W poniedziałek armagedon w Głuchołazach. Zaledwie 15 minut ulewy wystarczyło, żeby miasto znowu znalazło się pod wodą. Zalane zostały ulice, posesje, skwery, a nawet szpital. Kilka tygodni wcześniej właśnie tam premier Donald Tusk wraz z ministrami z dumą prezentował nowy most. Kiedy jednak przyszła kolejna powódź, rzecznik rządu Adam Szłapka wyjaśnił, że „trudno odpowiadać za katastrofę pogodową”.
Dwa różne wydarzenia. Cyberatak i ulewa. Wspólny mianownik jest jednak zaskakująco podobny: kiedy pojawia się problem, odpowiedzialność bardzo szybko zaczyna szukać właściciela poza rządem.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
I właśnie wtedy przypominają mi się słynne trzy małpki. Mizaru zakrywa oczy. Nie widzę. Kikazaru zakrywa uszy. Nie słyszę. Iwazaru zakrywa usta. Nie mówię. Japoński symbol ma długą historię, ale dziś trzy małpki kojarzymy przede wszystkim z wypieraniem problemu. Trudno o lepszą metaforę polityki odpowiedzialności, którą obserwujemy.
Gadają, nie robią
Wyciek danych medycznych jest tutaj wyjątkowo wymowny. Oczywiście, że za włamanie odpowiadają hakerzy. Tylko że na tym odpowiedzialność państwa się nie kończy.
Ustawa o Krajowym Systemie Cyberbezpieczeństwa nie mówi przecież: „łapcie hakerów i resztą się nie przejmujcie”. Nakłada na państwo konkretne zadania: monitorowanie, kontrolę, reagowanie na podatności, obsługę incydentów i ostrzeganie przed zagrożeniami.
Reklama
W przypadku ochrony zdrowia właściwym organem jest minister zdrowia. Za krajowy system cyberbezpieczeństwa odpowiadają z kolei instytucje podległe ministrowi cyfryzacji i pełnomocnikowi rządu do spraw cyberbezpieczeństwa.
Dlatego właściwe pytania nie brzmią: „Dlaczego minister nie zatrzymał hakerów?”. Brzmią: Czy państwo wiedziało o podatnościach? Czy system był odpowiednio monitorowany? Czy były kontrole? Czy wcześniej zgłaszano problemy? Czy reagowano? Czy zrobiono wszystko, czego wymagały przepisy?
To jest właśnie odpowiedzialność państwa. I wtedy pojawia się pierwsza małpka: nie widzę. Druga: nie słyszę. Trzecia: nie mówię. Tydzień później mamy Głuchołazy. I znowu słyszymy, że trudno odpowiadać.
Bezradność i spychologia
Oczywiście, że nikt nie odpowiada za to, że nad miastem pojawiła się chmura. Państwo nie steruje pogodą. Ale państwo odpowiada za przygotowanie infrastruktury, zabezpieczenia przeciwpowodziowe i sprawność systemu reagowania.
Jeżeli po 15 minutach ulewy zalewane są ulice, posesje i szpital, warto zapytać, czy wszystko zostało zrobione tak, jak powinno. Zwłaszcza że zaledwie kilka tygodni wcześniej politycy przyjechali do Głuchołaz, żeby pokazać sukces. Do chwalenia się pierwsi. Kiedy pojawia się problem — nagle okazuje się, że odpowiedzialność jest już znacznie bardziej skomplikowana.
Reklama
I tutaj trzy małpki siedzą jak znalazł. Nie widzieć problemu. Nie słyszeć ostrzeżeń. Nie mówić o odpowiedzialności. A przecież państwo powinno działać dokładnie odwrotnie. Ma widzieć zagrożenia, zanim staną się katastrofą. Ma słuchać ekspertów i ostrzeżeń. I ma mówić obywatelom prawdę, również wtedy, kiedy prawda jest niewygodna.
To nie my – to oni
Bo bezpieczeństwo nie polega na tym, że minister na konferencji zapewni nas, że wszystko jest pod kontrolą. Bezpieczeństwo zaczyna się wtedy, kiedy ktoś potrafi powiedzieć: tutaj system zawiódł, tutaj popełniliśmy błąd, tutaj trzeba coś naprawić.
Tymczasem coraz częściej słyszymy: to nie my, to hakerzy. To nie my, to pogoda. To nie my, to poprzednicy. To nie my, nic się nie dało zrobić. Można tak rządzić. Można też zakryć oczy, zatkać uszy i zamknąć usta. Tylko że problem od tego nie znika. Znosi się jedynie odpowiedzialność. A przynajmniej próbuje się ją znieść.
Na szczęście obywatel nie musi być kolejną małpką. Może patrzeć. Może słuchać. I ma pełne prawo pytać: kto za to odpowiada? Bo kto za to wszystko płaci jest jasne.

