły Boga z mojego powodu”. Prześladowca głosi wiarę, którą chciał zniszczyć. Taka odmiana ma tylko jedno wytłumaczenie, i właśnie ono jest treścią uwielbienia.
CZYTAJ DALEJ

Kard. K. Krajewski wziął udział w programie "Sprawa dla reportera"

2026-10-06 20:15

[ TEMATY ]

archidiecezja łódzka

ks. Hieronim Wróblewski

Kard. K. Krajewski w programie telewizyjnym Sprawa dla Reportera

Kard. K. Krajewski w programie telewizyjnym Sprawa dla Reportera

Postać łódzkiej położnej, która w Auschwitz przyjęła na świat około 3 tys. dzieci, będzie bohaterką październikowego odcinka programu „Sprawa dla reportera”. W nagraniu udział wziął kard. Konrad Krajewski, metropolita łódzki, który mówił o rozwijającym się w Łodzi kulcie Sługi Bożej Stanisławy Leszczyńskiej.

W studiu programu Elżbiety Jaworowicz spotkali się przedstawiciele różnych środowisk zainteresowanych postacią Stanisławy Leszczyńskiej – prawnicy, psychologowie, twórcy kultury, a przede wszystkim położne i siostry zakonne, dla których świadectwo łódzkiej położnej pozostaje szczególnie ważne.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję