Reklama

Niedziela Zamojsko - Lubaczowska

W jedności z biskupem Rzymu

Podczas tego spotkania Papież Franciszek powiedział, że „Kościół w Polsce ma ogromny potencjał wiary, modlitwy i miłosierdzia”. Podsumowania wizyty „Ad limina Apostolorum” dokonał ordynariusz diecezji zamojsko-lubaczowskiej bp Marian Rojek

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

MAŁGORZATA GODZISZ: – „Ad limina Apostolorum”. Co tak naprawdę oznacza to określenie i jak odczytywać je w związku z wizytą, która miała ostatnio miejsce?

Reklama

BP MARIAN ROJEK: – Istotą takiego spotkania jest po prostu potwierdzenie związku każdego Kościoła lokalnego z Kościołem w Rzymie, z następcą św. Piotra. Ta wspólnota i jedność każdego z biskupów, reprezentujących poszczególne Kościoły lokalne z biskupem Rzymu, odzwierciedla się w obowiązku, określonym przez prawo kanoniczne, by co jakiś czas przybyć do Rzymu oraz nawiedzić te „progi Apostołów” w formie modlitwy. Dokonuje się to w czterech Bazylikach Większych, czyli w Bazylice Matki Bożej Większej, w Bazylice św. Jana na Lateranie, bo to jest „matka wszystkich kościołów”, następnie w Bazylice św. Piotra i w Bazylice św. Pawła za Murami. Obok tego wizyta „Ad limina Apostolorum” jest związana ze spotkaniami w poszczególnych papieskich kongregacjach i komisjach, gdzie są przedstawiane sprawozdania, bezpośrednie rozmowy z kardynałami, którzy przewodniczą tym dykasteriom i jest również niezwykle istotna osobista rozmowa z Ojcem Świętym. Trzy charakterystyczne wymiary: nawiedzenie rzymskich bazylik, czyli właśnie grobów św. Piotra, św. Pawła, potem rozmowy w kongregacjach i spotkanie z Papieżem Franciszkiem. Te obszary dotykają istoty wizyty „Ad limina Apostolorum”, czyli „do progów apostolskich”.

– Czas bogaty w różne spotkania podczas wizyt w kongregacjach, z osobami, które chciały się podzielić tym, co obserwują w polskim Kościele. Jakie to były spotkania?

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Reklama

– Liczba biskupów z Polski jest dosyć znaczna. Dlatego też byliśmy podzieleni na grupy, a w nich mniej więcej po 30 osób. Spotykaliśmy się w poszczególnych kongregacjach, komisjach, słowem – w papieskich dykasteriach. Trzeba było odwiedzić 6 kongregacji: ds. duchowieństwa, ds. biskupów, ds. nauki wiary, ds. kultu Bożego, ds. życia zakonnego i ds. wychowania katolickiego. Obok tego były jeszcze dodatkowe komisje. Mnie przypadło w udziale także, w licznej grupie biskupów, nawiedzenie Kongregacji ds. świętych. Było też 15 papieskich komisji, do których zostaliśmy przydzieleni, żeby do nich zajrzeć, przedstawić aktualny stan tych spraw, które są reprezentowane w danej dykasterii i posłuchać pewnych wskazań, zachęt, rad, sugestii, jakie przewodniczący tych urzędów przekazywali polskim biskupom. Te spotkania przede wszystkim były nastawione bardzo mocno na czas, do którego się przygotowujemy – kanonizacji bł. Jana Pawła II. Widać, że jego duch jest obecny, całe jego duchowe bogactwo i spuścizna ciągle były przywoływane jako radość, świadectwo, ale także jako pewne zobowiązanie do dalszej realizacji w poszczególnych Kościołach lokalnych. (...) Biskupi mieli możliwość zapytania o konkretne przypadki z własnej diecezji, jak je rozwiązać i jakie podejmować działania w sytuacjach kłopotliwych. Były podawane konkretne wskazania i przypominane zasady działania.

– Spotkanie wypełniała też modlitwa. Ta wspólnotowa i indywidualna. Był czas, żeby udać się do grobu bł. Jana Pawła II. Jak Ksiądz Biskup wspomina czas łaski?

Reklama

– Przemawiającym znakiem podczas wizyty „Ad limina Apostolorum”, były celebry eucharystyczne całego kolegium biskupów polskich. Msze św. odprawialiśmy w 4 wspomnianych bazylikach. 2 lutego mogliśmy uczestniczyć we Mszy św. z racji dnia życia konsekrowanego w Bazylice św. Piotra, odprawianej przez Papieża Franciszka. Potem była taka sposobność, by w środę przed południem uczestniczyć w audiencji generalnej. Pogoda w Rzymie w tym czasie była fatalna, lało okropnie. Wszystko działo się na zewnątrz przed Bazyliką św. Piotra, więc każdy z nas wrócił dość mocno zmoczony, chociaż staraliśmy się chować pod parasolami. W czwartek skorzystałem z dodatkowej możliwości wspólnej modlitwy, bo w każdy czwartek rano o godz. 7.00 jest Msza św. w Bazylice św. Piotra przy grobie Jana Pawła II. A obok tego, (...) starałem się wolne chwile wykorzystać na nawiedzanie świątyń. Mieszkałem niezbyt daleko od Watykanu. Byłem co najmniej 3-4 razy w samej Bazylice św. Piotra, by spokojnie wymodlić się właśnie u Jana Pawła II. Potem w innych miejscach Bazyliki św. Piotra. Ostatnie sobotnie popołudnie wykorzystałem na to, żeby jeszcze zajrzeć do Bazyliki Matki Bożej Większej, do św. Jana na Lateranie i do tzw. Scala Santa, świętych schodów, by także modlić się i w tej modlitwie polecać całą naszą diecezję, wszystkich chorych, cierpiących, młodszych, starszych, kapłanów, siostry zakonne, wszelkie sprawy trudne, zawiłe, bolesne, ale też i radosne, niosące nadzieję. Ofiarowałem to wszystko, co przywiozłem ze sobą w mym sercu, w myśli, pragnieniu. Był to czas nasycony modlitwą zarówno wspólnotową z całym Episkopatem, jak i tą prywatną. Byłem nawet na Uniwersytecie Gregoriańskim i tam zaglądałem do kaplicy, przypominając ją sobie z dawnych studenckich czasów i tam też się modliłem dziękując Panu Bogu za wszystkie łaski i dary, których udzielił mi i teraz poprzez moją posługę udziela naszej diecezji zamojsko-lubaczowskiej.

– Była to podróż sentymentalna do miejsc i ludzi, których się odwiedziło po latach…

– Oczywiście, że wymiar sentymentalny też się tu pojawił. Chociażby to zaglądnięcie do poszczególnych bazylik, kościołów, także spacer do tych charakterystycznych rzymskich miejsc, bo zaszedłem do Fontanny di Trevi, na Schody Hiszpańskie. Potem poszedłem do Koloseum, na Piazza Navona, do Largo Argentina, tam gdzie nieopodal jest kościół polski św. Stanisława. Te charakterystyczne, znane mi miejsca po prostu na nowo odżyły w tym sentymentalnym spojrzeniu, przypomnieniu specyficznej atmosfery miasta Rzymu i klimatu oraz ducha poszczególnych bazylik.

– Kulminacyjnym punktem tej wizyty było spotkanie z Ojcem Świętym Franciszkiem. Jaki to był czas?

Reklama

– To jest bogactwo łaski, bo tych możliwości bezpośredniego spotkania Ojca Świętego Franciszka, akurat w tym przypadku było więcej. Tak bezpośrednio, bardzo blisko przy konfesji św. Piotra 2 lutego, potem na audiencji środowej, kiedy na koniec podprowadzono nas – biskupów, do tak zwanego „baciamano”, czyli możliwości ucałowania pierścienia rybackiego następcy św. Piotra, aktualnego Papieża Franciszka. Wtedy to nadarzała się okoliczność zamienienia dwóch – trzech słów, osobistego przedstawienia się i przywołania naszej zamojsko-lubaczowskiej diecezji. W czwartek mieliśmy możliwość, w ramach naszej grupy biskupów z Polski, spotkania indywidualnego, każdy biskup przedstawiał swoją diecezję. Potem siedzieliśmy razem w jednym kręgu z Papieżem Franciszkiem, bardzo blisko siebie. Ojciec Święty pytał także i mnie bezpośrednio o diecezję. Przede wszystkim interesowało go zaangażowanie kapłanów, seminarium, przygotowanie kleryków do posługiwania życia kapłańskiego. Pytał o charakterystykę ogólną diecezji. Każdy z biskupów diecezjalnych to przedstawiał. Zarówno w tym spotkaniu bardziej kameralnym w czwartek, jak i na ogólnym piątkowym, wszystkich biskupów polskich, kiedy miałem możliwość bezpośredniego rozmawiania z Ojcem Świętym, widziało się to zainteresowanie Piotra współczesnych czasów naszym lokalnym Kościołem. Za każdym razem zapewniałem go o tym, że diecezja zamojsko-lubaczowska pamięta o Ojcu Świętym, modli się za Niego. Proszę nie zapominać i wiedzieć o tym, że ten dar modlitwy od nas jest Ojcu Świętemu ofiarowany. Bardzo serdecznie za to dziękował i prosił, żeby nie ustawać w modlitwie za Niego, za Jego posługiwanie i za Kościół. O tym zapewniałem. Z taką misją wróciłem, żeby przypomnieć i zachęcić wszystkich naszych wiernych do tej wytrwałej, stałej modlitwy za Ojca Świętego. W wizycie „Ad limina Apostolorum” jako biskup uczestniczyłem po raz pierwszy, zobaczyłem ów ogrom papieskich zadań, tej odpowiedzialności. Bardziej sobie to wszystko uzmysłowiłem. My jesteśmy skoncentrowani na naszym Kościele lokalnym, ale tych wspólnot w Kościele powszechnym jest taka wielka liczba i to wszystko spada, jeżeli chodzi o odpowiedzialność, wagę, ciężar i zatroskanie, na barki Papieża Franciszka.

– Wielu z pewnością ciekawi, jakie emocje towarzyszą takiemu bezpośredniemu spotkaniu z Ojcem Świętym. Rośnie ciśnienie, pojawia się strach, czy jednak spokój i radość z tego, że obcuje się z taką wspaniałą osobą, jaką jest Papież Franciszek?

Reklama

– (...) Ojciec Święty nie stwarza żadnych barier, uśmiecha się, czasem sam o coś zagadnie, zapyta i to od razu człowieka rozbraja z tego napięcia. Czasem po prostu on prowadzi rozmowę, pyta, dopowiada, daje sygnał, znak swoim uśmiechem, spojrzeniem, gestem, wsłuchaniem się, tym pokojem wewnętrznym, którym emanuje. Chociażby jego podkreślenie odpowiedzialności biskupa, że powinien się modlić przede wszystkim za swoją diecezję. Niech znajdzie godzinę dziennie, nawet jak nie ma tego czasu, bo tak wiele jest obowiązków; na modlitwę jednak biskup powinien ten czas znaleźć. Rozmawiając w różnych sytuacjach z ludźmi, widać jakby ten fenomen Papieża Franciszka, przez to szczerość i otwartość, taki zwyczajny tok myślenia i rozumowania – to wszystko niezwykle przyciąga. On jest jakby tym światłem, którego ludzie pragną i potrzebują, bo po prostu go rozumieją. Mówi od serca i to dociera do każdego człowieka. To było widoczne również w naszych rozmowach. Człowiek się nie mógł napatrzeć, a równocześnie widział ów ciężar odpowiedzialności na barkach Ojca Świętego, powiązany jednak z takim typowo wziętym – myślę, że od św. Franciszka z Asyżu – spokojem zaufania i zawierzenia Bożej Opatrzności.

– Jakie zadania Kościołowi w Polsce wyznaczył Papież Franciszek?

– Wskazując na to, iż Kościół w Polsce ma duży potencjał wiary, modlitwy i miłosierdzia Papież Franciszek zarysował charakterystyczne obszary zadań, podkreślając pośród nich, m.in.: troskę o rodziny, zwłaszcza towarzyszenie duszpasterskie rodzinom rozbitym, katechezę, gdyż ona powinna kształtować osobistą relację z Bogiem, zabieganie o dobrą formację ludzką i duchową seminarzystów, a także troskę o powołania zakonne oraz o ludzi ubogich. Te zadania pozostają ciągle w tchnieniu mądrości Ducha Świętego, cały czas obecnego w Kościele i winny być odczytywane w proroczym spojrzeniu Soboru Watykańskiego II. Ojciec Święty zwraca też uwagę na sprawę jedności w Kościele, tej misji wzajemnego wspierania się, gdy chodzi o podejmowane dzieło wzrastania w świętości. Wskazywał na pewne trudności w obecnym świecie, oraz zachęcał, żeby po prostu jakoś umieć ponad tym wszystkim przechodzić do Bożych spraw. A przecież wiemy, iż obszarami, które zawsze, ale wyjątkowo współcześnie wymagają większej troski Kościoła, są: rodzina, życie powołanych do kapłaństwa i wspólnot zakonnych, oraz osoby odepchnięte od bogato zastawionego stołu tego świata w wymiarze ekonomicznym, edukacyjnym, prawa do wolności czy sprawiedliwości.

– Papież Franciszek w słowie skierowanym do polskich biskupów zwrócił też uwagę na rodzinę. „Trzeba postawić sobie pytanie, w jaki sposób pomóc rodzinom żyć i docenić zarówno chwile radości jak i chwile bólu i słabości”. Jakie rozwiązanie podpowiada Ojciec Święty?

– Pierwszą sprawą będzie towarzyszenie rodzinie poprzez modlitwę. To jest ważne zaplecze duchowe, wsparcie, by nie była sama. Potem umiejętność trwania bardzo blisko przy rodzinie, wyczulenie na różnego rodzaju kłopoty, sytuacje, trudności, jakie przeżywają polskie rodziny. W różnych miejscach, diecezjach wygląda to nieco odmiennie. Na pewno, gdy chodzi o specyfikę naszej diecezji, związaną chociażby z brakiem pracy i ekonomicznym naciskiem na szukanie pracy przez ojca, matkę, daleko poza rodzinnym domem. Potem podział tej rodziny, rozdarcie, wyjazdy, lęk o przyszłość, troska o zabezpieczenie bytu materialnego oraz godziwych warunków życia, wykształcenia, a także samotność, nieporadność, brak ludzkiej empatii, obojętność na ludzki los. To wszystko w jakiś bolesny sposób się tutaj pojawia i Papież zachęca, by nie zostawiać tych rodzin samych, żeby przy nich być. Także gdy chodzi o rodziny, które mają pewne kłopoty. By nie tracić nadziei, ufności i żeby poprzez swoje słowo, bliskość, czynną życzliwość dać im jakiś względnie stabilny punkt oparcia. Przede wszystkim znamienny jest ten wymiar zwrócenia uwagi na sprawy materialne. Podkreślam, że dzisiaj wiele rodzin, a szczególnie wielodzietnych, które w naszej diecezji nie należą do wyjątkowej rzadkości, cierpi w jakiś sposób trudności związane z jej utrzymaniem, a więc trzeba także mieć wyczulenie na to, poprzez pomoc społeczną, charytatywną, sąsiedzką, parafialną, gdy chodzi o ten zakres bardzo istotny dla codziennej egzystencji polskiej rodziny.

2014-03-06 11:05

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Ukraina: najmłodszy biskup na świecie

[ TEMATY ]

biskup

Marcin Konsek / Wikimedia Commons

Katedra Świętych Apostołów Piotra i Pawła w Sokalu

Katedra Świętych Apostołów Piotra i Pawła w Sokalu

Ukraiński Kościół Greckokatolicki ma nowego biskupa. Papież Franciszek potwierdził dokonany przez Synod Biskupów tego Kościoła wybór nowego biskupa pomocniczego eparchii (diecezji) sokalsko-żółkiewskiej. Został nim redemptorysta o. Petro Łoza, urodzony 3 czerwca 1979 r. Tym samym będzie on najmłodszym biskupem katolickim na świecie.

Pochodzący spod Lwowa biskup nominat wstąpił w wieku 18 lat do zgromadzenia redemptorystów, w którym w 2003 r. złożył śluby wieczyste, a w 2007 r. przyjął święcenia kapłańskie. Studiował w seminarium redemptorystów we Lwowie (1998-2001) i na Uniwersytecie w Insbrucku w Austrii (2001-2009).
CZYTAJ DALEJ

Realizm duchowy św. Teresy od Dzieciątka Jezus

Niedziela Ogólnopolska 28/2005

[ TEMATY ]

święta

pl.wikipedia.org

Wielką zasługą św. Teresy jest powrót do ewangelicznego rozumienia miłości do Boga. Niewłaściwe rozumienie świętości popycha nas w stronę dwóch pokus. Pierwsza - sprowadza się do tego, iż kojarzymy świętość z nadzwyczajnymi przeżyciami. Druga - polega na tym, że pragniemy naśladować jakiegoś świętego, zapominając o tym, kim sami jesteśmy. Można do tego dołączyć jeszcze jedną pokusę - czekanie na szczególną okazję do kochania Boga. Ulegając tym pokusom, często usprawiedliwiamy swój brak dążenia do świętości szczególnie trudnymi okolicznościami, w których przyszło nam żyć, lub zbyt wielkimi - w naszym rozumieniu - normami, jakie należałoby spełnić, sądząc, iż świętość jest czymś innym aniżeli nauką wyrażoną w Ewangelii. Teresa nie znajdowała w sobie dość siły, aby iść drogą wielkich pokutników czy też drogą świętych pełniących wielkie czyny. Teresa odkrywa własną, w pełni ewangeliczną drogę do świętości. Jej pierwsze odkrycie dotyczy czasu: nie powinniśmy odsuwać naszego kochania Boga na jakąś nawet najbliższą przyszłość. Któraś z sióstr w klasztorze w Lisieux „oszczędzała” siły na męczeństwo, które notabene nigdy się nie spełniło. Dla Teresy moment kochania Boga jest tylko teraz. Ona nie zastanawia się nad przyszłością, gdyż może się czasami wydawać zbyt odległa lub zbyt trudna. Teraz jest jej ofiarowane i tylko w tym momencie ma możliwość kochania Boga. Przyszłość może nie nadejść. „Dobry Bóg chce, bym zdała się na Niego jak maleńkie dziecko, które martwi się o to, co z nim będzie jutro”. Czasami myśl o wielu podobnych zmaganiach w przyszłości nie pozwala nam teraz dać całego siebie. Zatem właśnie chwila obecna i tylko ta chwila się liczy. Łaska ofiarowania czegoś Bogu lub przezwyciężenia jakiejś pokusy jest mi dana teraz, na tę chwilę. W chwili wielkiego duchowego cierpienia Teresa pisze: „Cierpię tylko chwilę. Jedynie myśląc o przeszłości i o przyszłości, dochodzi się do zniechęcenia i rozpaczy”. Rozważanie, czy w przyszłości podołam podobnym wyzwaniom, jest brakiem zdania się na Boga, który mnie teraz wspomaga. „By kochać Cię, Panie, tę chwilę mam tylko, ten dzień dzisiejszy jedynie” - pisze Teresa. Jest to pierwsza cecha realizmu jej ducha - realizmu ewangelicznego, gdyż Chrystus mówi nieustannie o gotowości i czuwaniu. Ten, kto zaniedbuje teraźniejszość, nie czuwa, bo nie jest gotowy. Wkłada natomiast energię w marzenia, a nie w to, co teraz jest możliwe do spełnienia. Chrystus przychodzi z miłością teraz. To skoncentrowanie się na teraźniejszości pozwala Teresie dostrzec wszystkie możliwe okazje do kochania oraz wykorzystać je. Do tego jednak potrzebne jest spojrzenie nacechowane wiarą, iż ten moment jest darowany mi przez Boga, aby Go teraz, w tej sytuacji kochać. Nawet gdy sytuacja obecna jawi się w bardzo ciemnych barwach, Teresa nie traci nadziei. „Słowa Hioba: Nawet gdybyś mnie zabił, będę ufał Tobie, zachwycały mnie od dzieciństwa. Trzeba mi jednak było wiele czasu, aby dojść do takiego stopnia zawierzenia. Teraz do niego doszłam” - napisze dopiero pod koniec życia. Teresa poznaje, że wielkość czynu nie zależy od tego, co robimy, ale zależy od tego, ile w nim kochamy. „Nie mając wprawy w praktykowaniu wielkich cnót, przykładałam się w sposób szczególny do tych małych; lubiłam więc składać płaszcze pozostawione przez siostry i oddawać im przeróżne małe usługi, na jakie mnie było stać”. Jeśli spojrzeć na komentarz Chrystusa odnośnie do tych, którzy wrzucali pieniądze do skarbony w świątyni, to właśnie w tym kontekście możemy uchwycić zamysł Teresy. Nie jest ważne, ile wrzucimy do tej skarbony, bo uczynek na zewnątrz może wydawać się wielki, ale cała wartość uczynku zależy od tego, ile on nas kosztuje. Zatem należy przełamywać swoją wolę, gdyż to jest największą ofiarą. Przezwyciężając miłość własną, w całości oddajemy się Bogu. Były chwile, gdy Teresa chciała ofiarować Bogu jakieś fizyczne umartwienia. Taki rodzaj praktyk był w czasach Teresy dość powszechny. Jednak szybko się przekonała, że nie pozwala jej na to zdrowie. Było to dla niej bardzo ważne odkrycie, gdyż utwierdziło ją w przekonaniu, że nie trzeba wiele, aby się Bogu podobać. „Dane mi było również umiłowanie pokuty; nic jednak nie było mi dozwolone, by je zaspokoić. Jedyne umartwienia, na jakie się zgadzano, polegały na umartwianiu mojej miłości własnej, co zresztą było dla mnie bardziej pożyteczne niż umartwienia cielesne”. Teresa nie wymyślała sobie jakichś ofiar. Jej zadaniem było wykorzystanie tego, co życie jej przyniosło. Umiejętność docenienia chwili, odkrycia, że wszystko jest do ofiarowania - tego uczy nas Teresa. My sami albo narzekamy na trudny los i marnujemy okazję do ofiarowania czegoś trudnego Bogu, albo czynimy coś zewnętrznie dobrego, ale tylko z wygody, aby się komuś nie narazić lub dla uniknięcia wyrzutów sumienia. Intencja - to jest cały klucz Teresy do świętości. Jak wyznaje, w swoim życiu niczego Chrystusowi nie odmówiła, tzn. że widziała wszystkie okazje do czynienia dobra jako momenty wyznawania swojej miłości. Inną cechą, która przybliża ją do nas, jest naturalność jej modlitwy. Teresa od Dzieciątka Jezus, która jest córką duchową św. Teresy od Jezusa, jest jej przeciwieństwem odnośnie do szczególnych łask na modlitwie. Złożyła nawet z tych łask ofiarę, bo czuła, że w nich można szukać siebie. Jej życie modlitwy było często bardzo marne, gdyż zdarzało się jej zasypiać na modlitwie. Po przyjęciu Komunii św. zamiast rozmawiać z Bogiem, spała. Nie dlatego, że chciała, ale dlatego, że nie potrafiła inaczej. Ważny jest fakt, iż nie martwiła się za bardzo swoją nieumiejętnością modlenia się. Wierzyła, że i z takiej modlitwy Chrystus jest zadowolony, gdyż ona nie może Mu ofiarować nic więcej poza swoją słabością. Aby się przekonać, jak daleko lub jak blisko jesteśmy przyjmowania Ewangelii w całej jej głębi, zastanówmy się, jak podchodzimy do niechcianych prac, mniej wartościowych funkcji, momentów, gdy nie jesteśmy doceniani, a nawet oskarżani. Czy widzimy w tym okazję, aby to wszystko ofiarować Chrystusowi, czy też walczymy o to, aby postawić na swoim lub zwyczajnie zachować twarz? Jak postępujemy wobec osób, które są dla nas przykre? Czy je obgadujemy, czy też widzimy w tym okazję, aby im pomóc w drodze do Boga? Teresa powie, gdy nie może już przyjmować Komunii św. ze względu na zaawansowaną chorobę, że wszystko jest łaską. Czy każda trudna sytuacja, trudny człowiek jest dla mnie łaską?
CZYTAJ DALEJ

Fundacja „Donum Missionis” będzie się opiekować kolegiami Dykasterii ds. Ewangelizacji

2026-10-01 20:08

[ TEMATY ]

fundacja

Dykasteria ds. Ewangelizacji

Papież Leon XIV

@Vatican Media

Siedziba dawnej Kongregacji ds. Ewangelizacji Narodów (Propaganda Fide) przy Piazza di Spagna w Rzymie.

Siedziba dawnej Kongregacji ds. Ewangelizacji Narodów (Propaganda Fide) przy Piazza di Spagna w Rzymie.

Dykasteria ds. Ewangelizacji koordynuje misje katolickie na całym świecie i kieruje procesem nowej ewangelizacji. Leon XIV zatwierdził dziś (1.10.2026) Statut „Donum Missionis” – nowego podmiotu prawnego Dykasterii ds. Ewangelizacji. Fundacja powstała z połączenia Fundacji Domus Missionalis i Domus Urbaniana. Będzie odpowiadać za konserwację i utrzymanie nieruchomości należących do Dykasterii, w których mieszkają i są otaczani opieką duchową seminarzyści i osoby zakonne z terenów misyjnych.

Leon XIV podjął decyzję o połączeniu obu fundacji w jedną instytucję, biorąc pod uwagę konieczność dostosowania ich statusu kanonicznego do zmienionych ram prawnych, a szerzej – do reformy Kurii Rzymskiej zainicjowanej przez papieża Franciszka konstytucją apostolską Praedicate Evangelium.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję