Nie trzeba było długo czekać, bo już we wtorek rano przyszła odpowiedź. Do jednego z programów TVN, zaproszony został polityk Koalicji Obywatelskiej, który opowiedział sensacyjną historię. Nieprawdziwą, co udowodnię za chwilę.
- Karol Nawrocki podszedł do mnie i zaproponował wyjaśnienie sprawy na pięści - powiedział w audycji „News Michalskiego” poseł KO Jarosław Urbaniak, w ten sposób opisując przebieg jednego z posiedzeń komisji finansów z udziałem Nawrockiego. - Problem polegał na tym, że sobie spokojnie siedzę pośród kolegów, wszyscy przyzwyczajeni, że jedna i druga strona przytacza argumenty czasami ciężkie i twarde, te były druzgocące dla IPN-u i dla ich działalności i Karol Nawrocki wstał, podszedł do mnie z tym samym wzrokiem, który pamiętam, i zaproponował mi wyjaśnienie tej sprawy na pięści - powiedział, nawiązując do poniedziałkowej reakcji Nawrockiego na pytanie od reportera TVN24. - Padł zwrot, że może wyjdziemy na utwardzoną ziemię - dodał.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Zmyślona sensacja, nie informacja
Reklama
Problem w tym, że ogłoszony w sieci przez TVN24 „news Michalskiego”, to żaden „news”, tylko fake news. Zrobiłem to, czego prowadzący rozmowę Patryk Michalski, ani nikt z kolegów nie zrobił, czyli sprawdziłem fakty. Zajrzałem najpierw do stenogramu posiedzenia Komisji Finansów z 3 stycznia 2024 r. o którym mowa. Następnie obejrzałem transmisję wideo z tego spotkania. Do czego odnoszą się kilkusekundowe fragmenty, które do „sensacyjnych” doniesień posła Koalicji Obywatelskiej dokleiła w swojej relacji stacja TVN? Ano do potężnej „afery” dotyczącej „Szkiców piórkiem” – dziennika Andrzeja Bobkowskiego z lat 1940–1944, wydanego w 1957 roku przez Instytut Literacki w Paryżu.
Wymiana zdań, gdzie po wypowiedzi polityka, na posiedzeniu zabrało głos kilka innych osób, a prezes IPN cierpliwie czekał na swoją kolei, by odpowiedzieć również na zarzuty Urbaniaka minęło pół godziny. Karol Nawrocki nie wstał i nie podszedł do posła, co gdyby się stało z pewnością zostałoby odnotowane w stenogramie i zarejestrowane przez sejmowe kamery.
W skrócie interakcja dotyczyła „rozsyłania przez IPN książek do szkół” i oburzenia na wydatkowanie publicznych pieniędzy na takie publikacje. Poseł Jarosław Urbaniak szczerze oburzony opowiedział historię opowiedzianą mu przez dyrektora jednego z zespołów szkół publicznych w Polsce i pytał, jak to się dzieje, że ten pan „bez zamówienia regularnie dostaje trzy ogromne kartony wydawnictw IPN z nieinteresującym nikogo w tej szkole technicznej tematyką”. Polityk największej partii rządzącej przekonywał, że dzienniki Andrzeja Bobkowskiego, to coś, czego uczniowie w ogóle nie czytają. W odpowiedzi nie padły żadne groźby, a prezes Karol Nawrocki sprostował, że krytykowana przez Urbaniaka książka nie została wydana przez IPN, więc zarzut nie dotyczy instytucji. Podkreślił jednocześnie wartość merytoryczną publikacji IPN, które dokumentują historię Polski XX wieku, pokazują bohaterów i ofiary państwa oraz miejsca kaźni. Zaznaczył też, że seria „Literatura i Pamięć” służy edukacji i budowaniu świadomości historycznej.
Tylko prawda jest ciekawa
Ot cała opowieść. Sytuacja, która nigdzie szczególnie się nie przebiła, w przeciwieństwie do jej „barwnej” i co istotne nieprawdziwej wersji, która po dwóch latach posłużyła jako „dowód”, że Nawrocki to agresor i był nim już od dawna. Człowiek niekontrolujący emocji, który na „druzgocące” argumenty odpowiada groźbą pobicia. Miało się ponieść i poniosło.
I na tym polega różnica między informacją a sensacją – fakty są cierpliwe i czekają na tych, którzy chcą je sprawdzić. W świecie, w którym fake newsy rozprzestrzeniają się szybciej niż prawda, a emocje mają zaciemnić rzeczywistość, rzetelność staje się passe. Chcę jednak wierzyć, że jeszcze nie wszystko stracone, a prawdziwa historia – choć czasem mniej efektowna – zawsze broni się sama.
