Reklama

Kościół

Kiedy krypta w Asyżu staje się lustrem

Do św. Franciszka mam szczególny sentyment. Mój dziadek, członek Franciszkańskiego Zakonu Świeckich przy warszawskim kościele ojców kapucynów, od dzieciństwa czytał mi „Kwiatki św. Franciszka” i wciąż o nim opowiadał podczas rodzinnych spotkań. Od tych opowieści biła jakaś niesamowita radość i prostota, której wtedy nie umiałam nazwać.

2026-02-22 13:18

[ TEMATY ]

św. Franciszek

dr Milena Kindziuk

Red

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Gdy dziś myślę o ludziach, którzy wchodzą do bazyliki św. Franciszka w Asyżu, by zobaczyć doczesne szczątki jednego z najbardziej znanych na świecie świętych, zastanawiam się, co ich tam tak naprawdę prowadzi. Jedni pewnie ściskają różaniec i półgłosem kłócą się z Bogiem, inni przybywają z sercem tak poranionym, że trudno im uwierzyć w jakiekolwiek przesłanie Biedaczyny z Asyżu. Są też zapewne i tacy, którzy chcą po prostu zaspokoić ciekawość - widzieli już ciało o. Pio, więc teraz może „kolej na Franciszka”. A jednak, ostatecznie wszyscy spotykają się w tym samym punkcie: przed ciałem człowieka, który 800 lat temu zaryzykował wiarę, że Ewangelią da się żyć naprawdę, a nie tylko „mniej więcej”.

Archiwum o. Giulio Cesareo

Szczątki Biedaczyny z Asyżu

Szczątki Biedaczyny z Asyżu
Nie da się przejść obok tego obojętnie. Ciało w krypcie nie jest „religijną atrakcją”, ale milczącym dowodem, że ktoś już wszedł w tę samą kruchość co my: chorował, bał się, mylił, bywał wyśmiany i niezrozumiany. A jednak właśnie on wybrał drogę radykalną - oddał wszystko, co miał, i bardziej zaufał Bogu niż swoim planom, kalkulacjom i zabezpieczeniom.

Podziel się cytatem

Kiedy patrzę na tę scenę oczami wyobraźni, widzę w niej coś w rodzaju lustra: odbija się w nim nie tylko życie Franciszka, ale i moje. I wtedy muszę sobie zadać niewygodne pytanie: na ile pozwalam, by Ewangelia naprawdę „weszła w moje ciało” i styl życia, a na ile wciąż wolę trzymać ją w bezpiecznej sferze pięknych idei?

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Reklama

Wspólnota braci z Sacro Convento w Asyżu po raz pierwszy otwiera przed światem możliwość publicznego oddawania czci doczesnym szczątkom św. Franciszka - wystawienie potrwa do 22 marca. To nie jest tylko informacja z plakatu, ale realna szansa, by zatrzymać się na modlitwie przy jego relikwiach i na nowo usłyszeć przesłanie przyjaźni, bezinteresowności i nadziei, które w nim wciąż pulsuje. To, że relikwie zostały udostępnione na dłużej - z przestrzenią na ciszę, zadumę, bardzo osobistą rozmowę z Bogiem - brzmi dla mnie jak zaproszenie, którego nie da się zbyć wzruszeniem ramion. Zaproszenie - niekoniecznie zresztą do samego Asyżu, bo przecież papież ogłosił Rok św. Franciszka i zdecydował, że za nawiedzenie świątyni związanej z Biedaczyną w jakimkolwiek miejscu na świecie, można uzyskać odpust zupełny. To jak cichy dopisek do tego wydarzenia: nie chodzi tylko o wyjątkowy „event” we włoskim mieście, ale o drogę otwartą dla każdego z nas - tam, gdzie akurat jesteśmy, jeśli tylko zechcemy zrobić choć kilka kroków w stronę Boga śladami św. Franciszka.

Dziś jego imię jest „oswojone”. Franciszek - to sympatyczny święty od zwierząt, od ekologii, od „miłego Kościoła”. Można go powiesić na plakacie w pokoju dziecka, można się do niego odwoływać w najbardziej ostrych sporach ekologicznych, można go cytować. A jednak, kiedy schodzimy do krypty w Asyżu, wszystkie te wygodne etykiety nagle bledną. Zostaje pytanie: czy naprawdę chcę go naśladować, czy tylko mieć pod ręką jako duchowe alibi?

Próbuję go sobie wyobrazić dzisiaj. Św. Franciszek scrollujący newsy, widzący kolejne informacje o wojnie, kryzysie, nienawistnych komentarzach, o kolejnych podziałach także w Kościele. Myślę, że byłby wstrząśnięty, ale nie zaskoczony. Jego średniowieczny świat też znał przemoc, biedę, niesprawiedliwość i duchowe wypalenie. To wszystko już było. Tyle że on nie zatrzymał się na oburzeniu ani na narzekaniu. Zaczął od siebie: rozebrał się z własnego komfortu, z własnych zabezpieczeń, z własnej potrzeby kontroli. Potraktował Ewangelię na serio. Czy to nie jest dokładnie to, czego nam brakuje? Franciszek staje przed nami nie jako sympatyczny bohater legend, ale jako niewygodne pytanie: ile w moim chrześcijaństwie jest zaufania, a ile zarządzania? Ile z Ewangelii, a ile z marketingu mojego własnego wizerunku - także tego „pobożnego”?

Reklama

Wystawienie jego ciała właśnie teraz, gdy tyle mówi się o polaryzacji, o wojnach, o kryzysie Kościoła, ma dla mnie wymiar bardzo osobisty. Przypomina, że świętość nie jest „projektem dla wybranych”, lecz konsekwencją jednego, bardzo konkretnego „tak”, wypowiedzianego Panu Bogu w środku naszych lęków i niepewności. Franciszek przecież nie urodził się święty. Uczył się Boga powoli, przez błędy, przez upokorzenia, przez niezrozumienie rodziny i przyjaciół. Jego droga nie była gładka i przewidywalna, tylko poszarpana – jak nasze życiorysy. Jest w nim też coś bardzo czułego, co szczególnie dotyka współczesne serca: jego zdolność do przyjaźni. Z Bogiem, z ludźmi, z całym stworzeniem.

W świecie, w którym coraz częściej czujemy się samotni nawet pośród tłumu i ciągłej łączności online, on pokazuje, że prawdziwa bliskość rodzi się z prostoty. Nie trzeba mieć doskonałych relacji, trzeba mieć odwagę odsłonić się przed drugim człowiekiem - bez masek, bez gry. Franciszek nie bał się słabości, bo wiedział, że Bóg nie przychodzi do naszych ideałów, ale do naszych ran. Może dlatego tak wiele osób - z różnych krajów, z różnym bagażem doświadczeń- zapisuje się, by stanąć przy jego szczątkach.

Kiedy więc pytam samą siebie: co znaczy dla mnie św. Franciszek dzisiaj, nie potrafię odpowiedzieć „ładnym” zdaniem. Bardziej widzę obrazy: człowieka, który zdejmuje z siebie zbroję, żeby przestać walczyć z całym światem; młodego świętego, który klęka przed trędowatym, chociaż cały się wzdryga; mężczyznę, który boi się śmierci, ale nazywa ją „siostrą”. I słyszę jakby ciche pytanie: czy ty też w ten sam sposób zaufasz Bogu?

Podziel się cytatem

Wystawione ciało Franciszka przypomina, że mimo wszelkich pozorów jesteśmy śmiertelni. Ale też, że w tej śmiertelności można przejść przez świat tak, by zostawić po sobie ślad. On go pozostawił. Nie w postaci idealnego życiorysu, tylko w postaci życia, które całe stało się odpowiedzią na miłość. Może właśnie o to chodzi, gdy pochylamy się nad postacią Świętego Franciszka - by choć na chwilę dopuścić do siebie myśl, że świętość nie jest poza naszym zasięgiem. Że jest zaproszeniem - także dla mnie, dzisiaj - do naśladowania Biedaczyny z Asyżu.

Ocena: +11 -3

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Ksiądz Popiełuszko wciąż mówi

Święci nie odchodzą w ciszę. Oni przemawiają – czasem cicho, czasem z mocą, która wstrząsa sercem. Taki jest ks. Jerzy Popiełuszko, którego 78. rocznica urodzin przypada 14 września.

W tę niedzielę warto zatrzymać się nad jego historią, która nie kończy się na męczeńskiej śmierci w 1984 roku. Ks. Jerzy wciąż żyje – nie tylko w pamięci, ale w swoich pismach, łaskach i cudach, które jak iskry rozpalają wiarę na całym świecie. Jego kazania, pełne odwagi i prawdy, nadal brzmią aktualnie, wzywając do miłości i oporu wobec zła. Wierni opowiadają o łaskach wyproszonych za jego wstawiennictwem – uzdrowieniach, nawróceniach, chwilach, gdy jego obecność zdaje się niemal namacalna. 14 września, wspominając jego narodziny, zatrzymajmy się nad tym dziedzictwem. Ks. Jerzy wciąż mówi, przypominając, że jego ofiara nie była końcem, lecz początkiem drogi, która prowadzi do Boga.
CZYTAJ DALEJ

I Niedziela Wielkiego Postu – Pustka wypełniona Bogiem

2026-02-20 19:26

[ TEMATY ]

rozważania

rozważanie

Karol Porwich/Niedziela

Ta ewangeliczna scena może przerażać. Wzbudza wewnętrzny niepokój. Świat wciąż przekonuje, że diabeł nie istnieje. A jednak powiadają, że największym przekrętem tego świata jest to, że on, przeciwnik Boga przekonał ludzi do swego nieistnienia. A jednak, przystąpił do Jezusa. Nie wiedział kim jest? Wiedział i chciał w Nim zasiać wątpliwość, wciągnąć w rozmowę, zakwestionować słuszność drogi, wyboru, powołania, misji, logiczność tego świata, ośmieszyć, zaatakować i uderzyć w ludzką naturę. Jeśli przez Adama i Ewą udało się skutecznie popsuć człowieka, to dlaczego nie spróbować z Jezusem, przecież też jest i człowiekiem. Diabelska myśl, ale jakże bliska doświadczeniu każdego człowieka.

ZOBACZ --> Czytania liturgiczne na 22 lutego 2026; Rok A, II
CZYTAJ DALEJ

Bp Varden na rekolekcjach dla Papieża o walce duchowej i pokoju

2026-02-22 20:02

[ TEMATY ]

rekolekcje

Vatican Media

Bp Varden

Bp Varden

Bp Erik Varden rozpoczął głoszenie rekolekcji wielkopostnych dla Papieża i przełożonych Kurii Rzymskiej. Jest on biskupem Trondheim w Norwegii i przewodniczącym Episkopatu Krajów Nordyckich. W przeszłości był opatem trapistów w Anglii. Jest konwertytą z luteranizmu. Publikujemy skrót jego pierwszego rozważania.

Wielki Post konfrontuje nas z tym, co istotne. Prowadzi nas — materialnie i symbolicznie — w przestrzeń ogołoconą z nadmiaru. I tak rzeczy, które łatwo nas rozpraszają, nawet te same w sobie dobre, zostają na pewien czas odsunięte. Podejmujemy wstrzemięźliwość zmysłów.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję