I nie będzie to artykuł o niesamowitych spotkaniach na trasie, bo Via di Francesco nie należy do mocno uczęszczanych. Zawsze zastanawiało mnie, czym jest tzw. radość pielgrzymowania, bo wiele razy o niej słyszałem, ale patrząc z perspektywy czasu okazuje się to wszystko “takie zwykłe i normalne”. Idzie się drogą, ma intencje, modli, widzi się ludzi, coś czasem zaboli, jest oderwanie od codzienności. Wiadomo, że radość i jej formy, każdy przeżywa indywidualnie. Tymczasem zauważyłem, choć to towarzyszyło mi już od dawna, dobrym owocem pielgrzymowania nie jest skupienie się na drodze, ale na Panu Bogu. Preferując indywidualne przejścia i wchodząc w tryb medytacji [z zachowaniem ostrożności na drodze], czy modlitwy mających charakter medytacyjny, jak np. różaniec, można poczuć radość drogi, także pod wysoką górę, ze świadomością, że nie trud i ból jest punktem odniesienia, ale najważniejsze jest serce człowieka i to, jak się wykorzysta czas. Ewangelia pokazywała konkretną drogę związaną z pójściem za Jezusem. Takim bezwzględnym. Miejsca, które odwiedzamy ściśle łączą się z męczennikami pierwszych wieków i ofiarą złożoną z życia dla Chrystusa. To zachwyca, choć czasami mam wrażenie, że w wielu miejscach skupia się to tylko do pobożnych historii, a nie do naśladowania Chrystusa. I nie chodzi o oddawanie męczeńsko życia, bo dziś, w tym rejonie nie ma takiej możliwości.
Pielgrzym to taki człowiek, który z pobudek religijnych ubiera buty, plecak, ma intencje, wybiera cel i idzie. Zostawia wszystko, aby odbyć tzw. rekolekcje w drodze. Najczęściej na takich indywidualnych szlakach rekolekcjonistą jest sam Jezus, który daje człowiekowi przestrzeń do umocnienia wiary albo swoją postawą dania antyświadectwa. Wszystko zależy od samej postawy wychodzącego na drogę. Człowiek, który czerpie radość z pielgrzymowania, nie będzie budził obojętności, czy politowania, ale stanie się inspiracją dla innych.
Opuścić wszystko i wyruszyć w imię Boże. To nam przyświecało tego dnia, który zakończyliśmy Mszą świętą i adoracją Najświętszego Sakramentu w Sanktuarium Santa Maria di Belvedere u ojców kapucynów. Ku naszej radości, jednym z mieszkańców tego domu zakonnego był o. Remigiusz.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
