Reklama

Niska demografia grozi rewolucją

Niedziela Ogólnopolska 51/2012, str. 16-17

ARCHIUM PROF. MARKA OKÓLSKIEGO

Prof. Marek Okólski 1 czerwca 2012 r. otrzymał doktorat honoris causa Uniwersytetu Stefana Wyszyńskiego w Warszawie

Prof. Marek Okólski 1 czerwca 2012 r. otrzymał doktorat honoris causa Uniwersytetu Stefana Wyszyńskiego w Warszawie

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

ALEKSANDER KŁOS: - Przykłady choćby takich państw jak Niemcy czy Francja pokazują, że pomimo przeznaczenia gigantycznych pieniędzy na wsparcie rodzin z dziećmi nie udaje się doprowadzić do wymienialności pokoleń.

PROF. MAREK OKÓLSKI: - Nie ma ani jednego przypadku, że dzięki takim działaniom doprowadzono do pełnej zastępowalności pokoleń, czyli do tego, by średnio na jedną kobietę przypadała dwójka dzieci, chociaż Francja jest bliska tego. W państwach zachodniej Europy, które prowadzą intensywną politykę prorodzinną, zapaść demograficzna jest dużo mniejsza niż w Polsce i jej skutki będą o wiele słabsze niż u nas. W ciągu najbliższego półwiecza problem starzenia się w części krajów zachodnich nie będzie się nasilał. W tej chwili mamy w Unii Europejskiej jeden z najniższych mierników obciążenia ludzi w wieku produkcyjnym ludźmi w wieku emerytalnym. Ale w 2060 r., według prognoz Eurostatu, będziemy na pierwszym miejscu. Tego nie da się istotnie zmienić, ponieważ nie tylko ludzie, którzy będą wtedy starzy, już teraz żyją, ale żyje również większość spośród tych, którzy wtedy będą pracować. Polityka może bardzo dużo zrobić w celu poprawienia dzietności w Polsce, ale musiałaby być prowadzona od kilkudziesięciu lat. Teraz już pewnych rzeczy nie zmienimy.

Reklama

- Czy w takim razie jedynym rozwiązaniem dla Polski, oprócz zapewnienia zdecydowanie bardziej zaangażowanej pomocy rodzinom, jest imigracja? A jeśli tak, to w jaki sposób powinniśmy otworzyć się na nowych przybyszów, jak polskie państwo traktuje ich obecnie?

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

- Jest to ważny czynnik, ale nie decydujący. Jeżeli spojrzymy na proces starzenia się i porównamy ze sobą różne kraje, to za pół wieku w najgorszej sytuacji będą te, w których płodność spadła najostrzej, czyli wschodnia Europa, a zwłaszcza te, w których ponadto występuje silna emigracja i niska imigracja. Taka sytuacja dotyczy Polski, Słowacji, Bułgarii, Rumunii i krajów nadbałtyckich - gdy mówimy o Unii Europejskiej. Lepszą sytuację mają Czesi i Słoweńcy, gdzie także występuje niska płodność, ale za to nie ma odpływu ludzi, a jest napływ. W najkorzystniejszej sytuacji w Europie są te kraje, w których współczynnik dzietności zbliża się do dwóch urodzeń w ciągu życia przeciętnej kobiety i gdzie występuje zjawisko „dodatnie saldo migracji”. Sama imigracja nic nie daje, dlatego że migranci starzeją się znacznie szybciej niż nowo narodzeni. Do nowych krajów przybywają przeciętnie jako trzydziestolatki. Natomiast imigracja przejściowo łagodzi zapaść demograficzną, gdy płodność nie spada do zbyt niskiego poziomu.

- Wszyscy pamiętamy jak Donald Tusk obiecywał zrobić wszystko, by polscy emigranci wrócili do kraju. Oni jednak wolą zostać na obczyźnie, tam jest im lepiej, co więcej, ściągają tam swoje rodziny. Jak odmienić ten trend?

Reklama

- Nie odkryję prochu, wszyscy wiemy, co musi się stać. Gdy Polska będzie bardziej atrakcyjna dla cudzoziemców i pod tym względem konkurencyjna wobec obecnych krajów wybieranych przez imigrantów, gdy będzie nam rzeczywiście zależało, żeby do nas przyjeżdżali, to oni się zjawią. W takiej sytuacji wróciliby do ojczyzny także Polacy, którzy z niej wyjechali, szukając pracy i lepszych warunków życia. Jednak, aby to osiągnąć, nie wystarczy samo zaklęcie „wracajcie!” albo mędrkowanie „jacy powinni być lub z jakich krajów się wywodzić imigranci”. Powstał niedawno rządowy dokument o polityce migracyjnej, w którym różni mędrcy zastanawiają się nad tym, czy lepiej będzie, gdy będą to Polacy ze Wschodu, czy może jacyś Azjaci. Ale rodacy ze Wschodu nie palą się do przyjazdu. Nawet ludzie z Kazachstanu, żyjący w trudnych warunkach i mający nasze korzenie, po przybyciu do Polski często są bardzo rozczarowani i chcą wracać. Aby zmienić tę sytuację, należy stworzyć tym ludziom przyjazne otoczenie. Droga do tego jest jedna, potrzebujemy takich reform, które spowodują, że ten kraj będzie się sam rozwijał, a nie tylko liczył na kredyty, pożyczki czy darowizny z Unii Europejskiej. I że te środki będą wydawane nie tylko lub głównie na konsumpcję, ale i na inwestycje, na kreowanie, na innowacyjność...

- Panie Profesorze, myślę, że wszyscy chcielibyśmy, żeby nasz kraj w taki sposób się zmieniał, ale wydaje się, że w obecnych okolicznościach jest to nierealne.

- Nie ma innej drogi, to musi się stać, jeśli ma przetrwać ten region Europy. Ukraina ma 50 mln ludzi, ale będzie ich miała mniej niż Polska obecnie za 40 lat. Mówimy więc o katastrofie. Dlatego w naszym regionie musi dojść do zdecydowanych reform, te kraje muszą wyłonić elity, które nie będą myślały głównie o tym, jak we własnym grupowym interesie „zagospodarować” resztkę narodowego majątku. Ten egoizm elit jest niebywały, nie ma żadnego myślenia kategoriami państwa i przyszłości, liczy się jedynie bieżący interes partyjny albo nawet osobisty.

- Co się jednak stanie, jeśli wszystko zostanie po staremu? W 2060 r. ma nas być 31 milionów...

- W myśl tej prognozy ponad połowa populacji przekroczyłaby 50. rok życia. Byłoby wśród nas kilka milionów starców powyżej 80. roku życia, a każdy z nich wymagałby opiekuna. Ich odsetek w stosunku do stanu obecnego wzrósłby czterokrotnie. Moim zdaniem, ten scenariusz nie ma szans się ziścić, gdyż zanim miałoby do tego dojść, wszystko musiałoby się rozsypać. Z tego powodu dużo wcześniej musielibyśmy mieć w kraju poważne napięcia i zamieszanie, może nawet rewolucję.

- Jak można pomóc rodzinom i młodym ludziom planującym posiadanie dzieci, dysponując obecnymi środkami? Węgry są przykładem państwa stosunkowo ubogiego, z gorszą sytuacja ekonomiczną niż nasza, które przeprowadzają długofalową reformę wspierającą dzietność.

- Naturalne jest to, że musi nastąpić redystrybucja środków. Mówi się o tym, że są marnotrawione gigantyczne fundusze pozabudżetowe. Polska praktycznie przestała mieć armię... Co się stało z tymi pieniędzmi? To tylko jeden z przykładów. Myślę, że zwolnienia podatkowe są najłatwiejszym rozwiązaniem, ale niekoniecznie muszą one przynieść efekty, tym bardziej że Polacy są bardzo pomysłowi. Nawet niewielkie zasiłki, jakie otrzymują samotne matki, spowodowały, że w olbrzymiej części Polski, i to na wsi, niemal połowa dzieci rodzi się poza małżeństwem. Nie może więc dojść do urawniłowki, tak że wszyscy będą upoważnieni do otrzymywania wsparcia, bez żadnej kontroli, tylko dlatego, że ktoś wypełni jakąś normę. Według mnie np. dobrą metodą byłoby wynagradzanie sukcesywne, począwszy od małych kwot, do coraz wyższych, za wysiłek włożony w edukację dziecka. Za jego przechodzenie na wyższe szczeble edukacji rodzice byliby uprawnieni do otrzymywania poważnych zwrotów kosztów. Ludzie, którzy mieliby taką perspektywę, zupełnie inaczej traktowaliby swoje zobowiązania wobec potomstwa i jego wychowania, mając gwarancję uzyskania pomocy państwa. Potrzebujemy długofalowych programów, na które środki nie będą pochodziły z zabrania jednemu małemu funduszowi pomocy rodzinnej i przekazania go innemu, równie marginalnemu, tylko poważnej redystrybucji budżetu i środków pozabudżetowych. Potrzebujemy programu nie tylko dotyczącego polityki rodzinnej, ale strategii rozwoju Polski, w którym rodzina jest istotną wartością. Tego, niestety, politycy nie rozumieją. A kto ma to zrobić, jak nie oni?

2012-12-31 00:00

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Norwegia: Rap i black metal zamiast noblistów w kanonie szkolnym

2026-03-14 17:31

[ TEMATY ]

Norwegia

Adobe Stock

Rap imigranckich artystów, black metal i klasyczna muzyka Edwarda Griega znalazły się wśród treści edukacyjnych dla szkół zaproponowanych w tym tygodniu przez norweskie ministerstwo edukacji. Na listach zabrakło klasyków literatury – Henryka Ibsena oraz noblistów Knuta Hamsuna i Jona Fosse.

Podziel się cytatem Wśród propozycji znalazła się m.in. kompozycja Griega „W grocie Króla Gór”, napisana do dramatu „Peer Gynt”. Obok niej pojawiają się utwory tworzonego przez artystów o indyjskich i egipskich korzeniach duetu Karpe oraz raperki o somalijskim pochodzeniu Musti. Listę uzupełniają nagrania blackmetalowego zespołu Dimmu Borgir.
CZYTAJ DALEJ

Bp Krzysztof Włodarczyk zwołuje I Synod Diecezji Bydgoskiej

2026-03-15 08:53

[ TEMATY ]

synod

Marcin Jarzembowski/Biuro Prasowe Diecezji Bydgoskiej

Bp Krzysztof Włodarczyk

Bp Krzysztof Włodarczyk

„Po rocznym przygotowaniu, uznając, że Pan powołuje nas do wspólnej drogi, pragnę niebawem rozpocząć I Synod Diecezji Bydgoskiej, czyli czas, kiedy pod wpływem Ducha Świętego wszystkie wspólnoty, rady i komisje zgromadzą się w imię i ku chwale Boga, aby ujawnić jedność Ciała Chrystusa, jakim jest Kościół” - napisał do diecezjan biskup ordynariusz Krzysztof Włodarczyk.

„Ponieważ zarządzanie Kościołem nie jest przeze mnie traktowane jedynie jako akt czysto administracyjny, lecz ma wyrażać misję ewangelizacyjną, do której wezwani są wszyscy ochrzczeni, pragnę zaprosić Was do udziału w wydarzeniach, które towarzyszyć będą uroczystej inauguracji I Synodu Diecezji Bydgoskiej” - czytamy w komunikacie.
CZYTAJ DALEJ

Bp M. Marczak: Bóg może nas uwolnić z niewidzenia!

2026-03-15 14:30

[ TEMATY ]

archidiecezja łódzka

ks. Paweł Kłys

Kościół stacyjny Matki Boskiej Bolesnej w Łodzi

Kościół stacyjny Matki Boskiej Bolesnej w Łodzi

Ostatnia liturgia stacyjna III tygodnia Wielkiego Postu, której przewodniczył biskup Marek Marczak, celebrowana była w kościele pw. Matki Boskiej Bolesnej w Łodzi, gdzie posługuję duszpasterską pełnią ojcowie pasjoniści.

Odwołując się do znaczenia IV niedzieli wielkopostnej łódzki pasterz zauważył, że - gromadzimy się w kościele stacyjnym, w pielgrzymce wiary, którą od kilkunastu już lat Kościół Łódzki, podejmuje, aby pomagać wszystkim, którzy chcą uczestniczyć w tych spotkaniach, w Eucharystiach, w rozważaniach, także w jałmużnie, w drodze do świąt wielkanocnych. Dzisiejszy wieczór to już Msza święta z niedzieli - z czwartej niedzieli Wielkiego Postu, niedzieli nazwanej laetare. To łacińskie słowo oznacza cieszcie się - stąd też kolor szat liturgicznych różowy, w zależności od odcienia może wzbudzać u niektórych lekki uśmiech. Niedziela laetare, czwarta niedziela Wielkiego Postu, wzywa do tego, żeby się cieszyć. Jak to jest, że Kościół w tym okresie wzywa do pokuty, do modlitwy, do postu, do czynów pokutnych, ale w jedną z niedziel mówi cieszcie się i przypomina o tym, że Wielki Post zmierza do świąt Wielkiej Nocy, do świąt radości, świąt zmartwychwstania pańskiego. Ta niedziela może być nam potrzebna chociażby z tego powodu, że jeśli na serio podejmujemy różnego rodzaju wyrzeczenia, posty, bierzemy udział w nabożeństwach takich jak droga krzyżowa czy gorzkie żale, to istnieje pewne niebezpieczeństwo, że bardzo zapatrzymy się w same akty pokutne zapominając do czego one tak naprawdę służą, do czego nas prowadzą - tłumaczył hierarcha.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję