Reklama

Wiadomości

Skrywane konkluzje

To miał być powrót „z tarczą”. Zapowiadany, obwieszczany przed mediami, obudowany patosem i narracją o sile, sprawczości oraz rzekomo odzyskanej pozycji Polski w Europie. Tymczasem premier wrócił z Brukseli nie tylko na tarczy, ale jeszcze z rachunkiem, który – jak zwykle – zapłacą inni.

[ TEMATY ]

Bruksela

felieton

szczyt UE

Samuel Pereira

Materiały własne autora

Samuel Pereira

Samuel Pereira

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Jako obywatele znów stanęliśmy w sytuacji, w której wielkie słowa przykrywają małe efekty, a moralne deklaracje kończą się finansowym i ustrojowym rachunkiem wystawionym obywatelom. Po powrocie z Brukseli już nawet reporterzy TVN24 i Polsatu nie dawali wiary słowom Donalda Tuska i wytykali mu, że to, co mówi – nie znajduje potwierdzenia w formalnych konkluzjach ze szczytu Rady Europejskiej.

Po 16-godzinnym szczycie Unii Europejskiej miało dojść do „przełomu”. Sam Donald Tusk ogłaszał go z właściwą sobie emfatyczną powagą: wszyscy się zgadzają, że wykorzystanie rosyjskich aktywów na rzecz Ukrainy byłoby sprawiedliwe, uzasadnione i dobre dla Europy. Tyle że – jak to coraz częściej bywa – zgoda skończyła się na słowach. Zamrożone rosyjskie miliardy pozostały tam, gdzie były. Na kontach. Bezpieczne. Nietknięte. A Ukraina zamiast realnego wsparcia dostała… pożyczkę. Dług. Kolejne zobowiązanie, które będzie spłacać kraj napadnięty, bombardowany i wyniszczany przez rosyjskiego agresora. Donald Tusk przekonuje, że rosyjskie aktywa są gwarantem spłaty długu przez Ukrainę, ale nic takiego w dokumentach nie zostało zapisane.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

To nie jest drobny szczegół

Reklama

To odwrócenie logiki odpowiedzialności. Ofiara nie dostaje reparacji, tylko kredyt. Sprawca nie płaci, tylko dalej chroni swoje aktywa. A europejscy liderzy – z polskim premierem na czele – ogłaszają sukces, który w rzeczywistości jest kapitulacją przebrana za kompromis. Trudno nie zauważyć też rażącej sprzeczności w wypowiedziach Donalda Tuska. Teraz mówi, że "kto napadł, kto zniszczył, kto bombardował, kto zabijał - niech płaci", a gdy mowa była o niemieckich zobowiązaniach wobec Polski, słyszeliśmy, że Polacy mogą to zapłacić. Konsekwencja nie jest mocną stroną tej ekipy, chyba, że taką uznać słabość wobec Berlina.

Podobnie jak z kwestią rosyjskich aktywów jest z paktem Mercosur. Oficjalnie: nie przyjęty. Faktycznie: przyjęty, tylko odłożony w czasie. Mechanizm aż nazbyt znajomy. Jak przy pakcie migracyjnym – obowiązuje, ale dano „wakacje relokacyjne”, żeby nie psuć nastrojów przed wyborami. Jak przy wielu innych unijnych decyzjach: dziś opór, jutro implementacja, pojutrze zdziwienie, że „Bruksela każe”. Premier wraca więc do kraju z kolejnym zobowiązaniem, którego skutki będą rozłożone w czasie, a polityczna odpowiedzialność – rozmyta.

Jak trwoga, to do prezydenta

W tej samej Brukseli Donald Tusk znalazł czas, by znów prężyć muskuły na użytek wewnętrzny. Tym razem wobec prezydenta. Dowiedzieliśmy się, że to rząd prowadzi politykę zagraniczną, a premier – niczym „gołąb pokoju” – od początku prezydentury Karola Nawrockiego zabiega o dobre relacje. Trudno nie zauważyć, że ta narracja zmienia się w zależności od okoliczności. Gdy coś się nie udaje – winny jest prezydent, który „nie odbiera telefonu”. Gdy trzeba podkreślić sprawczość – prezydent znika z kadru. Jak trwoga, to do Nawrockiego – to już nie złośliwość, to opis praktyki.

Czego rząd nie może, tam TSUE naśle

Reklama

Dopełnieniem tego obrazu jest stosunek premiera do wyroku Trybunału Sprawiedliwości UE ingerującego w polski porządek konstytucyjny. Zamiast sprzeciwu wobec zewnętrznej ingerencji w ustrój państwa, mamy polityczną kalkulację. Wyrok staje się narzędziem do przejmowania instytucji, w tym Trybunału Konstytucyjnego, poza procedurami i bez demokratycznej legitymacji. To już nie jest spór o interpretację prawa. To jest instrumentalne użycie prawa międzynarodowego do realizacji partyjnych celów.

A w kraju? Koalicjanci potulnie kiwają głowami, nawet gdy sami są rozgrywani. Obiecane stanowisko wicepremiera się nie materializuje, spotkania są odkładane, a zdziwienie przychodzi dopiero wtedy, gdy metody znane od lat zaczynają dotykać „swoich”. Równolegle państwo nie potrafi rozstrzygnąć konkursu na środki z Funduszu Sprawiedliwości, przez co ofiary przestępstw tracą systemową pomoc, mimo że pieniądze leżą na koncie. Strach urzędników paraliżuje decyzje, a odpowiedzialność – jak zawsze – przerzucana jest na poprzedników.

Ten tekst nie jest o jednym szczycie ani o jednym pakcie. Jest o modelu rządzenia, w którym zapowiedzi są głośne, a efekty mizerne; w którym moralne deklaracje kończą się finansowym długiem; w którym suwerenność jest hasłem, a nie praktyką. Premier ogłaszał, że wróci z Brukseli z tarczą. Wrócił na tarczy – z długiem, z odłożonymi problemami i z rosyjskimi miliardami, które zamiast trafić na front walki z agresorem, dalej spokojnie czekają na lepsze czasy. To nie jest zwycięstwo. To nawet nie jest remis. To kosztowna porażka, opakowana w europejską nowomowę.

2025-12-20 07:01

Oceń: +3 -3

Reklama

Wybrane dla Ciebie

„A taki był ładny, amerykański”

[ TEMATY ]

Samuel Pereira

Materiały własne autora

Samuel Pereira

Samuel Pereira

Rafał Trzaskowski zaliczył w tej kampanii polityczną katastrofę, której nie da się już zrelatywizować ani zamieść pod dywan. Sytuacja z debatą to nie tylko „niefortunne nieporozumienie” – to seria świadomych decyzji, które obnażyły tchórzostwo, manipulację i brak szacunku do wyborców. I choć sztab kandydata Koalicji Obywatelskiej próbował to ubrać w elegancki garnitur „dialogu ponad podziałami” i „nowych standardów”, to wyszło coś zupełnie odwrotnego: polityczny obciach i bolesna porażka wizerunkowa.

To już samo w sobie wyglądało jak paniczny unik konfrontacji – jakby bał się, że nie wytrzyma zwarcia. A potem, gdy już odpowiedział, postawił warunki tak absurdalne, że nikt przy zdrowych zmysłach nie potraktował tego jako poważnej propozycji. Debata miała się odbyć tylko wtedy, gdy zorganizują ją trzy konkretne stacje – TVP (w likwidacji), TVN i Polsat. To miało wyglądać jak próba pogodzenia interesów, ale tak naprawdę było próbą ustawienia sobie debaty w kontrolowanym środowisku. Problem w tym, że nie kupili tego ani wyborcy, ani media, ani nawet polityczni sojusznicy.
CZYTAJ DALEJ

Świadectwo z Milejczyc: To nie był zwykły cud, ale prawdziwy „turbocud”... Kilka godzin po modlitwie nasza córka poczuła się lepiej

2026-07-16 21:09

[ TEMATY ]

świadectwo

Milejczyce

Vatican Media

Do maleńkiego kościółka w Milejczycach zaczęły napływać setki świadectw ludzi przekonanych, że otrzymali tu niezwykłe łaski. Wśród nich znajduje się poruszająca relacja pani Eweliny.

Pani Ewelina opowiedziała swoją historię portalowi bialystok.se.pl.
CZYTAJ DALEJ

Nowa inicjatywa w Żarach

2026-07-17 11:30

[ TEMATY ]

Zielona Góra

Żary

ks. Rafał Witkowski

Żary - Wniebowzięcia NMP

Żary - Wniebowzięcia NMP

Pierwsze Żarskie Śpiewanki Powstańcze odbędą się 1 sierpnia 2026 w Żarach.

1 sierpnia o godz. 20:00 na placu przy kościele Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny w Żarach (ul. 11 Listopada 30) rozpocznie się nowa inicjatywa podjęta przez proboszcza ks. Pawła Koniecznego we współpracy ze starostą powiatu żarskiego Bogdanem Kępińskim. Pierwsze Żarskie Śpiewanki Powstańcze to wydarzenie łączące pamięć historyczną, patriotyzm, edukację i integrację mieszkańców Żar oraz przybyłych gości poprzez wspólne wykonywanie pieśni związanych z polskimi zrywami niepodległościowymi. Celem jest pielęgnowanie pamięci o bohaterach Powstania Warszawskiego, a także popularyzacja dziedzictwa muzycznego i budowanie więzi międzypokoleniowych.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję