Reklama

Niedziela Zamojsko - Lubaczowska

Nowe Życie w Chrystusie

To temat nowego roku duszpasterskiego z czteroletniego programu „Przez Chrystusa, z Chrystusem, w Chrystusie. Przez wiarę i chrzest do świadectwa”. Co oznacza to hasło i jak zamierza je realizować Kościół w Polsce i diecezja zamojsko-lubaczowska z biskupem diecezjalnym Marianem Rojkiem rozmawia Małgorzata Godzisz

Niedziela zamojsko-lubaczowska 2/2016, str. 4-5

[ TEMATY ]

wywiad

Arciwum Małgorzaty Godzisz

Bp Marian Rojek w rozmowie z Małgorzatą Godzisz

Bp Marian Rojek
w rozmowie z Małgorzatą Godzisz

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

MAŁGORZATA GODZISZ: – Błogosławieni czystego serca, cisi, ubodzy w Duchu, miłosierni... Droga ośmiu błogosławieństw, którą zostawił nam Jezus, jest dla każdego na wyciągnięcie ręki. Dlaczego boimy się na nią wejść, zaufać Bożej Dziecinie?

BP MARIAN ROJEK: – Dlaczego? Prosta sprawa. To się wiąże z nawróceniem i prawdą o nas samych. My się tej prawdy boimy w tym sensie, że trzeba nam będzie zastanowić się nad sobą i korygować nasze postępowanie.

Reklama

Wolimy się przyzwyczaić do pewnych schematów. Mamy jednakowo ustawione rzeczy, pantofle ciągle w tym samym miejscu, śniadanie o tym samym czasie. Jak nas coś wytrąci z tego, do czego się przyzwyczailiśmy, nawet o pół godziny, to już cały dzień nam się rozwala. Taki jest człowiek i to jest także pewna naturalna obrona, gdyż systematyczność jest nam potrzebna. Ona charakteryzuje nasze wnętrze, uporządkowanie w zakresie wartości, myślenia, życia duchowego. Natomiast gdy chodzi konkretnie o błogosławieństwa, to one nam uświadamiają pewną przestrzeń naszego osobistego życia, której musimy się przyglądnąć i zobaczyć, jak to faktycznie wygląda.
Błogosławieni ubodzy w Duchu. Boimy się ubóstwa. Lękamy się uzależnienia od innych ludzi. Pragniemy, pomnażamy nasze dobra, martwimy się różnymi brakami materialnymi. Kto z nas chce być ubogi? Proszę postawić to pytanie. Nawet jeśli z różnych przyczyn stajemy się formalnie osobami ubogimi, to jednak w sensie ewangelicznym tu chodzi o całkiem inne ubóstwo. Trudno jest na co dzień zaakceptować postawę całkowitego braku samowystarczalności wobec Boga i bliźnich. Jakież to jest trudne, gdy pojawia się choroba, cierpienie, nie tyle upokarzające w samym sobie, ale to, że ja nagle muszę zrezygnować z siebie, z mojej niezależności, dotychczasowej samowystarczalności, że nie mam wyjścia i trzeba mi drugą osobę poprosić oraz skorzystać z jej pomocy. Takie przywiązanie do posiadania przez nas drobiazgów sprawia w efekcie, że nie chcemy przyjąć tego, co proponuje nam Chrystus, nie potrafimy zauważyć tego, co Bóg pragnie mi zaoferować. Umiejętność człowieka ubogiego w duchu polega na tym, że pozostawiam moje nic lub niewiele, dotychczas będąc przekonanym do tego, iż to jest gwarancja mojej wolności, samowystarczalności, wielkości, a właśnie w odważnej decyzji otwieram serce na skarby niepojęte, jakie podaje mi miłujący Bóg.
Błogosławieni, którzy się smucą. Wielu jest zasmuconych, jednakże, czy ich smutek jest smutkiem ewangelicznym, czy wypływa z bogactwa i głębi relacji do drugiej osoby, do Boga? Czy w imię miłości bliźniego zasmuca nas czyjś grzech, czy może raczej udajemy, że nie widzimy lub pełni oburzenia piętnujemy już nie grzech, ale osobę?
Błogosławieni cisi. My tak szybko poddajemy się różnym destrukcyjnym emocjom. Wydaje się nam, że każde zło, odrzucenie, niegodziwość muszą w nas od razu powodować reakcję gniewu, podniesionego głosu, oburzenia, jakby urazy własnej godności. Umiejętność cichości niech będzie wzorowana na tym jak ciche jest Boże Dziecię.
Ci, którzy łakną i pragną sprawiedliwości, też są błogosławieni. Życiowa sytuacja szukania, rozpoznawania, wypełniania woli Bożej, czy raczej chcielibyśmy iść na miarę własnej sprawiedliwości, którą mamy już uporządkowaną, odpowiednią dla konkretnych osób. Niejednakową, inna dla siebie, inna dla ciotki, inna jeszcze dla babci, która ciągle przynosi jakieś słodycze.
Błogosławieni miłosierni. To często wyobraźnia o uczynkach miłosierdzia, ale ona jest ograniczona brakiem znajomości samego siebie. Jesteśmy przekonani, że niewiele możemy uczynić, niewiele mamy, niewiele potrafimy, a przecież chodzi tutaj o dawanie prostego, zwyczajnego gestu, uśmiechu, czasu, modlitwy. Zarówno w wymiarze duchowym, materialnym i oto ten obszar otwiera przed nami Rok Bożego Miłosierdzia, który będzie fantastyczną płaszczyzną do tego, żeby to błogosławieństwo mocniej przystawić do swojego życia.
Błogosławieni czystego serca. To jest życie w pewnej harmonii ze słowem Bożym, z wolą Bożą. Potem jest to dynamika czystości myśli, pragnień, spojrzeń. Nie jest łatwo dzisiaj człowiekowi być czystym w takim sensie, że to, co mam, gdy chodzi o moje ciało, uczucia, emocje, oddaję Chrystusowi a także czystym w pomnażaniu w sobie Bożej łaski. Często rezygnujemy z tej codziennej, wewnętrznej walki o ustawienie prawdziwych wartości, o skromność w spojrzeniu, o opanowanie w spożywaniu posiłków, o umiejętność podzielenia się z drugim. To wszystko wynika z czystego serca.
Ci, którzy wprowadzają pokój, są błogosławieni. Ten ciągły apel o pokój, który jest niezrealizowany. Czy to w wymiarze wielkiego świata, czy niedaleko od nas na Ukrainie. Pokój w relacjach ludzkich zaczyna się w moim sercu. Jeśli nie zagości w moim sercu, pragnieniu, życiu, dopóki go sami nie będziemy posiadali, nie będziemy umieli otworzyć się na dar pokoju, jaki przynosi Boże Dziecię, a w efekcie nie będziemy się mogli nim podzielić z bliźnimi, z sąsiadami, w mieście, kraju, na świecie. Dlatego że nie będziemy mieli tego skarbu w nas samych.
Błogosławieni, którzy cierpią dla sprawiedliwości. To są sprawy pokusy, zniechęcenia w zaangażowaniu się, kiedy nie widzimy wymiernych efektów, gdy chodzi o podejmowane dzieła. Ciągle dostrzegamy pewne korupcje, oszustwa, przeciwności w ujawnieniu prawdy o różnorakich aferach. To niekiedy powstrzymuje nas przed zdecydowanym działaniem w wypełnianiu woli Bożej w tej trosce o sprawiedliwość, której najpierw powinniśmy domagać się od samego siebie.
To są te płaszczyzny błogosławieństw, które stawiają przed nami pewne wymagania. Próbują korygować nasze życie. Ten, kto widzi dobrze, kto jest uczciwy względem siebie, nie pozostanie wobec natarczywości tych błogosławieństw spokojny i w błogim samozadowoleniu, tylko zabierze się do pracy nad sobą.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

– Trwa nowy rok duszpasterski. Mamy doświadczać nowego życia w Chrystusie. Co zrobić, by wejść na górę błogosławieństw z Jezusem?

Reklama

– Najpierw trzeba zobaczyć ten konkret, który jest. To jest ta stara zasada życia i chociażby formacji oazowej. Trzeba najpierw widzieć, dostrzegać pewną rzeczywistość w świecie, w sobie samym. Potem następny etap, trzeba to umieć ocenić. Do tego należy też być przygotowanym. To jest pewien wysiłek połączony z modlitwą, ale też umiejętność oceny, rozróżnienia. Bardzo często rezygnujemy z tego, powtarzając tak jak papuga za tymi, którzy podają w mediach gotowe wzorce myślenia, formy oceny. Nawet nie wiemy, czy to, co wypowiadamy jak pewien utarty schemat, jest nasze, czy to nie jest nasze. To jest próba, dojrzałość i potem samodziałanie. Widzieć, oceniać i działać. Takie są te trzy płaszczyzny postępowania. Najpierw zdolność oceny. Tutaj nie jest najlepiej. To jest pewny wysiłek. Do tego trzeba się przygotować, umieć znaleźć te źródła. Wiedzieć kogo słuchać, w jakim wymiarze ta treść do nas dochodzi. Potem umieć to właściwie ocenić. Dochodzi umiejętność słuchania innych ludzi, znalezienia prawdziwych mistrzów, wychowawców, nauczycieli. Chodzi o prawdziwe dobro. Uporządkowanych ludzi. Stąd mamy wzór błogosławionych i świętych. Jesteśmy na świeżo w naszej polskiej rzeczywistości wobec stwierdzenia, iż świętość jest dzisiaj jak najbardziej możliwa. Mamy następnych dwóch Polaków, ojców franciszkanów, błogosławionych. Oni pokazują nam tę umiejętność oceny, wspomagają w tym. I potem ta droga błogosławieństw, trudność polegająca na tym, że zachęca do działania. Skoro oceniliśmy, widzimy, to trzeba się zabrać do pracy najpierw w swoim własnym obszarze i próbować także zmieniać rzeczywistość, która idzie razem ze mną, ja w niej żyję, poprzez moje codzienne świadectwo. To jest główny punkt w Roku Miłosierdzia. To nie tylko sama treść, zachwycanie się, myślenie jedynie o tym, że to miłosierdzie ma być dla mnie, ale ono jest również dla innych. Teraz ja jestem narzędziem, które, właściwie oceniając sytuację, rozeznając, ma czynić to miłosierdzie względem innych. Po prostu działać.

– Rok 2016 będzie dla Polaków rokiem łaski, w którym będziemy dziękować za 1050. rocznicę Chrztu Polski. Z młodzieżą świata w Krakowie spotka się papież Franciszek. Będziemy też trwać w nadzwyczajnym Roku Miłosierdzia. Jak mamy się przygotować do tych wydarzeń jako diecezja, by łaska rozlała się w nas?

– Nie trzeba szukać żadnych nowych odkryć. Program duszpasterski podpowiada, że to są cztery podstawowe cele, które chcemy osiągnąć. To jest obszar ewangelizacyjny w tym wymiarze osobistym. To jest też pytanie o to, na ile ja troszczę się o pogłębienie mojej wiary, konkretnej wiedzy teologicznej, co czytam, czy rzeczywiście prenumeruję prasę katolicką i do niej zaglądam, czy słucham radiowej stacji katolickiej, czy korzystam z Telewizji Trwam. To jest wymiar ewangelizacyjny, w którym chodzi także o pogłębienie znajomości treści mojej wiary, której fundamentem jest Pismo św., a gdy ja go nie znam, to nie znam Chrystusa. Co ja będę mówił o Chrystusie, jakie będę dawał świadectwo, jak ja Chrystusa nie znam? Proszę zauważyć, że my w środowisku codziennego życia, pracy, odpoczynku, jesteśmy niemi, przestraszeni, schowani, karłowaci, dlatego że boimy się przyznać do tego, że nie znamy Pisma św., Chrystusa, Katechizmu. Ja wierzę, ale gdy pojawi się wobec mnie pytanie: to w co ty konkretnie wierzysz, jak daną prawdę wiary rozumiesz, o, to tutaj nie jesteśmy w stanie sobie poradzić. Trzeba być bardziej przygotowanym do odpowiedzi na podstawowe pytania, wyzwania dla samego siebie i dla innych.
Potem wymiar konsekwencji mojego chrztu św. Myśmy w zdecydowanej większości przyjęli chrzest jako dzieci. Następnie wchodzimy w formację katechetyczną, religię w szkołach, ale to pytanie: czym ten chrzest jest dla mnie, jaką stanowi wartość, co z tego chrztu św. wynika dla mnie, jak ja nim żyję, czy ja się osobiście nad tym zastanawiam, czy robię sobie z tego rachunek sumienia, czy ten sakrament ma dla mnie wymiar osobisty? Powiem, że jestem chrześcijaninem, ale co to konkretnie dla mnie znaczy? Czy tylko to, że noszę krzyżyk albo medalik, mam krzyż zawieszony w pokoju? Dlaczego noszę i jak to jest związane z moim osobistym życiem?
To jest nawiązanie do inicjacji sakramentalnej, która się rozpoczęła, bo chrzest św. to jest pierwszy sakrament. Można sobie w tym roku więcej o chrzcie św. poczytać. Co otrzymuje człowiek dzięki sakramentowi chrztu św.? Jak ten sakrament wygląda, w jakich warunkach, kiedy można go otrzymać? Potem cały wymiar formacyjny, czyli kształtowanie postaw duchowych, moralnych, zgodnych z wyznawaną przeze mnie wiarą. Jak wtedy ta rzeczywistość mego wyznania: „jestem katolikiem” przekłada się na moje konkretne zaangażowanie w życie Kościoła? W wymiarze duszpasterskim mamy tyle propozycji, możliwości, gdy chodzi o różne grupy modlitewne.
Wreszcie akcent społeczny. To, co nam chce się ciągle wtłoczyć w umysły, że wiara to jest prywatna sprawa, zamknąć katolików w zakrystii, w ogóle nie demonstrować swej religijności. Dla niektórych ludzi taką współczesną bolączką są Orszaki Trzech Króli jako zewnętrzne świadectwo naszej chrześcijańskiej wiary w formie pewnej tradycji, związanej z Bożym Narodzeniem, z jasełkami, kolędami. Z takimi formami naszej pobożności i wiary, zawartej w przekazywanej treści, idziemy do tego świata. Zdecydowana większość naszego narodu i mieszkających w Ojczyźnie Polaków deklaruje się, że są chrześcijanami, więc to, co się dzieje publicznie jako świadectwo wiary, nie powinno budzić żadnego sprzeciwu. Wymiar społeczny to kształtowanie postaw, wartości moralnych, odpowiedzialności w życiu rodzinnym czy zawodowym. To się przekłada na konkrety rzeczywistości w relacjach ludzkich, sąsiedzkich a także narodowych.

2016-01-05 11:50

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Problemy ze spowiedzią

Niedziela małopolska 12/2015, str. 5

[ TEMATY ]

wywiad

spowiedź

Paweł Matyjewicz

O. Piotr Hensel OCD

O. Piotr Hensel OCD

Nie zawsze doceniamy łaskę spowiedzi. Niekiedy ten sakrament miłosierdzia traktowany jest – paradoksalnie – jak „zło konieczne”. Dlatego w tym tygodniu rozmawiamy o kłopotach ze spowiedzią. Na nasze pytania odpowiada o. Piotr Hensel, podprzeor klasztoru karmelitów bosych na Glogera w Krakowie

AGNIESZKA KONIK-KORN: – Kiedy spowiedź jest nieważna?
CZYTAJ DALEJ

Jak doszło do odkrycia kazań św. Augustyna? Kulisy poszukiwań w Pelplinie

2026-07-11 09:34

[ TEMATY ]

odkrycie

Pelplin

kazania św. Augustyna

kulisy poszukiwań

Vatican Media

Święty Augustyn

Święty Augustyn

To w rękopisie przechowywanym w Bibliotece Diecezjalnej w Pelplinie rozpoznano dwa nieznane dotąd kazania św. Augustyna. Ks. prof. Jan Walkusz, dyrektor biblioteki, mówi Vatican News, jak znany od lat manuskrypt trafił do badań naukowców z Würzburga dzięki kontaktom ze Stowarzyszeniem Klasztoru Bad Doberan. Zapowiada też, że po naukowym opracowaniu kazań powinno powstać ich polskie tłumaczenie, aby teksty mogły trafić do szerszego obiegu.

Głos z Pelplina
CZYTAJ DALEJ

Pieszo do Asyżu cz. 4

2026-07-11 23:30

ks. Łukasz Romańczuk

Drogowskazy ułatwiają pielgrzymom znalezienie dobrej drogi. W tle kościół z IV. wieku

Drogowskazy ułatwiają pielgrzymom znalezienie dobrej drogi. W tle kościół z IV. wieku

Na pielgrzymkach pieszych jest wiele aspektów drogi, które nie są do przewidzenia. Z jednej strony posiada się mapę, zna się podstawy poruszania drogą, w zależności od nawierzchni, ale na drodze nigdy nie wiesz, co przygotowała ci Boża Opatrzność.

I nie będzie to artykuł o niesamowitych spotkaniach na trasie, bo Via di Francesco nie należy do mocno uczęszczanych. Zawsze zastanawiało mnie, czym jest tzw. radość pielgrzymowania, bo wiele razy o niej słyszałem, ale patrząc z perspektywy czasu okazuje się to wszystko “takie zwykłe i normalne”. Idzie się drogą, ma intencje, modli, widzi się ludzi, coś czasem zaboli, jest oderwanie od codzienności. Wiadomo, że radość i jej formy, każdy przeżywa indywidualnie. Tymczasem zauważyłem, choć to towarzyszyło mi już od dawna, dobrym owocem pielgrzymowania nie jest skupienie się na drodze, ale na Panu Bogu. Preferując indywidualne przejścia i wchodząc w tryb medytacji [z zachowaniem ostrożności na drodze], czy modlitwy mających charakter medytacyjny, jak np. różaniec, można poczuć radość drogi, także pod wysoką górę, ze świadomością, że nie trud i ból jest punktem odniesienia, ale najważniejsze jest serce człowieka i to, jak się wykorzysta czas. Ewangelia pokazywała konkretną drogę związaną z pójściem za Jezusem. Takim bezwzględnym. Miejsca, które odwiedzamy ściśle łączą się z męczennikami pierwszych wieków i ofiarą złożoną z życia dla Chrystusa. To zachwyca, choć czasami mam wrażenie, że w wielu miejscach skupia się to tylko do pobożnych historii, a nie do naśladowania Chrystusa. I nie chodzi o oddawanie męczeńsko życia, bo dziś, w tym rejonie nie ma takiej możliwości.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję